niedziela, 26 stycznia 2014

Wieści i wici

Przede wszystkim dziękuję wszystkim za troskę o mój stan zdrowia po ostatnim HSG i przepraszam, że się nie odzywałam. Wpadłam w wir pracy i nie ogarniałam czasoprzestrzeni.
Na szczęście sytuacja jajnikowa się ustabilizowała. Przestało boleć i wygląda na to, że wczoraj dostałam okres (tydzień przed terminem).

A tak poza tym:

Małż był na badaniu nasienia. Nie znam jeszcze wyników, ale wiem, że będą słabe.
Więc w piątek mamy wizytę u Ojca Dyrektora (pierwszą u niego).
Wróżę, że skieruje nas na in vitro. Nie sądzę szczerze mówiąc, że zaproponuje nam inseminację (a nawet jeśli, to umiem liczyć i trochę znam się na procentach).
Denerwuje się i nie mogę doczekać tej wizyty zarazem. Mam nadzieję, że ta wizyta będzie nareszcie jakimś przełomem.

Czy jestem pogodzona z in vitro na ten moment?
Nie. Chyba nie. Ale nie mam siły dłużej czekać.

Wczoraj wieczorem byli u nas na kolacji znajomi, którzy mieszkają w innym mieście i widujemy się co kilka miesięcy. Byliśmy na ich weselu niemal równo rok temu.
Przed kolacją gdzieś tam w mojej głowie świtała mi myśl, że ona może być w ciąży. Wiecie jak jest.. to jest to brzydkie uczucie.
Ona od razu odmówiła wina, z marszu. Rzekomo brała jakieś leki przeciw migrenowe.
Między wierszami wyczytałam, że z piątkowej imprezy wracała samochodem - czyli też nie piła.
I jeszcze kilka innych drobniutkich wskazówek podchwyciłam, które moja główka przekłuła sobie natychmiast w teorię spiskową pod tytułem: she must be pregnant!
Moje czujne oko wychwyciło nawet delikatne gładzenie kciukiem brzucha pod stołem.
A moje serce natychmiast przełożyło teorię na zazdrość.

 Siedzę aktualnie zawinięta w szlafrok przed TV i pielęgnuję w sobie poczucie niesprawiedliwości i zazdrości w stosunku do tych, którym tak łatwo przyszło to, czego ja do jasnej cholery nie mam.

Za tydzień o tej porze, po wizycie u Ojca Dyrektora, będę miała nowy plan na najbliższą przyszłość.

7 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że ból minął. Teraz,kiedy czujesz się już lepiej, będziesz mogła z nowymi pokładami energii zabrać się za dalsze leczenie :) A jeśli chodzi o ciąże wokół mnie to zawsze wolałam, kiedy ciężarne znajome/koleżanki/kuzynki mówiły mi o swoim błogosławionym stanie wprost, bez ogródek, zamiast owijać w bawełnę, żeby przypadkiem mnie nie urazić. W końcu i tak nie da się tego na dłuższą metę ukryć, a uczucie zazdrości nauczyłam się w sobie tłumić do tego stopnia, że w końcu przestałam je odczuwać...Widocznie do wszystkiego można się przyzwyczaić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, też wolała bym, żeby dzielili się tym newsem bez owijania w bawełnę.
    Ale w tym przypadku może akurat być tak, że NAWET JEŚLI to prawda i K. jest w ciąży, to bardzo możliwe że jest po prostu za wcześnie na takiego newsa (ta niepisana zasada odczekania do końca pierwszego trymestru).
    Z tą moją "zazdrością" jest tak, że potrafię oddzielić człowieka od problemu - potrafię cieszyć się wieścią, a ta druga ciemna strona.. jest we mnie, ale jakby drugiej strony wcale nie dotyczyła. It's complicated ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że już dobrze :)
    Życzę ładnych wyników (mimo Twojego braku wiary) i owocnej rozmowy z lekarzem!

    OdpowiedzUsuń
  4. zal mi ciebie za to jaka jestes osoba, jak mozna czuc zlosc do osoby ktora zaszla w ciaze, ma do tego prawo, zrozum to! nie jestes pepkiem swiata, nie chcialabym byc w kregu Twoich znajomych, bo jestes wrecz podla, przykre ale tak to odbieram. mpwia, ze jaka jestes dla innych to to samo do ciebie wraca i dlatego chyba masz jak masz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, odezwała się koleżanka-plagiatorka od zablokowanego bloga ;))
      Zdradza Cię twój wyrafinowany styl pisania i błyskotliwy hejt ;)
      hehe..

      Usuń
  5. uuuupsss.... czyzby kogos prawda zabolala, tak, tak idz szukaj kolezanek ktore nie maja, badz nie planuja a najlepiej nie moga miec dzieci:)

    OdpowiedzUsuń