piątek, 18 lipca 2014

Stan błogosławiony

Cały tydzień  po powrocie ze szpitala egzystowałam w domu.
Nos wychyliłam dwa razy:
raz na śniadanie na mieście ze znajomymi (po którym spałam chyba 5 godzin..) i do kliniki, na wizytę, pogadać co z lekami, które przyjmuję.

Miła Pani Doktor w klinice zarządziła USG (to już moje trzecie, ale stwierdziła, że bez włączania dopplera - nie szkodzi). Małżon mógł zobaczyć pikawkę. Sprzęt w klinice mają jednak o niebo słabszy niż w szpitalu. USG ukazało chyba jakieś wyjątkowo zacne parametry, bo Miła Pani Doktor rozpływała się w zachwytach, podając jakieś mądre słowa. Podobno wszystko wygląda wyjątkowo świetnie. Duże, równe, regularne, gładkie i taak dalej.

A Małżon? Ah ten Małżon :) Rozczula mnie swoim rozczuleniem :)
Wyobraźcie sobie, że On gada do brzucha, przytula się do brzucha, nasłuchuje, robi jakieś miłe uwagi w temacie fasolki, mówi "halo tu mówi tatuś" i takie tam.
Chciałam nadmienić, że w przypadku wszystkich "normalnych" ludzi może to zjawisko nie jest zaskakujące, ale On - On jest mega introwertykiem. Więc a i owszem - zaskakuje mnie ;)

A ja? O rety... jestem w ciąży, nie ma co.
Miewam mdłości, a i owszem (bez pawia póki co). Ale najgorsze jest ZMĘCZENIE.
Większość dnia leżę jak dętka i aż się cała telepię ze zmęczenia. Mam wrażenie, że była bym w stanie zemdleć ze zmęczenia na leżąco.
Nie robię prawie nic. Po prostu sobie jestem i już samo to mnie męczy.
Strasznie dużo jem, strasznie mieszam. Obawiam się, że bardzo przytyję. Jeszcze przed ciążą przytyłam, od leków i hormonów. A teraz to już w ogóle. Jestem z tych szczupłych, niemniej jednak z przerażeniem obserwuję, jak moje ramiona zamieniają się w serdelki.
Brzuch mam jak w mniej więcej 13 tygodniu - tak na oko.

Do pracy już nie wracam.
Jest to obopólna decyzja - moja i pracodawcy.
Po raz - ostatnia wizyta w szpitalu wszystkich mocno nastraszyła a moja praca, w dużej agencji reklamowej, nie jest jednak ciepłym, bezstresowym etacikiem (yy, takie chyba nie istnieją bejbe).
Po dwa - musiałam przekazać moje zadania komu innemu, jako, że firma nie może sobie pozwolić na delegowanie wysokiej odpowiedzialności na kogoś, kto może zniknąć z dnia na dzień.
Na razie korzystam z urlopu, jako, że mam 40 dni w zapasie. Za jakiś czas wezmę zwolnienie.

I jestem, moi drodzy, jestem sobie w ciąży.
Moje życie wywróciło się dość nagle do góry nogami.
Jestem oczywiście szczęśliwa, spełniło się moje marzenie.

Niemniej jednak pojawiło się w mojej głowie kilka straszków:


  • jak ja teraz zorganizuję swoje życie? 
  • co zrobię z wolnym czasem?
  • czy zamienię się z aktywnej, wielkomiejskiej dziewuchy w kurę domową gotującą kompot?
  • jak ja się pozbędę tego cellulitu?
  • napiła bym się mohito i czerwonego wina
  • ... albo chociaż kawy? i jeden malutki papierusek
  • czy moje macierzyństwo właśnie przekreśliło moją karierę?
  • czy będę umiała zająć się dzieckiem? 
  • przecież nawet nie wiem o co chodzi z tym całym odciągaczem do mleka?
  • jeszcze 2 tygodnie temu nie wiedziałam, ile tygodni trwa ciąża
  • na oddziale neonatologicznym widziałam noworodka i on, do jasnej cholery, był tak mały, jak Polly Pocket 
  • czy my, niebieskie ptaki, będziemy umieli być rodzicami? przecież ja nawet bazyli na parapecie nie umiem utrzymać przy życiu?

Także tego ;)



19 komentarzy:

  1. no, papieros zwłaszcza

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe, moja droga, nikt Ci nie karze zmieniac sie w kure domowa, chyba ze akurat, tymczasowo, wlasnie na to bedziesz miala ochote (czy dlugofalowo). Zycie jest na tyle wspaniale, ze mozemy sobie role zmieniac do wyboru i koloru. A kto wie - moze wlasnie uda Ci sie bazylie na parapecie utrzymac przy zyciu i bedzie powod do dumy. ;)

    Rozczulenie Twego malza i mnie rozczulilo, lubie czytac o tym, ze faceci czasem potrafia byc mietcy.. :)

    Z tego co czytam juz od jakiegos czasu - bedziecie fantastycznymi rodzicami, a jesli nawet nie standardowymi, to tym lepiej.. :D

    No i dobrze, ze juz do pracy nie wracasz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, hehe prawda jest taka, że po 6ciu latach permamentnego zapieprzania na etacie, chętnie pochylę się nad tą bazylią na parapecie ;)) Tylko muszę się przestawić. Trzeba zrobić "switch" ;)

      Usuń
  3. Skontaktowałam się z niebiosami i otrzymałam takie oto odpowiedzi na Twoje pytania:

    - jak ja teraz zorganizuję swoje życie?
    doskonale sobie poradzisz - skorzystasz z dotychczasowych umiejętności zajebistego zarządzania czasem i przestrzenią

    co zrobię z wolnym czasem?
    - Ty i wolny czas? :) Zapełnisz go raz dwa!

    czy zamienię się z aktywnej, wielkomiejskiej dziewuchy w kurę domową gotującą kompot?
    - Na razie nie, ale potem możesz dostrzec przyjemność w kompotowaniu ;)

    - jak ja się pozbędę tego cellulitu?
    A już jest?

    - napiła bym się mohito i czerwonego wina
    Mohito bezalkoholowe wskazane, lampka czerwonego wina od drugiego semestru - były i takie, które sobie folgowały

    ... albo chociaż kawy?
    - badania mówią: jedna kawa dziennie ok

    - i jeden malutki papierusek
    No tutaj niestety, Sorry Vinetou

    - czy moje macierzyństwo właśnie przekreśliło moją karierę?
    Nie

    - czy będę umiała zająć się dzieckiem?
    Oczywiście!

    - przecież nawet nie wiem o co chodzi z tym całym odciągaczem do mleka?
    Może okazać się zbędny (ja do tej pory nie wiem)

    - jeszcze 2 tygodnie temu nie wiedziałam, ile tygodni trwa ciąża
    Wiedza zbyteczna (ja do tej pory nie wiem haha, nawet nie wiem w którym tygodniu jestem, zafiksowałam się na delivery date)

    - czy my, niebieskie ptaki, będziemy umieli być rodzicami? przecież ja nawet bazyli na parapecie nie umiem utrzymać przy życiu?
    Doskonałymi!

    Buźki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, ah te Twoje międzygalaktyczne koneksje ;))
      Teraz wszystko stało się jasne! Gracias :)

      Co do liczenia tygodni - ja za to mam obsesję ;) Odliczam każdy kolejny dzień, ciesząc się, że przybliża mnie do kolejnego kamienia milowego: do USG, do końca pierwszego trymestru, do brzuszka, do ruchów, do rozwiązania. Na szczęście czas płynie dość szybko póki co ;)

      Usuń
  4. Hehe z tą bazylią to boskie! Bazylia nie upomina się o soje a maluch jak się wydrze to w mog zrozumiesz co mu dolega :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, hehe, kto wie, może przy maluchu i bazylia zyska ;))

      Usuń
  5. Hahaha, to sie posmialam!

    Moja droga, zmeczenie to normalka. Ja pracowalam cale dwie ciaze i na poczatku pierwszej zasnelam kiedys podczas lunchu. Bylam sama w kafeterii, ale okazalo sie ze spalam cale 20 minut i znalezli mnie tak koledzy. Troche glupio mi bylo. ;) A podczas obu ciaz, kiedy wsiadalam po pracy do auta, to ryczec mi sie chcialo, bo zamiast prowadzic przez 20 minut, mialam ochote rozlozyc fotel i sie kimnac. Spoko, po kilku, tygodniach to przechodzi.

    Moj ginekolog mowil mi, ze dwa napoje dziennie z kofeina sa dozwolone.

    Co do kariery, to spokojnie, urodzisz, odchowasz i wrocisz do pracy (jak bedziesz oczywiscie chciala). Ja pracuje, odchowuje (przy pomocy malza, niech mu bedzie) potomstwo i jakos ten cyrk zwany domostwem funkcjonuje. :)

    Odciagacz do mleka to pikus, zobaczysz! :)

    Zanim zaszlam w ciaze tez myslalam, ze trwa 9 miesiecy, kto by tam liczyl tygodnie. :)

    Noworodki wydaja sie chude i kruchutkie, ale tak naprawde to trudno je "zepsuc", wiec bez paniki. :)

    Na reszte dylematow niestety nie znam odpowiedzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, na ten moment podziwiam babeczki, które pracują w ciąży. Nie mam co prawda najgorszego - mdłości, ale z takim chronicznym zmęczeniem, to trudno być chyba efektywnym.
      Z drugiej strony może poza domem nie skupiamy się tak na własnym samopoczuciu.
      Tak czy inaczej - nie dziwie się, że zasnęłaś w pracy ;)

      Co do napojów z kofeiną - tak, różne są szkoły w tym temacie.
      Fakt, że pozwoliłam sobie na "żarcik" w temacie tęsknoty za używkami, ale prawda jest taka, że nie piję nawet Coli. Jeszcze będzie okazja, a póki co, odpuściłam sobie kompletnie ;)

      Usuń
    2. Ta tesknota za "owocem zakazanym" to naturalne. Nigdy mnie specjalnie nie ciagnelo do alkoholu, a jak bylam w ciazy to na widok wina musialam chociaz usta zamoczyc w lampce meza... ;)

      Coli nie pijam bo nie lubie, ale porannej kawki to sobie w ciazy nie odmawialam. Chociaz przyznaje, ze ja nieco rozcienczalam. :)

      A co do podziwu to nie ma czego podziwiac. Oprocz tego potwornego zmeczenia na poczatku, mialam leciutkie ciaze. Ja nawet mdlosci nie mialam! :) Poza tym tak naprawde nie mialam wyjscia. Tutaj lekarze daja zwolnienie tylko jesli ciaza jest zagrozona, a zwolnienie i tak jest bezplatne. Mialam wybor: pracowac albo rzucic prace, a na to nie moglismy sobie pozwolic...

      Usuń
  6. Pink, błogosławiona panikaro, siadaj na dupinie i słuchaj (ekhem, czytaj;-):
    1) ja to kiedyś taka sierota byłam, że nawet kaktusa zamordowałam, a teraz z dzieckiem swym 24 h na dobę przebywam, wciąż toto żyje i ma się świetnie (i głośno :P),
    2) do bycia domowym drobiem trzeba mieć predyspozycje, jeśli z Ciebie wielkomiejskie zwierzę z hiperaktywnością, nie ma mowy byś utonęła w kompocie,
    3) wina (i to dobre!) są także bezalkoholowe, nie ma problemów z ich znalezieniem w co lepszych sklepach stacjonarnych lub też w internetowych,
    4) kawę żłopałam przez całą ciążę i jakoś żyję, nie ma co popadać w paranoję, w końcu nikt Ci nie każe pijać szatana, na pewno od filiżanki lub dwóch nic Ci nie będzie,
    5) służę uprzejmie informacjami o laktatorze - używam codziennie, jeśli chcesz coś wiedzieć, wal śmiało,
    6) ile by ta ciąża nie trwała, i tak pod jej koniec stwierdzisz z wielkim wkur***em, że trwa ZA DŁUGO :P

