poniedziałek, 7 lipca 2014

Hospital stories - kontynuacja

Sobota i większość niedzieli minęły bez większych rewelacji. 
Wczoraj wieczór jednak w gaciach przywitał mnie kolor czerwony. Żywa krew. Nie była to jakaś wielka ilość, ale trudno było ją przegapić i zignorować. Kapała sobie po kropelce.

Lekarka dyżurująca wywołała u mnie ostry wkurw:

- czego pani ode mnie oczekuje??! Że panią zbadam i powiem pani, że pani krwawi?! - chulnęła na mnie z wytrzeszczem gałek ocznych

- ale prosze na mnie nie naskakiwać, bo jedyne o co proszę to jakaś konstruktywna informacja, co jest grane.

- a to lekarze pani nie powiedzieli, że ma pani leżeć?

- nie. Szczerze mówiąc od piątku nikt mi niczego konstruktywnego nie powiedział. Nic nie wiem. Leże i czekam.

No to się dowiedziałam, że mam leżeć i nic nie są w stanie zrobić. I że to krwawienie nie musi oznaczać nic strasznego.

Rano był w końcu jakiś porządny obchód, kierownik oddziału (wielce groźny pan profesor) na widok mojej piątkowej bety, był zdziwiony, że hcg tak wysoko a mnie jeszcze usg nie zrobili ( a powinni, jak to określił).
Usg będzie jutro. Liczę, że coś zobaczę... I żałuję, że małża ominie to wydarzenie. Trudno.

Tak czy inaczej, nie ma na mnie rady. Leżę. Czas jest tu jedynym wyznacznikiem.

Wcale nie mam ochoty stąd wychodzić. Boje się.

Jestem rozżalona. Większość babek z brzuchem, chociaż mają sobie co pomacać, poprzytulać. A ja... piąty tydzień, ledwo euforia po pozytywnym teście przycichła a tu dupa.

Chociaż zmądrzałam trochę.
Wyłączyłam lapka, telefon służbowy i wyrzuty sumienia.

I czekam.

------------ UPDATE wtorek, 13:05

Krwawienia ustały. Plamienie beżem - zminimalizowane.

Dziś miałam pierwsze USG i widziałam Jegomościa :)) Na razie widziałam jajo płodowe, ale i ten widok napawał mnie dumą i radością. Wszystko jest ok i wygląda obiecująco. Wszystko w porządku. Mam się nie martwić. Prawdopodobnie potrzymają mnie jeszcze do piątku lub poniedziałku, do czasu, aż Maluszek wyjdzie z jaja, żeby go jeszcze podejrzeć.

Jestem dobrej myśli.
Trochę mi ulżyło.
Beta 7660 wczoraj.

Tylko te szpitalne historie... Damn it..
Jeszcze 4 dni temu żyłam w błogiej nieświadomości. 

44 komentarze:

  1. Ehh...realia straszliwe szpitala...czekać...Jak bys się już wystarczająco nie naczekała, a brak informacji jest dołujący i mam nadzieję że jutrzejsze usg uspokoi Cię i będziesz sobie spokojnie leżeć.
    Trzymam kciuki moocno za Was
    PS. Transfer w piątek o 14:00, odmrażamy dwa :D

    OdpowiedzUsuń
  2. 5 i 6 tydz jest najtrudniejszy, jak to przetrwasz to szanse rosną:)) hm, a ze beta wysoka? Miałaś już usg? Moze to bliźnięta jednojajowe, wtedy bywa wiecej;) ps. Mam nadzieje ze nie leżysz na Madalińskiego, mnie tam olali i ciąży nie dało sie uratować:( za drugim razem miałam te same objawy, tj krwawienie, ale trafiłam na sensownego lekarza i było ok:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro usg wiec wszystko sie mam nadzieje wyjasni.

      Usuń
  3. Ciężki to czas. Leżeć, czekać, zachować spokój - łatwo powiedzieć... Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. isa leżę, leżę jak cholera.
      Wystraszyłam się nie na żarty i dotarła do mnie cała powaga sytuacji.
      I póki co, Chwała Bogu, leżenie przynosi rezultaty.

      Usuń
  4. Ja tez caly czas za was trzymam kciuki!!! I choc panstwowe szpitale sa zazwyczaj straszne, to nie dziwie sie, ze nie chcesz z tamtad wychodzic. W domu bylby jeszcze wiekszy strach.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękówka..
      Już powoli zaczynam tęsknić za swoim mieszkankiem.. no ale jak mus to mus. Leżę.

      Usuń
  5. 3 dni po mojej pozytywnej becie zalałam się krwią. Lała się strumieniami, naprawdę, kilka godzin. Położyłam się do łóżka, bo tak kazał lekarz. I powiedział, że nic straconego. I że mam nie jechać do szpitala, bo i ta nic nie poradzą.
    Pojechałam 4 dni później. I wiesz co? Miał rację.
    Niepotrzebnie jechałam. Niby zobaczyłam pęcherzyk ciążowy, ale nie było zarodka i do usg u mojego lekarza martwiłam się, że poronię i tak, że to puste jajo. Potem się okazało, że g... widzieli, bo nawet nie zauważyli, że ciąża jest bliźniacza. A jakbym poczekała na wizytę usg u mojego dra, to bym zobaczyła od razu serduszko.
    Po drugie, i tak nie można nic zrobić na tym etapie, taka jest prawda. Miałam leki, miałam leżeć. I czekać. Niestety, taka jest brutalna prawda.
    8 miesięcy potem urodził się Franek.
    Do czego zmierzam? Nie do tego, że nie warto było jechać do szpitala w Twoim wypadku ;) Zawsze warto zrobić wszystko, co podpowiada serce, ciało i by się uspokoić - taka jest moja teoria.
    Chcę tylko napisać, że faktycznie możesz tylko leżeć, brać leki i czekać - to prawda. Ale prawda jest też taka, że naprawdę może być super i urodzi Ci się taki Franek za 8 miesięcy :)
    No urodzi, zobaczysz :)
    Trzymajcie się i tradycyjnie polecam seriale (ja w szpitalu waliłam przez słuchawki ;)), pomaga się oderwać od przerażającej rzeczywistości :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, tak się właśnie "pocieszam", że krwawych historii jest wiele i wiele z nich kończy się dobrze.
      Ja się pocieszam tym, że to krwawienie u mnie takie dość skąpe. A poza tym minęło.
      A tak poza tym, to wszystko będzie dobrze!
      Biorąc pod uwagę okoliczności, mam w sobie wiele takiego wewnętrznego spokoju.

      I seriale oczywiście sobie zapodałam - myk, słuchawki i pół dnia minęło ;))

      Usuń
    2. No i prawidłowo :)
      A co do spokoju - po prostu czujesz, że będzie dobrze :)

      Usuń
  6. No to ja trzymam kciuki za usg. :) Nie doradze, bo sie znam, ale kciuki bede trzymac. Bedzie dobrze, Pink. Tylko spokojnie - i ja bym chyba za namowa Juti zrobila przeglad seriali, bo Ty mi "brzmisz" na kobitke na resorach, co znaczy, ze zapewne Cie nosi.. ;)

    A w Matce Polce moja sis urodzila dwojke (zreszta polegiwala tam przy obu ciazach), i wiekszosc moich psiol tam rodzila - w okolicy to chyba jeden z lepszych szpitali - tzn. zdarzaja sie rozni lekarze i pielegniarki (i rozne historie), ale przynajmniej cala "specjalizacja" jest na miejscu.. no i jak sie ma dobrego prowadzacego..

    a - i nie ma co zazdroscic brzuchatym w szpitalu - tylko miec nadzieje, ze po burzliwym poczatku przez reszte ciazy szpital nie bedzie Wam do niczego potrzebny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co Kasia, będę musiała sprostować osobnym postem moją opinię o szpitalu.
      Generalnie jest wszystko cacy - oddział bardzo w porządku, personel jest ŚWIETNY, byłam w sumie w szoku, że panie są takie miłe. Lekarze światowej sławy. Uwaga: wybrałam prowadzącego. To jest zastępca kierownika oddziału. On jeszcze tego nie wie, ale jego bierzemy.
      Poza tym, może nie karmią mnie kawiorem i nie ma klimatyzacji (a jest kurna, milion stopni..) ale to jest jeden z najlepszych, największych, najlepiej wyposażonych w ludzi i sprzęt ośrodków w kraju, w związku z czym czuje się bezpiecznie.
      I jeśli wszystko będzie okej ( Daj Boże) to za te ileśtam tygodni właśnie tutaj będę rodzić (Daj Boże).

      Usuń
  7. Boze, niektorzy lekarze powinni byc wysylani na kurs z empatii... Nawet jesli babka nie moglaby nic pomoc, to chociaz wytlumaczylaby to na spokojnie. Przeciez wiadomo, ze Ty powinnas unikac stresu i nerwow!

    Beta wysoka piszesz... Hmm... Tak jak komus wyzej, przyszlo mi do glowy, ze moze to blizniaki??? ;)

    Mam nadzieje, ze jutrzejsze usg pokaze Ci piekny zarodeczek (albo dwa, hehe) i moze nawet bijace serducho. I moze wyjasni skad te plamienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, jajo płodowe ujawniło się jedno póki co ;)))))
      Do serduszka jeszcze troszkę, może w przyszłym tygodniu.. Can't wait! :)

      Usuń
    2. Hihihi, mi tak dlugo zajelo zajscie w pierwsza ciaze, ze marzylam o blizniakach. Ot, raz i rodzina w komplecie! Za to w drugiej ciazy, pierwsze co, to poprosilam gina, zeby mi powiedzial, ze widzi TYLKO jedno! ;))

      Usuń
  8. Trzymam kciuki, myśl pozytywnie!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Empatia i profesjonalizm lekarzy często pozostawia wiele do życzenia, niestety nie mamy na to wpływu, oczywiście można z tym walczyć, tylko czy nie szkoda naszych nerwów...?
    Prawda jest brutalna, ale na tym etapie ciąży niewiele można zrobić, leżeć, brać leki i mieć nadzieję.
    Beta.. straciłam cztery ciążę i we wszystkich miałam piękną betę, która rosła jeszcze piękniej. Taka kpina losu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaś darować sobie ostatnie zdanie Balbina Malina :(
      Trzymam mocno kciuki, Pink musi być dobrze! Pozdrawiam serdecznie - Twoja nowa czytelniczka Matylda

      Usuń
    2. Spoko. Każda ma swój bagaż doświadczeń. Nie ma co zbyt koloryzować rzeczywistości.
      Ja póki co jestem dobrej myśli i tego się trzymam!

      I miło powitać Matyldę ;)

      Usuń
  10. Ci lekarze są za bardzo pewni siebie. Ja bym wyszła w drzwiach powiedziała głośno że jak Pani nie umie nic poradzić to nie powinna się brać za leczenie kogokolwiek.. O rany gdybym to ja jeszcze miała tyle odwagi :/ he he :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiola, hehe, spoko, naskoczyłam na nią bardziej niż ona na mnie ;))
      Aż się potem zreflektowała, betę zarządziła, kartę przejrzała..

      Anyway - to była jakaś lekarka rezydentka na weekend. Poza tym, lekrze są na prawdę ok.

      Usuń
  11. Co do realiow szpitalnych - w takich przypadkach przypominam sobie, dlaczego jeszcze tu w Stanach siedze, lecze sie i (jak wszystko dobrze pojdzie) chcialabym rodzic.. podejscie do pacjenta jest zupelnie inne, standardy inne, nawet jesli lekarze maja ta sama wiedze, to wykorzystuja ja inaczej. Nawet jak chca splawic pacjenta, to robia ta w bardzo politycznie poprawny sposob.

    Pink, najwazniejsze, ze wszystko sie ustabilizowalo i ze widzialas malenstwo. :D Jak trzeba lezec - to trzeba. Cel szczytny. :) Trzymam kciuki za te pare dni i kolejne usg. Bedzie dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, w poście przytoczyłam akurat słabą sytuację szpitalną, która mnie spotkała. Ale generalnie opieka nie jest zła. Zapewne nie są to Amerykańskie standardy, zimna parówka na kolację, ale personel jest w głównej mierze miły i pomocny, lekarze kompetentni (poza tą panią "rezydentką").
      Ot, takie SPA dla "ubogich" ;)

      Usuń
    2. Ok, ok. :) Ciesze sie, ze wybralas prowadzacego! :) I ciesze sie, ze jest lepiej. :) I oby tak juz zostalo na nastepne 8 m-cy. :)

      Usuń
  12. Współczuję takich lekarzy :( pełen profesjonalizm ', no comment :/ Jak spanikowana krwawieniem siedziałam w nocy w szpitalu, lekarka powiedziała mi, że mogę zostać w szpitalu jeśli mi to pomoże, ale oni nic więcej nie mogą zrobić. Trzeba było czekać. Wybrałam wiec czekanie w domu, byłam spokojniejsza, bo szpital źle na mnie działa. Jak Ci tam lepiej, to leż i nie przejmuj się komentarzami lekarzy, niech się o Ciebie troszczą, to ich zasrany obowiązek... Będzie dobrze, trzymaj się mocno!

    OdpowiedzUsuń
  13. Super newsy.
    Bardzo się cieszę że idzie ku dobremu oby tak dalej i już kciuki za serducho!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja teź czeka, na pikanie pikawy Jegomościa bo czas najwyźszy odetchnąć z ulgą, no i zacząc zamartwiać się czymś kolejnym. Nasze mamy twierdzą, że ten stan utrzymuje się juź całe źycie jak ma sie dziecko. Boska perspektywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA no właśnie :)) śmialiśmy się z S. ostatnio, że czas się przyzwyczajać, bo tak będzie przez kolejne 18 lat.

      Usuń
    2. Oj, chyba dłużej, dziecko nie przestaje być Twoim dzieckiem nawet jak już jest dorosłe:) Widzę to po swoich rodzicach i sobie:)

      Usuń
    3. Tja, w sumie jestem ostatnio dla mojej mamy zrodlem ogromnego utrapienia, wiec nie powinnam sie dziwic :))

      Usuń
  15. Szczera prawda, to dopiero początek :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Trzym się tam mocno, a Maluszek niech się trzyma ścianek macicy i nie puszcza :) całus, Melka

    OdpowiedzUsuń
  17. Aaa to już dzisiaj ;)
    Przygarniamy kropkę/ka ;)
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  18. Pink, co u Was? Bylo usg? Wychodzicie na weekend czy przetrzymaja Was w szpitalu do poniedzialku? Trzymam ogromne kciukasy, jak zawsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejka Kasia, dzieki. Zostaje do poniedzialku, bo dopiero wtedy usg. Niestety znowu pojawily sie dzis brazowe plamienia wiec jestem troche rozwalona psychicznie.

      Usuń
    2. Pamietaj ze do 30% kobiet plami w pierwszym trymestrze, wiec jest to normalka. Co najwyzej wiesz, ze musisz zwolnic (i dobrze :)). Nie stresuj sie, mysl pozytywnie i wypoczywaj. Bedzie dobrze. :)

      Usuń
  19. Pink, a bierzesz jakiś progesteron? Zwiększyli Ci dawkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Od transferu biore utrogestan 2 globulki x 3 . Zwiekszylam sobie dawke o 1 w trakcie plamien.

      Usuń