poniedziałek, 9 czerwca 2014

Lato, słońce i radość życia


Melduję, że póki co, czarne chmury rozwiały się.
Smród po pierwszej nieudanej próbie IVF trochę uleciał, czarne chmury ustąpiły i pokazało się niebo w przyzwoitych kolorach.

Po 2 miesiącach tkwienia monotematycznie w procedurze IVF - odżywam.
Rozglądam się dookoła. Świat nadal istnieje. Życie nadal toczy się swoim torem.
Dookoła dzieją się rzeczy - duże i małe.

Jestem w stanie myśleć o innych rzeczach, niż macierzyństwo, brzuch i pieluchy.
Baaa, powiem więcej. Wczoraj nastąpił dzień, kiedy na kacu, w 30 stopniowym upale siedząc w centrum miasta na Street Food Festivalu, w tym smrodzie smażonych przysmaków ulicznych pomyślałam:

- Ja pierdziu... współczuję tym ludziom z ryczącymi bachorami, w tym upale i smrodzie.

Zasiadłam na rogu jakiejś zasyfionej ławki z równie skacowanym małżem, z kubeczkiem zimnej lemoniady i poczułam spokój. W tym jednym, jedynym momencie, pomyślałam sobie, że jak na tą chwilę, fajnie, że nie mamy wrzeszczącej, małej gęby przy boku.

Generalnie, moja stłumiona w ostatnich tygodniach energia życiowa, znalazła ujście i odżywam.
Znowu czuje się młodą, energiczną, myślącą kobietą a nie workiem na leki i poduszką do igieł.

O nieudanym IVF przypomina mi jedynie troszkę więcej tłuszczyku na brzuchu niż wcześniej. Ale mam to za nic, bo moje poczucie cielesności i kobiecości również postanowiło dać o sobie znać, po całej tej medycznej katordze.
Nie wiem, czy to ten estradiol, który łykam, czy wracająca radość życia, czy to lato w powietrzu..  ale czuję jakieś takie niewyczerpane pokłady kobiecości i seksapilu :)

W sobotę odbędzie się moje małe party trzydziestkowe. Jako trzydziestolatka czuję się świetnie. 

Badań przeciwciał tarczycowych nie zrobiłam. Nie ma siły ani NAJMNIEJSZEJ ochoty łazić do tego laboratorium.
Niech się dzieje wola nieba.

Korzystam z dobrej aury, póki mogę.
Kiedyś w końcu się uda.

Na koniec kawałek, którego słucham sobie codziennie rano, szykując się do życia:



9 komentarzy:

  1. Rozumiem, źe z tej kobiecości i seksapilu mąż zadowolony? :) :)
    O i widzusz ja też bym sobie na takim poimprezowym kacyku posiedziała ale co ja z dziećmi zrobię? Chyba Wam podrzucę :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA tak, małżon nie narzeka :)))
      A dzieci daaawaaaaaj ;)))) Bierzemy :)))

      Usuń
    2. Taa, po godzinie z moimi nie podejdziesz do kolejnej próby :) :)

      Usuń
  2. Przez zapieprz w pracy i rownie niespokojny weekend nie mialam szans przez kilka dni komentowac...

    Po pierwsze przykro mi, ze jednak zlapala Cie deprecha po nieudanym transferze... Podziwialam, ze taka jestes dzielna, ale to chyba jest tak jak pisaly niektore dziewczyny - umysl najpierw wypiera zla wiadomosc ze swiadomosci, ale predzej czy pozniej wyplywa ona na powierzchnie, a wraz z nia wszystkie negatywne emocje...

    Nie moge napisac, ze wiem jak sie czujesz, ale ciesze sie, ze juz lepiej. I napisze Ci, ze po cichutku troche zazdroszcze wypadu z mezem (nawet na kacu). Od urodzenia corki nie bylam z mezem na niczym co choc z daleka przypominalo randke. Nawet jak przylecieli w odwiedziny tescie, to zamiast urwac sie na kolacje i do kina, moj malzonek wolal budowac wiate na samochody... Taki mi sie egzemplarz trafil! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mechanizm, który zadziałał u mnie, jest chyba dość uniwersalny. Najpierw wyparcie i uniesienie głowy - po to, żeby za raz dostać w pysk.
      Ale "co Cię nie zabije", więc.. jakoś do przodu.

      Jak piszecie mi, że nie byliście nigdzie ze swoimi małżami / partnerami sami od lat, to przyznam, że dla mnie osobiście to jest abstrakcja.
      My akurat żyjemy jak typowa, wielkomiejska, nadpobudliwa i zbyt konsumpcyjnie nastawiona para. Imprezujemy i wychodzimy gdzieś co najmniej raz w tygodniu. Nie zawsze wychodzimy razem. Często wychodzimy sami.

      Także, jak nam się już w końcu szczęśliwie uda to rodzicielstwo, to myślę, że będzie spora rewolucja ;)

      Usuń
  3. Trzymaj się mocno. Moim zdaniem masz klasyczną drogę, a przynajmniej podobną do mnie (od wyparcia, przez dół, alkohol, do nowej walki), a to dobrze wróży! Trzymam paluchy za eskimoski!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem niechęć do badań, labów, kłucia, naprawdę rozumiem. Ale wiesz co, może nie odpuszczaj? To tylko jedno pobranie krwi, a może wnieść coś ważnego do obrazu sytuacji. Trzymaj się:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle stresów :/
    Trzymaj się kochana :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. No i tak trzymać ! Jak widać w każdej sytuacji można dopatrzeć się jakichś plusów i pozytywów. Gratuluję dobrego samopoczucia i tego, że tak szybko się pozbierałaś. Niech seksapil dobrze służy i Tobie, i Mężowi ;) I generalnie niech moc będzie z Wami :)

    OdpowiedzUsuń