    Buźka w czółko, Ciężarówko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Kochana! Najbardziej zainteresował mnie punkt 3 o bezalkoholowym winie :) Really? :))
      Za raz lecę szukać na Google :))

      Znajomi ostatnio przywieźli Piccollo, żeby wznieść toast za Malucha :)
      Wychyliłam do dna :))

      Usuń
  7. Pewnie miało być w żartobliwym tonie, ale przesadzasz. Jesteś dopiero na początku. Już Ci brakuje używek? Jako dobra mama zapomnij o nich conajmniej na ok półtora roku. A kawę ja piłam ze swoim prowadzącym ginekologiem nie raz. Bycie kurą albo się ma w sobie albo nie, tak samo jak dbanie o siebie - ja na położniczy szłam z 2 walizkach, 12 h po porodzie malowałam paznokcie, nie zapuściłam się ani na jeden dzień. Życie po urodzeniu dziecka wcale nie musi się zmieniać o 180 stopni, ale i tak jest rewolucją. Jeśli urodzenie dziecka i kilkumiesięczna przerwa miałyby przerwać karierę to znaczy, że jest ona g.warta, chociaż u Ciebie przerwa będzie bradzo długa, mnie ciąża i dziecko wyłączyły z pracy na 6,5 mca. Też regularnie morduje bazylię, i kaktusa wykończył a z dzieckiem daję radę. A to że nie wiesz wielu rzeczy to normalne, nie raz jeszcze będziesz tak miała, dla mnie też wszytko było nowe. Opieka nad noworodkiem to pikuś w pořównaniu z wychowaniem małego człowieka.
    A zmęczenie w ciąży to w sumie najlepszy objaw, gorzej kiedy w zaawansowanej ciąży cierpisz na bezsenność, bo wszystko Cię boli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że przesadzam i jasne, że w żartobliwym tonie. Ale jak to mówią "mój jest ten kawałek podłogi" więc.. ;)
      Na używki nie mam zamiaru nawet spojrzeć, bo czuję wielką odpowiedzialność za swoje szczęście. A że podczas posiadówki ze znajomymi przyjdzie ochota na wino - jak dla mnie nie ma w tym nic dziwnego ;)

      Myślę, że każdy, niezależnie od tego jaką drogę musiał pokonać żeby być w upragnionej ciąży, spotyka się z wątpliwościami i lękami, które ostatecznie i tak same się jakoś rozwiewają.

      Usuń
    2. Wątpliwości, tak, ale Ty ledwo jesteś w ciąży a już tyle masz do narzekania :/ Ty możesz sobie nie patrzeć na "używki", ale dziecku bardziej zaszkodzi piccolo niż kawa.

      Usuń
  8. Kawa to nie trucizna, ciut słabsza i będzie dobrze. Ja piłam.
    Wina mi się nie chciało przez mdłości ;)
    Z dzieckiem ogarniesz się bez problemu. Co najwyżej nie wyśpisz ;)
    Generalnie nie ma co panikować. Ja Ci to piszę. Juti :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, nie ukrywam, że korzystam z Twoich wpisów z wyprawkowymi radami i bardzo dużo się z nich dowiedziałam :) Taka wiedza wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, jak się już coś wie :) Cokolwiek :)

      Co do kawy - wiem, że różne są szkoły. Niemniej jednak, póki co, aż tak mnie nie ciągnie.
      A poza tym mam zamiar skorzystać z kaw bezkofeinowych, które są równie smaczne więc luz :)

      Usuń