środa, 2 lipca 2014

Pierwsza panika

... zaliczona.

Generalnie od czasu dowiedzenia się o stanie ciąży dość lajtowo podchodziłam do wszelakich prikazów oszczędzania się. Całą sobotę spędziłam na grillu u kolegi na działce (od 13:00 do 24:00), w poniedziałek, po 4 godzinach jeżdżenia po mieście i załatwianiu spraw, pracy do 17:30, angielskim do 20:00 i kinie do 24:00 moje gacie postanowiły sprowadzić mnie na ziemie.

Dziwne "plamienie" zajawiło się już wczoraj wieczorem. Dziś było mocniejsze.
Bez śladów krwi. Ot po prostu pozostałości po Utrogestanie zmieniły kolor z naturalnie białych na lekko kawowy. I brzuch lekko pobolewa. (wczoraj minął termin przepisowej miesiączki)
Ja bym może i nie panikowała, ale Małżon postawił sprawę definitywnie - jazda do kliniki.

Nie było ani Ojca Dyrektora ani naszej Miłej Pani Doktor.
Poszliśmy do "byle jakiej" innej pani dr. Opinie w necie ma fatalne, ale okazała się fajną, konkretną babeczką.

O dziwo, nie wyśmiała nas.
Opowiedziałam jej naszą historię i z czym przychodzę.
Podyktowałam listę wszystkich leków, które przyjmuję (jest tego, zaprawdę, powiadam Wam, w ch**j).
Fik na fotel, badanko ręczne (bez USG).
Oznajmiła, że TO TO zabarwienie nie jest plamieniem. Nie ma śladów krwi. Że ot, jakaś wydzielina tak barwi i że nie ma powodów do paniki. Szyjka zamknięta - co najważniejsze.
Że panika może sobie wybuchać, kiedy pojawi się krew - i na tą okoliczność wypisała skierowanie do szpitala.

Stwierdziła, że żadnych dodatkowych leków mi nie wypisze, bo biorę już wszystko, co tylko można i jedynym zaleceniem jest więcej odpoczywać.
Wyraziła też swoje zaniepokojenie i dezaprobatę dla faktu, że pracuję.

Już chyba nie popracuję za długo raczej.
Pracuję w agencji reklamowej i, no nie ukrywajmy, nie jest to najspokojniejsza robota na świecie.
Jutro idę do pracy tylko na chwilę, żeby omówić z kim trzeba plan przejęcia mojego zespołu przez laskę, której nie lubię. Ale nic to. Niech se ich bierze, podomykam pięknie swoje tematy i narka.
Przez ponad 6 lat nic, tylko siedziałam w robocie. Była dla mnie priorytetem primo. Byłam nie do zdarcia.
Teraz mam inne priorytety.

Jak to już kiedyś pisałam u Promesy a i pewnie poruszę jeszcze ten temat szerzej w przyszłości:
bohaterskie udowadnianie, że ciąża to nie choroba a Polki nie są leniwe, pozostawię kobietom, które nie musiały zstąpić do piekieł, żeby zajść w ciążę.
I w nosie mam opinie innych w tym temacie.

A teraz pozwólcie, że wrócę do leżenia na wznak i gapienia się w sufit.
Pozdrawiamy! ;)

PS. Ania - wysłałam Ci książki, które dostałam w ramach akcji "Podaj dalej".





9 komentarzy:

  1. Plamienie zdarza sie bardzo czesto na poczatku ciazy, ja tez panikowalam (w jeden dzien zobaczylam troche "zywej" krwi i myslalam, ze jajo zniose z nerwow). Ja plamilam od 5 do 10 tc. - zdarzylam sie przyzwyczaic, bo nie bylo zadnych innych objawow, np.bolu brzucha. Ale zalecenie mialam, zeby sie oszczedzac, a nawet sobie polegiwac (co nie bylo trudne, bo i tak musialam lezec, zeby nie rzygac...).
    W kwestii odpuszczenia sobie w pracy jestem tego samego zdania co Ty, w najwazniejszym momencie trzeba wyhamowac, przestawic priorytety, szczegolnie jesli sa ku temu jakies wskazania. Lezakuj! :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że pojechaliście, lepiej dmuchać na zimne. To teraz będziesz miała dużo czasu na odpoczynek :) masz rację, są rzeczy ważne i ważniejsze i nie ma co ryzykować, praca nie zając ;) a jak słyszę, że ciąża to nie choroba, to mnie trafia... Jasne, że nie jest, jak wszystko idzie gładko. Gorzej jak nie idzie :/ jeśli mogę dać Ci radę odnośnie leżenia, wyleguj się więcej na lewym boku, dobrze to wpłynie na ukrwienie macicy i staraj się nie głaskać brzuszka, chociaż to trudne :P głaskanie może wywoływać skurcze, ale za to można go męczyć na inne sposoby, dotykać, przytulać itd. Byle go nie zamęczyć głaskaniem hehe. Jezu znowu moje obsesje mi się włączają xD pozdrawiam Ciebie i Bąbelka w brzuszku ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry maz, moj zapewne bylby zlekcewazyl, a lepiej na zimne dmuchac i - zamiast sie denerwowac - dac sie siebie uspokoic.

    A przy okazji - ja dopiero wrocilam, wiec nie udalo mi sie wczesniej, ale wszystko doczytalam i - ogromne gratulacje Pink! :D

    A co do lezenia i wysiadywania - tez sie podpisuje. Komu jak komu - ale nam sie nalezy. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja Droga popieram bardzo wypoczynek i pójście na tzw "zwolnienie ciążowe" bo Ci się należy i maluszkowi też. Mamusia wypoczęta, zrelaksowana to i dzidziuś szczęśliwy więc nie patrz na pracę oni sobie dadzą radę.
    Życzę dużo spokoju i dziękuję bardzo za wysyłkę, będę zaglądać do skrzynki częściej :D
    Pozdrawiam i ściskam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dobrze wiesz, plamienie się zdarza, i to - mam wrażenie - częściej niż się sądzi. A jak bierzesz coś rozrzedzającego krew (acard, heparyna itd.) to tym bardziej.
    Ale - jak wiesz - nawet jeśli to wiesz ;) będziesz zawsze panikować. Ja mimo tej wiedzy panikowałam do 18 tc. ;)
    Tylko w razie czego informuję, że krew także nie musi oznaczać końca. Ale oczywiście trzeba sprawdzić, co się dzieje.
    Tylko spokojnych dni życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. nie ma co porównywać babek w ciąży i ich podejścia do pracy - każda ma własną skórę i własne samopoczucie + historię. ja hasam, jeżdżę, szkolę, konferuję, leciałam samolotem - i jest ok. natomiast wiem, że gdybym tylko poczuła się ciut gorzej, to bym bez wahania legła w wyrku ;)
    Buźki!

    OdpowiedzUsuń
  7. reklama się ostoi bez Ciebie, a dziecko ma swoje potrzeby:) miłego oczekiwania:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja to mam obsesję wręcz na punkcie wypoczywania. Najlepiej nic bym nie robiła. Jak mam coś zrobić to trzy razy się zastanawiam, czy muszę. Niby nic się nie dzieje, brzuch coraz mniej boli ale się boję. Myślałam, że będę skakać dziko z radości a ja jestem taka ostrożna w tym szczęściu, że aż czasami zdołowana. Chyba wszystkie tak mamy, my "płodne inaczej". Gdzieś przeczytałam, że kobiety niepłodne są okradzione z prawdziwego cieszenia się ciążą. I to jest niestety prawda.
    Buziaki dla Twojego Kropka. Nasze kropki są w tym samym wieku, co do dnia:) Musimy ich kiedyś ze sobą poznać:)

    OdpowiedzUsuń