sobota, 3 maja 2014

Stymulacyjne szaleństwa

  Źródło: http://www.torun.wku.wp.mil.pl/pl/5579.html

Dziś 4ty dzień stymulacji. 
Wraz z rozpoczęciem kłucia spłynęła ze mnie dziwna... ulga.
Psychicznie czuję się znacznie lepiej - oczywiście, w granicach normy, jak na IVF przystało.

1 maja spędziłam na spędzie znajomych na działce.
Oczywiście nie zabrakło mojej przyjaciółki z 4-letnim synkiem, ciężarnej koleżanki (ta, która kiedyś poroniła - od razu ją wyczułam, że jest w ciąży, zanim jeszcze cała reszta wiedziała i miałam rację, jak się okazało) oraz znajomych, którzy pojawili się z trzymiesięcznym bobasem.
Nie ukrywam, że widok małego trochę mnie podłamał. Na chwilę.

Szczęśliwie mi wypadł ten weekend majowy na stymulację, bo akurat 4 pierwsze dni kłucia mogę się skupić wyłącznie na sobie / na nas. A żyję zaiste zupełnie przy tym normalnie ;)

1 maja - cały dzień na działce ze znajomymi i grlling-leżing-nic nie robing. Jedynie o 19:30 zamknęliśmy się z małżonem w altance, żeby walnąć szoty w brzuch. Małżon robi to po mistrzowsku, lepiej niż pielęgniarka w klinice. Po podaniu przez Niego Meradiolu dokładnie oglądałam pudełka, bo nie byłam pewna czy On aby na pewno wszystko wstrzyknął prawidłowo. No ale cóż, pielęgniarka w klinice mnie nie kocha :) A on taaaaaaaak, hę hę :))

Wczoraj cały dzień za to przespałam, natomiast wieczorem - na kolację pochłonęłam wielkiego burgera z colą (wcześniej starałam się wdrożyć tą dziwną dietę z mlekiem, morelami i takie tam, ale o mały włos się nie porzygałam od tego mleka - źle toleruję laktozę).
I zakończyliśmy wieczór imprezą u znajomych.. podczas której urodził się pomysł, że oto dziś za chwilę wsiadamy w samochód i jedziemy do... Torunia :) Na wycieczkę :) (jakieś 200 km od mojego miejsca zamieszkania).

Martwię się tylko, gdzie ja wsadzę Gonal, bo on musi być trzymany w lodówce. Po przestudiowaniu ulotki jednak, doszliśmy do wniosku, że przy tej zimnej pogodzie, jak sobie pobędzie w bagażniku przez 1 dzień, to nic się strasznego nie stanie. Pytanie tylko, gdzie my ten zastrzyk zrobimy - na autostradzie może być średnio komfortowo, a dodatkowo znajomi, którzy z nami jadą, nie wiedzą o IVF, więc tym bardziej będzie dziwnie, jak im nagle powiemy, że yyyy sorry, ale oto musimy sobie walnąć w brzuch. Ale coś się wymyśli.

No więc żyję sobie na pełnych obrotach, nie przejmując się specjalnie dającymi o sobie troszkę znać jajnikami.

Oczywiście w tym całej aktywności obchodzę się ze sobą delikatnie, poruszam troszkę jak emerytka i oczywiście nie piję alkoholu. Nawet tego osławionego czerwonego wina na endometrium. Biorę Encorton i boję się, że on może źle zareagować nawet z coca colą a co dopiero z winem.

Jest nieźle.
Prowadzona Waszymi radami z blogów staram się nie zakładać różowych okularów ani nie popadać w czarny pesymizm. Staram się to jakoś wypośrodkować, ale nie jestem pewna, jak jest na prawdę. Nie, nie czuję hiper optymizmu. Czuję ogromną nadzieję i ... ulgę, bo wychodzi na to, tak jak kiedyś przeczytałam na jednym z blogów, że "in vitro jest zdecydowanie za bardzo zdemonizowane".
Obym nie zapeszyła, bo to dopiero 4ty dzień stymulacji a ja czuje się tak, jakby moje jajniki prawie w ogóle nie reagowały.

Lecę spakować misia (Gonal) w teczkę i się szykować na wycieczkę ;)

I powtarzając za Carrie - proszę o trzymanie kciuków, pozytywne fluidy i może nawet krótką modlitwę.

Tak bardzo, tak bardzo bym chciała tego szczęścia...

11 komentarzy:

  1. Kciuki masz!
    A mnie zeszłoroczny weekend majowy ostatecznie przyniósł szczęście (miałam punkcję).
    Za rok pójdziesz na grilla z własnym maluszkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      Ah, te Majówki. Może i mnie przyniesie szczęście.
      Dziękuję za kciuki i proszę o jeszcze :)

      Usuń
  2. Ja tez trzymam kciuki!! :)

    A jajnikami sie nie przejmuj, moje zaczely reagowac na stimy dopiero ok. 5-6 dnia. A i kazdy reaguje inaczej.

    I bardzo dobrze, ze normalnie korzystasz z zycia, tak trzeba! Milej wycieczki, lubie Torun, chetnie tez bym sie tam wybrala. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, no właśnie coś tam odczuwam w podbrzuszu, ale gdybym nie wiedziała, że jestem stymulowana, to może i bym tego nie zauważyła. Nie o to chodzi, że lubię jak mnie boli :) ale kurcze.. dobrze by było, żeby moje jajka jednak reagowały :)

      Toruń super. Cały dzień włóczyliśmy się po Starym Mieście i ... podjadaliśmy :) A to kawa, a to deser, a to przystaweczka, a to obiadek.. ;))) To był świetny dzień, zapomniałam wręcz, że jesteśmy w trakcie procedury IVF. Jedyne, co nie dawało mi spokoju, to Gonal, który został w bagażniku samochodu, bo samochód stał na słońcu i było jednak dosć ciepło. Ostatecznie niepotrzebnie z nami pojechał. Zastrzyk wzięłam spóźniony o godzinę, już w domu (na autostradzie nie było opcji).

      Buziaki!

      Usuń
  3. Trzymamy kciuki, a jakże! ... i... Ciocia też trzyma :) buźki xxxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam mocno, mocno:)
    Fajny mieliście weekend. Ja mam do Torunia troszkę bliżej. Ciekawe, jak daleko mamy do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, dzięki :)
      Weekend był fajny, ale kiedy tylko mam jakiś wolny dzień typu niedziela, to zaczynam zdecydowanie za bardzo rozkminiać nad tym IVF. I małż też.
      A do Torunia mieliśmy chyba jednak troszkę bliżej niż 200 km.. ;)) Fajne miasto.

      Usuń
  5. Ja też nic nie czuję. W sumie to do wczoraj czułam jeszcze bóle menstruacyjne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, ja dopiero dziś zaczynam czuć ( 6 ds). Jakby... bóle menstruacyjne. Mega jestem ciekawa co się jutro okaże na USG.

      Usuń
  6. Zaciskam kciuki z całej siły i podziwiam, że potrafisz tak normalnie do tego podchodzić, bez demonizowania właśnie. A Toruń piękny i bardzo klimatyczny - też ostatnio byliśmy na urlopie i pewnie jeszcze kiedyś wrócimy, choć ponad 300 km mamy :) Powodzenia i niech stymulacja przyniesie upragnione i wyczekiwane efekty :)

    OdpowiedzUsuń