środa, 6 listopada 2013

Kolejny lekarz, kolejny "zjazd"

Jest świeży blog, fajnie-miło było, ale się skończyło.
Nie dajcie się zwieść cukierkowemu szablonowi, bo generalnie jest chu*owo.

Krótka retrospekcja:
Po ostatnim "apogeum wkurwienia" zdołałam się uspokoić i jako tako wrócić do równowagi (czytaj: zamiotłam temat pod dywan). Zaliczyłam kolejną mszę o uzdrowienie u Jezuitów, co działa na mnie jak prozac, valium i kokaina w jednym.
Postanowiłam zignorować pierdolącą od rzeczy teściową, co mi skutecznie wychodzi.
On zakończył wreszcie projekt, nad którym siedział kilka ostatnich miesięcy dzień i noc.
Projekt odbił się pozytywnym echem w branży a ja odzyskałam partnera życiowego. Obecnie między nami jest świetnie. Bombowo.
Sprawy łóżkowe się ożywiły i to z pożądania a nie konieczności prokreacji. Pozwoliliśmy sobie nawet na małe szaleństwo bez zabezpieczenia przed moimi bakteriami.
Długi weekend listopadowy minął bardzo miło, pojechaliśmy w moje rodzinne góry. Miło, rodzinnie, chilloutowo. Kocham Go. Czuję, że kroczymy razem ramię w ramię.
I to tyle, jeśli chodzi o słodkie pierdzenie.

Kolejny zjazd do "piekła niepłodności" nastąpił dziś. Cholera wylazła spod dywanu, pod którym była trzymana.
Skorzystałam z rady teściowej (no.. serio serio) i udałam się na wizytę do jej kumpla -lekarza - ginekologa. Wizyta była przekładana od jakiegoś czasu, bo on nie mógł.
Dziś poszliśmy, ja i małż.

Wizyta kompletnie uaktywniła cały smród tego cholernego problemu niepłodności.
Niby nic się nie wydarzyło na niej szczególnego.
Pan mocno skupił się na mnie, jakby fakt, że Małż. ma 6 milionów plemników nie stanowił problemu.
Wypytywał mnie o wszystko, aż dokopał się do faktu, że ja, moje Panie, nie miałam jeszcze sprawdzanej drożności jajowodów. Jakoś lekarz mi tego nie zalecił w żadnym momencie. Nie wiem dlaczego.
Finał wizyty był taki, że:

- on nam nie pomoże, bo się nie zna
- za to skieruje nad do swoich kumpli-specy-magików-od-niepłodności, po znajomości oczywiście
- oni mi pewnie te jajowody poprzepychają jak trzeba (czy tam coś z nimi zrobią)
- z bakteriami mam dać sobie spokój (tymi moimi, co ich nie wyleczyłam), bo to na pewno nie jest powód i mam temat olać
- i 100 zł po proszę , dziękuję, do widzenia.

Wyszłam z gabinetu w kawałkach.
Najpierw głowa, potem kadłub a za mną wlekły się nogi.
Teściowa ma rację. Jestem histeryczką.

Co mnie rozwaliło?
Nie wiem.

Może to, że lekarz właściwie nic nam nie powiedział nowego?
Może to, że miałam w głowie plan (następujący: On bierze Clo, w styczniu badanie nasienia, na pewno będzie słabe, więc w marcu startujemy do in vitro z programu, z czystym sumieniem, że zrobiliśmy wszystko co się da) a on mi go jakoś rozpieprzył bezceremonialnie?
Może to, że muszę zrobić tą cholerną laparoskopię czy jakkolwiek to się nazywa, a z tego co czytałam, to zajebiście boli?
Może to, że każda wizyta u lekarza jest dla mnie wyczerpująca psychicznie a te nadęte, spasione dupki nie wykazują żadnego zrozumienia i empatii?
Może to, że Małż siedział ze spuszczoną głową i za wiele nie mówił?
Może to, że lekarz nie wymyślił żadnego magicznego sposobu na zajście w ciążę natychmiast?

