poniedziałek, 14 października 2013

Drama Queen

Wrócił wczoraj z tego niedzielnego spotkania biznesowego i oznajmił, że żona jego wspólnika jest w ciąży z drugim dzieckiem.
I zniknął w czeluściach swojego gabinetu, zostawiając mnie w garach.


Rozsypałam się na kawałki, zupełnie jak miska, którą pieprznęłam o zlew.

A potem była już tylko awantura.
Wrzeszczałam jak opętana płacząc, i wykrzykując litanię gorzkich żali:


  • że dość mam tego, że on wiecznie pracuje

  • że sama jestem jak palec

  • że nie mam ochoty wracać z pracy do domu

  • bo to jest umieralnia, grobowiec, zimne, szare ściany a nie dom

  • że jestem samotna

  • że albo coś zróbmy albo to zakończmy póki oboje jesteśmy piękni, młodzi, trzydziestoletni i mamy szansę ułożyć sobie życie.

Patrzę na to, co napisałam powyżej i zastanawiam się o co mi konkretnie chodziło.
O to, że pracuje w niedzielę (i w ogóle wiecznie po wsze czasy pracuje, amen) czy o to, że żona wspólnika jest w drugiej ciąży?

I’m a dramma queen.
< co nie znaczy, że nie miałam racji>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz