piątek, 20 czerwca 2014

3 dpt: urlop i koniec tajemnicy


W czwartek w nocy dotarliśmy do mojego pięknego miasta na południu i się chillujemy.
On pracuje, tyle, że w przyjemnych okolicznościach przyrody, ja się chilluję, odpoczywam i spędzam czas z rodziną.

No właśnie.. z rodziną. Niewiele osób zostało dopuszczonych do informacji o drugim transferze. Mama i babcia do nich nie należały. Z domu wiedział tylko brat.

Mama od samego początku bacznie mnie obserwuje, babcia zresztą tak samo.
Zmieniłam się trochę wizualnie - przytyłam (no niestety, skutek hormonów i encortonu branych non stop kolor od kwietnia) i zmieniłam fryzurę. Jestem też dość mocno zchillowana, co z kontraście z moim emocjonalnym, roztrzepanym i zdecydowanie żywiołowym charakterem jest dość nietypowe. Mam wrażenie, że poza moim focusem na spokój płynącym z nastawienia po transferze nie bez znaczenia są końskie dawki magnezu (6x500mg na dobę).

Mama więc, posiadając swoją wiedzę, do jakiej jej do tej pory dopuściliśmy: nieudane IVF i na razie odpuszczamy, brak terminu kolejnego podejścia, uznała, że jestem bliska depresji.
Więc filowała na mnie i obserwowała ze łzami w oczach, aż w końcu wczoraj wypaliła z pytaniem, jak "to znoszę" i jak "on" to znosi, bo coś jej tu nie pasuje w tym wszystkim. Coś jest dziwnego. O czymś jej nie mówimy. Ona ma wrażenie, że ona na coś czeka, jakby się za raz miało coś wydarzyć (to ostatnie zbiło mnie z nóg).

Znosiłam dzielnie kilka jej pierwszych pytań, chociaż kusiło mnie nieziemsko. I tak de facto wcale nie miałam ochoty jej mówić, bo w przypadku, tfu tfu, kolejnego niepowodzenia, ona będzie cierpiała razem z nami. Nie mogę wyjść z podziwu, jak ona mnie / nas dobrze zna. Jak silna jest matczyna intuicja i więź matki z córką. Ona była pewna - święcie przekonana - że coś jest na rzeczy.

Powiedziałam jej - nie ma sensu, żeby po nocach teraz płakała i zastanawiała się,czy jej dzieci są na skraju depresji i się poddały w tej walce. Ze łzami ulgi w oczach przyjęła ten fakt. Oczywiście uszanowała naszą decyzję o dyskrecji, ale bardzo się cieszyła, że jej powiedziałam, bo ona wiedziała, że jest coś, tylko nie wiedziała co.

- To będzie chłopczyk! Zobaczysz! - wykrzyczała cała czerwona i ze łzami w oczach
- Patrzyłam dziś na ciebie i nie wiedziałam co to jest takiego, jakieś takie męskie geny. Teraz już wiem. Chłopczyk, zobaczysz..

Ona mówiła zupełnie serio i wierzyła w to co mówi absolutnie :)
Śmiać mi się zachciało, bo faktycznie przytyłam i się zrobiłam trochę kwadratowa w barach (encorton?), więc pewnie stąd u niej takie dziwne skojarzenia :) Moja mama jest w ogóle dość emocjonalna i górnolotnie rozemocjonowana :)

Babcia oczywiście też mnie przyfilowała, z tą różnicą, że babcia nic nie wie. Ani, że się staramy o dziecko, ani że mamy kłopoty, ani że jakiekolwiek leczenie, ani tym bardziej że IVF.
Pojechałyśmy razem na cmentarz, bo oczywiście święto i babcia MUSI przystroić groby, bo "tak trzeba". Zapakowałam ją więc w samochód i jazda. Ale babcia sobie, ku mojemu utrapieniu, wymyśliła, że oto musi podlać kwiatki na grobie u dziadka. A ja zonk - co tu zrobić.. przecież nie mogę dźwigać!

- Babcia, a czy możemy sobie dziś to podlewanie odpuścić? Wolała bym nie dźwigać tej konewki, bo mnie coś strasznie ostatnio plecy bolą (to było najlepsze, co mi przyszło w tej sekundzie na myśl)

- Oooo a czy Ty przypadkiem nie jesteś w ciąży ?! Jakoś tak inaczej mi wyglądasz. No powiedz babci, no powiedz babci przecież!
- Nie babciu, nie jestem, jak będę, to obiecuję, że Ci powiem. Wyglądam inaczej, bo trochę przytyłam. To wszystko.

I koniec tematu, ale znając moją babcię to i tak przez kilka najbliższych tygodni będzie całymi nocami rozkładać na czynniki pierwsze, czy w końcu jestem w tej ciąży, czy nie jestem.
A z konewką niestety męczyła się sama. Było mi strasznie niezręcznie, ale cóż miałam zrobić...
Babcia jednak nie została dopuszczona do żadnej dodatkowej informacji, dla własnego dobra.

I tak po raz kolejny upewniam się, że rodzinne więzy i przywiązanie najbliższych osób, bywa magiczne. Kocham ten dom. Kocham tych ludzi ponad wszystko na świecie.



18 komentarzy:

  1. Oj tak moja Droga, mamy i babcie to mają radary, wyczuwają wszystko.Moja babuleńka ma prawie 90 lat i już troszkę niedomaga ale zawszevmówi że ona żyć będzie tak długo aż się nie doczekamy dla niej prawnusia-to mnie aż do łez wzrusznia doprowadza, a co do mamy to dokładnie jest jak z Twoją ona wszystko czuje, doskonale Znas zna.
    Cieszę się że mama Twoja wie myślę że i Tobie jest lżej a i ona może być w tym z Wami a to dla niej ważne.
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, tak, to prawda. Radary mają niesamowite.
      Już wróciliśmy i z perspektywy tych kilku dni bardzo się cieszę, że jej powiedziałam. Zrzuciłam z siebie tą "tajemnicę" (a w tym nigdy nie byłam mocna) i zlikwidowałam niewidoczną barierę między nami.

      Twoja babuleńka jest kochana. Zawsze mnie rozckliwiali tacy starsi ludzie. Są fantastyczni. Mają zazwyczaj tyle ciepła w sobie i takiej życiowej mądrości.

      Pozdrowionka!

      Usuń
  2. Ale trzymam za Twojego synka :-))) Tylko sie relaksuj teraz i ZERO klotni z mezem! Teraz juz sie dzieje, dziecko nie moze sie wystraszyc ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promesa ehhh, myślę o Twoim "przykazaniu" za każdym razem kiedy wybucha awantura...
      ale cholera jasna, kompletnie nie umiem się kontrolować a on wykazuje zero zrozumienia ://
      No nic, mam nadzieję, że blastuś mało płochliwy tym razem..

      Usuń
  3. Zazdroszcze Ci takiej wspanialej mamy i reszty rodziny...

    Moja mama, przez te 3 lata kiedy staralismy sie o Bi, miala dla mnie tylko jedno "pocieszenie": co ty sie przejmujesz, najwyzej zrobisz sobie in-vitro! A kiedy zaczynalam tlumaczyc, ze in-vitro to skomplikowana procedura, ze nie zawsze sie udaje, itd., slyszalam: no to adoptujecie i juz! Jakby chodzilo o kupno kolejnej pary butow! Nic prostszego! Coz, krotko mowiac, ten egazamin z macierzynstwa, kiedy najbardziej potrzebowalam jej wsparcia, oblala z kretesem... :/

    No a ja nadal mocno trzymam kciuki za Waszego maluszka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, dzięki!
      A co do mamy: hmmm.. a może po prostu nie chciała Ci pokazać, że się przejmuje, żeby nie nadawać dramatyzmu sytuacji? Różnie to bywa..

      Usuń
    2. E nie, moja mama jest hmm... "specyficzna". Gdyby chodzilo o moja siorke, to ryczalaby razem z nia... Ja i moje dzieci jestesmy na drugim planie.

      Usuń
    3. Hmm, ok, rozumiem.
      Bo wiesz, czasami tak bywa, że inni bagatelizują problem, żeby jeszcze nie podkręcać, udają, że sprawy nie ma, podczas kiedy sprawa tak na prawdę jest.

      Usuń
  4. Tak to już jest z tymi mamami i babciami, że oprócz takiej standardowej, kobiecej intuicji, mają też intuicję maminą i babciną ;) i znają swoje dzieci / wnuki jak własną kieszeń, i najczęściej nic się przed nimi nie ukryje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że babci jakoś udało się zamydlić oczy :)))
      W przeciwnym wypadku siedzi i rozkminia.

      Usuń
  5. Fajnie, że macie takie relację ze sobą..
    Odpoczywaj sobie i proszę mi tu bez skoków i zgrzytów ! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, no niestety.. skoków może i uniknęłam ale zgrzyty są :/

      Usuń
  6. No to musiałaś być strasznym szczupakiem, bo jeśli przytyłas i nadal wyglądasz na bardzo szczupła ( o ile to Twoja fota:) to strach pomyśleć, co było wcześniej:)) a dziewczynki tez sa fajne, nie wiem dlaczego ale zazwyczaj gdy sie kogoś informuje, ze być moze na świecie pojawi sie Nowy Człowiek to od razu jest przekonanie, ze to chłopak... XXI w mamy i równość płci przecie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, zdjęcie sprzed pięciu lat (jedno z organizowanych w ramach sesji po-ślubnej), ale fakt faktem że należę do gatunku drobnych i szczupłych. Z tym, że nawet jak przybieram na wadze, to się tak nie rzuca w oczy, bo jestem drobna.
      Dobrałam do postu, bo akurat robione w moich rodzinnych stronach i tak i jakoś spasowało.

      A co do chłopaka - hehe... nie nie, nie chodziło o wyższość płci, w żadnym wypadku :) Jam jest wielką orędowniczką równości, zgłębiającą aktualnie ideologię gender :) Po prostu, mamie coś we mnie nie pasowało, że jakaś "męska się zrobiłam" stąd to skojarzenie. Absolutnie nie było w tym gloryfikacji genów męskich :)) I tak, też mnie zawsze dziwi, że "spłodzić" syna to jakiś taki cholerny zaszczyt. Osobiście zawsze marzyłam o dziewczynce a teraz... to już mi wszystko jedno. Byle by było zdrowe i W OGÓLE BYŁO. Myślę, że mama ma podobny tok myślenia :)) Szczególnie, że ma i syna i córkę ;)

      Usuń
  7. Piękne zdjęcie :) Magiczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :))
      Zrobione w ramach ślubnej sesji, kilka lat temu, w moich pięknych, górzystych, rodzinnych stronach ;)

      Usuń
  8. Zatem zostaje Ci tylko życzyć pięknego syneczka :))))

    OdpowiedzUsuń