Nie wiem.

Wiem natomiast, że jestem w momencie, którego tak bardzo się obawiałam, po odebraniu pierwszego sygnału o naszej beznadziejnej sytuacji  (Jego wyników nasienia w maju). Wtedy bardzo bałam się drogi, jaką przyjdzie nam pokonać w tej walce.
Jestem właśnie na tej drodze. Przeszłam spory kawał i jestem zmęczona, zaczynam tracić siły a końca tej drogi nie widać.

Nie mam ani GPSa, ani mapy a światełka na końcu drogi też jakoś nie widać.


20 komentarzy:

  1. Wiesz co.... Ten lekarz to największy chyba konował o jakim słyszałam, rzeczywiście się nie zna i powinien oddać kasę! Po pierwsze: jak to olać Twoje bakterie skoro drożności (dalej w tekście mylisz jà z laparoskopią, to nie to samo i inne wskazania) NIE można zrobić jak są jakiekolwiek!!! bakterie! Musisz mieć idealną czystość, bo by Ci mogli "przepchać" bakterie dalej. Lekarz tego nie wie??? Po drugie lepiej idź do DOBREGO lekarza niech się wypowie czy przy słabych parametrach nasienia męża jest sens dalej próbować naturalnie albo z inseminacją. To może być tylko strata czasu. Do ivf nie potrzebujesz robić drożności. Byłaś w jakiejś klinice niepłodności czy leczysz się u zwykłych ginów? Jak u zwykłych to strata czasu. Wiem co mówię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Promesa, jasne, że leczę się w klinice. Tam mamy bardzo dobrą profesor - androlog i fajną babkę ginekolożkę (do której nie chodzę od momentu wykrycia słabych parametrów nasienia, bo nie mam po co).
    Do tego gościa poszliśmy tak ad hoc, żeby zasięgnąć opinii kogokolwiek innego spoza naszej kliniki (Salve).

    Przed chwilą zrobiłam mały research w necie. Tak, pomyliłam laparoskopię z HSG.
    I tak, wygląda na to, że jak mam bakterie w pochwie to mi HSG nie mogą zrobić!

    Do inseminacji nie podchodzimy póki co, bo potrzebne jest 10 milionów plemników dobrych a my tyle nie mamy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, z drugiej strony.. mamy jakieś 6,5 mln plemników w 1 mnl.
    Trudno liczyć na cud, jeśli mam niedrożne jajowody, więc w sumie sprawdzić to nie zaszkodzi.
    Tylko bez bakterii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sprawdzić nigdy nie zaszkodzi, ale dziwię się, że lekarz medycyny, lekarz ginekologii daje Ci radę: proszę "olać" bakterie i zrobić drożność. Nawet jeśli nie specjalizuje się w niepłodności, to chyba takie rzeczy powinien wiedzieć. Można bardziej zaszkodzić pacjentce niż pomóc. Po prostu szlag mnie trafia jak słyszę o takiej niekompetencji.
      Myślę, że warto wykorzystać wszystkie szanse na zajście w ciążę naturalnie - jeśli jest taka możliwość.

      Usuń
  4. Wiesz co, te jajcowody to zawsze warto sprawdzić. Co do bakterii, to mój ulubiony temat ;) (czyt paciorkowiec we wzroście licznym co w ciąży przekłada się na bombę zegarową - pęknie pęcherz płodowy i dzieciak umrze czy nie pęknie?).
    I teraz tak.
    Ja mam oczywiście ciut inną sytuację, ale generalnie z bakteriami jest ciężkawo i trzeba się niestety uzbroić w cierpliwość. Jest fajny wątek na naszym bocianie (wygrałam z bakteriami - tak się zwie) i pokazuje, że można, nawet jak kuracja antybiotykowa średnio działała. Są też głosy dziewczyn, że jeśli się faktycznie nie udało wybić gadów, to lekarz dawał coś przeciwzapalnego i robił hsg. Pewnie zależy jak a bakteria, ile walczysz o wybicie itd.
    Przyznam, że mnie lekarz nie sprawdzał w ogóle czystości przed hsg i jakoś żyję (to nie był mój dr ukochany, ale jakiś tam wcześniejszy konował, a ja niewiele wtedy wiedziałam, więc było hsg i tyle).
    Co do bakterii, to jak to u Ciebie teraz wygląda? Jakie masz? Jaki wzrost?
    Mnie BEZ antybiotyku udało się przez dwa miesiące ograniczyć paciorkowca ze wzrostu "liczny" do "pojedynczny", co jest dla mnie wielkim sukcesem. Postępowanie standardowe z bociana: probiotyk dopochwowy 2x dziennie (lactovaginal), witamina C do bólu (sok żurawinowy, cytryna, wit. C w tabletach), odstawienie wkładek higienicznych lub oddychające zmieniane milion razy dziennie, rezygnacja z wanny :(, tantum rosa i lactacyd Femina na zmianę do mycia itd.). Może przypadek, ale jest gnoja mniej (po antybiotyku celowanym było tyle samo, nawet gorzej) plus pojawiła się dobra flora (nie za dużo, ale zawsze coś).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U, to widzę, że temat jest dość mocno eksploatowany i ja nie jestem jakiś odszczepieńcem.
      Teraz jestem w pracy, więc nie mogę się za bardzo wgłębiać, ale do szczegółów na pewno wrócę.
      Na pewno mam E.Coli i Facealis cośtam.
      I przy tym jest dobra flora (przynajmniej ostatnio, po antybiotyku)

      Generalnie cała historia jest jeszcze związana z tymi moimi bakteriami, ale to.. w kolejnym wpisie opiszę. Chętnie skorzystam z rad z vit C, lactovaginalem itd.

      Usuń
  5. Ja nie wiem kto wam wmawia że to jest beznadziejne beznadziejne to jest poniżej miliona a 4 miliony całkowicie wystarczające ,połaziłam jak ty po lekarzach to się nasłuchałam badanie drożności jajowodów przeżyłam fakt boli i przykre to badanie do granic możliwości i jak się okazało w końcu było nie potrzebne do niczego problem tkwił gdzie indziej, bakterie powiem tak pewien lekarz mi poradził żeby jeść dużo jogurtów nie słodzonych i zakwaszać środowisko pochwy,, lakto -vaginal ,,jak dobrze pamiętam profilaktycznie co miesiąc naprawdę pomagało
    szczęście wasze że in vitro przed wami tego się trzymajcie
    Pozdrawiam ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko, tego bólu się boję najbardziej.. przerażona jestem.
      Będę musiała zrobić to chromolone badanie.. wypadało by.
      Wkurwia mnie to, że cała fizyczna strona niepłodności skupia się na kobiecie. Facet tylko nasienie musi oddać. Taka sprawiedliwość.

