środa, 28 maja 2014

"When real people fall down in life, they get right back up and keep walking"

Przede wszystkim z całego serca dziękuję wszystkim za wsparcie. I dziś, i w ostatnich dniach, i przez cały czas trwania procedury i generalnie... od niemal roku.
Nie macie pojęcia nawet, jak bardzo mi pomogliście. Paradoksalnie, "obcy" ludzie i wirtualny świat - to najlepsze środowisko, żeby wyrzygać z siebie wszystko to, co się w człowieku zepsuło od tej dziwki, niepłodności. Nikomu innemu nie mogę powiedzieć aż tyle. 
Dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna. 

Z pracy pędziłam na złamanie karku.
Kiedy tylko wpadłam do domu wybrałam numer do kliniki, małż stał kilka metrów dalej - struchlały w oczekiwaniu.
Pani poszperała w komputerze... poprosiłam, żeby przedyktowała mi wynik bety.
Nie musiała wiele dyktować. Stwierdziła smutnym głosem, że beta poniżej 0,1.
W jej głosie było słychać tą nutę "oj, przykro mi".

Otrząśnięcie się po tej informacji zajęło mi jakieś 60 sekund.
W pierwszym momencie miałam ochotę uderzyć w płacz, ale... nie wiedziałam, co mam zrobić ze sobą. Przez krótką chwilę zupełnie się zgubiłam.
Siedziałam za stołem. On stał oparty o kuchnię.
Widziałam, jak się cały składa. On, nie stół.

Od razu wybrałam numer do mojej mamy, potem do teściowej, do brata, sms do przyjaciółki.
Wiedziałam, że muszę im powiedzieć tak szybko jak to możliwe, bo oni czekają, oni się męczą.

Pierwsze słowa mojej mamy brzmiały:
"żartujesz?"

To jest ten czas, kiedy żałuję, że im powiedziałam.
Ja nie uroniłam ani jednej łzy. Mam wrażenie, że oni zrobili to za mnie, z nawiązką.

Moja mama łykała gulę. Słyszałam to w jej głosie.
Teściowa też.
Brat - załamka.
Przyjaciółka - zadzwoniła po jakiś 2 godzinach, zasmarkana i zaryczana jak bóbr.

Mamy już plan ekspresowego crio transferu - powstał w jakieś 5 minut po odebraniu wyniku bety.
Ale mamom nie powiemy już o tym. Powiemy im po fakcie.
Wystarczy dla nich tej męki. Wystarczy, że my cierpimy.

Po tym, jak już wszystkich obdzwoniłam, zadzwoniłam do pani embriolog. Zameldowałam porażkę. Kazała odstawić leki. Pamiętała, że mamy dużo zarodków.
Jestem do lekarza umówiona na 10:35 na piątek i lecimy dalej.
Wracam po kolejnego mrozaka. Na razie - jednego. Ale jeśli ta kolejna próba nie wyjdzie - pokusimy się o dubla.

W kolejnym kroku... pojechaliśmy sobie do knajpy na obiad.. Odważę się nawet powiedzieć, że pożartowaliśmy z sytuacji... Napiłam się wina. Pierwszy raz od początku kwietnia. Zaszydziliśmy sobie z całokształtu. Nie było rzucania się na podłogę, płaczu, gili.
Na parkingu podszedł gość zapytać o drobne. Typowy żebro-żulek. W szampańskim nastroju zbliżyłam swoją twarz go jego i zapytałam, pełna konspiracji i powagi:

- Yyy, no właśnie my też zbieramy kasę. Na kolejne in vitro. Ma pan coś może, drobniaka jakiegoś?
- /gość jak wryty/ Yyyy, no nie mam..
- Aha. No szkoda no.
- No, szkoda..
- Ffffszystkiego dobrego, do-widzenia. /i kita/


/mina gościa bezcenna/


Uważam, że tak musiało być.
Wiedziałam, że tak się stanie.
Musieliśmy ponieść tą porażkę, ja musiałam zrozumieć i dojrzeć.
Za bardzo byłam skupiona na tym, co zostawiliśmy w laboratorium. Za mało na gościu w mojej macicy.
Musiałam widocznie dostać tą lekcję, żeby zrozumieć. Żeby odpuścić samobiczowanie się moralne, żeby mocniej zapragnąć, żeby się udało. Żeby w spokoju zajść w tą ciążę, a nie podczas każdego kolejnego USG zastanawiać się, jakby by wyglądała każda kolejna z 8 zamrożonych blastocyst.

Dostałam lekcję wychowawczą.
Zrozumiałam.
Odpuściłam.

Jestem gotowa na kolejną próbę.

Na koniec, fragment mojego ulubionego serialu, który wydaje mi się tak cholernie adekwatny.
Z dedykacją dla Carrie i dla mnie.



When real people fall down in life, they get right back up and keep walking.

52 komentarze:

  1. Szkoda, po prostu szkoda. Nie obwiniaj się, że to przez złe myśli, zwyczajnie coś nie wyszło. Do bani i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się nie obwiniam.. ale pewna nie jestem.

      Usuń
  2. Hm.... Czytam Cię... Od prawie początku... Się nie odzywałam bo chyba nie umiałam jeszcze... Ale dziś muszę coś napisać: to ja dziękuję, że jesteś, że piszesz to co piszesz, że mimo wszystko i przez to wszystko dajesz nadzieję i wiarę w poukładanie tego co przede mną...
    Dzięki i liczę na to że kolejna próba będzie udana!
    I że ja będę umiała godzić się z tym co przede mną tak jak robiłaś, robisz i pewnie robić będziesz to Ty. I wiem, że wcale to łatwe nie jest... Niemniej jeszcze raz dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka, bardzo miło powitać. Zawsze piszę, że każdy gość jest dla mnie na wagę złota.
      A jeśli to miało by komuś jeszcze dodatkowo pomóc, to już w ogóle extra.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. ściskam kochana, popłacz się i dalej do przodu. Ty jesteś najważniejsza. no i chłop. nie cała rodzinka, choć rozumiem, że wszyscy czekają..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ola, tak, płaczu jednak nie udało się uniknąć.
      Zaczęłam wyć jak zarzynany prosiak wieczorem, kiedy małżon przestawił kupkę poskładanych ubrań, nie tam gdzie to sobie akurat wyobrażałam..
      I dobrze.Całkowity brak płaczu też nie jest zdrowy..

      Usuń
  4. Ciesze sie, ze tak szybko doszliscie do siebie i podjeliscie natychmiastowa decyzje o kolejnym transferze. Chyba rzeczywiscie cos przeczuwalas...
    Trzymam kciuki aby kolejna proba byla ta udana!

    A rodzinie mozecie nic nie mowic, ale podejrzewam, ze sami beda sie dopytywac. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, na rodzinę mam już plan :)
      Powiem im, że po prostu lekarz kazał zaczekać miesiąc. po krzyku :)

      Usuń
  5. Zakręcona jestem i nie wiem, czy się nie powtarzam, ale napisze jeszcze raz (?) ze z mrozakow są duże szanse na dzieci. W Japonii np. Nie podają swiezakow, bo organizm mamy jest zmęczony po stymulacji hormonalnej - tak mi powiedziala wolontariuszka z naszego bociana... Trzymaj sie dzielny duszku!
    PS.a dialog z zulkiem bezenny...
    Mels

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, pisałaś faktycznie :)) i czytałam też gdzieś na internetach o tym, że faktycznie, na mrozakach organizm nie jest tak przeciążony, więc paradoksalnie może być łatwiej.

      Usuń
    2. Sorry, kochana, to skleroza ciążowa... Ponoć na to jest słowo - pregnancja, pregnezja... no ale amnezja pełna i nie pamiętam jakie! Obyś jej szybko doświadczyła!
      Mel

      Usuń
  6. Brawo! i to jest super podejście! :)
    owszem, nie udało się - ale to nie powód, żeby się poddać po pierwszej próbie.
    tak trzymajcie!

    OdpowiedzUsuń
  7. ja tez teraz podchodzę do drugiej próby, w tamtym miesiącu ciąza biochemiczna hcg ponad 100 a potem ból i rozczarowanie, trzymam za Ciebie kciuki musi nam się udac

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sylwi, witaj w klubie. Nadzieja, która zostanie odebrana... niefajnie ://

      Usuń
  8. Cholera, dupa. Ale podziwiam Cię, kochana. Działasz, nie poddajesz się, akcja-reakcja. Naprawdę podziwiam Twoje podejście, chociaż wiem, że wymaga to jednak dużo samozaparcia z Twojej/Waszej strony.
    I tak jak piszesz/mówisz: tak widocznie miało być, jestem zwolenniczką teorii, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Teraz ma być dobrze. I będzie. Tego się trzymamy.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie. Nic się nie dzieje bez przyczyny.
      Buźki.

      Usuń
  9. Przeczytałam całego posta ze trzy razy i powiem jedno JESTEŚCIE WIELCY -razem zdeterminowani i waleczni.Trzymam kciuki za Was ogromne i będę z Wami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, dzięki.
      Kciuki jeszcze się przydadzą..

      Usuń
    2. Co do planu B to my go mamy od początku bo wiadomo życie jak życie lubi zaskakiwać.
      Sikacz w Dzień Dziecka,beta 04.06, zobaczymy co Nam życie przyniesie.
      Ryzykownie wybraliśmy sobie początek naszych zagranicznych wakacji na 06.06 ale z drugiej strony albo będziemy się cieszyć albo przez tydzień regenerować siły do walki dalszej bo jak by nie było Nasza dzielna 4 ka mrozaczków czeka na Nas.
      Puki walczymy jest szansa.

      Usuń
    3. Ania, to daj koniecznie znać, jaki wynik. Trzymam kciuki. Szczerze. Każda kolejna ciąża w naszym gronie to nadzieja dla innych, na lepsze jutro.
      A pomysł z wakacjami - fajny.
      Dbaj o siebie!

      Usuń
  10. Łzy muszą popłynąć . I popłyną ...
    Co nas nie zabije , to nas wzmocni ... Wiem , to tylko slogan . Mimo wszystko jednak wierze , że nadzieja umiera ostatnia .
    Ile prób , tyle szans ...
    Nic mądrego nie przychodzi mi do głowy . Nic mądrego nie napisze . Ale jestem i rozumiem ... Nawet jak mnie nie ma ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I popłynęły.
      Wystarczył jakiś bzdurny impuls, pt. "nie ruszaj tego prania", a on ruszył.
      No więc ryk był nieziemski, że żyć nie mam siły, że niesprawiedliwe, że niech szlag trafi wszystkie ciąże (tfu tfu) i cały optymizm gdzieś czmychnął.
      Mam wrażenie, że to jeszcze nie koniec... że jeszcze poryczę.
      Co nie zmienia faktu, że o 10 w piątek zaczynam kolejną bitwę.

      Usuń
  11. W piatek o 10 :) Brzmi fantastycznie. :)

    Bardzo podoba mi sie Twoje (Wasze) podejscie. Oczywiscie sa lzy, oczywiscie jest zal do calego swiata - przynajmniej u mnie byl i przyjmuje, ze sie nalezalo, i poczatkowo jest zwatpienie. Ale ja po pierwszym fiasku przeczytalam sporo blogow i vlogow innych nieplodnosciowcow i wiem, ze czesto przy pierwszej probie sie nie udawalo. Trzeba "brush off the dirt off your shoulder" i miec nowy plan. :) I Wy macie. :) I tak trzymac.

    A serial moj ulubiony takze. :)

    Buzka,
    K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, nom... wczoraj fajnie trzymaliśmy fason, ale aktualnie czuję, że się trochę zaczynam sypać.
      Żal do całego świata jest. Ale najmocniej - zwątpienie.
      Ja już nie wiem czy to się uda, czy kiedykolwiek... kurde, w sumie w cale nie musi..
      no ale nic. Pożyjemy - zobaczymy.

      Usuń
  12. Przechodzilam to troche podobnie jak Ty... Najpierw takie troche wyparcie bolu, placzu, plan w glowie na kolejna bitwe. Pozniej przyszedl zal, smutek.... Przy czym my nie mielismy zadnych mrozaczkow, musialam czekac ponad 3 miesiace, zeby wszystko zaczac od nowa. Pod tym wzgledem naprawde jestescie o 10 krokow do przodu - mozecie zaczac od razu, jest nowa nadzieja, a nie ten wlokacy sie czas zaloby....
    A urywek serialu mega mi sie podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się aktualnie rozsypałam. Od rana jest tylko gorzej. Mam wrażenie, że się za raz rozchoruję od tego wszystkiego. Wszystko mnie boli. Chce mi się wymiotować. Mam wrażenie, że mam gorączkę. Cała się trzęsę. Mam ochotę się położyć i płakać. Płakać tak, że aż mi bebechy wypadną... Na domiar złego jestem w pracy i wielkie mecyje organizacyjne są, co też ze mną zrobić, bo zespól miał być przejęty, a teraz nic nie wiadomo... i generalnie.. niezła chujówka.

      Usuń
  13. Czytam boczny pasek "Szczęśliwa, mężata, prawie-trzydziestoletnia, walcząca z niepłodnością." Myślę - o to tak jak ja, zaczynam wczytywać się w posty 28.05 - beta, negatywna, o matko! czytam o sobie? Schodzę niżej - transfer 17.05 - jak to możliwe, skąd ktoś to wszystko o mnie wie... Punkcja... ufff... miałam 2 dni później. To nie jest mój blog, który prowadzę, gdy mam rozdwojenie jaźni. Później kolejny fakt, który utwierdził mnie w przekonaniu, że to nie mój blog - nie mamy mrozaczków :(
    No ale do rzeczy, czytam Twój blog i okazuję się, że przeżywam to dokładnie tak samo jak Ty, bycie 'trochę w ciąży' to najlepsze określenie stanu po transferze jakie słyszałam. A wczoraj - telefon z kliniki był na głośnomówiącym. Mąż próbuje mnie przytulić po usłyszeniu słów 'beta mniejsza niż 2' jednak ja z nerwami na niego - nie przytulaj mnie bo sie porycze! - dawałam radę, kilkadziesiąt minut, a później rozwyłam się na jakimś wzruszającym momencie serialu, przeryczałam cały finał 'bitwy o dom' ale dziś już jest lepiej. Co prawda dalej nie pójdziemy 'łeb w łeb' jak to było do tej pory, bo nie mamy mrozaczków i wszystko musimy zaczynać od początku, ale będę tu zaglądać, wspierać i kibicować.
    Trzymaj(my) się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaana, ściskam mocno i rozumiem co czujesz.
      Trzymam za Ciebie kciuki i dziękuję za miłe słowo.

      Usuń
  14. Wypłakać się trzeba dla zdrowotności, ewentualnie coś rozwalić (nie polecam tego drugiego w domu), bo nie ma się co oszukiwać, że nic się nie stało. No stało, jest ból, trzeba go wykrzyczeć, przeżyć. Ale najważniejsze, że walczycie dalej i bardzo trzymam za Was kciuki. I mimo, że piszesz, że nie musi się udać, i że to niby prawda, to powiem Ci to samo, co Carrie - zobacz, ilu z nas się udało pomimo wielu porażek. Tobie też się uda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. isa, no, nie udało mi się utrzymać stanu "tira rira nic się nie stało".
      Dopadła mnie porażkowa delirka. Siedzę w pracy, cała się trzęsę i staram się nie porzygać na klawiaturę.
      Marzę tylko o tym, żeby znaleźć się w domu, zamknąć w łazience i wyć. Wyć do księżyca, wywyć z siebie to wszystko co we mnie siedzi. Jezus, jakie to jest straszne..

      Usuń
    2. Wyj, ile potrzebujesz. A może macie możliwość krótkiego urlopu? Tak, żeby się gdzieś wyrwać, chociaż na weekend. Nawet gdybyś miała go spędzić wyjąc, to mi takie wyjazdy pomagały nabrać trochę dystansu i przeżyć ten czas, jak mi się podobało, a nie jak rodzina czy otoczenie by tego oczekiwali.

      Usuń
  15. Do tej pory sie u Ciebie nie odzywalam, ale chcialabym dac Ci nadzieje. U nas udalo sie za pierwszym razem. Transfer mielismy 09.04 i jak do tej pory wszystko ok. Kolejna kontrola za dwa tygodnie. Trzymam kciuki za Wasz sukces!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiwi gratuluję Ci serdecznie!
      Na ten moment dla mnie uwierzenie w szczęśliwe zakończenie tej bajki jest tak odległe, jakby mi ktoś kazał uwierzyć, że reprezentacja Polski w piłce nożnej wygra najbliższy mundial.

      Usuń
  16. Niesamowicie mi przykro :( Ale pamiętaj, że o tylko jedna z wielu bitew - nieważne, w ilu z nich poniesie się porażkę, bo w ostatecznym rozrachunku liczy się to, żeby wygrać całą wojnę ! Co nas nie zabije, to nas wzmocni...Więc niestrudzenie trzymam kciuki za kolejną, tym razem udaną próbę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ważne by się nie poddawać. Mam nadzieje i trzymam kciuki, że wreszcie Ci się uda.
    To ja dziękuje, że jesteś :* Jak Cię czytam to serce się zatrzymuję na chwilę :)
    Buziaki. Trzymaj się Kochana :*
    Ściskam mocno :>

    OdpowiedzUsuń
  18. Kibicowałam Wam bardzo. Przykro mi, że się nie powiodło, ale tak, jak już pisały dziewczyny - to tylko jedna bitwa. Musi się w końcu udać i się uda! Podziwiam Was za ogromną determinację i trzymam kciuki :)
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  19. Łączę się w bólu 9dpt
    Beta <1.2
    Żegnaj Moja Gwiazdeczko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, niewymownie mi przykro.
      Ten pierwszy raz za nami. Teraz czas na kolejne starcie.
      Dziś Pani Dr powiedziała mi, że z criotransferu szanse są większe, więc..
      Tulę mocno.

      Usuń
    2. Dziękuję.
      Teraz zregenerujemy siły na greckiej plaży i mam nadzieję owu będzie i już w połowie czerwca zabierzemy Naszego mrozaczka.

      Usuń
    3. Ania, mamy bardzo podobne plany, tylko u mnie greckiej plaży brak ;)

      Usuń
  20. Tak mi przykro... :( trafiłam na Twój blog parę dni temu i trzymałam kciuki...
    Podziwiam wolę walki. Ja rozsypałam się na kawałki i odpuściłam jeden cykl. W poniedziałek mam kriotransfer jednej z dwóch śnieżynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania milo powitac i dziekuje za kciuki. U nas od czasu tego wpisu wiele sie zmienilo.. Przyszlo zalamanie. Nie udalo mi sie go zastrzebiotac na sile. Jest to dla mnie zrozumiale ze potrzebowalas odpuscic na 1 cykl. Ja poki co mam plan podchodzic juz teraz, ale mam watpliwosci i jeszcze sie zastanawiam. Jestem w proszku.

      Usuń
  21. Dziś mieliśmy z mężem jedną z najtrudniejszych rozmów, pełną emocji, łez i mąż stwierdził że chce abyśmy jeden cykl odpuścili, aby organizm dpoczął, aby emocje opadły a czas zagoił troszkę rany.
    Stymulacja to jest roller coster dla organizmu a moje 19 pęcherzyków i groźba hiperki to też ogromne obciążające.
    Życzę Wam podjęcia słusznych dla Was decyzji, jakie by one nie były ważne abyście byli w tym RAZEM!
    W środę mamy wizytę w klinice i porozmawiamy z Panią dr i myślę że ona też będzie podobnego zdania.
    Jak to mąż powiedział będziemy mieć choć miesiąc żeby znów móc w pełni nacieszyć się sobą.
    Puki co ryczę i przeżywam żałobę.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hejka.
    Mam pytanko, czy mogłabyś się podzielić po przeczytaniu książek od "ziomalkowy swiat" -Dziecko ze szkła i Opowieści terapeutyczne??Chyba czas na takie lektury.
    malinka13021984@gmail.com
    Dzięki z góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania jasna sprawa. Jak tylko przez nie przejde to trafia do Ciebie.

      Usuń
    2. Czekam z niecierpliwością.Pozdrowionka i kciukasy

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. Pomalutku wracam do równowagi. Wrzucę dziś coś więcej.

      Usuń
  24. Hej i co dale?? ja mam drugie podejście za dwa tygodnie mrożaczka i zero wiary jak na razie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co dalej, to wszystko opisane na blogu w kolejnych postach :))
      Udało się z mrożaczka, jestem za półmetkiem ciaży i mam niezłomną wiarę, że tą walkę da się wygrać :))

      Usuń