sobota, 17 maja 2014

W dwupaku (czyli po transferze)

 Źródło: http://www.wordans.ca/custom-t-shirt-design-details/symbols-shapes-design-baby-inside-200373

Do kliniki zawitaliśmy punktualnie 7:40.
Szybki strzał w brzuch z Prolutexu, NO SPA, wbicie się w koszulkę i... wooooda. Oczekiwałyśmy z 3 innymi dziewczynami na zabieg, chlejąc wodę, wypełniając pęcherze i wymieniając się historiami niepłodnościowymi. Można by powiedzieć, że było bardzo miło.

Na zabieg poszłam ostatnia (bo jakoś każdemu chciało się bardziej sikać niż mnie, więc przepuszczałam).

Podano mi jedną blastocystę klasy 3AA.
Poza tym zostało nam 6 blastocyst gotowych do mrożenia i kilka dzielących się jeszcze komórek, ale dopiero jutro będzie można określić ile z tych dodatkowych (i czy w ogóle), nada się do mrożenia (jeśli o mnie chodzi, to już lepiej niech dadzą sobie spokój i to oznajmiłam Pani Embriolog).

Sam zabieg był wykonywany przez Ojca Dyrektora we własnej osobie.
Wyraził aprobatę dla wyniku 7 blastocyst ("z medycznego punktu widzenia, jest to bardzo dobry wynik" - dodał) i podał zarodek.
Podczas zabiegu założyli mi na uszy słuchawki z muzyką relaksacyjną. Nic nie bolało. Byłam zaskoczona, że aż tak długo to trwa.

Co czułam?
Nie wiem, nie umiem to nazwać.
Łzy popłynęły, z kącików, po skroniach. 

Patrzyłam na monitor, widziałam tam jakaś kropkę, co do której odczuwam bliżej nieokreśloną mieszankę sympatii, ciekawości i nadziei. Tak trudno mi sobie wyobrazić, że miałby powstać z niej najważniejszy w moim życiu człowiek, o konkretnym charakterze i wyglądzie.
Moje myśli uciekały również za ścianę, do laboratorium, do moich pozostałych 6 blastocyst (wszystkie tej samej, dobrej klasy).

Po zakończonym  zabiegu zapytałam Pani Embrolog:

- Pani Małgosiu, mam pytanie. Czym się pani kierowała wybierając zarodek?
- Zawsze jakością.
- No tak, to wiem. Ale czy ta, którą dostałam, spośród tych najlepszych, wyróżniała się w jakiś szczególny sposób?
- ;) No, nie bardzo. Wszystkie ładne.
- Aha, dziękuję. Nie pomogła mi pani..

Kolejną atrakcją było sikanie do kaczki (tudzież basenu, nie widzę różnicy), w związku z tym, że po transferze musiałyśmy swoje odleżeć a potrzeba była nie do zignorowania.

A potem wypis i wpadłam wprost w ramiona zdenerwowanego, podminowanego Małża.
Siedział chłop od 9 do prawie 11 przed sekcją do IVF i się denerwował.

No więc, zamiast czułości i spijania sobie z dziubków, pokłóciliśmy się już w samochodzie.
A przy "śniadaniu" poleciały już bluzgi i mega fight.
On to przeżywa prze-strasznie a ja też nie jestem po tych hormonach jakoś mega wyrozumiała, nie ma co.

W każdym razie - jesteśmy po transferze.
Czekamy.




26 komentarzy:

  1. Dziewczyno rzadko sie odzywam ale czytam Cie z wypiekami na twarzy i kciuki trzymam tak mocno, ze hej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ptaszyna bardzo, bardzo dziękuję.. :))

      Usuń
  2. Jacie, no jak nic mam dobre przeczucia. Kiedy pierwszy teścik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA.. ;))
      11 dni po transferze, czyli licząc dzień dzisiejszy, jako 1dpt beta wypadnie mi 28.05.
      Nie wykluczone że 27.05 zrobię sikańca..

      Usuń
  3. To rozpoczynamy 10 dni oczekiwania.... Caly czas mocno trzymam.

    OdpowiedzUsuń
  4. 10 długich dni oczekiwania. Kciuki mocno zaciśnięte.

    PS: małe pytanko: czy małż teoretycznie mógł być obecny podczas transferu? Mój wyraża takową chęć i zastanawiam się czy w naszej klinice jest to w ogóle możliwe?
    buziaki, Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, dzięki za kciuki.
      Małż nie może być obecny podczas transferu. Pytałam o to wcześniej Pani Małgosi, umawiając się na transfer. Powiedziała mi, że może być obecny potem, jak się odpoczywa. Ale też nie był.
      I szczerze Ci powiem, że mam mieszanie uczucia co do obecności małża podczas transferu. Tudzież sikana do basenu ;)

      Usuń
    2. Dzieki za info :) Masz rację, kaczka zadziałała dość intensywnie na moją wyobraźnię. Nie ma tego złego :)

      Usuń
    3. Tzn wiesz.. zawsze na czas "kaczkowania" można małża wyprosić za kotarkę ;)
      Ale szczerze mówiąc, abstrahując od tej kaczki, ja bym nie chciała, żeby małżon był przy zabiegu.

      Usuń
    4. Ooo o tym nie słyszałam. U nas transfer jest zawsze przy obecności dwojga rodziców. Ale najważniejsze - już po, odliczanie rozpoczęte, kciuki zaciśnięte i do przodu!

      Usuń
  5. Trzymam kciuki bardzo mocno !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki! Odliczanie rozpoczete! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Można by rzec, że fizycznie zupełnie normalnie.
      Pobolewają mnie piersi i podbrzusze od czasu do czasu, ale to pewnie zasługa progesteronu.
      Poza tym, nie doszukuję się specjalnie objawów. Za duże mam już doświadczenie w temacie ciąży urojonej.

      Psychiczne raz lepiej raz gorzej, ale generalnie bardzo słabo. Włączyła mi się jakaś mega rozkmina w tematach moralnych, głównie chodzi o rozważania nad losem moich pozostałych 8miu mrozaczków.

      I czekamy.. ;)

      Usuń
    2. I ja czekam razem z Wami! Codziennie zaglądam :) trzymam mocno kciuki za Ciebie i Carrie:* odzywaj się częściej ;)

      Usuń
    3. Life, dzięki wielkie :)**
      Staram się nie pisać, bo były by to wpisy mocno "marudzące" ;))
      Dziś / jutro wrzucę jakiś dłuższy pościk.
      Buziaki!! :))

      Usuń
  8. Czekam razem z Wami, zaciskam mocno kciuki i mama nadzieję, że się uda :)
    Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Hejka.
    Odwiedzając bloga Promesy zajrzałam do Ciebię a tu proszę taka miła niespodzianka, miałam transfer 4 dni po Tobie, ogromne kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, zbieg okoliczności, bo dziś, również na tymże samym blogu próbowałam wyklikać Twój blog :)) Trafiłam na kulinarny :)) A więc chyba ściągnęłyśmy się myślami. Wzajemnie, trzymam kciuki! :)

      Usuń
  10. No to przeznaczenie :) Fakt blogowo to ja kulinarnie się realizuje.
    Strasznie Wam kibicuje i wierzę że już za parę dni zobaczy tu radosny wpis.Kciuki moocne

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mialam transfer 30 pażdziernika ( 5 aa) wspomnienia do twoich ta kaczka to wybawienie w tamtej chwili bhcg robilam 9dpt i byla 0,1 takze nawet te dobrej klasy czasem sie nie przyjmuja :( pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń