sobota, 10 sierpnia 2013

Nocne rozmowy

Wczoraj rozmawialiśmy, ale wręcz wymusiłam to na nim.

Siedziałam przy komputerze, przeglądając blogi dziewczyn w podobnym położeniu, lub też już w trakcie in vitro.
Oczywiście minę miałam nie tęgą, wzruszenie na twarzy, deszcz w oczach.

Zajrzał przez ramię, przeczytał na głos z kpiną jakieś jedno zdanie (nie wiedząc zupełnie co czyta, to miał być żart).
Ten żarcik poderwał mnie z nóg jak oparzoną, strzeliłam klapą od komputera, zerwałam się na równe nogi, jak goły w pokrzywach,
i uciekłam z wielkim fochem, wrzeszcząc coś o “daniu spokoju”.

Dogonił mnie, po czym wysyczałam mu w twarz, i widziałam, że mocno jest zdziwiony:

"Czuję, że jestem z tym wszystkim sama! Że sama to wszystko muszę ciągnąć za sobą do przodu! Że gdyby nie moje wysiłki to tkwili byśmy nadal w miejscu, w którym jesteśmy. Biegam za Tobą w workiem leków, muszę się prosić i przypominać, żebyś je wziął. Gdybym nie wykupiła recepty, to nawet byś się nie pofatygował. Nie mam siły!”

I widziałam w Jego oczach… zaskoczenie? Jakiś taki strach?
Nie wiem co to było,ale widziałam to.

Próbowaliśmy potem nawiązać jakiś dialog, przez najbliższą godzinę.
On próbował przerwać rozmowę mówiąc, że bez sensu jest roztrząsanie scenariuszy.
Ja, że chce rozmawiać o tym po prostu, o sytuacji, o naszych uczuciach.

I nawiązaliśmy ten dialog, chociaż trochę to trwało.
Dowiedziałam się, że on kontroluje swoje myśli i nie dopuszcza do świadomości scenariusza, że nie uda się poprawić wyników nasienia.
Gdyby na to pozwolił, to by zwariował.
"Ja w sumie też chce mieć dziecko".


On:
"Przestań zadręczać się złymi myślami i weź do siebie te dobre. Przecież jesteśmy na dobrej drodze.
Pomyśl sobie, że to się kiedyś skończy. Wyobrażaj sobie, jak będzie wspaniale, kiedy to wszystko się skończy. Nazywamy to nadzieją i boimy się jej mieć, zupełnie niepotrzebnie. Żyjemy czarnymi myślami w obawie przed rozczarowaniem i to nas wprawia w jeszcze gorszy stan. Jeśli złe będzie miało przyjść, to i tak nadejdzie, niezależnie od tego w jakim nastroju będziemy. Nadzieja pozwoli nam w mniejszym stresie przez to wszystko przebrnąć.”

Nie wiem czy udało mi się to jakoś ubrać w słowa, ale ma taką cholerną rację.
Mogę się postarać wykrzesać z siebie więcej wiary, nadziei i optymizmu.
Spróbować chociaż.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz