wtorek, 11 lutego 2014

Fiksacja

Przechodzę chyba właśnie przez jakiś kolejny etap.
Etap przed-invitrovej fiksacji. 

Zupełnie nie wiem co się ze mną dzieje.
Nie poznaje się. Nie kontroluje. Wkurwiam otoczenie i samą siebie.

Zaczęło się przed ostatnią wizytą u Ojca Dyrektora (kwalifikującą do IV).
I niestety trwa nadal a jesteśmy przecież z 1,5 tygodnia po wizycie.

Co konkretnie?
Jakby to opisać...
Jestem mega rozkojarzona, moje myśli są rozbiegane, nie rozumiem co mówią do mnie inni ludzie - słyszę i rozumiem tylko wybrane fragmenty.
Zauważyłam, że ostatnimi dniami wkurwiam jednego z szefów, a bardzo długo pracowałam, aby wyrobić sobie u niego opinię i wypracować naszą dobrą współpracę.

Dziś podczas rozmowy telefonicznej z moją mamą, z którą (zaznaczę, bo ważne) mam wyśmienitą relację i gadamy codziennie przez godzinę przez telefon, uświadomiła mi, że coś jest ze mną nie halo. Sama ją zapytałam, bo nagle mnie olśniło...

Zirytowany szef  (który ma od dłuższego czasu ogromny poziom tolerancji na mój specyficzny sposób myślenia) + zirytowana mama (dla której jestem ukochaną córeńką i najlepszą przyjaciółką) dały mi do myślenia.

Sama zapytałam mamę, olśniona, że chyba coś ze mną nie "halo".
No bo skoro mama się zirytowała no to sorry, ale weź, ej...

- Mamuś (nie wiem dlaczego w wieku lat 30tu nadal tak do niej mówię :)), czy ja jestem jakaś inna ostatnio, jakaś wkurzająca?

- Tak dziecko, szczerze mówiąc jesteś jakaś dziwna.. Mam wrażenie, że w ogóle nie słuchasz, co się do Ciebie mówi. Pytasz się mnie po kilka razy o to samo. Mam wrażenie, że skupiasz się tylko wtedy, kiedy mówisz o in vitro. Przyzwyczaiłam się, że jesteś bystra, ostra jak brzytwa, masz taką... intuicję, w lot łapiesz, co chce powiedzieć, ale ostatnio... no, stępiałaś coś. Powinnaś się ogarnąć, szczególnie w pracy.

Generalnie trochę mnie to przeraziło, bo już teraz wiem na 100%, że nie kontroluję siebie.
Rzeczywiście moje myśli są jak szybowiec. Płyyyyyynąąąąą.
Moje usta są sporo wolniejsze niż moje szybujące myśli, więc czasami jak mówię, to wychodzi mi jakiś taki dziwny, słowny twór, neologizm jakiś. Dodatkowo moje rozbiegane oczy sugerują, że yyyyyy nie domagam?
C'mon, zachowuję się jak jakiś debil..

W związku z tym postanowiłam oświecić naszą panią od HRów w dniu dzisiejszym, cóż jest powodem mojego tymczasowego ograniczenia umysłowego. Oczywiście po uroczystych ślubach dyskrecji.
Jej wyraz twarzy w pierwszym momencie mówił: "Aaawww, mój Boże, co za nieszczęście", ale po chwili się ogarnęła i OK. Cieszę się, że jej powiedziałam, bo musimy jakoś rekrutacje odpowiednio przeprowadzić, zespół załatać. Chciałam się też trochę usprawiedliwić, bo walnęłam niedawno niekontrolowanego focha na spotkaniu szefów działów i generalnie... ze swojego intelectual disability.

Z szefem rozmowę mam zaplanowaną na czwartek. Powiem mu.
Pracuję w średniej wielkości firmie i moja nagła nieobecność, nawet na 2 tygodnie, żeby ogarnąć procedurę w kluczowym momencie, może wywołać paraliż znaczącej części projektów. Ja wiem, nie ma ludzi niezastąpionych, ale gdybym nagle wywinęła manewr pod tytułem "arivederczi" to była by chamówa. W mojej firmie takich numerów się nie robi.
Jest coś jeszcze.
Szef nie wie, że ja wiem, że jego bliźniaki są... z in vitro.

A tak poza tym, co słuchać?
Z dnia na dzień rzuciłam papierosy. A raczej ich "popalanie".

Jestem w trakcie 10 dniowej kuracji zapisanej przez Ojca Dyrektora:
irygacje i globulki 2x dziennie. Niezły cyrk.

Obawiam się, że zanim nastanie maj (bo na wtedy zaplanowaliśmy IV), to ja sfiksuję do reszty.
Na punkcję stawię się w szerokim rozkroku, ale i w kaftanie.

Żeby dodać dramatyzmu sytuacji, dodam, że dziś rano podczas robienia makijażu złapałam się na nuceniu tej oto piosenki:


Mogłabym bez specjalnej charakteryzacji zastąpić Pana, który pojawia się na ekranie w 0:22 sekundzie i energicznie macha łapkami.

I tak de facto, to wcale nie jest śmieszne.


13 komentarzy:

  1. Fajną masz relację z mamą, ja tego nie mam i rozmawiamy raz na kilka czasami na kilkanaście dni. Ja też jestem za uczciwością wobec pracodawcy, bo mimo że jak piszesz nie ma ludzi niezastapionych to lojalność w obecnych czasach to już nie taka norma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, tak, relację z mamą mam wyśmienitą. Ale tak de facto, it's complicated. Nie umiem przestać być dzieckiem i stać się dorosła. Mieszkam 300 km od domu od 10 lat. Opuściłam dom rodzinny w wieku lat 19stu i cały czas nie mogę przeboleć i tęsknię za tym jak było kiedyś: w domu ja, mama, brat, nasze wspólne posiłki, śmichy chichy, spacery. Kocham ich tak, że mam wrażenie, że oni są dla mnie najważniejsi. A ja mam przecież swoje życie i męża i to nie oni powinni być najważniejsi...
      Łeee dobra, nie będę rozkminiać. Nie czas na to bo siedze w robcie od godziny i jeszcze nic nie zrobiłam! (a mam co robić..)

      Usuń
  2. Dzień dobry. Czytam z ogromną ciekawością i sympatią.Jestem na podobnym etapie.
    Czekamy na wyniki badań genetycznych męża, aby rozpocząć procedurę.
    Lojalność. To jeden z moich dylematów. Licznych:-)
    Ja chyba nie powiem szefowi. Teoretycznie jestem samozatrudniona i współpracuję z inną firmą, ale praktycznie wymagane jest przebywanie w biurze od 8 do 16, wykonywanie poleceń szefa i dyspozycyjność. Wyjście na badania w czasie godzin pracy staje się problemem i zadawaniem szeregu dodatkowych pytań - po co wychodzę,na jak długo, kiedy odpracuję.
    Z uwagi na odległość, wizyty w klinice wymagają urlopu z podaniem przyczyny i z odpowiednim wyprzedzeniem. Słyszałam, że ciąża moja lub koleżanki oznacza kłopoty, chaos i koszty dla szefa, który ma trójkę dzieci.
    Próbuję oswoić się z myślą, że dłuższe, częstsze nieobecności będą powodem "zerwania współpracy". Próbuję. Na razie bezskutecznie.
    Chyba nie powiem.
    Pozdrawiam, życząc udanych rozmów z szefem:)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Magda, bardzo miło powitać :))
      Trudno to uzasadnić, ale każdy nowy czytelnik taaak bardzo mnie cieszy.
      Masz swojego bloga? Chętnie będę kibicować i obserwować procedurę.

      Samozatrudnienie to pewne wyzwanie.. u mnie jest tak, że jeśli dziewczyna zajdzie w ciążę a jest na samozatrudnieniu, to od razu szef jej przepisuje na umowę o pracę. Boski jest.
      Natomiast jak mówisz, że tak Cię wypytują o przyczyny itd to faktycznie... kurde, bez przesady żeby pytać o przyczyny nieobecności.
      Ja bym chyba nie mówiła na Twoim miejscu o IV, ale powiedziała bym, że jestem w trakcie skomplikowanych zabiegów medycznych, sprawy zdrowotne (no co? nie skłamiesz).
      To im powinno zamknąć gembe.

      Gorzej, jak już zajdziesz.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Masz kolejnego stałego czytelnika:) Bloga nie mam.
      Muszę tylko założyć konto na Gmailu, aby nie być tak bardzo anonimowa.
      Tak, wymyślę coś w zakresie spraw zdrowotnych. Domyśli się, ale cóż. Wprost nie zamierzam mówić.
      Pozdrawiam
      Magda

      Usuń
  3. Nie wiem czy to Cię pocieszy, ale ja z tym "zawiasem" miałam dokładnie tak samo - i to zarówno przed, w trakcie i po in vitro... Niestety stan zawieszenia "po" trwał też dosyć długo... Nie myślałam, byłam bardzo rozkojarzona, nie potrafiłam się skupić, robiłam bardzo głupie błędy, jakby mi ktoś mózg wyłączył. Zrzucałam winę na leki, że tak na mnie działają. Ale jeszcze 2-3 miesiące po in vitro miałam taki stan. Ciężkie to było dla mnie. Zresztą chyba tak całkiem nie wrócilam do stanu z "przed". Nie wiem, może bezpieczniki się przepaliły czy coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Damn it, nie pocieszyłaś mnie..
      ale z drugiej strony cieszę się, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Że temat nie dotyczy tylko mojej pokręconej osoby.
      No nic, pozostaje mi próbować się jakoś ogarnąć. Ale cóż z tego. Jest 10:09, skrzynka pełna maili, lista TO DO pęka w szwach a ja odpisuję z zapałem i rumieńcem na komentarze. Taka sytuacja.

      Usuń
    2. Nie pocieszę Was - kiedy już będziecie w ciąży (a będziecie!) ta dysfunkcja intelektu też da o sobie znać;)

      Usuń
    3. Isa, weź.. wtedy, to będę miała kartę przetargową i usprawiedliwienie, którym będę się mogła chwalić :))

      Właśnie rodzicielka mi wczoraj uświadomiła, że zachowuję się (a raczej rozumuje) jak baba w ciąży :)))

      Usuń
  4. Ogólnie pojęte "zafiksowanie" i skupienie na IV wydaje mi się absolutnie zrozumiałe i normalne. Weszłaś w wyjątkowy czas w swoim życiu, bardzo intensywnie eksploatujący emocjonalnie - o fizycznej stronie już nawet nie wspomnę... Intuicyjnie podejrzewam, że będąc w podobnej sytuacji do Twojej też byłabym szczera w stosunku do szefa, tym bardziej, że firmie daleko do molocha i możesz liczyć na zwykłą ludzką wyrozumiałość. Przypuszczam, że Twój szef doceni Twoją szczerość i generalnie w efekcie to nowe porozumienie ułatwi wam wszystkim codzienne egzystowanie w pracy.

    P.S. Nie ma jedynego słusznego wieku, do którego można pieszczotliwie zwracać się do mamy. Gorzej, gdy ta możliwość się kończy i nic, kompletnie nic nie da rady z tym zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśna, czasami, wsłuchując się w głosy otoczenia mam wrażenie, że nie mam prawa do pewnych emocji.
      Od teściowej słyszę wiecznie, że histeryzuje. Jak się dowiedziała, że podchodzimy do IV, jak już ogarnęła odruch płaczu: "Tylko spokojnie kochana, tylko spokojnie!".
      Małż też mi zarzuca, że za dużo rozkminiam.

      Fajnie, że chociaż tu mogę szczerze się wypatroszyć i dla innych jest to uzasadnione i na miejscu.

      Usuń
  5. Fiksacja jak dla mnie zupełna norma :)
    W końcu ważne rzeczy się dzieją.
    Trzymaj się, działaj, przetrwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieją się rzeczy ważne i ahhh jak bardzo się cieszę :)
      Cieszę się tak, że aż mnie to przeraża :)

      Usuń