środa, 18 czerwca 2014

Transfer: second edition

Przepraszam, że troszkę Was przetrzymałam i się nie odzywałam od wczoraj.
Po prostu transfer transferem a moje życie tak zapier**a, że lewo jestem w stanie nadążyć, nawet z blastocystą w macicy.

Generalnie wszystko OK.

Trochę nerwowo, bo praca (wspominałam już, żeby się kurna do IVF nie przyznawać nawet przed świętym szefem?) , bo "teść" musi mieć operację na by-passy, bo pośpiech, bo małż jakoś zdenerwowany. Dziś sobie na przykład działalność gospodarczą założyłam, latając po urzędach. O tam, świat nie będzie czekał na moją ciążę lub jej brak.

Wczoraj, zamiast się urlopować, rano poleciałam do roboty ogarniać tematy.
Z roboty prosto na transfer. Butla wody i małżon pod pachę i jazda.
Do transferu razem ze mną stawiła się jeszcze jedna babeczka, wyobraźcie sobie, że w wieku 44 lata.
Tylko że.. strasznie staro wyglądała jak na swój wiek. Wybaczcie skromność, ale wyglądała jak moja babcia. Była bez męża i generalnie... dziwne to było.

Trochę przesadziłam z wodą (poprzednim razem wypiłam za mało i byłam na samym końcu kolejki). Tym razem pani pielęgniarka zabrała mi butelkę z wodą, bo bała się, że eksloduję. I faktycznie, excuse my french, ale musiałam trochę "odsikać", bo się bałam, że urządzę lekarzowi niespodziankę na fotelu i strzelę mu w oko :)

Sam transfer był... spoko. Dużo bardziej spoko niż ostatnio.
Ja byłam bardziej wyluzowana i zchillowana i w lepszym nastroju. Moje jajniki i bebechy rzecz jasna też były w lepszym stanie niż po stymulacji.
Nie chciałam słuchać tej nadętej muzyki relaksacyjnej na słuchawkach. Pogadałam z Ojcem Dyrektorem, pielęgniarką, panią embriolog. Pośmialiśmy się.  Okazało się, że z Ojcem Dyrektorem można pogadać w miarę na luzie. Pogadaliśmy o pomyłkach podczas podawania zarodków, adopcji zarodków (tjaaa, mój ulubiony temat..oczywiście sama zaczęłam), trudności decyzji i... prawie par do podejmowania samodzielnych decyzji. (O tym napiszę kiedy indziej)

Zabawnie było nawet po transferze. Wpuścili małża odzianego w zielony fartuch i strzelaliśmy sobie sweet selfiesy (oczywiście ja na leżąco).

Po odleżeniu należnego czasu pojechaliśmy sobie do knajpy na obiad.
Potem wieczorem za to znowu się pokłóciliśmy, pełną gębą i na cały regulator. Wrzask jak u jakiejś patologii.
Mam wrażenie, że puszczają mu nerwy. Że strasznie słabo ten transfer znosi, co mnie z kolei dziwi, bo ja się czuję zchillowana, spokojna i nie-histeryzująca (poza czasowymi wybuchami agresji po hormonach).
Mam mocne postanowienie nie biczowania się tematem nadliczbowych zarodków i nie katowania się moralnie.

27 czerwca mamy piątą rocznicę ślubu.
Betę robię 28 czerwca rano.

Dziękuję Wam Kochani za zainteresowanie i kciuki i proszę o jeszcze!

Zmykam się pakować, bo jedziemy do mojego rodzinnego miasta, na południe (pani embriolog twierdzi, że 300 km spoko, o ile nie będę prowadzić).

PS. Małżon kupił prezent na trzydziestkę jednak, tylko czekał do sobotniej imprezy :))



18 komentarzy:

  1. Moja Droga życzę Wam poęknego prezentu w postaci wypasionej bety z okazji tak pięknej rocznicy.
    Ps.My 20.06 mamy 5tą rocznicę ślubu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo no prosze :)) zaiste pieeekna to rocznica :) dziekowac.

      Usuń
  2. Kciuki są a co do prezentu od małżona-widzisz umie Cię zaskoczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede wszystkim: kciuki zaciśnięte na maska!!!! A tak poza tym to my rocznice, piątą:)- mamy 22 sierpnia, mam nadzieję, że Ty będziesz już wtedy mieć mdłości itp :) a ja podniosę się do tego czasu z dołu, który mi się ostatnio wykopał i oprócz podejmowania trudnych decyzji, serwowania mi złych wieści coś pozytywnego tam na mnie czeka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję więc piątej rocznicy ;))
      I życzę szybkiego podniesienia się z dołka. Czasem tak wpadamy i nie da się tego uniknąć, ale nie siedź tam za długo.

      Usuń
  4. Hej, gratulacje z powodu wlasnej dzialalnosci!! To nie jest najlatwiejsza i najprzyjemniejsza rzecz pod sloncem (tzn. uzeranie sie z biurokracja). ;)

    Ta rozmowa z dyr musiala byc baaardzo interesujaca, wiec czekam cierpliwie na ciag dalszy. :)

    A poza tym to oczywiste - trzymam kciukasy za nastepne dwa tygodnie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, dziękować :)
      Rozmowa z Ojczulkiem była przede wszystkim na luzie. Opiszę niebawem na pewno :)

      Usuń
  5. Również dołączam do grona trzymających kciuki i życzę Wam, żebyście dostali ten najpiękniejszy, wymarzony prezent z okazji rocznicy :) I podziwiam za wyluzowane podejście - a zwłaszcza za te sweet focie po zabiegu ;) Grunt to pozytywne nastawienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :)) Ja odwzajemniam się tym samym.. trzymam kciuki za ten Wasz wyczekany telefon.. buźka :)

      Usuń
  6. oj fajny byłby to prezent rocznicowy...niech więc się taki stanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. ola hehe... tej "babci" poświęciłam cały następny wpis.. :)))

      Usuń
  8. Ja tez oczywiscie caly czas trzymam! Oby te dwa tygodnie minely szybciutko - i produktywnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)))
      Mam nadzieję, że tak się stanie. Buziaki dla całej trójki :)

      Usuń
  9. Ojojoj, czy Twoj malz nie wie, ze z kobieta na hormonach sie nie dyskutuje, tylko potakuje??? ;)

    Trzymam kciuki za Wasze malenstwo! Szkoda, ze beta bedzie po a nie przed rocznica. Podejrzewam, ze bedziecie tak zestresowani, ze nici ze swietowania, raczej nerwy znow Wam puszcza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, niestety nie wykazuje cienia zrozumienia i dodatkowo zachowuje się, jakby sam był na hormonach :)

      Usuń