wtorek, 23 lipca 2013

Sądny dzień

Wtorek, tydzień się rozkręca zupełnie beznamiętnie.
Niby fajnie, ale nijak.

Dziś po południu mamy odbiór wyników z powtórzonego badania nasienia i wizytę u androloga. Nie jestem w stanie przewidzieć, jaki będzie wynik i moja reakcja na niego. Już się przekonałam, że w tej dziedzinie nie da się przewidzieć swoich reakcji.

Boje się o Niego, jak On zareaguje w wypadku gorszych lub niepoprawionych wyników.
I siebie też się boję, bo mogą głowa, moje uczucia, zupełnie wymykają mi się spod kontroli, jak się okazuje.

Wydaje mi się, że dziś będzie sądny dzień. Sądna wizyta.
Minęły 3 miesiące od ostatniego badania i jeśli wyniki się nie poprawią a my nie znajdziemy przyczyny, to co? Pozostaje nam in vitro. Coś z czym trudno mi się pogodzić. Nie chodzi tylko o kościół, ale o zwykłą etykę. Dla mnie osobiście jest to sprawa kontrowersyjna moralnie.
I prześladuje mnie przeświadczenie, że natura i Bóg nie chcą mojego dziecka powołać na świat.

A przecież ja jestem zdrowa. Mogę „normalnie” mieć dzieci.
Boże, wystawiasz mnie na próbę ognia.. Ufam, że tak musi być. Że jest w tym całym ambarasie jakiś cel i zamysł, którego ja na razie nie ogarniam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz