czwartek, 12 grudnia 2013

Rewers

Weszłam na bloga z zamiarem trepanacji czaszki i ponownego emocjonalnego ekshibicjonizmu.
Zanim zaczęłam klepać, bach, zaglądam na trzy wybrane z listy najświeższe wpisy blogi dziewczyn, które czytam i którym kibicuję i co? Jedna chora  w trakcie procedury IV, druga cukrzyca ciążowa, trzecią dopadł dołek po obejrzeniu dziecka znajomych... i stwierdziłam, że niezbyt chyba będzie na miejscu ten mój dzisiejszy wpis. Zasępiłam się :/

Ale jako że ekshibicjonizm jest silniejszy, oto mój rewers na dzis:
popierniczyło mi się we łbie.
Słowo honoru.

Zaskakuje sama siebie.

Jeszcze kilka dni temu pisałam, cała w skowronkach, jak to jest między mną a S. ostatnio cudownie.
On, po zakończeniu trwających około 6 miesięcy prac nad projektem dzień i noc, nieobecności duchowej i częściowo fizycznej przy mnie, nie rozmawianiu ze mną akurat w czasie, kiedy tego najbardziej potrzebowałam nagle postanowił zrobić wielki come back.

Zaczął pracować w normalnych porach jak normalni ludzie.
Wracać do domu z pracy jak normalni ludzie (a nie zaszywać się w gabinecie na całe dnie i noce).
Zaczął być obecny w domu.
Zaczął ze mną rozmawiać.
Zaczął zasypiać ze mną (!!!), czyli nie kładę się sama do łóżka.
Zaczął normalnie jeść ze mną posiłki przy stole.
I w ogóle, jakoś tak bardziej odnotował moją obecność w domu i zaczął zaznaczać swoją.

A ja co?
Uwaga: kompletnie nie umiem się w tym odnaleźć.
Rozsypała się moja codzienność, do której się chyba przyzwyczaiłam, rozsypałam się ja.

Nie wiem co się stało.
Nie umiem tego wytłumaczyć, ale wręcz przed nim uciekam.
Zaszywam się w koncie domu z komputerem... chociaż widzę, że on jest otwarty na jakąś interakcję ze mną. Czeka na nią wręcz.

Ale ja nie umiem.
Jestem wręcz chyba niemiła.

Nie rozumiem co się stało.
Nie umiem się z tego cieszyć, jestem jakaś taka... poirytowana.

Mam coś z głową.
C'mon..



1 komentarz:

  1. Nie chcę się zgrywać na domorosłego psychologa, ale może tkwi gdzieś w Tobie (nawet nie do końca uświadomiony) żal o ten długi czas, gdy byłaś pozostawiona sama sobie..? Jakiś rodzaj zadry o to, że Twój mąż zamiast iść z Tobą ramię w ramię, izolował się od Ciebie..? I może stąd ta swoista irytacja... Jeśli czujesz to, co myślę, że można by w takiej sytuacji odczuwać, może warto by było siąść z mężem i na spokojnie z nim porozmawiać. Wiesz, w ten deseń, że "kochanie, to miłe, że wreszcie wróciłeś z tej psychicznej emigracji, ale chcę, żebyś wiedział, jak podle i jak samotnie się czułam". Tak sobie to po prostu porównuję do sytuacji, gdy jedno drugiemu wyrządzi jakąś krzywdę, zrani drugą osobę i okazuje się, że można sobie podać ręce na zgodę, można znów zacząć rozmawiać, ale ten specyficzny żal i tak trzeba przetrawić i przeżyć we własnym tempie, dając sobie czas na stopniowe skracanie naturalnego w takiej sytuacji dystansu.

    OdpowiedzUsuń