niedziela, 20 lipca 2014

In vitro a świadomość narodu

Od dłuższego czasu pali mnie ciekawość w temacie świadomości społeczeństwa w temacie IVF.
Temat jest wysoce kontrowersyjny i szeroko dyskutowany, ale czy Ci wszyscy ludzie wiedzą, o czym konkretnie mowa? Czy wszyscy lecą w myśl zasady "nie znam się, to się wypowiem"?

Podobna ciekawość tyczy się podejścia lekarzy do tematu. Fundamentalną wiedzę pewnie mają, ale jakie jest ich  podejście do pacjenta, o którym wiedzą, że skorzystał z IVF?
Czy nawet, jeśli mają inne zdanie, nawet jeśli potępiają, to dają odczuć to pacjentowi? "Ulewa" im się, czy nie?

Od pewnego czasu intensywnie badam podejście lekarzy i farmaceutów do tematu. W szpitalu miałam również okazję badać podejście społeczeństwa (wiedząc, że mało prawdopodobne jest, że się jeszcze spotkamy, łatwiej było o tym rozmawiać). 

Pisząc "lekarzy" mam na myśli chociażby wszystkich tych doktorków i doktorowe, które spotkałam w szpitalu (ale nie tylko). Również personel. 
Niemal każdemu na "dzień dobry" oznajmiałam, że jest to ciąża z IVF i bacznie obserwowałam wyraz twarzy. Oczywiście z pełną "gardą" i niewyparzoną jadaczką w gotowości. 

W szpitalu, nikt z personelu, nie wyraził nawet cienia zaskoczenia, oburzenia czy jakiejkolwiek innej emocji, na wieść o IVF.  Nie jest to specjalnie dziwne, ponieważ leżałam na oddziale rozrodczości ;)
Jeden lekarz jedynie, podczas wieczornego obchodu (to był weekend więc taki obchód "na odwal się") spojrzał w kartę i zapytał, z jakiego powodu to in vitro. Odpowiedziałam spokojnie, że słabe parametry nasienia i czekałam na dalszy rozwój wypadków, ale nie nastąpił. Lekarz z kamienną miną pomaszerował dalej "obchodzić".  Nie wiem do teraz, czy zapytał z rzeczywistej ciekawości, czy chciał coś dosrać w temacie, że jestem młoda i tak dalej. Koleżanka z łóżka obok (po 7miu inseminacjach) odebrała pytanie lekarza jako złośliwe. Ja akurat tego pewna nie jestem, mimo, iż sama mocno się doszukuję.

W dniu, w którym trafiłam do szpitala, byłam u okulisty.
Od dłuższego czasu odczuwam wyraźne pogorszenie wzroku, które mocno nasiliło się ostatnimi czasy. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wpłynęły na to jakoś leki, które przyjmuję, np. Encorton. Oznajmiłam więc pani okulistce, że jestem po in vitro i że przyjmuję leki i że, oczywiście, jestem w ciąży. Miałam wrażenie, że w tym momencie pani okulistka jakoś zmieniła zachowanie. Mimo, że podczas badania komputerowego wyszły mi minusy, pani stwierdziła, że tablice odczytałam dobrze, więc tyle w temacie. Poczułam się trochę tak, jakbym przyszła wymusić na niej oświadczenie o wadzie wzroku i w ten sposób mieć wskazanie do cesarki. Być może przesadzam, ale wychodząc z gabinetu czułam się dziwnie.

O samym IVF sporo rozmawiałam również z pacjentkami szpitala.
Wnioski?
Sama wiedza na temat IVF jest praktycznie zerowa - ale to mnie nie dziwi, bo zanim problem mnie dosięgnął, również niewiele wiedziałam w temacie.
Niektóre pytania, były jednak zniewalające:

- Ile trwa taka ciąża z in vitro?

- A to czyje to będzie dziecko? Czyje geny będzie miało? To są wasze komórki?

- A to ile Ty masz lat? (jakby wiek był jedynym wyznacznikiem..)

Cierpliwie i bez zbędnych dąsów niosłam kaganek oświaty, tłumacząc i opowiadając na czym rzecz polega. I że ciąża z IVF jest zaiste taką samą ciążą jak każda inna ;)
Za swój edukacyjny sukcesik uważam fakt, że dziewczyny, po wysłuchaniu opowieści na czym polega ta metoda i jak to się odbywa, stwierdzały, że "aha, nie no, w sumie spoko, całkiem normalne to-to, nie żadne czary mary".

Poza dziwnymi pytaniami w temacie procedury IVF nie spotkałam się z jakąś niechęcią czy wyrazem oburzenia, że Moje Dziecko poczęło się taką a nie inną metodą.
Największe emocje budził temat budżetu potrzebnego na IVF, fakt konieczności przyjmowania sporych dawek leków i sam zabieg punkcji.



43 komentarze:

  1. Takich osób mówiących o in vitro powinno być więcej a jest różnie.Sama w gronoe znajomych mam sporo par które doczekały się dzieci dzięki tej metodzie i w sumie tylko jedna para mówi o tym otwarcie.Ja też jestem z tych sób które się tego nie wstydzą choć wiem że np. mój mąż ma spory z tym problem, tzn.z mówieniem znajomym i raczej wychodzi z założenia -po co im to wiedzieć, no ale nic na siłé,każdy ma prawo do swojego zdania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, w szpitalu akurat łatwo było o tym rozmawiać ze wszystkimi, bo wiedziałam, że raczej więcej tych ludzi nie spotkam. Jeśli chodzi o znajomych to sprawa jest zgoła inna. Owszem, sporo znajomych wie, ale nie afiszujemy się z tym zanadto.
      Jeśli chodzi o rodzinę, to już w ogóle lista wtajemniczonych jest okrojona do minimum.
      Dlaczego? Ja nie mam problemu z IVF, ale nie wiem, jakie jest podejscie po drugiej stronie. I mniejsza o to, że ktoś mógłby obrazić mnie lub S. ale jeśli moje dziecko, kiedykolwiek spotkało by się z dyskryminacją ze względu na metodę poczęcia, to niech Bozia ma w swojej opiece okupanta. Bo zabiję gołymi rękami, jesli nie zrobi tego wczesniej moja niewyparzona gęba.

      Usuń
    2. Ale po co się z tym afiszować? Czy ludzie nie mający problemu z płodnością mówią Wam, że poczęli dziecko na pralce czy w samochodzie?
      Rozumiem w rozmowie z kimś, kto tez ma problem albo jak jest rozmowa o in vitro, ale tak obnoszenie się z tym po co?

      Usuń
    3. Dzieci raczej nie spotykają się z dyskryminacją tego, że zostały poczęte taka metodą.

      Usuń
    4. To nie chodzi o afiszowanie się. Ja osobiście borykając się tyle lat z niepłodnością niestety przy oznajmianiu radosnej nowiny o ciąży od razu jestem pytana o to, czy naturalnie czy in vitro. Dla mnie to zupełny brak taktu, ale ludzi tacy są. Wiec to nie jest tak, że my się afiszujemy ale ludzie nie mają zahamowań aby pytać, w jaki sposób doszło do poczęcia.

      Usuń
  2. Tak samo adopcja jak i in vitro były kiedyś tematem tabu. Dzisiaj mówi się o tym coraz otwarciej i super, bo przecież to dotyczy coraz większej grupy osób. Na kiedy masz termin porodu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w sumie racja.
      Ludzie nie rozumieją i może to jest powód tego tabu.

      Termin porodu nie został jeszcze wyliczony tak właściwie, bo pierwszą wizytę u lekarza prowadzącego, taką "normalną" a nie szpitalną, mamy dopiero we wtorek w przyszłym tygodniu. W klinice miła pani doktor wspominała coś ok. 4 marca 2015. Więc tak czy inaczej, będzie to na pewno początek marca :) Już nie mogę się doczekać :)

      Usuń
  3. To nie jest takie proste. Ja nie potępiam osób podchodzących do in vitro, a już na pewno nie ich dzieci, sama nosiłam się kiedyś z zamiarem skorzystania z tej metody, ale udało się przy 3 inseminacji. Ale jak Cię czytam to wydaję mi się, jakbyś oczekiwała jakiegoś podziwu. Nie wiem, w jakim celu to wszystkim oznajmiasz?
    In vitro samo w sobie nie jest zła metodą, ale np. na zasadzie stymulujemy 2 komórki, zapładniamy je i cyk do macicy, wtedy to jest w porządku, ale jak czytam o badaniach preimplantacyjnych, to mnie to przeraża. Zapłodnione komórki to już nie komórka czy plemnik! „Tej nie podamy, bo słabo się dzieli, tej nie bo ma ZD”, też świadomie nie chciałbym zajść w ciążę wiedząc, że dziecko ma wadę genetyczną, ale nie chciałbym w ogóle stawać przed takim wyborem, dla mnie to już „zabawa w Boga”, bałbym się, bo życie potrafi być przewrotne, czasem dziecko rodzi się pozornie zdrowe a po jakimś czasie wychodzą choroby, przy których ZD to pikuś.
    Ja nie chcę Cię krytykować, przypominam, że sama podeszłabym do in vitro gdybym nie miała dziecka, nie znam też twojej historii, ale nie godziłabym się na tworzenie nie wiadomo jakiej liczby zarodów.
    Zanim para doczekuje się dziecka zarzeka się, że wykorzystają wszystkie zarodki, a życie to niestety weryfikuje. Nie wiem czy ty masz zamrożone zarodki, ale wielu po nie nie wraca. Mam koleżankę – mamę roczniaka z INF i 3 zamrożonych zarodków i pewnie po nie nie wróci, bo właśnie rozwodzi się z mężem. „Bo nie ma warunków, bo synek jest najważniejszy”, a ja myślę sobie, że gdzieś tam w lodowce leżą poczęte dzieci, kropla w kroplę podobne do jej synka, ale nie będą miały szans.
    I nie przyjmę argumentu, że mam dziecko, więc nie wiem jak jest, gdzieś musi być granica.
    Zrozum, że każdy ma prawo do własnego zdania, własnych wartości. To tylko dla Ciebie jest takie oczywiste, że in vitro jest w porządku. Wiele jest par, pragnących dziecko nad życie, a nawet nie podchodzących do inseminacji, od razu decydują się na adopcję.
    Nieakceptowanie in vitro nie wynika tylko z niewiedzy nt tej metody. Ja np. im więcej wiem (a wiem sporo, z racji pracy znam m.in. prawodawstwo, projekty ustaw o in vitro, zasady rządowego programu – z opisami medycznymi).
    Np. pani okulistka na pewno z grubsza wie na czym polega in vitro, trzeba być totalnym ignorantem, żeby nie znać podstaw. Więc jej ewentualne nieakceptowanie tej metody nie musiało wynikać z niewiedzy, a może poczuła się osaczona Twoją informacją na początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1/ Nikt nie twierdzi, że to jest proste :)

      2/ Że oczekuję podziwu, to Ci się tylko faktycznie wydaje ;)

      3/ W jakim celu oznajmiam, komu oznajmiam - napisałam, można doczytać w poście.

      4/ Rozumiem Twoje stanowisko w sprawie IVF i szanuję je.
      Każdy ma prawo do swojego zdania.
      Temat zarodków, początku ludzkiego życia i trzymania ich "w lodówce" nie dla każdego jest jednoznaczny. Trudno dojść do zero-jedynkowego porozumienia. Co człowiek to opinia.

      5/ Nigdzie w moich postach nie przeczę, że każdy ma prawo do swojego zdania, więc nie trzeba mnie do tego przekonywać. A wszystkie moje rozmowy z ludźmi w temacie IVF mają na celu jedynie edukację i informowanie o faktach. Jak się zna fakty to można sobie swoje własne zdanie wyrobić.
      Nigdy nie napisałam, że oczekuję wszechobecnego poklasku dla tej metody.

      6/ Pani okulistka dostała info w sprawie leków, które są mocne i które przyjmuję od miesięcy, jak na przykład Encorton. To było sedno komunikatu. A jeśli poczuła się osaczona... well ;))) Delikates :))

      Usuń
    2. Droga Anonimowa, wlasnie w komentarzu popisalas sie ta calkowita ignorancja, o ktorej wspominasz. Wymadrzasz sie na temat IVF, a brakuje Ci wlasnie tych elementarnych wiadomosci na jego temat. co jest dosc szokujace, jesli rzeczywiscie rozwazalas podejscie do tej procedury i masz dostep do medycznej literatury na ten temat (jesli to oczywiscie prawda). Gdybys zasiegnela chociaz minimum wiadomosci, wiedzialabys, ze stymuluje sie jajniki, a nie komorki jajowe. Pobiera sie zas wszystkie dojrzale komorki, poniewaz nie kazda sie zaplodni, a po zaplodnieniu nie wszystkie sie beda dzielic. Z tych zamrozonych zarodkow zas nie wszystkie przezyja rozmrozenie.
      Gdzie, w ktorym poscie Pink pisala, ze oni robili badania preimplantacyjne??? I po co to wychwalanie pary, ktora od razu decyduje sie na adopcje? Kazdy ma wlasne sumienie, a nie kazdy bylby w stanie pokochac obce dziecko. Poza tym, jak piszesz, sama przeszlas inseminacje, a w razie czego bylas podobno gotowa na IVF. Tymczasem caly Twoj komentarz to krytyka calej procedury. Zanim skomentujesz, zdecyduj sie po ktorej stronie "barykady" stoisz.
      Z tego co napisalas, nie wygladasz na zwolenniczke in-vitro, chociaz sie za taka podajesz. Wrecz przeciwnie, Twoj komentarz brzmi raczej jak fanatyka religijnego, bardzo goraco podajacego argumenty PRZECIW tej procedurze.

      Usuń
    3. Agata, dzięki i oczywiście podpisuję się pod tym, co napisałaś.

      Powyżej odpowiedziałam zdawkowo, bo nie chciało mi się już szczerze mówiąc wchodzić w polemikę z kimś, kto ma definitywnie złe zamiary i taki..no.. dość prymitywny styl. Mało merytoryczny, mocno hejterski za to.
      Sam fakt wypisywania komentarzy anonimowych jako 3 różne osoby jest z lekka żenujący.

      Usuń
  4. Sama nie wiedziałaś ile trwa ciąża w ogóle a dziwisz się że ktoś nie wiem jak jest przy in vitro, gdzie wszystko nie przebiega naturalnie, tylko kobieta dostaje już "kilkudniowe" zarodki.
    Widziałam twoje wpisy nt. cc. Kobieto ogarnij się i porozmawiaj z dobrym lekarzem. CC to operacja, Polskie towarzystwo Ginekologiczne nie bez powodu gani "cc na życzenie", oczywiści w prawie polskim nie ma czegoś takiego, to wykracza poza decydowanie o sobie, tak samo nie można na życzenie mieć odciętej zdrowej nogi.
    Ze współczesnych badań naukowych wynika, że dla większości kobiet i dzieci ryzyko, jakie niesie za sobą poród operacyjny przewyższa korzyści z niego płynące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poproszę o namiary na te badania, jakieś źródło. Chętnie poczytam, bo temat mi bliski.

      Usuń
    2. Ależ mi się anomimów namnożyło z podobnym stylem pisania :) Hoł hoł hoł :)

      No ale, niech będzie.. ;))
      Nie wiedziałam, ile trwa ciąża, dopóki sama w nią nie zaszłam :) Dziewczyna, która zadała to pytanie, była już w 32 tygodniu :) I tak, było to zabawne pytanie, nie tylko dla mnie,

      A co do CC, Kobieto.. ;))
      Jestem całkowicie ogarnięta, Kochanieńka.
      Pozwól, że będę się trzymała własnego zdania w tym temacie.
      Pozdro ;))

      Usuń
    3. :D Rechotam się, gdyż mam podobne spostrzeżenia jw. jednak miekka bula jestem i język mój w dyskusji delikutasniejszy :)
      Pisałam to ja, Anonim Mela z fona

      Usuń
    4. Melka, hehe...
      Haters gonna hate & entertain us! :)

      Usuń
    5. Tez jestem ciekawa tych badan. Rodzilam raz naturalnie, raz przez cc i nie widze wiekszej roznicy...

      Usuń
  5. Jaka smakowita dyskusja!

    Nie mnie wypowiadać się za autorkę, ale mam takie przeczucie na bazie poprzednich postów i komentarzy u innych dziewczyn, że Pani Pink doskonale przyznaje prawo do własnego zdania innym osobom, jak i sobie do własnej misji edukacyjno-informacyjnej ;)

    Może ze mną jest coś nie teges, ale ja mocno wierzę, że każdy ma prawo do życia wedle swoich wartości. I fajnie by było, gdybyśmy byli na tyle otwarci wobec siebie, że dawalibyśmy sobie nawzajem to prawo, a niekoniecznie indoktrynowali się na "tę właściwą" drogę. Mieszka we mnie Filozof, który często szepcze: kto wie, która droga jest ta właściwa? Na jakiej zasadzie przyznajemy sobie prawo do takich deklaracji?

    Pozostaje mi ufanie sobie, swoim wyborom i uczenie się na własnych błędach. To jest mój konkret, mój kompas i tego się trzymam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, dokładnie tak jak piszesz.
      Dalszy komentarz zbędny ;)

      Usuń
  6. Dokładnie, zgadzam się z Anonimem wyżej: nieakceptowanie in vitro nie wynika z niewiedzy na temat tej metody, nieakceptowanie bardzo często wiąże się po prostu własnie ze świadomością, na czym tak naprawdę to polega. Też nie przyjmę nigdy argumentu, że dziecko już jest, więc zamrożone dzieci nie musza się narodzić. I sorki, ale rzeczywiście dziwne, że wszystkim to oznajmiasz - pani okulistce wystarczy informacja, że się jest w ciąży:)))
    pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  7. No to ja się pochwalę 10dt-115 beta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniaaa, powiem jeszcze raz:
      cu-do-wnie ;)))
      Gratuluję serdecznie! :))
      Teraz dbaj o siebie, chuchaj i dmuchaj ;))

      Usuń
    2. Wow!!! Anka super!!! A nie mówiłam? :):):)
      Gratuluję!

      Usuń
    3. Dziś powtórka bety :)

      Usuń
    4. To daj koniecznie znać, jak będzie wynik ;)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pytanie o komorki mnie nie dziwi. W koncu slyszy sie o uzywaniu jajeczek lub spermy dawcy. Ale pytanie o dlugosc ciazy mnie zabilo! Bo co, po IVF nagle kobieta zamienia sie w slonice i chodzic w ciazy bedzie 2 lata??? ;)))

    Powiem Ci, ze mimo, iz skonczylam biologie i o IVF mialam na niektorych przedmiotach, to byla wiedza bardzo ogolnikowa. Kuzynka mojego meza ma za soba trzy nieudane podejscia, ale oni nigdy nie chcieli o tym za bardzo mowic i wcale im sie nie dziwie. Zanim zaczelam czytac Twojego bloga, wiedzialam, ze kobieta musi przyjmowac jakies hormony i jak odbywa sie konkretny moment zaplodnienia. O calej reszcie: zastrzykach, w ogole ilosci lekow, punkcji oraz transferze mialam pojecie bladziutkie, zeby nie powiedziec zerowe...

    A podejrzewam, ze wiedza przecietnego czlowieka jest jeszcze ubozsza. Jesli doda sie do tego gromy zrzucane na osoby podchodzace do IVF przez kosciol, nie dziwie sie, ze ludzie mysla o tym jak o czarnej magii i dziele Szatana. :) A tak naprawde to tylko i az, skomplikowana medyczna procedura.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślę, że najłatwiej jest zepchnąć debatę o in vitro do kwestii światopoglądu i religii. Bo bynajmniej nie chodzi o to, że jest to skomplikowana medyczna procedura. Jeśli ktoś zajmuje stanowisko całkowicie kościołowi przeciwne, to bardzo łatwo działa na niego argument, że kościół "rzuca gromami na osoby podchodzące do in vitro". Nie tylko kościół sprzeciwia się in vitro. Miliony par, nie mogących mieć dziecka, nie decyduje się na tego typu procedurę. I nie wchodzą tu w grę tylko kwestie finansowe. Ktoś może świetnie znać procedurę od strony medycznej, ale nie mieć zielonego pojęcia o stronie moralnej.
    Pozdrawiam
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... albo mieć po prostu inne poglądy.

      Nigdy nie napisałam, że IVF jest jedyną, słuszną drogą dla każdego.
      Religia nie jest jedyną przeszkodą.

      Jeśli ktoś czyta mojego bloga dłużej, wie, jak się szarpałam moralnie, jak trudne były momenty. Czy teraz jestem pogodzona ze wszystkim? Oj, nie. Ale nie będę teraz rozdrapywać pewnych tematów, bo nie czuję się na siłach.

      To, że rozmawiam i badam podejście ludzi do IVF nie jest jednoznaczne z oczekiwaniem, że każdy jest orędownikiem tej metody.

      Usuń
  11. Ja absolutnie nie do Ciebie:)) Bo też podczytuję Twojego bloga:))) Po prostu niektóre komentarze wyżej sprawiły, że postanowiłam się odezwać. Życzę spokojnego oczekiwania
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf, no to całe szczęście, bo już zaczynałam podejrzewać, że to, co piszę, nie oddaje tego co myślę, a to by oznaczało, że cała idea bloga jest o kant pupy :)
      Uf uf :)

      Usuń
    2. No, ja też wielkie uf:)) - bo nie było moim zamiarem uderzyć w Ciebie:)))

      Usuń
  12. I tak jak napisałaś, religia nie jest jedyną przeszkodą. Dlatego wkurza mnie, że niektórzy próbują "zrzucić" winę na kościół. A to nie tędy droga:) Ja też szanuję czyjeś poglądy, choć mogę się z nimi nie zgadzać. Normalne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf jeszcze raz :)
      Jestem klasycznym przykładem osoby, dla której nie religia była główną przeszkodą (chociaż jestem / byłam praktykującą katoliczką), a rozterki natury moralno - etycznej.
      Pozdrowienia :)

      Usuń
  13. Również pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnego i radosnego oczekiwania na maleńkiego Dzidziusia:)))))) A idea bloga jest świetna:)))) Lubię tu zaglądać, choć do tej pory milczałam:)))) A;e gorący temat był, sama rozumiesz:)))) Jeszcze raz najlepszego i duuużo zdrowia:)
    Anka

    OdpowiedzUsuń
  14. Świadomość narodu jest niemal zerowa.
    Pracuję w szkole i koleżanka pokazała mi kiedyś uczennicę i mówi: "wiesz, ona podobno jest z in vitro!".

    Proponuję do klatki i pokazywać w cyrku obwoźnym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety..
      O to mi właśnie chodziło, pisząc o piętnowaniu dzieci.

      Nie wiem jeszcze jak rozegrać temat z informowaniem mojego dziecka. Chcę, żeby wiedziało od początku, jak zostało poczęte (komunikat dostosowany do wieku i rozwoju). Boje się jednak, że coś chlapnie w przedszkolu / szkole / na placu zabaw a jak wiemy - zarówno dzieci jak i dorośli potrafią być okrutni :-/

      Usuń
  15. Świadomość na temat in vitro jest u niektórych mniej więcej taka, jak na temat adopcji, czyli...mniej niż zero :/ Obie te kwestie niesamowicie się demonizuje i odnoszę wrażenie, że niektóre osoby najchętniej poddałyby nas jakimś egzorcyzmom, żeby te demony jak najprędzej przepędzić. Śmieszy mnie to, a jednocześnie przeraża, bo często słyszy się różne dziwne komentarze od osób (niby) inteligentnych i wykształconych, a poglądy mają jak wyjęte żywcem ze średniowiecza. I już nawet nie chodzi mi tutaj o kwestie moralne, tylko pytania z gatunku tych, które przytoczyłaś w poście, brutalnie obnażające poziom ludzkiej niewiedzy i ignorancji :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Trafilam tu przypadkiem, przeczytalam notke z maja, a teraz czytam o bijącym serduszku :)))) Nie znam Cię dziewczyno, sama nie wiem jak odnalazlabym się w takiej sytuacji, ale gratuluje ogromnie! Dasz radę :) bedzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę sobie, że dobrze jest, że jesteś taką "ambasadorką ivf" Ludzie nie wiedzą, czym jest na procedura, dopóki sami do niej nie podejdą / ktoś z bliskiego grona jej nie doświadczy. Ale ja bym ich za to nie demonizowała ;)

    Natomiast - przypomina mi się jazda pociągiem z owym miłym Franciszkaninem, profesorem socjologii, którego wiedza na temat IVF była przerażająca nikła, jak na tak wyedukowanego człowieka. (http://uwalnianie.blogspot.com/2013/12/starszy-pan-w-pociagu.html) Pod koniec naszej podróży uznał, że metoda powinna być dopuszczona przez kościół, jeżeli w grę wchodziłoby tworzenie tylko jednego zarodka z materiału genet. rodziców. I tu się pan mnich wykazał otwartością umysłu ;)

    OdpowiedzUsuń