wtorek, 22 kwietnia 2014

" It might seem crazy what I’m about to say "


Fizyczne samopoczucie tabletkowe się ustabilizowało.
Jutro mam wizytę u Ojca Dyrektora. W piątek, jak dobrze pójdzie, histeroskopię.
Jednak tematem dzisiejszej rozprawki nie będzie moje tabletkowe samopoczucie ani plan wizyt u Ojczulka Prowadzącego.

Tematem będzie to, co przed IVF dzieje się w moim związku.
Co dzieje się pomiędzy nami, dwójką ludzi, którzy stanęli w obliczu procedury IVF oko w oko.
Dzieją się rzeczy dziwne.

Ze mną. Z nim. I z naszym duetem.
Ciekawa jestem, czy taki stan dotyczy tylko naszego przypadku, czy może inne pary w obliczu IVF mają podobne odczucia.

Otóż dręczy nas ostatnio jakiś taki stan, który trudno jest nazwać i sklasyfikować.
Mam poczucie, jakby problemy, które obecnie posiadamy, urosły do takiej rangi, że nie jesteśmy sobie w stanie z nimi poradzić.
Mam wrażenie, że nam obojgu uginają się kolana pod ciężarem różnych, codziennych spraw, jakie przyszło nam nieść. Chodzi o sprawy zawodowe, finansowe, kredytowe. Przede wszystkim właśnie to.

Oczywiście zmagaliśmy się z takowymi od lat, ale obecnie, mam wrażenie, że jest tego tak dużo, że się lada moment złamiemy w pół.

Emocjonalnie między sobą popadamy ze skrajności w skrajność - w jednym momencie patrzymy na siebie z radosnym uwielbieniem i uśmiechem, żeby za chwilę skakać sobie do gardeł. I są to kłótnie o wysokim natężeniu decybeli.

Co ciekawe, mam wrażenie, że żadne z nas nie łączy naszej słabej kondycji z podejściem do in vitro.
I ja też nie jestem pewna na ten moment, czy ta ostatnia beznadzieja wynika z faktu, że faktycznie sporo problemów nam się zwaliło na głowę, czy dlatego, że tak działa właśnie ta dziwka, niepłodność i jej wynikowa, jaką jest IVF.

Ja dopiero po jakimś czasie doszłam do wniosku, że ostatnia chujoza (excuse my french) może być właśnie spowodowana tym a nie innym czynnikiem.

Chociaż pewna nie jestem.

W przeszłości oburzałam się, kiedy słyszałam stwierdzenie, że pary rozstają się z powodu niepłodności. Dziwiłam się, jak to być może.
Teraz rozumiem.
Nie chodzi o to, że pary podejmują świadomą decyzję zero-jedynkową:
nie możemy mieć dzieci więc się rozstańmy.
Po prostu, niepłodność w związku jest jak śmierdzący bąk. Jak taki kornik, który drąży, drąży i po jakimś czasie może wywiercić całkiem pokaźną dziurę. Baaa, może nawet rozłupać na pół.

Przeglądam nasze zdjęcia z naszych najczęstszych chwil - szczęśliwych chwil.
Wakacji, na których jesteśmy piękni. Imprez, na których jesteśmy szczęśliwi. Domowych wygłupów,  na których jesteśmy przezabawni.
Jak bohaterowie teledysku Pharrella Williamsa "Happy". 

Aktualnie rozglądam się na boki, na ludzi wśród których żyję i oni są tacy szczęśliwi. Pełni życia i energii.  Ja też taka byłam. My tacy byliśmy.

Będziemy jeszcze kiedyś, prawda?


9 komentarzy:

  1. Będziecie !
    Kochana będziecie !
    Tylko uwierz ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Będziecie!
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Będziecie i to może już nie długo :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem o czym mowisz, rozumiem ten stan... i tez wydaje mi sie, ze cos takiego przechodze... nawarstwienie roznych problemow i nieplodnosc jako wisienka na torcie... Zyc nie umierac :) I rowniez dzis rozumiem pary, ktore rozstaja sie z powodu nieplodnosci... nie dlatego, ze jestesmy blisko tej decyzji, nadal wierze w happy end i wierze, ze "nie my".. ale rozumiem... i zazdroszcze beztroski innym parom. Zdaje sobie sprawe z prawdziwosci banalnego stwierdzenie "kazdy ma jakies problemy", ale nieplodnosc zabija radosc zycia, wysysa wszystkie soki z czlowieka i pozostawia spustoszenie.

    Zeby nie bylo tak pesymistycznie: bedzie dobrze! Beda kolejne zdjecia wypelnione prawdziwa radoscia, a nie tylko przyklejonym usmiechem.

    Powodzenia dzisiaj u Ojca Dyrektora, ja rowniez sie dzisiaj wybieram.
    Pytalas o przyczyne nieplodnosci u nas... nie bylo, az do momentu histero. Bylam klasycznym przykladem idealnie zdrowej osoby (dlatego tak chetnie czytalam zawsze Promese:), ale w piatek nastapil zwrot akcji.. w momencie kiedy juz myslalam, ze wiem co robimy, kiedy... Pojawily sie 2 polipy. Dzisiaj sie podpytam jak to jest mozliwe, ze zadne USG tego nie wykazalo...
    Nadal jestem w szoku.

    Pozdrawiam, Ania
    PS: praktyczna rada przed histero: bizuterie zostaw w domu, pierscionki, obraczka.. nic nie mozna miec "na sobie", wiec lepiej zostawic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać, co powiedział Ojciec Dyrektor na Twoje polipy vs usg.
      W środę jakoś chyba w dobrym nastoju był :)

      Ja mam jutro rano histeroskopię i mam pełne portki.
      Ale HSG przeżyłam to i histero jakoś minie..
      Dzięki za wszystkie rady. Obrączkę zostawię w domu.
      Pozdrówka!

      Usuń
  6. to tylko chwilowa chujnia. minie:) ciotka ola ci to obiecuje:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja chyba podziwiam pary, które twierdza że wspólne problemy zbliżają ich do siecie. Nas zdecydowanie oddalają.

    OdpowiedzUsuń
  8. Będziecie na pewno. Nie wiem, jak jest przy IVF, ale my na swojej drodze adopcyjnej też mieliśmy (i nadal mamy) momenty lepsze i gorsze. Czasem mięsem sobie porzucamy, poskaczemy do gardeł - innym razem pełna sielanka i zakochiwanie się w sobie codziennie na nowo :) Najważniejsze, ze się kochacie - miłość podobno wszystko zwycięża :)

    OdpowiedzUsuń