wtorek, 4 marca 2014

Mdło, miałko, niecierpliwie

 Źródło: zdjęcie pochodzi z bloga http://www.lovethispic.com/image/28149/still-waiting-for-my-sun-to-shine

Nie wiem nawet, czy istnieje takie słowo, jak "miałko", ale tak właśnie ostatnio u nas jest.
U nas, w domu, który czeka.

Zaczynam powoli żałować, że przełożyłam IVF na maj.

Medycznie, sprawa ma się tak:
przeszłam 10cio dniową kurację irygacjami i Metronidazolem.
Oddałam wydzieliny na posiewy na chlamydia, mikrobiologię i takie tam i czekam na wyniki.
Małż jeszcze na badaniach pływaków nie był.
Tabletki anty czekają na kolejny cykl (kwietniowy).

Czekam na okres, żeby się umówić na histeroskopię.
Tylko że jest taki drobny suprise - okres mi się spóźnia z jakieś 6 dni, co oznacza, że jestem właśnie w mniej więcej 38 dniu cyklu (a wiedzcie, że cykle mam raczej regularne 31 dniowe).
Brzuch niby trochę pobolewa, jakieś tam drobniusieńkie sygnały w portkach są, ale małpy nie ma.
Nie wpływa to dobrze na moje samopoczucie, bo hormony buzują, jestem wściekła jak bąk i humorzasta. Z drugiej strony, chodzi za mną jak smród po gaciach ta cholerna nadzieja, czy jakkolwiek to nazwać, że "może może". Nienawidzę tej nadziei. Postanowiłam, że testu nie zrobię, choćby skały srały. Mam dość tych pustych testów!

Biorąc pod uwagę, że w tym cyklu był jeden, niedbały seks i to w jakimś dziwnym okresie cyklu, to musiało by być wręcz niepokalane poczęcie. Że o naszych wynikach nasienia nie wspomnę ;-D

A tak psychicznie?
Fuj, okropnie.
Wpadłam w jakiś.. dołek.

Czuję się, jakbym aktualnie straciła zapał do wszystkiego, poza pracą.
Właściwie, to codziennie nie mam za bardzo ochoty z niej wychodzić.
W domu mega nijak. Kłócimy się.
Nie kochamy w ogóle. Nie ma między nami ostatnio interakcji.
Nie ukrywam, że łatwa ostatnio nie jestem. Ale on też nie.

Nie wiem, czy to kwestia tego cholernego IVF, czy jakieś przedwiosenne przesilenie.
W takiej jakiejś beznadziejnej apatii dawno nie byłam.
Między nami wieje chłodem.
W domu burdel.
W głowie bajzel.


10 komentarzy:

  1. No właśnie widzę, że bajzel:) Jak długo masz zamiar nie robić testu? Zrób i chociaż ten aspekt Ci się wyjaśni:) Co do badań męża, to radziłabym, żeby zrobił jak najszybciej, bo jeśli się okaże (tfu, tfu), że jest jakaś bakteria czy coś do przeleczenia, to kuracja antybiotykowa może trwać 4-8 tygodni nawet, a po niej należy odczekać, żeby świeże, zdrowe okazy wyprodukować. Wiem, bo przerabialiśmy i to (ureaplasma u mnie i męża).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje drogie - ogłaszam bojkot testów! :)
      Nie namówicie mnie! dopóki nie stuknie mi 10 dni, a będzie to bodajże w sobotę.

      Badania małża - on miał już robione posiewy na bakterie, było leczenie trwające kilka tygodni, więc o tyle jesteśmy do przodu.
      Teraz musi zrobić te całe swim up'y, łączenie z kwasem hialuronowym i takie tam.
      Tylko nie mam jeszcze skierowania na genetyczne żadne.. zobaczymy. Pewnie przy następnej wizycie dyrektorek skieruje.

      Usuń
  2. Matko jakby z tego nedbałego coś wyszło to chyba faktycznie byłby cud, no a przecieź takowe się zdarzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaaaaaaaaaa, nie słucham, nie czytam, nie myślę o tymmmm ;))))

      Usuń
  3. Jesteś wściekła na tę zołzę nadzieję, że pęta Ci się pod nogami i zawraca gitarę, ale popieram Isę - zrób ten cholerny test i miej to już z głowy. Chociaż... ja z taką intencją właśnie (czyli ostatecznego kopnięcia w zadek snującej się za mną wbrew mojej woli nadziei) jak raz zrobiłam test, tak skutecznie popadłam w osłupienie nad duetem kresek. Mia ma rację z tymi cudami.
    Bajzel w głowie i otoczeniu wynika pewnie z całego pakietu - badania, czekanie, spóźniająca się łachudra, perspektywa IVF... Trudno oczekiwać, żeby Ci skowronki ćwierkały. Daj sobie przyzwolenie na ten chwilowy marazm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leśna, wspaniale.
      Jakże Ci zazdroszczę tego momentu pojawienia się drugiej kreski :))
      Ale testu nie zrobię :) Czekam do soboty / niedzieli.

      Tak, masz rację z tymi przyczynami i przyzwoleniem. Staram się tak o tym myśleć i nie mieć do siebie pretensji.

      Usuń
  4. Uwaga, breaking news:
    właśnie dostałam okazały okres.

    Także dementuję wszelkie podejrzenia ciąży :)
    Szczerze mówiąc, dawno się tak z małpy nie ucieszyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się w bólu, mnie też dziś czerwona dziwka dopadła. No cóż..... o tyle dobrze, że nie wczoraj, kiedy cały dzień poza domem.
      Ja idę jutro krwi upuszczać i nowe badania robić, bo stare wszystkie już nieaktualne. No i potem czekanie. Też tego nie lubię. Gubię się między optymizmem a zniechęceniem. Od palącej chęci gadania o tym wszystkim, do zamykania się w sobie i odruchem wymiotnym na myśl, że mam z kimś o tym gadać. W skrócie, chyba nie będę oczekiwać od siebie, że w tym czasie będę się normalnie zachowywać. Od teraz jestem nienormalna:)
      Ja tam seksu w tym miesiącu miałam sporo, nawet przed, w dzień i zaraz po owulacji, ale jakoś nadzieja gdzieś popadła i byłam pewna, że @ przyjdzie.
      Trzymam kciuki za Ciebie.
      Bucha:)

      Usuń
  5. eh, ja też miała jesień średniowiecza z chłopem. myślałam, że zabiję gołymi rencami....

    OdpowiedzUsuń
  6. A u mnie odwrotnie akurat - w relacjach z Mężem i w domu wszystko ok, a w pracy masakra...Czemu nigdy nie może być dobrze i tu, i tu?! Byle do wiosny - a ta już się zbliża wielkimi krokami i może nowy, świeży powiew optymizmu nam ze sobą przyniesie :)

    OdpowiedzUsuń