piątek, 12 września 2014

Powrót do przeszłości

Przesyłam wszystkim pozdrowienia wprost z nad morza :)
Leżę sobie obok Małża w uroczym domku letniskowym a przez okno słychać szum Bałtyku. 
Chociaż przyznam, że o świcie od szumu fal, bardziej interesują mnie dziwne „bąbelki" w moim brzuchu… ale o tym kiedy indziej :)

W tej samej nadmorskiej miejscowości, w dokładnie tych samych domkach byliśmy 1,5 roku temu z Małżem i moją mamą. W jakiś tydzień od odebrania wyników Męża - wyników, które były wyrokiem. 
W pokoju, w którym spaliśmy wtedy, stało puste łóżeczko dla dziecka. Ot, taki chichot losu. 

Wtedy sięgnęłam dna. Niżej „upaść” emocjonalnie już chyba nie mogłam. Czułam strach. Czułam, że jestem w życiowym potrzasku.
Idąc po raz pierwszy dokładnie tą samą drogą do domków, chciało mi się płakać - wróciło echo tamtych emocji. 

Jest tu taki malutki, uroczy drewniany kościółek, w którym klęczałam 1,5 roku temu i nie pamiętam już, czy miałam wtedy do Boga pretensję, czy błagałam go o amnestię czy też jedno i drugie.
W kościele nie byłam od dawna. Od Wielkanocy (co jest najdłuższą przerwą w moim życiu). Chyba jutro się tam przejdę, oficjalnie pokazać Bozi mój brzuch, poprosić, żeby o nas nie zapominał, mimo, że było tyle pretensji, mimo, że zapłodnienie pozaustrojowe..

Ale ale, nie jest smutno :)

Czuję się szczęśliwa a … te dziwne bąbelki i "złota rybka" w moim brzuchu multiplikują to uczucie milion razy. 

Wiem, że jeszcze kiedyś tu wrócimy, w to samo, fajne miejsce.
Ale tym razem, w turystycznym łóżeczku dla dzidziusi będzie KTOŚ spał.
Ktoś, kto będzie spełnieniem naszych marzeń. Owocem naszej miłości, która jest miłością prawdziwą.

Nasze Dziecko.





10 komentarzy:

  1. Przeczytałam i popłakałam się. Nie warto tracić nadziei. Mimo tego, że czasem zdaje się, że sięgamy dna, że nie ma szans na poprawę. Też to przerobiłam. A jednak odbierając wczoraj wyniki badań genetycznych męża, znowu powróciła nadzieja, że nic straconego. Że może nawet jeśli okaże się, że może to wina hormonów, że leczenie nie pomoże itp. nadal jest szansa na biologiczne dziecko. Dzięki tym badaniom wiemy, że in vitro dalej pozostaje jedną z opcji. Odczuliśmy ulgę.

    Za jakiś czas wrócicie w to samo miejsce z Maleństwem. To Wasze wyczekane, wystarane Dziecko, z miłości Rodziców. Trzymam kciuki cały czas i ściskam;*

    Kto wie, może przyszły rok i u nas przyniesie takie zmiany...

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowicie rozczulil mnie ten wspis... Jest taki szczery, taki prawdziwy... Ciesze sie ogromnie Twoim szczesciem! Niech takie cudowne chwile trwaja wiecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż miło czytać...
    Odpoczywaj!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie napisane... Przeszłość zawsze jest w nas i obok nas... I czasem los sprawia nam figla i prowadzi ponownie tam, gdzie wydawało się, że to koniec. A jednak koniec jest całkiem gdzieś indziej, gdzieś daleko przed nami i jest to inny koniec niż się spodziewamy :) Koniec, albo i początek :)
    Piękne miejsce, sądzę po zdjęciach. I podoba mi się określenie "złota rybka". Pierwszy raz się z nim spotykam w takim kontekście, ale bardzo przypadło mi do gustu :)
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ zazdroszczę - uwielbiam polskie morze poza sezonem, bez tych tłumów turystów :)
    A dalszy ciąg wpisu sprawił, że zaszkliły mi się oczy - zatoczyliście krąg, a teraz zaczynacie zupełnie nowy, wspaniały etap w Waszym życiu :) Oby każdej starającej się parze dopisało takie wielkie szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  6. wypoczywajcie! i dbajcie o siebie :) to Wasze rodzinne wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Lza mi sie zakrecila... A nie moge teraz ryczec, nie w pracy! ;)

    Chyba kazda para majaca problem z zajsciem w ciaze, ma takie miejsce, ktore przypomina im o tej walce. Mi przypomina jeden z pokoikow w domu. Kiedy sie tu wprowadzilismy, bylismy juz po 2 latach staran. W domu byly 2 pokoje sypialne, w tym jeden bardzo duzy. W mniejszym urzadzilismy pokoj goscinny, ale maz koniecznie, jak najszybciej chcial ten wiekszy przedzielic, bo przeciez tamten trzeci pokoik mial byc dla dziecka! Pamietam jak wzruszalam ramionami, ze wszystko mi jedno. Tak malo bylo we mnie nadziei, ze to dziecko kiedykolwiek sie pojawi... W koncu maz dopial swego, dorobilismy kolejny pokoj, a ten trzeci stal pusty. Serce mi sie krajalo za kazdym razem jak do niego wchodzilam... Ale tylko przez 9 miesiecy, bo po tym czasie bylam juz w ciazy. :) Ale do 7 miesiaca nie pozwolilam M. odmalowac tego pokoju i poskladac mebelkow. Wiem, jestem stuknieta, ale tak strasznie balam sie "zapeszyc". W ogole nie cieszyla mnie ta pierwsza ciaza, balam sie, ze jak poczuje radosc, to ja strace... Ech, dawne dzieje, ale nadal bola... W kazdym razie, teraz pokoik zamieszkiwany jest przez urocza, uparta trzylatke. :)

    Ja o dziecko blagalam w pewnym kosciele... A niecaly miesiac pozniej dowiedzialam sie o ciazy. I nigdy sie nie dowiem czy w koncu sie udalo bo podczas wakacji na chwilke zapomnielismy o klopotach i staraniach i wreszcie cos "zaskoczylo", czy Ktos mnie wysluchal...

    OdpowiedzUsuń
  8. O tak, taki urlop dobrze Wam zrobi :) pamiętam jak jeżdżąc wiele km do kliniki rozmyślałam załamana, czy kiedykolwiek będę w tym miejscu z dzieckiem. I niedawno tam pojechałam. Popłakałam się. Za rok Ciebie to czeka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy epizod z Invictą w Gdańsku. Mieści (mieściła) się ona ostatnim piętrze galerii handlowej. Uwielbiam zakupy, ale tamta galeria wiązał się tylko z tęsknotą za dzieckiem. Muszę tam kiedyś zabrać małego na shopping :)

      Usuń
  9. Pink, naszym takim miejscem jest półwysep helski. Jeździmy tam co roku od lat, idealne miejsce nad morzem dla rodziny z małymi dziećmi, spokój, ścieżki, i morze i zatoka. To, że to takie rodzinne miejsce i że bywamy tam cyklicznie co rok powodowało, że tam silniej myślałam o dziecku, ba 6 lat temu to tak zaczęliśmy pierwsze starania  Co roku modliłam się w tamtejszych kościołach o dziecko, co roku wyjeżdżając miałam nadzieję, że „może za rok wrócimy we 3”. Nie raz wyobrażałam sobie, jak skręcamy z Władysławowa na półwysep, chłoniemy bajkowy widok, a w foteliku siedzi nasze dziecko ;) I w tym roku kiedy jechaliśmy wspomnianą droga po samochodzie „skakał” wynudzony kilkugodzinnym siedzeniem w foteliku nasz synek, chodziliśmy później starymi ścieżkami wreszcie mając swoje szczęście” w garści”, wyjeżdżając podjechaliśmy do kościoła w Jastarni z naszym Skarbem podziękować za niego i prosić o jego zdrowie  Co prawda nie udało nam się wrócić z dzieckiem „za rok”, bo rodziłam 25 lipca, ale 2 lata później było równie miło, a Wam uda się pojechać z dzieckiem za rok :*

    OdpowiedzUsuń