      Usuń
    2. Ej, HSG nie wszystkich jednakowo boli. Ja też się strasznie bałam, na fotelu ginekologicznym tak się bałam, że trzęsłam się okropnie a lekarz żartował, że jeśli się nie uspokoję, to będę pierwszą pacjentką dla której HSG skończyło się śmiercią, bo umrę na zawał.
      Jedak, prawie nic nie bolało. No może tyle, co słabe skurcze przed miesiączką i to jest tego typu ból. Czujesz w podbrzuszu skurcze nic więcej. Mnie inseminacje o wiele bardziej bolały, ale to tylko z tego względu, że babsko (wolę jednak mężczyzn) nie potrafiło mi wprowadzić tego cewnika, czy co to tam było.
      Więc HSG się nie martw.
      A jeśli chodzi o to, że to kobieta musi więcej przechodzić, to fakt. Faceci mają łatwiejsze zadanie. Jednak w niepłodności chodzi też o to, że tak jak nie ma winnych (czy On czy Ona) tak nie ma osób, które same przez to przechodzą. Albo bierzemy się za to razem (nie ważne po czyjej stronie leży niepłodność, uwierz mi czasem wszystko jest na opak - u nas to podobno mąż i jego nasienie było problemem a w klinice dowiedzieliśmy się, że jest odwrotnie - to we mnie jest problem, a często okazuje się, że problem jest złożony i leży po obydwu stronach), nie skupiamy się na szukaniu winnego tylko wspieramy się wzajemnie i skupiamy na osiągnięciu celu albo trzeba usiąść i przegadać i przepłakać kilka tematów. Tu nie ma miejsca na zamiatanie pod dywan. Niepłodność to taka choroba, że potrafi łączyć w silne więzi ale i podzielić. A teściową olej. Niepotrzebnie miesza między wami. Nie wolno jej się wtrącać i koniec. Może wspierać w waszych wyborach ale w tym temacie, jej zdanie jest całkowicie nieważne i nie powinna w ogóle zabierać głosu.
      Trzymaj się. Mam nadzieję, że już lepiej między wami:*

      Usuń
  6. Piszę, bo chciałam Cię pozytywnie przestawić na HSG. Też się trochę dziwię, że wcześniej nikt nie zlecił tego badania, bo to bardzo ważne w diagnostyce. Ja zrobiłam je jak tylko się dało, dla spokojności swojej, mimo że całą sobą czułam, że są drożne jak autostrada w sylwestra nocą ;) Potwierdziło się;) Badanie prawie nic nie bolało (bardziej bolał zastrzyk przeciwbólowy w poślada, który nawet jeszcze nie zaczął działać, bo zaraz po nim poszłam na stół). Żałowałam później, że tak się naczytałam w internecie i stresa postępującego miałam kilka dni. Trzeba zrobić i już. Tylko wylecz te bakterie, jak się rozniosą z kontrastem po macicy i jajowodach to miałyby dziady ucztę nieziemską.
    Trzymajcie się dzielnie, wyjścia nie ma. Bardzo Wam kibiciuje (też jestem z południa, a Mąż z centralnej tylko u nas to On zmienił adres;)
    Ps. Żeby ten mój anonimowy wpis nie zabrzmiał zbyt optymistycznie, to dodam że też już dłuuugo (za długo;) czekamy i cholera mnie trafia na tą zakichaną służbę zdrowia (państwową jak i prywatną). Jednak w całym tym burdelu to samo HSG jest jednym z milszych wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję. Przerażona jestem tym HSG i najchętniej to bym się narkozie poddała. No nic, trzeba będzie zrobić, ale tych bakterii będę pilnować, żeby mi nie rozsiali.

      Gratuluje zaciągnięcia małża do centralnej :) Chociaż krajobrazy macie lepsze :)

      Usuń
  7. Bosko - teściowa zadowolona, bo z poradzonej wizyty skorzystaliście. Lekarz zadowolony, bo pogadał chwilę i setka do kieszeni wpadła. A Wy dalej w punkcie wyjścia.
    Jesteś wydaje mi się w tym pukncie, w którym ja kiedyś byłam. Każdy doradza swojego "super specjalistę" i oczekuje, że natychmiast się tam udacie. U nas było tak, moja mama przywoziła mi coraz to nowe modlitwy o cud poczęcia a moja teściowa wymyślała kolejnych lekarzy. Myślalam, że oszaleję od tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA też jestem bliska pokręcenia.
      Sama podjęłam decyzję o kolejnym lekarzu. Myślę, że kolejne konsultacje nie zaszkodzą. Ale nie wiem ile wytrzymam.

      Usuń
  8. Tak, masz rację z tymi bakteriami. Z choinki się gość urwał.
    Zwrócę uwagę na te bakterie, żeby mi ich nie poroznosili.

    OdpowiedzUsuń
  9. To jeszcze wcisnę trzy grosze na temat HSG - moje badanie trwało ok. 15 min. było bez żadnego znieczulenia i było prawie bezbolesne (piszę prawie, bo czułam tylko lekkie kłucie jak przy rozpoczynającej się małpie). Fakt faktem, że miałam zupełnie drożne jajowody, ale również fakt jest taki, ze znalazłam w necie namiary na gina (dobry gin, do tego chirurg), który robi to taką metodą naprawdę bezbolesną (jest nieco droższy niestety od innych). Jak chcesz to Ci podam na maila namiary, albo nazwę metody (jak znajdę).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, poproszę namiary ( pinkthinkblog@gmail.com )
      Temu grubemu, co wczoraj się z nim widziałam, nie ufam.
      Wygląda mi na rzeźnika.
      A mogę zapytać ile zapłaciłaś? Widziałam, że w mojej klinice prywatnej robią ze znieczuleniem i kosztuje 500 zł :// Drogawo, ale jeśli ma nie boleć, to zapłacę.

      Usuń
  10. Co do hsh, to ze spokojem, zdarzają się jakieś pewnie trudniejsze przypadki, ale ogólnie to jest szybko i do zniesienia. Miałam bez znieczulenia. Dr kazał mi łyknąć 2 no-spy i 2 aspiryny.
    Gastroskopia była gorsza ;) Choć też wspominam nieźle ;)
    Co do bakterii, powalczyłabym ciut naturalnie - czyli właśnie probiotyki ginekologiczne plus zakwaszanie organizmu (wit. C, jogurty, kapucha kiszona itd.). Nie wiem, na ile jesteś zdesperowana, ale dużo daje CAŁKOWITA rezygnacja z cukru, który jest pożywką dla bakterii.
    Od czasu do czasu warto też Abiofem i witaminę C dopchwowo. Jakoś to się zwało... Vigantalgin C chyba? Obniżają ph (ph sprawdzisz też sama zwykłym papierkiem lakmusowym - allegro 6 zł ;) ). Bakterie nie lubią niskiego PH.
    Jeszcze raz polecam Ci bociana, wiele cennych rad doświadczeń.
    http://www.nasz-bocian.pl/phpbbforum/viewtopic.php?t=17252
    http://www.nasz-bocian.pl/node/77

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdenerwowałam się z lekka. Kolega teściowej, tak? No to chyba niczego innego nie można było się spodziewać, jak skupienia na szukaniu źródła problemu u Ciebie. Nie żeby badanie drożności jajowodów było złym pomysłem, ale 'olewanie bakterii' to już szczyt głupoty, szczególnie przy jednoczesnym proponowaniu inwazyjnego badania. I do tego jeszcze mówi, że się nie zna, to niech nie udziela porad do cholery i to jeszcze za pieniądze. A Ty głowa do góry! Młoda jesteś (wiem, pewnie wkurza Cię ten tekst, ale ja mam prawie 35 lat, więc sobie pozwalam;) , dasz radę. A gdybyś chciała poczytać moją historię, to zapraszam isaarcher@o2.pl.

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba rozwaliło Cię p prostu to, że odbyłaś kolejna wizytę , z której nic nie wynikło . Ty się starasz , chcesz działać , idziesz na wizytę , czegoś od niej oczekujesz i co ? I nic .
    Trochę jestem zaskoczona, że do tej pory nikt Ci nie zlecił badania drożności. Ale rzeczywiście żeby je zlecić bada się najpierw czystość pochwy - więc może dlatego .
    Bólem się nie przejmuj . Jak jajowody masz drożne to może nawet wcale nie boleć . Jak niedrożne - ból jak cholera fakt. Ale trwa to jakieś trzy minuty . Da się przeżyć .

    Cieszę się bardzo , że się z Mężem polepszyło . We dwoje łatwiej . Poza tym zajebiście potrzebujesz Jego wsparcia, zainteresowania , no i w łóżku też się przydaje ;-)

    OdpowiedzUsuń