czwartek, 3 kwietnia 2014

On

Przestałam histeryzować i skupiać się na sobie [pieprzona egoistka] i zobaczyłam Jego.
Przecież On jest w kompletnej rozsypce!

Rzucił palenie, a palił chyba, jak słowo daję, od urodzenia (mieszkał w bardzo palącym mieszkaniu w bloku). Jestem w szoku. Nie spodziewałam się, że to jest możliwe, żeby rzucił.
Bierze Tabex, jest blady jak ściana, dostał jakiejś wysypki na czole, dziś rano zrobiło mu się słabo.

Obsesyjnie sprząta mieszkanie.
Nasze cztery ściany nigdy nie robiły za sterylne muzeum. Aktualnie sprząta każdy pyłek.

Wczoraj próbowałam poruszyć z Nim temat IVF.
Powiedział 2 zdania, wyjątkowo przyjaznym i nie wkurwiającym tonem,  po czym dostał szału.

"On nie ma nic do powiedzenia. Dla niego coś jest nie tak z tymi wynikami. On je powtórzy teraz, po rzuceniu palenia, jeszcze raz, bo przecież to się wszystko tak zmienia.. Ale nie będzie o tym gadał, bo nie ma nic do powiedzenia."

I agresor. 

Szczena mi opadła na tekst, że "nie wierzy w wyniki".
WTF? Kompletny mechanizm wyparcia. Byłam tak zszokowana tym stwierdzeniem, że nie wiedziałam, co powiedzieć.

Potem, wieczorem, odpytałam go jeszcze, czy jest pogodzony z IVF, czy ma z tym jakiś problem. Moralny, etyczny, organizacyjny, że "nie z miłości" (taa, wiem, bullshit) czy jeszcze jakiś inny:

"Nie. Ale dla przyjemności tego nie robię".

Mam wrażenie, że On ma do mnie wyraźną pretensję, kiedy tylko zaczynam mówić o IVF.
Dla Niego każde moje słowo o IVF = histeryzuję.

Zapytałam, czy myśli o tym IVF, czy jakoś to za nim chodzi..
Burknął:

"Nie, o dziecku myślę, a nie o IVF. Bo jakoś kiedyś tak czy inaczej tymi rodzicami zostaniemy."

W wypowiedzi wybrzmiewała pretensja.

I na ten moment nieistotne jest dla mnie, że ja mam potrzebę gadania o tym a On nie.
( btw. moja najlepsza kumpela zlewa mnie i nie dzwoni do mnie od kilku tygodni, mam wrażenie, że ją wykończyłam w temacie niepłodności).

Istotne jest to, że zauważyłam Jego nie najlepszy stan w tym wszystkim.
Muszę, chcę się bardziej postarać w tym wszystkim, dla Niego.

PS. Żona Jego wspólnika dziś wylądowała na porodówce. 

12 komentarzy:

  1. Dobrze, ze zauwazylas. Chlopy sie czesto z tym chowaja, tzn. z jakimikolwiek problemami. I dobrze, ze probujesz z nim o tym rozmawiac. Najgorsze co moze zrobic, to zamknac sie w tym temacie na cztery spusty. I ja wiem, ze to, co teraz napisze to zakrawa na obraze majestatu (przynajmniej dla mojego J), ale moze by mu wspomniec o pomocy psychologicznej? Niby ta franca dopada glownie nas - kobiety - a przynajmniej tak sie na pierwszy rzut oka wydaje (bo to glownie my sie klujemy i szpikujemy hormonami, i rozkladamy nogi przed obcymi ludzmi - usredniajac - raz w tygodniu). A tak naprawde nasi faceci moga to przezywac duzo gorzej, niz my.

    Draz, moze uda mu sie to w koncu "wyrzygac".. to bylaby polowa sukcesu. :)

    A co do bullshit'u - poczekajcie oboje do transferu - mimo tego, ze traci sie najprzymniejsza czesc roboty, to jednak milosc przepelnia wszystkie katy gabinetu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się właśnie zastanawiałam... facet może być przy transferze :) Ale sama nie wiem, czy ja bym chciała, żeby mnie widział taką rozkloszowaną na fotelu :) wiem wiem ważny moment..

      Usuń
    2. No przeciez jestes przykryta, a faceta sie ustawia w strategicznym punkcie gabinetu, tak aby mogl patrzec na ekran, a nie w krocze.. :P

      Usuń
    3. Hehe no wieeeem, wiemmmm, ale mimo wszystko się zastanawiammmmm nad tym ;)))

      Usuń
    4. W krocze pewnie Ci też patrzył, więc czego się chować;)))

      Usuń
  2. Wierzę, że w swoim czasie On "przejdzie na Twoją stronę". Widzę, jak mój wolno się rozkręca. My omawiamy temat na bieżąco, czytamy, analizujemy, dyskutujemy - oni temat wolą odsuwać. Siłą rzeczy wolniej te trybiki im przechodzą na tory, na których Ona od jakiegoś czasu już jest.
    Trzymam za Was kciuki!
    PS. Psychologa bym nie polecała póki co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psycholog to mu raczej nie grozi ;)
      Już widzę jego minę na tą propozycję.. :)

      Usuń
  3. Może po prostu czuje się winny..U nas, to ja jestem sprawcą nieszczęścia zwanego bezpłodnością i żadne gadanie ani ciepłe słówka tego nie zmienią, że mój organizm jest zabójcą zarodków. U mężczyzny zapewne dochodzą jeszcze dodatkowe mechanizmy psychologiczne. To, co nam kobietą pozwala się uporać z problemem niekoniecznie działa u mężczyzn. Zgodziłabym się na ponowne badania, choć wiesz, że jest to wypieranie rzeczywistości, to jednak włożył ogromną pracę w rzucenie palenia. Pozwól mu to przetrawić po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina, tak, myślę, że od tego poczucia winy pewno trudno uciec.
      I rzeczywiście, u facetów zachodzą jakieś kompletnie inne mechanizmy psychologiczne. Mam wrażenie, że on faktycznie przeżywa wszystko z trochę opóźnionym zapłonem.

      Badać, niech sie bada. Nie widze przeciwskazać. Chociaż strzelam, że wizyta w pokoju uciech nie jest jego ulubioną..

      Nie będę na niego naciskać. To, co mogę zrobić teraz to trochę mniej skupiać się na sobie.

      Usuń
    2. a niech działa! a może się poprawi! nie wierzycie? ja wierzę. w medycynie istnieją nieprzewidywalne czynniki a psychika jest jednym z nich.

      Usuń
  4. Ułoży się.. Może nie pytaj go na razie o nic. Sam musi zacząć. Powodzenia ! Trzymaj się !

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro zauważyłaś problem to jesteście na najlepszej drodze, żeby go rozwiązać. Daj mu tylko trochę dojść do siebie i przetrawić ten temat. Poczucie winy potrafi człowieka wykończyć - wiem, bo sama się z nim długo borykałam i czułam się naprawdę wstrętnie z myślą, że nie mogę dać swojemu M. upragnionego potomka. To minie - potrzeba tylko trochę czasu, całego morza zrozumienia i cierpliwości...Ściskam i życzę powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń