poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Glonojad pierwszego trymestru

źródło: https://www.caramondo.de/nostalgic-art-blechschild-damn-right-i-am-good-in-bed-i-can-sleep-for-days/nostalgic-art/a-5802/ 

Dla potomnych postanowiłam opisać moje samopoczucie z ostatnich tygodni ciąży (czyli większości dotychczasowej ciąży, jako, że jestem w 10tym tygodniu :).
Lekko nie jest, chociaż dziękuję losowi i mojej biologii, że ominęły mnie wymioty :)


  • Zmęczenie i senność
    ... odebrały mi możliwość normalnego funkcjonowania. Od kilku tygodni, czyli od powrotu ze szpitala każdy mój dzień wygląda tak samo: wstaję koło 10:00, prysznic, jem śniadanie i .... koniec. Battery low. Bateria mi się rozładowuje mniej więcej na tym właśnie etapie. Nie mam siły nawet posprzątać po posiłku. Większość dnia śpię lub po prostu leżę, otępiała umysłowo.
    Nie ma mowy o wyjściu z domu. Nie mam na to siły.
    Baa, ledwo mam siłę zmywarkę rozładować. A to też nie zawsze. 

  • Mdłości... ale szczęśliwie bez wymiotów.
    Niemniej jednak większość dnia czuję się, jakbym była na ciężkim kacu. Zanim cokolwiek zjem, zaznajamiam się z pożywieniem wzrokowo, powącham, obejrzę i dam swojemu organizmowi chwilę na określenie czy "all right" czy też może niezbyt..

  • Piersi
    ... zrobiły się duże, nabrzmiałe i cholernie bolące.
    Nawet jak rosły, to nie były tak upierdliwe. Trudno je aktualnie zmieścić w biustonoszu, więc ratuję się takim sportowym. Są bardzo fajne, tylko gdyby przy tym tak nie bolały, to było by miło.

  • Siku
    zaczyna się koło 6 - 7 rano. Machinalnie już wstaję, sikam przez sen, wracam do łóżka. Opanowałam ten manewr do perfekcji, gdyż ta dolegliwość zaczęła mi dziwnym trafem towarzyszyć, zanim jeszcze zaszłam w ciążę. Jak to możliwe? Hormony.

  • Humory-muchomory
    Oj, jestem dość mocno uciążliwa dla otoczenia.
    Hormony ciążowe + bezczynność + rezygnacja z pracy = biję granice własnej bezczelności.
    Współczuję mojemu Małżowi i generalnie całemu mojemu otoczeniu.
    Małż mój pracuje w domu, więc spędzamy teraz razem niemal 24h. Chyba nie muszę pisać, jakimi starciami to się kończy.

  • Jedzenie
    głód + zmiana nawyków żywieniowych.
    Mam nagłe ataki głodu i dosłownie muszę coś zjeść.
    Odnotowałam również lekki odrzut od mięsa, za to ogromny pociąg do owoców, których nigdy jakoś specjalnie nie jadałam. Moim numerem jeden są jabłka (akurat na czasie ;)). 

Plamienia minęły. Wizyty w toalecie to najbardziej stresujące momenty dnia (chociaż, jeśli gdzieś wyjątkowo wychodzę, to nawet w samochodzie potrafię skontrolować sytuację w gaciach). Mam już na tym punkcie lekką obsesję, ale chyba nie ma się co dziwić... dostałam w tym szpitalu troszkę do wiwatu.

Część leków, zgodnie z zaleceniami doktorka odstawiłam, wbrew Waszym zaleceniom, nie skontaktowałam się z kliniką, podążając za własną intuicją. 

W pracy okazało się, że radzą sobie beze mnie wyśmienicie. No trudno. 
Podomykałam zaległe sprawy, ale to właściwie bardziej na własne życzenie, bo nikt mnie o to specjalnie nie prosił. I zniknęłam. 

Jutro wyjeżdżam do rodzinki na południe. Posiedzę tam mniej więcej do 17 sierpnia. 
Trochę się boję wyjeżdżać 300 km, ale doktorek stwierdził, że nie ma przeciwwskazań a górski klimat dobrze mi zrobi. Poza tym będzie all-inclusive w postaci nieprzerwanego łańcucha dostaw domowej strawy by mama & babcia, co mi znacznie ułatwi utrzymanie parametrów życiowych moich i Dziecia. 
Poza tym, obojgu nam z Małżem dobrze zrobi chwila odpoczynku od siebie. 

I tak, Moi Drodzy, czekam niecierpliwie na koniec pierwszego trymestru, licząc, że nieprzyjemne dolegliwości miną (szczególnie dwa pierwsze punkty z listy) i choć częściowo odzyskam swoje "ja", swoją życiową werwę i będę mogła robić coś więcej, niż tylko leżenie i spanie. 

Niemniej jednak, jakbym nie była zmęczona, jakby mnie cycki nie bolały, jak często bym nie sikała, zasypiając na klopie - nie oddam tych dolegliwości za nic na świecie. 

Bo oto jestem w mojej upragnionej ciąży i jestem z tego mega dumna. 




Pamiętacie żyrafę Melmana z narkolepsją? No, to mniej więcej tak wyglądam :))

30 komentarzy:

  1. Hej, Żyrafko, na szczęście to mija :)
    Trzymaj się, wyśpij i wracaj odrodzona w II trymestrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, trzymam się tej myśli o odrodzeniu II trymestru jak tonący brzytwy :)

      Usuń
  2. Miałam identycznie... wróżę Ci córkę :) pozdrawiam i spokojnej ciąży życzę :) gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo Gosia, to jesteś pierwsza, co wróży mi córkę!! :))
      Na razie wszyscy, jak jeden mąż, jakby się umówili, wróżą mi syna! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Za parę tygodni zobaczymy, kto miał rację ;)

      Usuń
  3. Ale świetnie się o tym czyta i jak mnie bardzo cieszy, że masz te wszystkie dolegliwości - mam nadzieję, że się o to nie obrażasz:), po prostu cieszę się, że jesteś w ciązy i te objawy o niej dobrze świadczą:)
    Pozdrawiam Cię ciepło i dalej mocno kciuki zaciskam :)
    Ps. Ja właśnie wróciłam z południa, było bosko, a od jutra zaczynam od nowa swoją walkę o te dolegliwości, które ty masz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kass do obrażania się jestem ostatnia :))
      U mnie jest taki aktualnie dziwny stan, że jestem zmęczona tym.. zmęczeniem, ale jednocześnie cieszę się na maksa.. wiadomo :)) Non stop kolor mogła bym czytać o ciąży, o wózkach, o wyprawkach, o śpioszkach i taak dalej :)
      Trzymam kciuki za Twoją walkę. Na ten moment mogę powiedzieć: ta ciężka droga zawsze gdzieś w końcu ma swój koniec.

      Usuń
  4. No witaj w klubie :-)))
    Jak wiesz dolegliwosci mialam bardzo podobne. To zmeczenie i brak sily by podniesc reke, a co dopiero dupe z wyrka, to bylo zupelnie nowe (i przerazajace) doswiadczenie.
    Ale to wszystko mija :-)
    Ja jestem wlasnie na ciazowym haju :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, to w 2gim trymestrze jest "ciążowy haj" ? :))
      To jest jakaś iskra nadziei :)
      Stwierdziłam ostatnio, że wszelakie wyprawki trzeba będzie poczynić chyba w drugim trymestrze, bo jeśli w trzecim mam się czuć znowu jak kupa, to.. no time to lose :)
      I tak tak, Twoje dolegliwości znam. I pocieszam się często, że nie mam co marudzić, bo mogłabym przecież rzygać do kompletu, jak co niektórzy.. ;))

      Usuń
  5. Cieszę sie, że trafiłam na Twojego bloga. Przyjemnie się go czyta... :D I cieszę się, że jesteś w upragnionej ciąży... mimo tych wszystkich "drobnych" niedogodności życia codziennego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Miło wiedzieć, że taka prywatna pisanina jest interesująca dla kogoś poza mną... :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Czuję się bardzo podobnie. Tylko cycki mi nie dokuczają. Ale to chyba u mnie dobrze, bo zawsze przed okresem miałam jak balony i bolały niemiłosiernie. Więc pewnie ma być na odwrót:)
    Ja też mam dziwne preferencje żywieniowe. Przestały mi smakować te moje cuda wianki, wymyślne obiadki na kształt kuchni tureckiej. Uwielbiałam bakłażany, cukinie, paprykę, czosnek, cebulę, matko jedyna. Im bardziej intensywne i egzotyczne zapachy tym lepiej. Teraz dałabym się zabić za maminy obiad. Jakąś klopsową, fasolową albo kalofiorową, albo schabowy z kapustą zasmażaną. I ziemniaki! Dużo ziemniaków - a zawsze wolałam ryże, kasze, makarony.
    Coś tam się już wypycha? Bo u mnie tak nieśmiało, ale chyba już troszkę widać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, brzuszek zaczyna być widać :)
      Nie jestem pewna do końca, czy to ciąża spożywcza, czy jakieś dziwne wzdęcie ;)) ale generalnie zaczyna brzuszysko wywalać dość solidnie nawet :)) Potwierdzili to szczególnie u mnie w rodzinnym domu: mama, babcia i brat , że widać zdecydowanie :)

      Co do preferencji żywieniowych, tak, mnie też się zmienia.
      Ja też uwielbiałam paprykę, a teraz NIE MOGĘ NA NIĄ PATRZEĆ, o fuuuuuuuuj!
      Też miałam fazę na ziemniaki, szczególnie na początku.

      Buziaki ;))

      Usuń
  7. No to mnie ciąża oszczędza, dziś beta >10tyś., z dolegliwości tylko bolące UU i w sumie nic więcej.
    Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, cieszę się, że beta pięknie rośnie i wszystko ok :)
      Trzymam kciuki za badanie, bo chyba masz jutro?
      A co do dolegliwości - to tylko się cieszyć, bo jakkolwiek nie kochała bym własnej ciąży, te dolegliwości są męczące.

      Usuń
    2. Uprzejmie donoszę że w brzuchu bombla noszę-4.7 mm szczęścia z pięknie bijącem serduchem.

      Usuń
    3. Ania, super ;))
      Fajny widok- takie serduszko, nie? :))
      Pozdrawiam i rośnij zdrowo.

      Usuń
    4. Widok najpiękniejszy a bicie serca to miód dla uszu.
      Wy też rośnijcie i trzymajcie się.

      Usuń
    5. Widzisz, ja jeszcze nie mialam okazji slyszec serducha bo 2 lekarzy nie chcialo puszczac dopplera. Ale do kolejnego podgladania juz blisko a wtedy zobacze mini bobo w pelnej krasie mam nadzieje :) sciskam.

      Usuń
  8. O, mnie cycki tak wczesnie nie dokuczaly! ;)

    Ale poza tym to mialam identyczny zestaw jak Ty. Najbardziej rozpaczalam jak na pare tygodni musialam odstawic moja ukochana kawe. To bylo strasznie smieszne, bo z jednej strony niesamowicie mnie do niej ciagnelo, wiec za kazdym razem, jak durna szlam z nadzieja ja zaparzyc. A potem tylko zblizylam kubek do twarzy, poczulam zapach i natychmiast zoladek podchodzil mi do gardla a kawa ladowala w zlewie. ;)

    A siku to mnie dobijalo! Nie tylko ze chodzilam do lazienki co 10 minut, to jeszcze nie moglam sie normalnie wysikac! W obu ciazach jakos tak dziwnie rozrastala mi sie macica, ze uciskala na drogi moczowe i ciurkalam takim powolnym strumyczkiem... ;)

    Nie ma jak kuchnia babci i mamusi. Juz one tam obie beda Ci podstawiac pod nos najlepsze keski. ;) No i pewnie znacznie lepiej zniosa hormonalne humory niz malzonek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, ja kawy nawet nie próbowałam. Ostatnią wypiłam w dniu odebrania bety.
      Niby można pić kawę, ale jakoś... postanowiłam się na razie wstrzymać. Nie wykluczam tej ewentualności w przyszłości, ale póki co stwierdziłam, że dam se spokój.
      Chociaż lekarz stwierdził, że od kawy bardziej szkodliwe są gazowane napoje słodkie, których absolutnie pić się nie powinno.

      Co do pobytu w domu: taaa, jest szał :) Matka chodzi i przeżywa non stop, babcia zresztą to samo :) Gotowane obiadki, zupki, świeże pieczywko, pomidory i owoce z ogrodu, pyszne pyszności ;))) I tu jestem spokojniejsza, bo nie ma małża, z którym bym się mogła kłócić :))

      Także: dobrze, jak jest dobrze :))

      Usuń
  9. Jak ja lubię czytać takie wpisy. Pozytywne mimo senności i innych dolegliwości. I jak ten czas szybko mija. Trzymam kciuki nadal. I czekam na kolejne wieści.
    Ściskam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, pozytywnie jak najbardziej :))
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  10. Te dolegliwości to raczej pikuś w porównaniu z niesamowitą radością, jaką odczuwasz - bo pomimo złego samopoczucia emanuje ona z każdego Twojego posta :) Udanego wypoczynku, który na pewno dobrze zrobi Tobie i Dzieciątku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajka, tak, to prawda. Z każdym kolejnym tygodniem, a nawet dniem, mam w sobie więcej spokoju o losy ciąży i niepokój ustępuje miejsca radości. Radość jest wprost proporcjonalna do powoli ujawniającego się brzucha :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. W 10 tc to z pewnością wzdęcia. Jak leżysz płasko masz wyczuwalną twardą "piłeczkę"?

      Usuń
    3. Po kilku dniach obserwacji wiem juz, ze nie wzdecia ;) brzuch wyphnelo dosc solidnie i pokusze sie o stwierdzenie, ze nawet nieuswiadomieni o ciazy po swiadomym spojrzeniu na brzuch mogli by sie domyslec. Generalnie u osob drobnych brzuszek czesto ujawnia sie szybciej, a do takich sie zaliczam.

      Usuń
  11. Senność to w sumie żadna dolegliwość, zwłaszcza jeśli nie musisz pracować i to pierwsza ciąża czyli nie masz kilkulatka, którym musiałbyś się porządnie zająć...Możesz to się leń, jeśli się uda, to takie czasy dłuuugo (przez lata) nie wrócą.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeszcze trochę i dzidziusia zobaczymy :D

    OdpowiedzUsuń