czwartek, 24 października 2013

From "chill" to "hell"

Trwam w po-wtorkowym szoku.


Nie mogę się na niczym skupić. Chciałabym się rzucić w wir pracy, ale mam akurat spokojniejszy okres, więc tym bardziej mi trudno.


Skaczę myślami non stop od in vitro, do błagalnych myśli wysyłanych do Boga, do cienia myśli o adopcji, od nadziei do jej braku.


Jestem w czarnej dupie.
Nie da się tego inaczej opisać.


Był chill. Teraz jest hell.


Chciałabym, żeby czas płynął szybciej.
Pstryk.
Żeby już był styczeń i żebym wiedziała, że wyniki nasienia nadal są do dupy.

Pstryk.
Marzec.
Stoję przed kliniką już zakwalifikowana do in vitro.

Pstryk.
Jestem w ciąży.
( Mój Boże, jak to zdanie pięknie brzmi.)


To wszystko już tak strasznie długo trwa.
Tak strasznie jestem zmęczona.
Taka straszna niesprawiedliwość.

Czy to się kiedyś skończy?

W 2014 roku będę w ciąży.
W 2014 roku będę miała brzuch.
I rozstępy. I będę się z nich cieszyć.


PS. Już miałam kliknąć publikuj…i właśnie w tym momencie weszła do mnie do pracy koleżanka w 9tym miesiącu ciąży z wizytą. Moje uczucia są brzydkie, nieładne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz