poniedziałek, 2 czerwca 2014

Liżę rany. Sklejam serce.



Za mną trudne dni.
Zadziałał u mnie mechanizm podobny do tego, który można było zaobserwować na kilku innych blogach. Czasami wyczytać między wierszami, czasami gdzieś w komentarzach.
Kiedy minął pierwszy szok po porażce, przyszła czarna dziura, którą można określić: rozpacz i zwątpienie.

Czwartek, piątek, sobota były koszmarne.
Straciłam wszelaką nadzieję.
Zadziwiające jest to, że wiedziałam, że statystycznie pierwsze podejście nie często się udaje. Próbowałam się nastawić na porażkę. Baaa.. nawet w matni moich moralnych rozterek w temacie ilości zarodków, miałam rozmaite, niedobre myśli.

Przyznam, że porażka przejechała po nas mocniej, niż się tego spodziewałam.
Przyznaję, że dotknęłam dna. Tak jak dokładnie rok temu, kiedy odebraliśmy fatalne wyniki nasienia.
Zjechałam na dół i zawitałam do bram samych piekieł.

Zwątpiłam.
Straciłam wiarę w możliwość powodzenia tej misji.
Najgorsze jest to, że procedura IVF jest naszą ostatnią deską ratunku. Dalej nie ma nic.
Jeśli to się nie uda, moje życie nie ma scenariusza, według którego będzie mogło toczyć się dalej. 

Czwartek przepłakałam.
Z piątku na sobotę dostałam okres. Jak w zegarku.
Po kilku niewyraźnych miesiączkach, w końcu przyszedł właściwy, oczyszczający.
Przespałam całą sobotę. Spałam chyba z 20 godzin. Dosłownie straciłam przytomność, jakby ktoś wyłączył mi prąd.
W niedzielę obudziłam się z nowymi siłami, z nutą nadziei i jako taką energią życiową. 

U Mojego Ukochanego niestety poprawy brak. Mechanizm wyparcia nie pomaga mu w uporaniu się z emocjami. Dodatkowo, udało mi się z Niego wydusić wyznanie, że jest cholernie wściekły na los, jak mógł dopuścić do tak okropnej sytuacji życiowej... oraz, że nie może przestać myśleć o tym, kim był by ten człowiek, który nie doszedł do skutku. Czyli ma poczucie straty, poronienia (ja akurat takiego nie mam).

Podjęliśmy wspólną decyzję, że od razu podchodzimy do crio transferu.
On był bardziej zdecydowany w tej decyzji. Ja jeszcze kilka dni temu miałam wątpliwości.
W piątek stawiłam się u sympatycznej Pani Doktor.
Kiedy weszłam do kliniki i poczułam ten zapach, zobaczyłam te ściany, to ugięły mi się nogi.
Wchodząc do gabinetu modliłam się, żeby nie wybuchnąć płaczem.

- Dzień dobry pani doktor. "Biały Jeleń" jednak nie pomógł...  
- Ależ Pani <imię>, przecież macie bardzo dużo zarodków!
- No.. mamy no.
- A piszą w internecie, że szanse na ciąże z crio transferu są większe niż z zarodków świeżych?
- Tak, no piszą.
- No, to dobrze piszą.

Obawiam się, że minę miałam, jakbym z grobu wstała.
Ostatecznie rozpisała mi leki, które mam brać (to, co po transferze, tylko bez progesteronu i Fraxipariny) od drugiego dnia cyklu. I biorę.

Odpytałam ją jeszcze, czy nie ma potrzeby poszukiwania przyczyny tego nie udanego pierwszego podejścia. Jej zdaniem, absolutnie nie.
Analizując jednak moje hormony, trafiłyśmy na strasznie zawyżony wynik przeciwciał tarczycowych sprzed roku. Byłam z nimi nawet u endokrynologa, który właściwie nie znalazł przyczyny i nie stwierdził nic konstruktywnego. Mam te przeciwciała zbadać jeszcze raz i jeśli znowu wyjdą bardzo zawyżone, to podreperować hormony i dopiero wtedy podchodzić do crio.

Na badaniach jeszcze nie byłam. Nie mam siły.
Na razie biorę tylko prochy.

Żeby było weselej w pracy szopka i mecyje, bo szefostwo sobie założyło, że moje IVF się uda i rozplanowało sobie scenariusz na taką a nie inną ewentualność. Mój zespół miał przejść pod opiekę kogoś innego, kogoś, kogo nie znoszę. Z tym, że to miało się stać dopiero w momencie, kiedy mnie się uda. Ale chyba się nie dogadaliśmy... Patrząc z perspektywy czasu, stwierdzam, że powiedzenie szefowi o IVF było błędem. I o podejściu do crio nie powiem. Jutro czeka mnie rozmowa, podczas której będę próbowała wybronić swoje stanowisko i mój plan na zawodową przyszłość. I skłamię, że na razie mam dosć IVF. A kłamać nie lubię i nie umiem.

Chociaż kłamstwo już trenuję.
Postanowiliśmy, że o podejściu do crio nie mówimy tak szerokiemu gronu.
Nie mówimy przede wszystkim naszym Mamom. Ani mojej, ani Jego. Wystarczy, że my cierpimy. A kiedy one cierpią, to ja cierpię jeszcze bardziej.
Powiedziałam im, że musimy złapać oddech i na razie dajemy sobie spokój.
Uwierzyły.

I tak, Moi Kochani, zbieram się z gleby i próbuję z tej gleby dźwignąć Jego i najbliższych.
Paradoks: między nami dawno nie było tak dobrze, jak teraz.
Nigdy, aż tak bardzo nie czułam, że jesteśmy w tym razem.
Ramię w ramię. Serce w serce.

Nigdy, nigdy aż tak, nie byliśmy gotowi na przyjęcie Dziecka.
Dziecka, za którym tęsknię coraz bardziej. Które kocham, choć jeszcze nie istnieje.
Które śni mi się co noc.
Które stało się moim jedynym życiowym celem i pragnieniem.



24 komentarze:

  1. Jak ja Cię kochana rozumiem . Naprawdę wiem,co czujesz ...
    Statystyki, statystykami, ale ile prob tyle nadziei . Każda porażka boli. Zwłaszcza w kwestii niepłodności...
    Ściskam mocno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tylko te, które przez to przeszły są w stanie zrozumieć. Nie ma innej drogi. Nikt inny tego nie pojmie.
      Ściski również dla Ciebie. Trzymaj się.

      Usuń
  2. Wiem, co czujesz :( Mrożaczki dadzą radę, zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję..
      Staram się nie nastawiać na tą drugą próbę, ale moja głowa już sobie wszystko przełożyła: pierwsze podejście często konczy się porażką, ale drugie - to już inna bajka :)
      W sumie trochę to trzyma mnie i przy życiu i daje nadzieje. Ale boje sie strasznie kolejnej porażki.
      I powoli wracam do żywych.

      Usuń
  3. Nikt nie zrozumie tego co teraz czujemy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że tylko my same - te, które to przeszły, jesteśmy w stanie zrozumieć, jaka to jest masakra.
      Ja się pocieszam, że wszystko się kiedyś kończy.
      Fortuna kołem się toczy.
      Raz na wozie, raz pod wozem.

      Jeszcze zanim zaczęliśmy nasze starania, tak KRAKAŁAM, że kurde.. tak nam się wszystko pięknie w życiu układa, że mamy wszystko (oczywiście w granicach rozsądku), że tak cudownie nam się życie układa, mamy siebie, tyle lat razem, prace, perspektywy, mieszkanie, samochód, jesteśmy piękni i młodzi. I żeby się tylko nic nie zjebało.
      No. I wykrakałam.

      Usuń
  4. No ja jak zwykle ciemna masa, to kiedy następny zabieg? Czy to oprócz tych tabletek wymaga jeszcze jakuegoś przygotowania? Ja też żałowałam, że w pracy powiedziałam, źe szykuję się do roli mamy bo jak zaczęły się sypać zwolniemia to poleciałam pierwsza jako ta nierokująca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, no właśnie, i bądź tu człowieku uczciwy przed pracodawcą. Psioczą na te baby w ciąży, że zwolnienia, że leniwe, że symulantki. A tu w życiu mi wychodzi, że problem nie koniecznie leży tylko po stronie bab w ciąży (tudzież w ciąży adopcyjnej). Druga strona też ma spoooro za uszami. Wierzę, że mój szef chce dobrze, ale przekombinował.

      A co do teraz następnego zabiegu, to powiem Ci MIA że ja sama kurde nie wiem do konca.
      Teraz biore te prochy - hormon na zatrzymanie owu, Encorton steryd i inne Acardy, magnezy i witaminy.
      Około 12 dnia cyklu mam się stawić na kontrolę, czy udało nam się zatrzymać wzrost jajeczek i zahamować owu chyba, jak rozumiem.
      Jeśli owu będzie zahamowana - to uwamiamy się na transfer (ale ta data nie wiem od czego zalezy)
      Jeśli nie uda się jej zahamować - to czekamy na pęknięcie pęcherzyków i potem transfer.

      Żadnych dodatkowych zastrzyków obecnie nie biorę, więc brzunio się wygoił.

      Generalnie nie do końca rozumiem, dlaczego spokojnie nie możemy sobie poczekać na czas "po owu" i po co brać te hormony na wstrzymanie. Nie dopytałam, bo u lekarza byłam w stanie płaczliwym. Ale robię grzecznie co mi każą i tyle.

      Także teraz czekam na owu lub jej brak, monitoruje cykl i umawiamy się na transfer.
      A więc podejście do crio jest O NIEBO łatwiejsze i szybsze, niż pełne podejście do IVF.

      Przyznam szczerze, że aktualnie spojrzałam bardziej przychylnym okiem na zarodki w ilości 8 sztuk.

      Usuń
  5. Nawet nie wiesz jak bardzo jest mi to bliskie co piszesz tylko ja nie umiem tak dobrze ubrać tego w słowa...Co do sytuacji w pracy jest bardzo podobna i też postanowiłam że będę naciągać rzeczywistość i już o crio nie powiem bo wszystko się może zdarzyć no i w korpo takie informacje żyją własnym życiem niestety.
    Ja mam jutro wizytę i myślę że pozostaniemy przy decyzji odpuszczenia tego cyklu bo wszystko działo by się znów na wariackich papierach czyli od razu po urlopie crio no chyba że cykl byłby bezowulacyjny.
    W mojej klinice lekarze zakładają że ten pierwszy cykl może być bez owu a my mamy podejść na cyklu naturalnym owulacyjnym czyli lipiec tak koło 15.07 podejrzewam.
    Powodzenia moi drodzy i mam nadzieję cel zostanie osiągnięty i pragnienie zaspokojone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, życzę Ci miłych wakacji! Odpoczywajcie.
      Jestem kilka dni "do przodu" w przeżywaniu porażki, więc powiem Ci, że z dnia na dzień jest coraz lepiej.
      Ba, powiem więcej. Moja stłumiona radość życia i energia, które poszły się walić, podczas pierwszego podejścia, wracają do mnie jakby ze zdwojoną siłą.
      Codziennie rano szykując się do życia słucham sobie tego oto kawała, i daje mi powera:
      https://www.youtube.com/watch?v=Y66j_BUCBMY :)))

      A jeszcze takie pytanie: podchodzenie na cyklu naturalnym oznacza, że nie bierzesz hormonów na wstrzymanie owu, tylko czekasz aż owu minie i potem transfer, tak?

      Ciekawa jestem od czego to zależy i dlaczego ja mam brać te hormony (estradiol) na wstrzymanie owu.
      Hm..

      Usuń
    2. U Nas podstawą do transferu jest owulacja.
      Mam robić testy owulacyjne i jak wyjdą II kreski zaczynam brać Luteinę 3x1 i dzwonie do kliniki i za 5 dni transfer, tyle.
      Nie wiem od czego to zależy.
      Trzymam za Was kciuki.
      My jutro wyjeżdżamy ładować baterie.
      Ps.Dziś była wizyta, wszystko pięknie, brak torbieli. :)

      Usuń
  6. Nam nie wyszło a mieliśmy 2 podejście w dzien dziecka dostałam okres łącze sie w bólu i pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co czujesz i również przesyłam przytulaki.
      W końcu kiedyś się uda i odzyskamy spokój.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. My jesteśmy mistrzyniami w lizaniu ran, a chłopy raczej inaczej...:) W robocie pewnie ogarniesz, choć może dobrze, że robią takie przymiarki, bo niedługo będziesz niedyspozycyjna:) Wypłakałaś ciurkiem, to najważniejsze, możesz się trochę otrzepać i spokojnie pomyśleć do dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, tak jest :)
      Jednak po nieudanym IVF należy się czas żałoby. Trzeba go odbyć.

      Usuń
  8. Nie wiem jak się czujesz, mogę się jedynie domyślać. Życzę Wam z całego serca powodzenia.
    Trzymam kciuki bardzo mocno Kochana :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, bardzo dziękuję :*
      Obyś nigdy nie poznała smaku takiej porażki.
      Buźka!

      Usuń
  9. Kochana, jakbyś o mnie pisała. Nawet wszystko co do dnia się zgadza. Też w piątek dostałam okres.
    Nawet zaliczyłam psychoterapeutę, takie miałam jazdy.
    Mogę napisać śmiało, że nie myślałam wtedy jasno.
    W niedzielę kiedy poczułam się lepiej (tak jak Ty) wyszłam do ogrodu i przydybała mnie męża siostra, która pracuje u mnie w zakładzie. I rzuciła bombę, że dziewczyna z produkcji zaszła w ciążę. Pije, pali, na solarium jara się na heban, nie dba o podstawy takie jak np. zęby (na przedzie ma jeden - serio) i to będzie jej czwarte dziecko. Dwa lata młodsza ode mnie.
    Dziwny jest ten świat i matka natura. Nie ogarniam tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, tak coś czułam, że u Ciebie podobnie z emocjami.
      O psychoterapeucie wiem, bo pisałaś w komentarzach na jakimś innym blogu, chyba u Juti.
      Rozumiem, że nie było to owocne spotkanie?

      A co do tej płodności u durnowatych - mam wrażenie że płodność jest odwrotnie proporcjonalna do ... inteligencji.

      U mojej mamy w pracy też jedna lasencja ma trójkę dzieci: jedno oddała ojcu, drugie do domu dziecka a trzecie- nie wiem co z nim zrobiła. W życiu jej nie widziałam na oczy, ale szczerze jej nienawidze.

      U teściowej, córka pracownika: dzieci się sypią jedno za drugim, a ta na przykład 3 miesiące po porodzie prysnęła na giganta na miesiąc. Z tatusiem dziecka zrobili se melanż. Policja jej poszukiwała. A ona po prostu.. chciała się oderwać dziewczyna.

      Nikt nigdy nie mówił, że życie jest sprawiedliwe.

      Usuń
  10. Szczerze Wam zazdroszczę (Tobie i Carrie). Już mówię czego: możliwości kolejnej próby.
    Ja po swoim upadku związanym z 1 podejściem miałam równie dużo siły by wstać i podejść od razu do crio. Życie po raz kolejny zadrwilo i dało mi po nosie za tak optymistyczne podejście do sprawy więc szanse na crio w moim przypadku zmalały do 0. Ale to 0 nie jest mi obce, widzę je po każdej próbie. Ta cyfra to moje drugie ja.
    Cieszę się, że dajecie sobie radę z rzeczywistością! I że chociaż u Was widać jakiś plan na najbliższy czas.
    U mnie marazm...

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm.. czekaj, nie nadazam. (sorry za brak pl znakow, pisze z tel) rozumiem, ze zaliczylas dwie proby, nie udalo sie i mrozakow juz nie masz? Zgadza sie?
    Sluchaj, rozumiem, ze sytuacja jest chujowa. ALE jak sie poddamy, to co nam zostanie? Nie mozemy sie poddac. Nie chcemy przeciez. Mozna sobie zrobic przerwe, zeby odsapnac. Ale moim zdaniem nie ma co siadac na dluzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamotałam. Podejście było 1. Na zimowisku 4. Mój organizm odmówił posłuszeństwa (po stymulacji i hiperce 10 torbieli) i tkwię w 53 dc (dwa razy wywoływana miesiączka) i dooopa. Nie ma @ nie ma crio. W dodatku mój gin urlopuje się.

      Usuń
    2. Przepraszam, że odpowiedź zajęła mi tyle czasu. Wróciłam do życia po 2 miesiącach użerania się z procedurą i wessało mnie.

      Czyli zobacz - jest lepiej, niż myślałam, że jest :) Macie mrozaki, czyli crio to tylko kwestia czasu. Torbiele - no rozumiem, że nie są specjalnie pożądane teraz, ale prędzej czy później zejdą i wrócisz do gry :))
      A ginowi urlop się skończy kiedyś NA PEWNO :)

      Muszę przyznać, że ja póki co odżyłam. Ostatni tydzień był tak intensywny... chwilowo nie myślę obsesyjnie o dziecku, o ciąży. Tzn myślę, mam to z tyłu głowy, ale pojawiły się aktualnie również inne tematy.

      Buziaki i czekamy.

      Usuń
  12. Nie będę pocieszać i nawet nie spróbuję udawać, że wiem, co czujesz. Nie umiem znaleźć odpowiednich słów. Oby ten kolejny raz zakończył się szczęśliwie :*

    OdpowiedzUsuń