sobota, 1 lutego 2014

Światełko w tunelu

http://prophetsandpopstars.com/wp-content/uploads/2013/12/Road-Sign-with-Hope-and-Sky.jpg
  Źródło obrazka: http://prophetsandpopstars.com/thrillofhope/ 

Właśnie wróciliśmy z kliniki!
Jestem tak pełna emocji !!! ale postaram się pisać składnie. 

Tydzień poprzedzający wizytę był... cieżki.
Nie tylko dla mnie, ale i dla otoczenia.
Waliłam niekontrolowane fochy, śmiałam się i płakałam, wpadałam w zadumę a za chwilę byłam hiper- aktywna. Mieliłam w swojej głowie miliony scenariuszy. Byłam męcząca nawet sama dla siebie.

Dziś mój emocjonalny mix osiągnął szczyty.
Wiedziałam, że to jest wizyta przełomowa, która wytyczy nam albo dalszą ścieżkę leczenia (wątpliwe) albo pchnie nas ostatecznie w stronę IV. I nie pomyliłam się.

Na wizytę stawiliśmy się wyjątkowo punktualnie.
Lekarz przyjął nas bez większego poślizgu, zaskoczył mnie bardzo wychodząc po nas do drzwi, uścisnął rękę. Byłam tak zaskoczona, że się niemota nawet nie przedstawiłam <shame>.

Miał wgląd w nasze wyniki badań a ja mu pomogłam nawijając jak katarynka, cóż też takiego u nas się dzieje.

Diagnozę postawił spokojnie, rzeczowo, bez emocji:
dla Państwa najskuteczniejszą metodą jest in vitro ICSI (czyt. ixi, tak?)

Zapytaliśmy o:

inseminację - z jego doświadczenia, z naszymi wynikami starta czasu i pieniędzy, oni nie mieli jeszcze w klinice ciąży z takich wyników (i ja mu wierzę). Ale oczywiście jeśli chcemy to bardzo proszę, bo jak wszyscy wiemy, do zapłodnienia potrzebny jest 1 plemnik.

- dalsze leczenie i dążeniu do magicznej liczby 15 milionów - cyferkologia, która nijak ma się do rzeczywistości.

Ale ale ale uwaga, okazało się, że my się do IV w programie NIE KWALIFIKUJEMY, ponieważ w wypadku wyniku nasienia w przedziale 3-15 mln / ml jest warunek 2 lat udokumentowanego leczenia.
Wiedziałyście o tym??? Ja kompletnie nie. Myślałam, że mowa o roku. Muszę to jeszcze sprawdzić.

Powiedział nam też, że skuteczność IV w programie wynosi ok 35%, podczas kiedy w klinice w programie nierefundowanym jest to ponad 50%. Chodzi o limity w ilości komórek. Kiedy jest ich więcej (bez refundacji) jest z czego wybierać, szanse powodzenia wzrastają.

Dobra, do rzeczy:
zdecydowaliśmy się ! ! !

Mamy rozpisany plan działania, co dalej.
Opiszę go kiedy indziej, jak się trochę uspokoję.
Jeśli wszystko będzie dobrze, za niecałe 3 miesiące będziemy po procedurze.

Czuję się szczęśliwa.
Czuję się pełna nadzieji.
Od wielu wielu miesięcy nie czułam tego uczucia podekscytowania.. dzieckiem.
Radości.

Tak, wiem: wcale nie musi się udać.

Ale w tej jednej chwili, dziś, w tą ładną słoneczną  sobotę, można powiedzieć, że...

jestem przy nadziei.




5 komentarzy:

  1. Ale super! To jeśli dobrze liczę to za rok w lutym zostaniesz mamą :-) cudnie!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, aż tak daleko w przyszłość jeszcze nie sięgam, hehe ;)))
      Ale było by cudownie, gdyby ten scenariusz się spełnił! :)))
      Boże, ale się czuje szczęśliwa aktualnie. Oszalałam :))

      Usuń
    2. Nie dziwię Ci się :)

      Usuń
  2. Nie ma to jak plan działania !
    Cieszę się razem z Wami :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Decyzja i plan zawsze uskrzydlają :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń