piątek, 27 września 2013

Chill & freez

Spokój, o którym pisałam w ostatnim wpisie nadal się utrzymuje.
Tak się zchillowałam, że kompletnie straciłam zapał do starań. Gdzieś mi umknął. I zabrał ze sobą smutki i smuteczki.

Za to rzuciłam się w dziki wir pracy.
Ilość pracy, którą wykonuję, jest wprost proporcjonalna do mojego zadowolenia z siebie i satysfakcji.
Muszę odnosić sukcesy i sukcesiki, żeby być zadowoloną z siebie.

On zakończył antybiotyki ze 3 tygodnie temu i jest gotowy na badania.
Ja zakończyłam swoje (no, 2 ostatnie globulki olałam) i też jestem ready to check, czy wytępiłam dziadowatą bakterię.

Tylko, że jak sobie pomyślę, że znowu mam przechodzić przez te badania, wizyty i inne to mi się odechciewa.

On ostatnio prowadzi druzgocąco niehigieniczny tryb życia.
Pracuje jak szalony, nie je, nie śpi, pali, nie rusza się i trzyma komputer na klejnotach.
Te jego plemniki musiały by być z mosiądzu, żeby przetrwać.

Nie kochaliśmy się od 2 miesięcy.
Ostatni raz na Mazurach na łódkach.

Czas wziąć się w garść i ogarnąć rzeczywistość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz