czwartek, 18 lipca 2013

Środek tygodnia



Weekend minął, dziękuję, nie najgorzej. Snuliśmy się leniwie po domu w pidżamach i w takie dni zawsze jesteśmy w dobrych nastrojach i stosunkach.

A w poniedziałek nastała rzeczywistość.
Czyli powrót do pracy do domu i w domu oczekiwanie na „nie wiem co”.
Zazwyczaj mój czas po powrocie z pracy do domu wygląda tak:
on siedzi przy komputerze
daje mu buziaka
robię coś do jedzenia
wychodzi z gabinetu coś zjeść
odchodzi zanim skończę jeść, bo „musi pilnie coś skończyć”
kończę posiłek gapiąc się w ścianę
sprzątam
oglądam TV lub sama sobie planuje czas w postaci wypadu gdzieś, z kimś.
Mam doła, idę spać. Sama.

Od tego tygodnia On zaczął wychodzić „do pracy” bo wynajęli sobie w kolegami biuro w centrum.
Chwała Bogu.
Tylko, że póki co, niewiele to zmieniło. Wracamy razem do domu a on i tak siada przed komputerem i tyle go mam.

Wczoraj wybuchła awantura.
Że się go czepiam, że czego ja właściwie chcę, że przecież we wtorek byliśmy na chwilę w parku po pracy, a mnie nadal źle.
I kurde, sęk w tym, że ja sama nie wiem za bardzo, czego ja chcę. Żeby był w domu dla mnie a nie dla sprzętów Apple? Żeby zrozumiał, że ja też jestem interaktywna? Że ja nie muszę non stop gdzieś latać jak dziecko z ADHD, mogę z nim na kanapie leżakować, ale RAZEM to róbmy?
I ostatnie: że nie czuję się w domu jak kobieta, tylko jak worek kartofli. Że atrakcyjna czuje się, jak wychodzę z domu. Jestem przecież laseczką przed trzydziestką i poza domem, owszem, wiem, że fajna ze mnie lala. W  domu – wór kartofli. Fajna kumpela , współlokatorka. That’s all folks.

On teraz jest w drodze na badania, bo musimy powtórzyć cały secik w klinice niepłodności.
Krew , mocz a przede wszystkim: nasienie.
Ostatnie badanie sprzed 3 miesięcy nie pozostawiło nam złudzeń, dlaczego po 2 latach starań o dziecko nadal jesteśmy 1+1. Słabe wyniki nasienia. Zamiast 15 ml plemników – 7 mln. I to nie wiadomo jakiej budowy, bo nie dało się im zrobić morfologii, tak ich mało było. Na razie wszystko wskazuje na to, że pozostaje nam jedynie in vitro.

Po odebraniu wyników nasienia te 3 miesiące temu, sięgnęłam dna.
I dość szybko się od niego odbiłam.
On chyba nie przyjął do wiadomości w ogóle, że sprawy u niego mają się tak a nie inaczej.
Uczepił się myśli powtórzenia badania (zresztą tak nam poradziła lekarka, bo parametry są mocno zmienne w czasie) i na tym koniec.

No więc dziś jest powtórka badań.
Wyniki we wtorek i widzenie z panią profesor-androlog.
Nasze życie zależy teraz od kilku cyferek na świstku papieru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz