środa, 21 maja 2014

Trochę w ciąży

 Źródło: http://ibibleverses.christianpost.com/bible-verses-about-devotional/waiting

Dni mijają jeden za drugim.
Dziś  4 dzień po transferze.
Mam urlop, siedzę w domu i praktycznie rzecz biorąc - nic nie robię.
Nie leżę plackiem, ale nie robię też nic produktywnego.

Mój organizm w żaden specjalny sposób nie daje znać, żebym miała zostać mamą.
Jednak trudno by było tego od niego oczekiwać po 4 dniach od transferu.
Moja głowa również ma problem, żeby się oswoić z taką ewentualnością. 

Hormony za to dają się we znaki:
jestem bardzo drażliwa i kłótliwa, piersi są dorodne i bolące i mam meeeeega apetyt. Jem wszystko, co mi wpadnie w rękę. Buzia, która podczas stymulacji wyglądała pięknie i promiennie, aktualnie obsypała się trądzikiem. Popołudniowa drzemka stała się obowiązkowa - około 17:00 dosłownie padam, z otwartą buzią śliniąc poduszkę ;)

Codziennie przyjmuję, poza tabsami i Utrogestanem, 2 strzały w brzuch:
Fraxiparinę (na ukrwienie macicy) oraz Prolutex (progesteron).
Brzunio niestety znosi te atrakcje coraz słabiej, mam siniaki i krwiaki, ślady po igle, zrosty. Małż codziennie robi zastrzyki, niezmordowanie, z wielką troską.
Wczoraj nabyłam maść o romantycznej nazwie SINIAK (z wyciągiem z kasztanowca i dodatkowymi bajerami), która trochę ten brzuch wygoiła i wieczorne zastrzyki były znacznie przyjemniejsze w przyjęciu.
 
Psychicznie - rollercoaster. 

Sytuacja laboratoryjna wygląda tak, że zostało nam finalnie 8 dobrych mrozaków.
Fajnie, że raczej nie grozi mi kolejna stymulacja.
Fajnie, że 8 to jednak nie 11.
Fajnie, że natura tak ochoczo połączyła nasze geny.

Jednak moja głowa i serce dostrzegają raczej te ciemne strony procedury. I stąd ten psychiczny rollercoaster. Nie mogę przestać mielić w mojej głowie scenariuszy, cóż my poczniemy z takim dobrodziejstwem inwentarza.
Małż ma dużo zdrowsze podejście, sprowadza mnie na ziemię i chwała Mu za to.
Stwierdził, że to nie jest czas, żeby się nad tym zastanawiać. Że wiele się jeszcze może zdarzyć, że przecież planujemy co najmniej  2kę dzieci, nie wszystkie zarodki przeżywają mrożenie i taaak daaalej. A finalnie: on nie ma problemu z adopcją prenatalną. Na niszczenie nie wyraża aprobaty (nie twierdzę, że ja wyrażam. I nie twierdzę też, że nie wyrażam).

Bardzo trudno mi poradzić sobie z moją głową, z sercem.
Skłamała bym, gdybym napisała, że leżę i z miłością i trwogą ściskam brzuch.
Dodatkowo, mam takie wrażenie, że jeśli to podejście się nie uda, to będzie głównie moja zasługa. Mojego psychicznego potrzasku.

Właściwie trudno mi nazwać i sklasyfikować moje uczucia.
Jednego jestem pewna: różnią się od euforycznego stanu opisywanego przez dziewczyny (i nie tylko) na innych in vitrowych blogach.

Wszyscy wtajemniczeni w mój stan psychiczny powtarzają, że ta rozwałka minie, kiedy poczuję, jak rośnie we mnie dziecko.
A ja im wierzę.



14 komentarzy:

  1. Matko źe Ty jeszcze bez testu wytrzymujesz, ja bym chyba zeszła z niecierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, ano.. dni lecą wolno.
      Właśnie przeglądałam sobie wózki na allegro (wiem wiem , nie powinnam sobie tego robić...). Dziś będąc w Rossmanie kusiło mnie na sikacza, oj kusiło. Ale powstrzymałam się, bo po 4 dniach .. :) c'mon..

      Usuń
  2. Ten czas oczekiwania jest bardzo trudny. Tak blisko, a tak daleko, a czas, skubaniec, jeszcze zwalnia! Dasz radę! Pomyśl ile już za Tobą... buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, no, zwalnia skubaniec! Ale na szczęście od jutra wpadam w wir obowiązków, więc przyspieszy. A w przyszłym tygodniu, założę się, że będzie problem, żeby znaleźć czas na.. betę ;)

      Usuń
  3. Ja też mam trądzik:/
    Poza tym czuję się niewiele lepiej. Wiem, że mam mrozaczki i to powinno mi dawać jako takie poczucie bezpieczeństwa, ale jestem tak blisko celu, jak jeszcze nigdy nie byłam i jak się okaże, że los okrutnie zabierze mi to, na co dał na chwilkę "popatrzeć" to nie wiem jak to ze mną będzie.
    Trzymam kciuki kochana za Ciebie:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkurza mnie ten trądzik, bo podczas stymulacji było tak ładnie!
      Wiem o czym mówisz z tym strachem. Mam podobnie.
      Z jednej strony mam takie straszne uczucie, że mamy tak strasznie dużo tych mrozaków, że... ale z drugiej strony, nie miała bym siły na kolejne oczekiwanie, kolejne zabiegi, kolejne leki, kolejny cykl.
      Nie spodziewałam się, ale wymęczyło mnie to in vitro niemiłosiernie.
      Dziś dojrzeliśmy z małżem, że w ciągu ostatnich 2 tygodni strasznie posiwiałam. Dosłownie.

      Buziaki, trzymam za Ciebie kciukasy również! :))**

      Usuń
  4. A propos siniaków, pisałam już u Carrie, miejsce po ukłuciu przyciśnij mocno przez około 30 sekund. Ja przytrzymuję ten gazik, którym mąż przemywał miejsce przed zastrzykiem. Działa, może nie cuda, ale siniaki nie rozlewają się na pół brzucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. isa, tak właśnie robię. Nie mam dzięki temu wielkich krwiaków (poza jednym, ale to był niefart).
      Ale jakby na to nie patrzeć - przyjęłam już kilkadziesiąt strzałów w brzuch, więc nie ma cudów.

      Usuń
  5. Kurde, to czekanie jest załamujące, pamiętam... Chociaż fakt testowania jeszcze bardziej mnie dobijał.
    Wierzę, że Ci się ten trud i męka opłacą!

    OdpowiedzUsuń
  6. O rany. A kiedy robisz test? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, beta w srode. Moja pierwsza w zyciu beta.

      Usuń
    2. Sporo jeszcze czasu :/ Chyba bym zwariowała, jak bym musiała tyle czekać, a tu wypatruje objawy.. To w środę bardzo mocno trzymam kciuki. ;)

      Usuń
  7. 4dpt to dzisiejszy mój dzień i tak jak u Ciebie jestem na L4 i nic konstruktywnego nie robię, śpię i jem czyli boosko.
    Trzymam mocno kciuki za wypasioną betę!

    OdpowiedzUsuń
  8. Pink, myślę, że rollercoaster towarzyszy każdej parze, która spodziewa się dziecka. Nawet takiej, która poczęła dziecko in vivo. ;) Nawet u nich pojawiają się wątpliwości - czy jesteśmy na to gotowi? Czy będziemy dobrymi rodzicami? Później - czy jesteśmy dobrymi rodzicami? I tak przez kolejne wiele lat.
    W przypadku in vitro po prostu jest więcej dylematów, więc i huśtawka większa. Przyznaję, że mnie jest łatwiej, bo jestem trochę bardziej egoistą. Nie rozckliwiam się nad zamrożonymi zarodkami. Chyba zresztą większość facetów ma do tego większy dystans niż kobiety.
    Pewnie, że trzeba będzie kiedyś podjąć decyzję, co zrobić z resztą zarodków. Ale proponuję, w zgodzie z Twoim Mężem, zastosowanie strategii Scarlett O'Hary z "Przeminęło z wiatrem" - "Pomyślę nad tym jutro". ;)

    OdpowiedzUsuń