poniedziałek, 22 września 2014

Razem z brzuchem rośnie serce

Źródło: http://www.redorbit.com/news/health/1112917771/variety-of-factors-create-variability-in-pregnancy-length-080713/ 


Stanów emocjonalnych w ciąży ciąg dalszy :)
Mam wrażenie, że wraz z rozwojem ciąży, przechodzę ewolucję uczuć, postrzegania rzeczywistości, odczuwania, oczekiwań.
Pewnie to uniwersalny proces, który dotyczy każdej ciężarnej, jednak opiszę, jak to wygląda u mnie. Wszak droga, którą przeszłam / idę trochę się różni od "standardowej".

Do tej pory, podczas zarówno starań jak i wszystkich badań oraz procedur medycznych, byłam bardziej skupiona na samej ciąży niż na... dziecku. Oczywiste jest, że jedno z drugiego wynika i nierozerwalnie się łączy, ale w mojej świadomości na pierwszym miejscu była ciąża. Może wynikało to z faktu niepłodności, z takiego myślenia etapowego - nie wiem.
Nawet Małż kiedyś mi zarzucił i zwrócił uwagę: "zastanów się, czy Ty chcesz być w ciąży, czy mieć dziecko".

Długo po tym jak zaszłam w ciążę nie potrafiłam do końca rozckliwiać się nad brzuchem - w przeciwieństwie do otoczenia. Oczywiście, miałam swoje miłosne odczucia, ale były one jeszcze mocno opakowane w rany niepłodności i trochę jakbym miała jakąś blokadę - po brzuszku gładziłam się potajemnie w samotności a ckliwe popiskiwania Małża, mojej mamy i brata, krępowały mnie i były dla mnie lekko irytujące.

Sama nie wiem, kiedy to się zmieniło.
Może w momencie, kiedy wygrzebałam się z emocjonalnego (niespodziewanego) dołka, który mnie dopadł jakiś czas temu i który opisywałam w tym wpisie?
A może w momencie, kiedy w dole brzucha poczułam dziwne, delikatne smyrania "złotej rybki", które prawdopodobnie są ruchami mojego Dziecka?
A może tydzień nad morzem pod jednym dachem ze znajomymi i ich dzieckiem, zbliżył mnie do wizji małego człowieka i modelu rodziny 2+1 ?

Nie wiem, co było czynnikiem X.
Faktem jest jednak to, że nie mogę doczekać się, aż Dziecko pojawi się po drugiej stronie brzucha, całe i zdrowe. Aż wezmę je w ramiona, spojrzę w oczy i powiem, jak strasznie długo z Tatą na nie czekaliśmy.
Nawet wizja porodu naturalnego przestaje mnie już tak strasznie przerażać a strach ustępuje miejsca ciekawości i jakiemuś takiemu dziwnemu pragnieniu.

Po nocach śni mi się, że karmię piersią. Że przystawiam tą malutką główkę do piersi (która obecnie jest cała w rozstępach, o zgrozo) i.... Huston! Mamy kontakt!
Coś mi się zdaję, że będę jedną z tych matek osiągających wielokrotne orgazmy podczas karmienia piersią. Oczywiście - zdaje sobie sprawę, że rzeczywistość może nie być taka łatwa i przyjemna, ale na ten moment zależy mi na tym tak bardzo, że boję się, że aż za bardzo.

Wydaje mi się, że Małż, mimo braku odczuwania brzucha i "złotej rybki", podziela moje rozckliwienie. Nad morzem chyba pierwszy raz widziałam go w takiej interakcji z dzieckiem (znajomych). O dziwo, dziecko Go uwielbia, nazywając "wujaszkiem" i zdrabniając jego imię :)
Kiedy widziałam, jak razem chodzili za rączkę, jak budowali zamek z piasku, jak urządzali sobie zapasy na plaży, to brakuje mi słów i liter na klawiaturze. Mały wracał z takich zabaw cały mokry i umorusany, ku ogólnemu niezadowoleniu jego rodziców a ja ze zdziwienia i zachwytu nie mogłam domknąć otworu gębowego.
(wiedzcie, że mamy z małżem absolutnie zerowy kontakt z dziećmi - nasze, będzie pierwszym dzieckiem w rodzinie, na ten moment. A o tym, że Małż jest typowym introwertykiem pisałam już wielokrotnie ).

I tak, Moi Drodzy, mam takie wrażenie, jakby razem z brzuchem rosło mi serce.
Co prawda, jeszcze długa droga przed nami i ta więź dopiero się buduje - emocja po emocji. Ale czuję, że lody i sople niepłodności, które mi przez lata walki i upadków przyrosły w głowie i sercu, zaczynają topnieć. A ich miejsce sukcesywnie i skutecznie zastępuje miłe, różowe, wszechogarniające ciepełko.

Na ten moment mam jedno marzenie i jeden focus: moja rodzina w modelu 2 + (>1)





14 komentarzy:

  1. Jak sie cieszę z tego co piszesz, wczoraj sobie o Tobie właśnie myślałam, nawet weszłam na bloga by sprawdzić czy coś pisałaś. My czekamy na transfer, bo ponoć mamy trzy bąbelki i taki lęk ogromnyyyyy.....
    Pozdrawiam i spokoju Ci życzę dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, 3 bąbelki to jak dla mnie idealnie - ani za dużo, ani za mało :)
      To jest Wasze pierwsze podejście?
      Trzymam kciuki :)) Zobacz, jak daleko już doszliście :)
      Buziaki!

      Usuń
    2. Jak dla mnie też idealnie, bez dylematów, jednak modlę się o to by przetrwały do transferu i mrożenia. Jesteśmy w programie MZ, więc podany będziemy mieć jeden. To nasze pierwsze podejście i fakt wiem, że inni mają trudniej, ale i tak myślę, że już daleko zaszliśmy, byleby tylko wszystko skończyło się dobrze. Buziaki!

      Usuń
    3. My byliśmy poza programem, ale za każdym razem transferowano nam po 1 zarodku.
      A kiedy transfer?

      Będzie dobrze :)

      Usuń
    4. Transfer ponoć środę, proszę zatem o kciuki

      Usuń
    5. Kass no i jak tam? Jakieś wieści?

      Usuń
  2. Jak miło się czyta takie posta:)
    Ja też czuję już bąbelki. Odpisałam Ci na komentarz u mnie:)
    A co do uczuć.... to ja się cholernie boję porodu. Boję się, czy będę mogła, umiała karmić piersią. Boję się czy wychowam młodego na fajnego człowieka. I jeszcze kilku innych rzeczy mniej lub bardziej się boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, co do ruchów, odpiszę Ci u Ciebie.. :)
      Co do lęków - ja jeszcze chyba tam nie dotarłam. Owszem, boje się trochę porodu, boje się, że nie będe mogła karmić piersią, że coś pójdzie nie tak ale do lekow o wychowanie jeszcze porządnie nie dotarłam.

      Co do piersi, to dzieją się z nimi na prawdę dziwne rzeczy... Urosły tak, że muszę kupić nowy stanik, bo masakra, mega rozstępy, sutki przybrały jakis dziwny kolor... i mam wrażenie że lada moment i zacznę strzelać mlekiem :)

      Usuń
  3. Ja miałam podobnie, pragnęła dziecka, "tęskniłam" za nim, a w ciąży trudno mi było do końca pojąć, że nosze w sobie małego człowieczka. I po porodzie to był dla mnie prawdziwy szok, że to MAŁY CZŁOWIEK. Taki cały, gotowy ;) tak sobie myślałam, ze druga ciąża miałaby dla mnie inny wymiar, byłabym bardziej świadoma ;)
    A dla mnie poród był cudownym przeżyciem. Owszem - skurcze, badanie szyjki bolało, ale już w połogu mogłabym (za taką nagrodę jak dziecko) rodzić jeszcze raz. Cieszę się, że wszystko przeżyłam razem z mężem. Może miałam to szczęście, że było bez powikłań, że szybko się zagoiłam, ale cieszę się, że dane mi było poczuć co to poród sn. Jak tylko o tym myślę, mam motyle w brzuchu ;) To uczucie, jak dziecko jest już na świecie, ból mija jak ręką odjął, dostajesz dziecko do przytulenia. To wszystko takie naturalne. A co strzelania mlekiem to przyjdzie taki czas, ja ale oczywiście po porodzie potrafiłam osokać nim kogoś stojącego obok ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pink, aż mam ciarki po przeczytaniu tego posta... :)
    i też mnie takie dobre, różowe uczucie ogarnęło na chwilę, choć to wcale nie dotyczy mnie... ;)
    rośnijcie zdrowo, ani się obejrzysz a będziesz tulić Maluszka :)

    P.S. Wstawiłabyś swojego brzuchola, a nie jakiegoś internetowego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. i to jest właśnie piękne! w zestawieniu z wpisem, który przeczytałam u Ciebie jako pierwszy, ten jest zdecydowanie bardziej pozytywny. świat staje się piękniejszy :) przyjdą jeszcze niestety małe wahania nastrojów, ale 3mam kciuki, żeby stan z tego posta Cię nie opuszczał, bo cała reszta to tylko hormony ;)

    OdpowiedzUsuń