niedziela, 13 października 2013

"Ale za to niedziela będzie dla nas..."








Niedziela.
Wyskoczył z łóżka jak oparzony tuż po przebudzeniu i pobiegł na spotkanie biznesowe. Nie, żeby to była jakaś wyjątkowa sytuacja.
Po prostu, dla Niego to jest naturalne.


I tak leżę sobie sama w łóżku, obsiadły mnie koty i tak się zastanawiam, czy nasze życie jest “nienormalne” czy po prostu nie ma czegoś takiego jak “normalność”?

Ja bym chciała, żebyśmy w domu, w odpowiednich godzinach i porach, mieli czas i przestrzeń tylko dla siebie. 
On każdą swoją chwilę poświęca pracy. Startupom. Planom na wielki biznes. Przybliżaniem ich do rzeczywistości. 

Trudno mi to zaakceptować.
Mieszkamy razem od ładnych kilku tak, a ja nadal nie przyzwyczaiłam się, bo… chyba czekam, aż on się zmieni. Ale przecież wszyscy wiemy, że się nagle nie zmieni. 

Byłam kilka lat temu u wróżki. Powiedziała, że dla Niego zawsze praca będzie miała ten sam priorytet co rodzina. Dla mnie ważniejsza będzie rodzina.


Powiedziała mi także, że koło czterdziestki będę miała drugiego męża. Na własne życzenie.

Dlatego właśnie nie powinno się chodzić do wróżki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz