czwartek, 27 marca 2014

Time loop

Źródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Gray_paper_bag_with_sad_smiley_over_head_with_red_nose.jpg


No i wiedziałam, że jak napiszę post, że u mnie OK, to odwrócę ten trend.
A właściwie nie odwróciłam go, tylko zdałam sobie sprawę, że wcale nie jest ok..

Wróciło to ... to dziwne poczucie, które towarzyszyło mi, kiedy zaczełam pisać bloga.
Poczucie ogólnego nieszczęścia, jakiegoś takiego.. marazmu. Braku emocji. Braku miłości i wszechogarniającej samotności. Jakiegoś takiego generalnego, pieprzonego braku.

Poczucie, że życie przecieka mi przez palce. Tak beznamiętnie.
Że pracy swojej mam właściwie dość.
W domu posucha. Między nami nie ma ostatnio relacji - znowu !!!
On jest w domu, a i owszem, nie ucieka w prace. Ale co z tego - siedzi, gra w coś tam, coś tam dłubie..
A zresztą, nie będę na Niego zrzucać, bo sama siedzę w koncie i czekam. Bynajmniej nie na Niego. Nie wiem na co. Najchętniej po pracy poszła bym spać, żeby rano wstać i pójść do niej ponownie. I niech dni mijają.

Nie szukam kontaktu z Nim.
Ja.. ja.. nic nie czuję.
Nie kochaliśmy się od.. od nie pamiętam kiedy. Od co najmniej miesiąca.
Ostatnia próba zakończyła się fiaskiem. Tym razem z mojej strony. Zachowałam się jak sparaliżowana. Równie dobrze można by bzyknąć kłodę.
W pewnym momencie zawiesił "działania", przytulił i mnie i skwitował sytuację słowami:
"Rybka zdechła."

Nie rozmawiamy za wiele.
Nie mamy o czym.
A może mamy, ale nie chce mi się. 

Popadłam ostatnio w jakieś kompleksy.
Czuję się okropnie w swoim ciele. Jest to dla mnie swoista nowość, bo zawsze lubiłam swoje ciało. Oczywiście miewałam tam jakieś kompleksy, ale aktualnie najchętniej chodziła bym odziana w worek na kartofle a do tego torba papierowa na głowę. Ewentualnie otwory na oczy można by wyciąć.
Samopoczucie poprawiają mi ćwiczenia z Ewą Chodakowską. Rzeczywiście, trochę poćwiczyłam i poślady jakieś takie gładsze się zrobiły.

Generalnie... zgubiłam gdzieś swoją radość życia.
A trzeba Wam wiedzieć, że radość życia, jest/była moim sztandarowym przymiotem. Dla mnie samej i dla moich przyjaciół i rodziny.

Aktualnie moja radość życia przebywa nie-wiadomo-gdzie. Ze mną na pewno jej nie ma.

Kojarzy mi się to wszystko z początkowym okresem kiedy zaczęłam pisać bloga. Kiedy w pierwszym na blogu poście oznajmiam, że oto czuję się nieszczęśliwa, ale właściwie nie wiem dlaczego (nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to kwestia niepłodności - dopiero potem, po nitce do kłębka jakoś do tego doszłam. Ten blog nie miał być o niepłodności z założenia. Sama siebie nie rozumiałam).

Na ten moment znowu nic z tego nie rozumiem.
Postanowiłam uciec.

W sobotę o 4 rano mam pociąg do rodzinnego domu. Jadę sama, na weekend. Spędzić czas z mamą, bratem i babcią.
A Jego po prostu poinformowałam, że jadę (zresztą należę do tych żon, które się nikogo o zdanie nie pytają). 

Czasami nachodzą mnie takie myśli, żeby rzucić to wszystko w pizdu i... zacząć wszystko od nowa.
Mam wrażenie, że kompletnie zagubiłam siebie. Nie tylko w niepłodności, ale w trwającym 14 lat związku.

Czytam post jednej z blogerskich koleżanek o odnajdywaniu siebie w samotności, po zakończonym dopiero co, na świeżo, związku (Aneta, pozdrawiam ;) ) i skłania mnie to do kolejnych refleksji.

Jestem w tym związku od niespełna 16-tego roku życia.
12 czerwca skończę 30tkę.
To będą najpiękniejsze, albo najkoszmarniejsze urodziny w moim życiu.
Na ten czas mniej więcej przypadnie moment bety "po" IVF ICSI.
Baaardzo możliwe, że co do dnia.

22 komentarze:

  1. O kurcze, ale dluuuuuuugoooooo jestes w zwiazku. Rany! Ja "w tamtych czasach" mialam same fiu-bzdziu w glowie i szalalam. No i wyszalalam sie, za maz wyszlam w wieku 32 lat i czasami mysle, ze przyszlo mi zaplacic za te lata beztroski i nie myslenie o dzieciach, o rodzinie.... Ale wracajac do Ciebie - gdy czytam ten post to nasuwa mi sie porownanie "zmeczenie materialu". Ja na Twoim miejscu zastanowilabym sie czy to kryzys (jak w kazdym, naprawde kazdym zwiazku) czy - szczerze, tylko szczerze - to z Nim chcesz miec dziecko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Promesa, tak, jesteśmy dłużej razem, niż ludzie żyją.
    Na ten moment to ja już nic nie wiem.
    Owocem wieloletniego związku jest super przyjaźń i mega zżycie. Jesteśmy razem niemal pół życia. Jest to bez wątpienia mój najlepszy przyjaciel.
    Ale nigdy się nie wyszalałam. Nie mam też porównania, jak by to było być z kimś innym.
    To, czego mi ostatnio brakuje, to emocje, to pasja. To ten dreszcz, żeby jak najszybciej rzucić się tej drugiej osobie w ramiona.
    A co do tego dziecka.. zabiłaś mnie pytaniem (bardzo dobrze, że padło). Nie znam na nie odpowiedzi. Na ten moment, na tą minutę - nie znam.

    Jeśli ktoś zapytał by mnie o nasze ostatnie, najlepsze momenty, to powiedziała bym, że niecałe 3 lata temu, te sławetne wakacje na Krecie, kiedy podjęliśmy decyzję o dziecku. Byliśmy wtedy tacy piękni, młodzi, szczęśliwi i ta radość życia nie odstępowała mnie/nas na krok.

    A teraz to już nic nie rozumiem.
    Ostatnio - nic , kompletnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się podobnie i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Natłok myśli ogromny, uczucie jeszcze gorsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A też podchodzisz do IVF? Walczysz z niepłodnością?
      Czy po prostu tak naszło?

      Usuń
    2. Walczę z niepłodnością, ostatnio zaczęłam się też zastanawiać nad swoim związkiem, po ślubie jesteśmy trzy lata, a razem dwanaście lat. Pojawiły się wątpliwości, pytania jakoś tak nie wiadomo skąd. I jakoś tak czuję się pusta wewnętrznie, jestem bo jestem. Staram się jakoś to poukładać. Mam nadzieję, że mi się uda. Jeśli masz ochotę to napisz hadamczuk@interia.pl

      Usuń
    3. Rozumiem doskonale.
      Polecam Ci więc mojego następnego posta "Lśnienie".
      Mnie udało się póki co, poukładać co nieco w głowie. Może i Tobie co nieco rozjaśni..
      Pozdrawiam Cię serdecznie i wysyłam słowa wsparcia.
      Nie miejmy wątpliwości. To, co się dzieje z nami jest związane z niepłodnością. I z In Vitro.

      Usuń
    4. Tak masz racje, dzięki. Fajnie, ze miałaś z kim porozmawiac o tym. Ja niestety nie mam, ale mam nadzieję, że poprawi się, doszlam do podobnych wniosków jak Ty. A dziwka nieplodnosc nie będzie miała satysfakcji. Będzie dobrze

      Usuń
    5. Słuchaj, może chwilowo receptą na utrzymanie się na powierzchni jest odstawienie wszelkich rozmyślań w kąt? Po prostu - zaakceptujmy ten chujowy stan naszej psychiki, dajmy sobie do tego prawo. Jak nas najdą kolejne przemyśliwanki, to je odstawmy na bok.
      I jakoś przebrniemy.

      Usuń
  4. Pink, od 16 roku życia to staliście się zupełnie innymi ludźmi. Przemyśl, czy idziecie dalej w tym samym kierunku, czy macie własne ścieżki. Jeśteś pewna, że to super przyjaźń, skoro każde siedzi w swoim kącie i nie potraficie się wesprzeć?
    Może ten weekend dobrze Ci zrobi?

    Ja tak jak Promesa, nie chciałam mieć dziecka szybko. Zawsze wydawało mi się to nieodwołalne, wiążące z kimś na całe życie, chciałam być pewna, że to ten. Mężatką była 5 lat i zaczynałam się namyślać, bardziej na zasadzie teraz, albo nigdy. Założyłam sobie, że jak skończę 30 lat, to zaczynam się starać. Skończyłam 30 lat i dwa miesiące później, między braniem duphastonu, monitoringami i badaniem nasienia męża, odeszłam od niego. Z obecnym partnerem zaczęliśmy starania od pierwszego cyklu, nie miałam czasu "sprawdzać go" 5 lat. Po pół roku byłam w ciąży. A podobno moje jajniki nie rokowały.
    To paskudne uczucie, taki brak. Też go czasem odczuwam, chociaż obiektywnie mam wiele. Subiektywnie to nie wystarcza. Wiem, jak paskudnie można się czuć w swoim życiu, nie wiedząc, co właściwie chcemy zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon.. ehh.. mam wrażenie że moim wczorajszym wpisem wsadziłam kij w nieśmierdzące do tej pory gówno. Ale jednak gówno.

      To jest kurna skomplikowane jak cholera.
      Dokładnie tak jak mówisz, od 15/16 tego roku życia staliśmy się zupełnie innymi ludźmi.
      Trwając cały czas razem.
      I ja nie wiem na ten moment, czy to jest miłość, czy przyzwyczajenie, czy miłość z przyzwyczajenia czy co.
      Bo w końcu tak bez powodu byśmy nie przetrwali kilkanaście długich lat.

      Wiecie, teraz mam słaby moment akurat. Ale nie zawsze tak jest.
      Ja mam skłonności do pisania na blogu wtedy, kiedy coś nie gra. Czasami jest super.

      Ale fakt faktem Wężon, że często nie jest nam po drodze zupełnie.
      Ja się już trochę przyzwyczaiłam do tego stanu, no bo tyle lat.
      Czasami nachodzą mnie takie refleksje, że mogła bym być z kimś, kto lepiej mnie rozumie, z kim te uczucia, takie małżeńskie, będą żywsze, będą emocje, będzie pasja.
      A my... my jesteśmy tak różni.

      Ale przecież ja nie pamiętam jak to jest być bez niego. jaka ja jestem bez niego.

      Czasami nachodzą mnie też takie myśli, że my nie możemy mieć wspólnego dziecka nie bez powodu..może tak właśnie powinno być?

      A może jest tak, że kiedy tylko zostaniemy w jakiś sposób rozłączeni, wtedy mi się przypomni, jak bardzo go kocham.
      Bo kocham Go. Tylko nie jestem pewna, czy jak meża, czy jak brato-kumpla.

      Czasami też mam takie odczucie, że zasługuję przecież na jakieś intensywne emocje w moim życiu. Uniesienia. Namiętność. Motylki w brzuchu. Bo obecnie to jest kompletnie za mną.
      On o to nie zabiega. Ja specjalnie też nie.

      Kompletny burdel w głowie.
      Nic nie wiem.

      Usuń
  5. To nie dzieje się najlepiej. Może porozmawiaj z mężem o tym. Zmuś się. Musicie wiedzieć na czym stoicie. Ale teraz dobrze, moim zdaniem, że wyjeżdżasz. Przemyślisz wszystko, może zatęsknicie ze sobą. Ale nie odwlekałabym rozmowy. Rozmowy są ważne, jeśli nawet nic nie czujesz, trzeba wszystko wyjaśnić.
    Powodzenia i Życzę Ci jak najlepiej, by wszystko się wyjaśniło, wróciło do normy.
    Trzymaj się !

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawa jestem, co ten Twój mąż o tym wszystkim myśli... mężczyźni są w ogóle dziwni, może tak jak Ty zasiedział się w tym związku i innego życia sobie nie wyobraża.
    Dawno, dawno temu w jednym komentarzu napisałam Ci, że jakoś tak Wam nie po drodze..
    Mój mąż ma za sobą trzy małżeństwa, ja jestem czwarta, ja nie ogarniam, jak on potrafił za każdym razem się zresetować i wejść w nowy związek z jasnym i czystym umysłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina, tak, pamiętam, że pisałaś.
      Czasami jest tak, że Wam jest łatwiej pewne rzeczy dostrzec z dystansu.

      Na ten moment dla mnie nowy związek jest pojęciem mega, ale to mega abstrakcyjnym.

      I zastanawiam się też, czy moje wątpliwości wynikają ze stanu niepłodności, czy z faktycznego stanu rzeczy.

      Usuń
    2. Balbina, czwarta to już niezły wynik. Raz się może nie udać, dwa jeszcze, ale trzy razy być tak pewnym, żeby się żenić i klapa to już nie wygląda na przypadek. Ile on ma lat?
      I naprawdę tak się resetuje, nie ma żadnych naleciałości z poprzednich związków? Np. nie lubi jak sama wychodzisz, bo któraś go zdradzała, albo go okradła, to nie chce wspólnego kąta i sprawdza wydatki? Czy to się tak rozpadało bez znacznego powodu?
      Ile lat jesteście razem?
      Przepraszam za takie pytania, ale interesują mnie ludzkie historie. A czwarta żona w wieku, kiedy się jeszcze chce mieć dzieci, a nie piastuje wnuki to jednak dość niezwykłe. :)

      Usuń
  7. Jakiś czas temu czytając Twoje wpisy, szczególnie te, powiedzmy, 'łóżkowe' dziwiłam się, że życie w takim związku może być satysfakcjonujące. Nie krytykowałam, nie kwestionowałam, bo kimże ja jestem. Teraz jednak pozwolę sobie zadać to samo pytanie, co Promesa - czy chcesz dziecka z tym właśnie facetem i teraz? Pewnie sama nie wiesz i cholernie Ci współczuję takich rozterek. Niestety nie umiem nic doradzić, bo doświadczenie mam żadne. Moje małżeństwo trwa 4,5 roku, a związek 6,5, więc to krótko w porównaniu z Twoimi 14 latami. Jest tylko jedno podobieństwo - mój mąż jest tak naprawdę moim pierwszym facetem. Przed nim były jakieś fascynacje, jakaś totalna pomyłka, ale żadnego związku. Nie mam więc porównania tak jak i Ty. Nie powiem, że nigdy się nie zastanawiałam, jakby to było z kimś innym, owszem były takie momenty, ale generalnie od kiedy Go poznałam miałam pewność, że to ojciec moich dzieci. Ty chyba też taką pewność miałaś, prawda? Skoro wtedy na Krecie się zdecydowaliście? Gdyby wszystko poszło gładko, to pewnie sytuacja teraz wyglądałaby zupełnie inaczej. Ale jest jak jest i chyba musicie sobie zadać i odpowiedzieć na wiele pytań. Tak mi się wydaje. A trochę odpoczynku od siebie na pewno nie zaszkodzi:) Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isa eh, tak..
      Jeśli chodzi o życie łóżkowe, to akurat w tej kwestii zawsze podchodziłam do tego tak, że nie ma czegoś takiegoś jak "normalność". Niektórzy wolą kilka razy w tygodniu, niektórzy raz na miesiąc. Niektórzy mają większy temperament. Inny mniejszy. Więc... to akurat jest dla mnie najmniejszy problem (chociaż nie ukrywam, ze brakuje mi ognia).

      Bardziej przeraża mnie takie ogólne podejście do problemów, do życia, do codzienności. Zanikająca relacja między nami. Coraz mniej sympatii mamy do siebie.

      Kiedyś miałam pewność. Na Krecie miałam ją na pewno.
      Miałam ją jescze całkiem niedawno. I najgorsze jest to, że nie wiem, czy te moje wahania nastrojów to jest skutek tej cholernej niepłodności, czy po prostu... czas spojrzeć prawdzie w oczy.

      Coraz częściej jest tak, że patrzę na inne pary i czuję.. zazdrość.
      I nie są to pary kompletnie nowe. Są to czesto pary wieloletnie.

      No nic, może weekend pomoże poukładać trochę puzzle w głowie (chociaż 2 dni to trochę za krótko).

      Pozdrówka ;)

      Usuń
  8. Blog masz otwarty do komentowania i nie pierwszy raz piszesz o bardzo osobistych sprawach zatem pozwolę sobie wtrącić i swoje trzy grosze. Jeśli uznasz, że to wpieprzanie się, którego sobie nie życzysz, wywal komentarz bez zbędnych ceregieli. Napiszę zatem prosto z mostu i pewnie wbrew Twoim marzeniom o macierzyństwie - skoro masz tyle przeróżnych wątpliwości związanych ze swoją relacją z mężem, wspólne z nim dziecko w tej sytuacji jest najgorszym możliwym z pomysłów. Wybacz mi obcesowe stawianie sprawy, ale myślę, że bardziej sobie cenisz szczerość niż dyplomatyczne pitolenie i głaskanie po głowie. Co oczywiście wcale nie oznacza, że nie trzymam kciuków za to, byś doczekała się spełnienia swojego marzenia o dziecku. Dobrze by było jednak przemyśleć sobie dogłębnie, czy to z tym właśnie facetem chcesz to marzenie spełniać. To elementarna uczciwość wobec siebie i własnego męża także.
    Z ogromną życzliwością życzę Ci poukładania sobie wszystkiego i ogarnięcia chaosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leśna dzięki za szczere słowo.
      Niczego nie mam zamiaru usuwać, bo tak jak widzisz, na blogu lecę po całości prywatnych spraw nie oszczędzając dla siebie niczego :) Jak dla mnie - po to właśnie piszę anonimowo bloga, żebym mogła wyrzygać wszystko, co mi lezy na sercu.
      Twój post dał mi wiele do myślenia. Nie pisałam, ale myślałam sporo. Twój post i wiele innych poprzednich.
      Trochę sobie poukładałam rzeczy w głowie i trochę ogarnęłam.
      Szczegóły w kolejnym poście.
      Dzięki za życzliwość!

      Usuń
  9. Pinko, każda z nas widzi to inaczej. nie zapominajmy dziewczyny, że niepłodność jest jednak baaardzo poważnym kryzysem w życiu małżeństwa... a Wy w kryzysie niewątpliwie jesteście. każde "okopało się" na swoim stanowisku, w swojej norce. W związku z kilkunastoletnim stażem, przechodzącym trudności trudno o iskrę, żar i motyle których i teraz brakuje (bo żadne z was nie ma do tego w tym momencie ani serca ani głowy - bo seks jest w głowie też:). Po kilku latach związku zmienia się dynamika, jedne rzeczy zmniejszają się, inne się pojawiają...Jakoś mnie ta sytuacja nie dziwi, ale czuję, że Tobiechyba zależy na tym facecie, tylko nie masz już siły sama walczyć.. Pogadajcie. Jeśli wam zależy, to wyjdziecie z tego zwycięsko. Może rozmowa z jakimś terapeutą czy coś? Spróbuj zająć się odkopywaniem ścieżki do Siebie, której tak Ci brak, bez której jesteś nieszczęśliwa... ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ola, dzięki za ten komenarz, ktory złamał linię trendu komentarzy pt "weź się zastanów" :)))
      Nie ukrywam, że przyniósł mi troszkę ulgę :)

      Miałam cały weekend na przemyślenia i doszłam do wniosku, że to, co obecnie przeżywamy, to kryzys niepłodnościowy.
      I ja nie mam zamiaru dać tej dziwce-niepłodności satysfakcji.
      Niech spierdziela.

      Ściski!

      Usuń
    2. My jajeczkujące inaczej musimy trzymać jeden front:) Czasami trzeba spojrzeć na coś z dala...:) Get relax and sex;)

      Usuń
  10. kochana w tak czarnej dupie będziesz jeszcze nie raz i się do tego przygotuj. Do czasu aż wszystko pójdzie po Twojej myśli. Czuję się jakbym sama to pisała, nawet staż ten sam... Wydaje mi się, że najgorszy czas jest właśnie przed zabiegiem i można oszaleć od tej huśtawki, jeśli w ogóle jakieś polepszenia nastroju się zdarzają. Później świat staje się znowu taki normalny jak kiedyś, tylko że... piękniejszy. Wiem, że takie pieprzenie niewiele daje, ale zobaczysz, przekonasz się, kuźwa. Wierzę w to. A Ty zaciśnij zęby i przemęcz się do końca, a później napisz od czego był ten h..wy nastrój ;). Miłego weekendu, naładuj się, bo niejeden dół przed Tobą, a musisz dać radę. I dasz :D.

    OdpowiedzUsuń