wtorek, 13 maja 2014

Jajniki w domowych pieleszach (+update: mamy zarodki!)

 Źródło: www.ikea.com

... dochodzą powoli do siebie.
Chociaż pewna nie jestem, czy dochodzą, czy też nie dochodzą.

Noc przespałam. Przed 6:00 rano zaczął mnie budzić tępy ból jajników.
Złe samopoczucie od narkozy zniknęło, ale jajniki jak bolały, tak bolą. Chodzę jak pokraka, cała pokrzywiona, bo mnie boli. Chodzę tylko wtedy, kiedy na prawdę muszę.
Do pracy rzecz jasna nie poszłam. Nie ma takiej opcji. Zbyt słabo się czuję i zbyt boli.
Niezbyt chętnie wzięłam APAP, ale nadal boli. 

Próbuję pracować zdalnie, ale moja głowa jest myślami w laboratorium.
Próbuję się dobić telefonicznie do Pani Embriolog, ale telefon jest czynny od 14:00, więc nadal nic nie wiem..

Powoli ogarniam i przyzwyczajam się do pudła z lekami, jakie zostały mi zapisane.
Zaobserwowałam u siebie już jakiś czas temu niesamowity apetyt. Zapewne przez hormony.
Zjadła bym wszystko, co wpadnie mi pod rękę.
Jestem raczej szczupła, ale nie chciałabym jednak utyć jak świnka, nie będąc jeszcze w ciąży (a potem nie będę sobie żałować,o ile się uda...).

No i oczywiście noszą mnie nerwy, od tych hormonów.
Wystarczy, że małżon jakoś krzywo spojrzy a ja uderzam w lament i wrzask. Staram się kontrolować, ale mam wrażenie, że średnio mi to wychodzi.
Biedny chłop.
______________________________________________________________________________
UPDATE Z LABORATORIUM:

Dodzwoniłam się!
Mamy całe stado zarodków!
Zapłodniły się wszystkie komórki! Czyli mamy 11 zarodków!
Ale numer!

Pytałam o ich jakość, klasę, ale Pani Embriolog powiedziała, że jest jeszcze za wcześnie, żeby coś powiedzieć więcej. Że jutro zobaczymy, jak będą się dzielić.

Czuje się przedziwnie.



12 komentarzy:

  1. Wiesz mnie bolał każdy ruch, nawet jazda samochodem bo odczuwałam każdą dziurę i koleinę teraz się z tego śmieję ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Przejdzie, zobaczysz.
    A co do wieści o zarodkach jestem pod ogromnym wrażeniem! I trzymam kciuki za Wasze Bąble :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wieść o 11 zarodkach jakoś od razu mnie mniej jajniki bolą ;)
      Dziękuję za kciuki i proszę o jeszcze..

      Usuń
  2. to czekam i trzymam kciuki. Ja po wizycie u lekarza niezbyt udanej. opisane na moim blogu

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czad! Zaszaleliście:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow!!! Jezu, aż Ci zazdroszczę:) Ja nie mam co liczyć na taki wynik. Po cichutku modlę się, żeby było z czego robić transfer. To całe zapładnianie jest dla mnie taką magią, że wydaje się wręcz niemożliwe że moje i męża komórki się połączą. No nic, lekarz kazał być dobrej myśli, więc staram się być:)
    Jezu, pewnie już nie będziesz się musiała nigdy stymulować bo nawet jak Ci teraz nie wyjdzie, to z mrozaczków na 100%. Chociaż życzę Ci z całego serca, żeby Twój pierwszy raz był szczęśliwy:)
    Trzymam kciuki. Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, it's complicated... ja mam mieszane uczucia, ale na razie nie będę o tym pisać, żeby nie zapeszyć. Czuję się.. pogubiona. Morale mi się włączyło jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie.
      Zobaczymy jak się będą zarodeczki dzielić.

      Faktycznie magia.. niesamowite. W końcu nasze geny się połączyły. Cud.
      Całuję Cię i trzymam kciuki za Twoją jutrzejszą punkcję.
      Nerwy są?

      Usuń
    2. Chyba wiem o czym myślisz. Ale na razie o Tym nie myśl. Jak to moja mama mówi, "będzie dzień będzie rada".
      Oj są nerwy. I jakoś nam się w cholerę dziś roboty narobiło, że z odpoczywania nici. Noż kurna no... I jajniki coś przestały boleć:/

      Usuń
    3. Hehe o jajniki się nie martw... jutro na pewno dadzą o sobie znać ;))

      Usuń
  5. Bosko!! 11, bardzo się cieszę i gratuluję:) Byle do soboty. Jejku to musi być niesamowite wiedzieć, że one już są! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż 11 ?!!! To naprawdę rewelacyjny wynik !!! Postaraliście się, nie ma co :) Oby wszystkie pięknie wyrosły, jak na drożdżach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No widzisz jak pięknie :) Super wynik.
    Brawo! Ruszajcie :)

    OdpowiedzUsuń