czwartek, 13 marca 2014

Czarna otchłań niepłodności

 Źródło: http://lichtbildnerin.de/index.php?showimage=899

W oczekiwaniu na majowe IVF dzieją się ze mną rzeczy przedziwne, o których nie śniło się filozofom. A mnie tym bardziej.

Wczoraj byliśmy na kolejnej wizycie u Ojca Dyrektora.
Z wynikami badań moimi i Małża.

U mnie wykryto bakterię (zupełnie inną niż wcześniej): streptococcus agalactiae
Dr Google jawi to paskudztwo jako totalną katastrofę dla kobiety w ciąży. Jakąś masakrę.
Doktorek kazał nie histeryzować, przepisał mi na moją prośbę jakieś globulki na to i oznajmił, że przed porodem podaje się antybiotyk. Taki scenariusz.

Natomiast Małżon zrobił sobie te badania, które mu zlecono, min. Swim up, Test HBA wiązania z kwasem hialuronowym i takie tam. Zrobił sobie też to ogólne badanie nasienia.
I co się okazało, ku naszemu zdziwieniu?!
Spojrzeliśmy siedząc w poczekalni jakoś niedbale na kartkę z wynikiem a tam co?
Wszystko w normie.
Z 7 ml plemników w 1 mln zrobiło się 13 mln (norma jest 15), w totalu ponad 50 mln.
Pozostałe wskaźniki w normie.

Siedząc w poczekalni wyraziłam na cały głos swoją opnię na ten temat, tak, że słychać mnie było aż w recepcji chyba:
" Ja pierd**** , teraz te wyniki wyszły dobre, jak my się już na IVF zdecydowaliśmy? Zajebiście.".

Moja reakcja wywołała ogólnie rozbawienie w poczekalni, ale mnie do śmiechu nie było o dziwo.
Już w gabinecie się okazało, że nie mamy się co cieszyć z wyników liczbowych bo ten test HBA wyszedł słabo, 10% czegoś tam - jeszcze nie miałam czasu nawet się wczytywać.
W każdym razie nawet te wyniki w normie nam za wiele nie pomogą, bo to te 10%...

Plan taki:
- w tym cyklu globule na bakterie u mnie
- od 1 dnia następnego cyklu - start antyków
- wizyta w celu umówienia histeroskopii
- potem znowu globulki i płukanki
... i w maju lecimy z IVF.

Byłam w jakimś takim słabym nastroju, że zapomniałam zapytać o ważne rzeczy:
badanie na przeciwciała u mnie oraz badanie na zgodności genetyczne.
Bo tych badań nam póki co nie zlecono.
A chyba powinni, prawda?
Może jakoś potem zlecą.

Po wyjściu z gabinetu oczywiście się pokłóciliśmy - nie wiem o co.
W około godzinę po wyjściu z gabinetu dostaliśmy kolejnego newsa.

Pamiętacie znajomych, których niedawno zaprosiłam na kolację i koleżanka nie piła alkoholu?
No. Kobieca intuicja nie zawodzi.
Koleżanka jest w 2 miesiącu ciąży.

Wiedziałam o tym, czułam to, ale mimo wszystko, kiedy wczoraj to usłyszałam, to zapadłam się w czarną otchłań. Myślałam, że oszaleję.
Myślę, że wszystkie osoby zmagające się z tematem niepłodności wiedzą, o co mi chodzi.
Te, których temat nie dotyczy - nie zrozumieją, mogą inaczej odczytać moje odczucia, które nie są złymi emocjami względem tych ludzi. Chodzi o mnie.

A my co?
Pokłóciliśmy się.
A potem, pierwszy raz w życiu, wspólnie piliśmy alkohol w domu.
Kilka drineczków z whiskaczem sprawiło, że dziś pęka mi łep.

Badania sobie, kłótnie sobie a moja kondycja psychiczna jest fatalna.
Czuję się, jakbym nie żyła na świecie, tylko jakoś obok.
Zawsze epatowałam emocjami, taka karma, umiałam prawdziwie odczuwać radość życia a teraz - kompletna zawiecha.

Zgubiłam gdzieś radość życia.
Zamknęłam się w swojej skorupie.
Resztki swojego powera pożytkuję na walkę ze strachem, żeby nie pozwolić mu zawładnąć mną całkowicie.
Do psychologa nie pójdę, bo szkoda mi kasy, poza tym nie mam siły gadać, nie mam siły pracować nad tym.
Staram się też ignorować poczucie niesprawiedliwości, które mnie nachodzi co jakiś czas (np. znajomi w drugim miesiącu ciąży - oni nigdy nie dowiedzą się, jakie mają szczęście).
Nie jestem w stanie zmusić się nawet do sprzątania, do podstawowych czynności.
Wysiłkiem jest dla mnie wstanie rano z łóżka, prysznic, makijaż, ubranie się.
Samo podniesienie się w łóżka jest dla mnie męczące.
Boję się, że nadejdzie taki dzień, że nie znajdę w sobie siły, żeby wstać z łóżka. 

Boje się.
O to, co przyniesie przyszłość.
O to, jakie niespodzianki dla mnie szykuje moja głowa.
O mój związek - bo mam wrażenie, że ten okręt płynie obecnie zupełnie bez kapitana, bez mapy, bez kompasu.

Powinnam się wziąć w garść, zdecydowanie... 






20 komentarzy:

  1. Uffff...
    Kto Cię zrozumie jak nie my - w tej samej niedoli?
    Rozumiem jak cholera. Te emocje, ten dół (niedawno się czołgałam a nie chodziałam, tak mi było źle, teraz trochę sie podniosłam, ale do pionu jeszcze daleko).
    Jeśli chodzi o badania na przeciwciała i genetyczne, to raczej nie zleca się tego przed pierwszym ivf. Dopiero jak nie wyjdzie z jakiegoś powodu, to grzebie się dalej. My mieliśmy słabe zarodki, a i tak nikt nas na kariotyp nie skierował, bo następnym razem może być inaczej, lepiej. Zobaczymy, bo ten następny raz się zbliża...
    A przeciwciała - zleca sie najczęściej po popronieniach, albo 3 nieudanych transferach, albo tak jak ja - sama sobie szukam i sama sobie zlecam... Wiem, taka schiza...
    Trzymaj się. Wiem, że nie jest latwo, sama to przechodzę, oj przechodzę jak diabli, więc tym bardziej rozumiem i przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Promesa, dzięki za dobre słowo.
    Widziałam i zresztą komentowałam Twój dzisiejszy wpis - o "zwieszce" właśnie.

    Aha, czyli nie zleca się tych badań, okej.
    Chociaż kurde te genetyczne to chyba bym wolała mieć zrobione, chociaż przypuszczam, że w cholerę drogie są.
    Te przeciwciała jakoś aż tak mnie nie prześladują.. jak Ciebie ;) (nie wiem, czy ten uśmieszek jest tu uzasadniony, ale niech sobie zostanie).

    A kiedy u Ciebie szykuje się transfer? Bo Ty się już kłujesz chyba, nie? Czyli jakoś niebawem?

    Przytulam i trzymam kciuki.
    I przesyłam te swoje resztki wymęczonej, pozytywnej energii, jaka mi jeszcze została.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny, na badania genetyczne - kariotypu może skierować zwykły lekarz rodzinny i też zrobią na NFZ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina, doczytałam właśnie w necie, że faktycznie na NFZ też mogą zrobić, tylko skierowanie potrzebne.
      Dzięki!

      Usuń
  4. Też miałam te agalactiae i też nic z nimi nie kazali robić. Dopiero antybiotyk pod koniec, do czego nie doczekałam. W niewielkiej ilości groźne są dopiero przy naturalnym porodzie.

    Ja też mam spadek formy - nawet in vitro nie mogę próbować. Moje endometrium jest do kitu i in vitro tego nie obejdzie. Żegnam się z wizjami drugiego dziecka - tyle że codziennie widzę pusty pokój czekający na lokatora. Wielki znak porażki. I mam kuchnię w salonie, czego nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, holender, masz bloga? Nie masz chyba, nie?
      Coś ostatnio nie ogarniam..

      Co do bakterii - fajnie, wierze Wam na słowo. Bardziej niż tym lekarzom-partaczom.

      Co do IVF i endometrium ://
      Łojezu. A adopcja? Rozważasz?
      (sorry, że tak bezpośrednio, ale te tematy stały się tak naturalne dla mnie jak gadanie o pogodzie. tylko ładunek emocjonalny trochę inny).

      Usuń
    2. Wężon, a estrogeny na endometrium nie wchodzą w grę?

      Usuń
  5. U mnie też na razie zawieszka. Czekam na wyniki, czekam na kolejną wizytę, czekam na decyzję o refundacji. I Ciebie rozumiem doskonale. Niby wiadomo, że na naturę nie ma co liczyć, ale zaczęcie procedury In Vitro, to jest ten moment, kiedy trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że nie ma szans, że nie ma co już liczyć na cud. I pogodzić się z tym. Przeboleć, przepłakać fakt, że my już nigdy tak podczas seksu. Że tu już tylko szkiełko. Trzeba pozbyć się złudzeń, którymi żyliśmy kilka lat.
    Ściskam mocno. Teraz już masz z górki. Jest plan działania, jest nadzieja. Będzie dziecko:)
    Bucha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, to czekanie jest wkurwiające i wykańczające.
      Co do seksu na szkiełku - ostatnio nachodzi mnie to masakrycznie poczucie niesprawiedliwości. Takie jak wczoraj, na wieść o ciąży znajomych ://

      Mamy plan.
      Jesteśmy w grze.
      Będzie dobrze.
      Będzie brzuch, będzie bobik ;)

      Usuń
  6. Hej, ja dziś konkretnie bardzo napiszę.

    Hej, ja całą ciążę przeszłam z tym badziewiem (wzrost obfity!) i nic się nie stało.
    Standard jest taki, że podają antybiotyk przed porodem.
    Ma to nawet do 40 % kobiet.

    Głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, a rodziłaś naturalnie?
      Tak, czytałam o tym antybiotyku i to samo mówił lekarz.
      Najważniejsze, że wiemy, że to mam.

      Buźka!

      Usuń
    2. Dobra, już wszystko wiem, bo przeczytałam Twój ostatni wpis :)
      Tra la laaaa :)

      Usuń
  7. Przez cc. i w zasadzie w tym szpitalu, w którym byłam, powiedzieli, że jeśli pęcherz płodowy jest nienaruszony, to przy cc nie daje się antybiotyku. Ale oni akurat dają. Dostałam jedną dawkę w strzykawie, nie kroplówce.
    Ja przez całą ciążę, odkąd się dowiedziałam, że mam GBS, zakładałam zapobiegawczo lactovaginal 1x dziennie. Fortunę na niego wydałam ;) Ale ograniczył mi trochę wzrost paciorkowca (spadły z obfitego do nielicznych). GBS bardzo mocno wybija tę dobrą florę, więc tak mi poradził lekarz.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, trzymam kciuki :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)
    czekamynacud.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. No wyobrażam sibie co poczułaś na wieść o tej ciąży. Ja miałam wrażenie, że kurka siwa wszyscy zachodzą a ja nie a jak moja szwagierka zaszła trzy miesiące po ślubie to miałam ochotę iść i ją walnąć.
    Dodrze, że macie konkretny plan działania to orzynajmniej czujesz, że coś się dzieje.
    Trzymaj się jakoś!

    OdpowiedzUsuń
  10. A u mnie samopoczucie jakos sie popralo w samym srodku podchodzenia do In Vitro. Nie wiem, czy to opozniony zaplon, czy moze wszystko sie na raz pierd..., ale szkoda mi ze nie moge sie przemoc i podejsc do tego na spokojnie.

    A co do ciaz - na facebooka nie wchodze od okolo pol roku, bo sie boje. W tym tygodniu weszlam na chwile, bardziej przypadkiem niz celowo, i oczywiscie pierwszy wpis na science to zdjecie nowonarodzonego mlodszej kolezanki. Krew mnie zalala, zamknelam i nie wejde pewnie przez nastepne pol roku..

    No ale teraz to juz bedzie z gorki, juz prawie Kwiecien.. przez histeroskopie tez przeszlam, okazala sie pryszczem. Bedzie dobrze, tylko trzeba to sobie na chama wmawiac. Ja sobie wmawiam.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam. Ja nie zdecydowałam się na in vitro między innymi właśnie ze strachu przed tymi wszystkimi badaniami i medycznymi eksperymentami - obawiałam się, że moja psychika nie wytrzyma ich kolejnej porcji i że po prostu gdzieś po drodze się zupełnie rozsypię, zanim nawet zdąży dojść do samego zabiegu. Dbaj o siebie, bo musisz być w dobrej formie, kiedy nadejdzie decydujące majowe starcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... kilka razy zbierałam się w sobie, żeby zapytać, dlaczego nie skorzystałaś z tej opcji. Ciebie i MIA- ale ostatecznie stwierdziłam, że to jest pytanie, jedyne chyba, którego nie zadam, że chyba jednak nie wypada.
      Ale zaspokoiłaś moją "ciekawosć". Rozumiem.
      Tzn. jest to dla mnie tak skrajnie inna od mojej decyzja, że jej nie ogarniam do końca, ale.. rozumiem.

      Powiem tylko, że się ogarnęłam póki co ;)
      Pozdrówka!

      Usuń
  12. hop hop, jak się masz? wygrzebałaś się już z tego zamieszania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka Ola, tak, szczęśliwie się ogarnęłam.
      Pochorowałam się w międzyczasie, przeleżałam w łóżku tydzień, w przyszłym tygodniu już kwiecień i niebawem zacznę cykl na antykach. Tak bardzo się cieszę, że czas tak szybko leci ;)
      Pozdrówka!

      Usuń