wtorek, 24 czerwca 2014

7 dpt.

Mija siódmy dzień po transferze.
Kusi mnie, żeby zrobić sikańca, ale nie zrobię. To był by absurd.

Na innych blogach zaprzyjaźnionych (a raczej: blogu) coś brak optymizmu.
Nie ukrywam, że ja też nim jakoś ostatnio nie tryskam.
Są momenty, w których mam wrażenie, że wszystko będzie cacy, że ta misja może się tym razem udać.
Są takie, w których zastanawiam się, że właściwie dlaczego miała by się udać?

Objawów wszelakich brak.
Jedyne co mi daje we znaki, to poranne sikanie. Ale ono doskwierało mi akurat jeszcze przed transferem, więc nie liczy się.
Poza tym, przy ostatnim podejściu miałam cały pakiet objawów i wszyscy wiemy, na ile to się zdało, więc teraz już się nie doszukuję.
Osławione "plamienie implementacyjne" jak zwykle oczywiście również mnie ominęło, więc... także tego.
Cieszy mnie niezmiernie bolący nos, który jest zapowiedzią opryszczki, która może się na nim pojawić. Taa, wiem, brzmi dziwnie. Ale opryszczka na nosie pojawia się u mnie zawsze, kiedy mam do czynienia ze spadkiem odporności.

Nachodzą mnie ostatnio coraz częściej takie refleksje, co będzie, jak się nie uda.
Czy umiała bym zrezygnować z siebie na tyle, żeby kiedyś adoptować dziecko?
To jest fantastyczna droga, ale jak wiemy, każdy musi wybrać swoją - a ja tej, chociaż bym chciała, nie czuję. Sprawę pogarsza fakt, że przyczyna niepłodności nie leży po mojej stronie. Tak, wiem, brzmi strasznie. Ale ten fakt sprawia, że moja głowa ma świadomość wyboru (mimowolnie). Wcale mi się ta możliwość nie podoba. Nie chcę jej. Boję się sama przed sobą brać taką odpowiedzialność.

Nie mam zamiaru histeryzować.
Jedno wiem na pewno: albo się uda albo się nie uda.


13 komentarzy:

  1. Mnie też wszystkie objawy (poza bólem brzucha, który zwiastował @) ominęły. Niestety, trzeba doczekać do końca i testować...
    czekasz do 14 dnia po?
    Kciuki nieustające!

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mnie tam czasem zakłuje, czasem poboli trochę jak na @, ale to wszystko takie mgliste jest, niewyraźne.
    Testuję w sobotę, czyli 11 dnia po transferze. Miałam transfer pięciodniowego zarodka. W zaleceniach mam betę 11-12 dnia, czyli sobota jest zgodnie z prikazem.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam przeczucie ... I niech mnie piorun trzasnie jeśli się mylę !

    W sobotę szybciutko post - obiecaj nam tu publicznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takich deklaracjach zalecam w sobotę ostrożność ;)) i pozostanie pod dachem ;))
      Obiecuję publicznie w sobotę zapostować jak tylko się wyjaśni ;))

      Usuń
  4. Najgorsze to czekanie i czemu tego relanium to testowania nie można brać? Ja po każdym transferze, miałam reakcje organizmu tak jak zwykle. Czyli żadne. Żadnego plamienia, czasem jakieś kłucie, nic nadzwyczajnego. Chociaż nie, za każdym razem miałam zmiany nastroju, raz optymistycznie patrzyłam na świat a raz nie. Czyli albo się uda albo nie. No i ostatnio się udało.:)))) trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajajaj, gratulację :)) Przejrzałam Twojego bloga i zaiste - jest sukces :))
      Dobrze wiedzieć, że udaje się także, kiedy nie ma żadnych objawów.
      Rośnij zdrowo!

      Usuń
  5. No mnie plamienie ominęło dwa razy wiec to nic nie znaczy:) moja przyjaciółka ma córkę z on vitro ( jedna choć zarodki podano dwa) i mówiła mi, ze jej lekarz twierdził ze jeśli ona jest zdrowa a problem leży po stronie męża, to szanse na powodzenie sa o wiele większe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No podobno tak to jest z tymi szansami. I jest to nawet logiczne..
      z tym, że w naszym przypadku za pierwszym podejściem się nie sprawdziło - a rodziny były pewne, że nam to się musi za pierwszym razem udać. I jak wiemy - dupa z tego wyszła.

      Usuń
  6. Nie wypowiem się w kwestii objawów bądź ich braku, ale mogę wypowiedzieć się w kwestii ewentualnej adopcji. Jeśli naprawdę nie czujesz, że jest to Twoja droga, to nie powinnaś się do niczego zmuszać - bo ani Ty nie będziesz szczęśliwa, ani Twój mąż, ani dziecko. Ale muszę też zaznaczyć, że taka gotowość nie pojawia się od razu (u mnie akurat pojawiła się bardzo szybko, natomiast M. potrzebował na to zdecydowanie więcej czasu), więc nigdy nie mów nigdy. Najważniejsze, to iść za głosem serca - dokądkolwiek on wiedzie. Ale obyś nie musiała rozważać takiej ewentualności i oby ten transfer okazał się "strzałem w dziesiątkę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię "nigdy".
      Zobaczymy, co przyniesie życie.

      Ale, zanim zacznę się nad tym głębiej zastanawiać, zobaczymy, co przyniesie sobota ;)

      Usuń
  7. Dla Ciebie pewnie czas stanął w miejscu a jak ja dzis zajrzałam tu i zobaczyłam tytuł posta " 7dpt" to stwierdziłam wow to już tak szybko zleciało :)
    Mam nadzieję że brak objawów to też objaw jak piszą moje poprzedniczki.
    Co do refleksji to łączę się z Tobą w rozterkach, mnie straszny strach obleciał i wiele obaw mam co do powodzenia, do tego doszły problemy rodzinne i mega duże problemy w pracy, ehh
    Na dniach przyjdzie @ i już bliżej do crio choć dłuzy mi się strasznie.
    Trzymam kciuki za testowanie i czekamy na info.
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, czekania na kolejne podejścia dłużą się strasznie.
      Chociaż mnie się chyba najdłużej ciągnęło czekanie na podejście do pierwszego.
      Teraz po tym transferze czas leci nie najgorzej.. więc w sumie też jestem nawet zaskoczona, że dziś to już 8 dpt. ;)))

      Usuń
  8. Witam ja dzisiaj tez mam siódmy dzień po transferze i zero jakich kolwiek objawów, lekkie tylko bóle menstruacyjne przez pierwsze sześć dni a teraz cisza....

    OdpowiedzUsuń