sobota, 4 października 2014

Coffee & friend make the perfect blend

Źródło: http://marla.22.pinger.pl/m/21598032 

Spotkałam się dziś ze znajomą, o której pisałam w styczniu tego roku w tym wpisie. W skrócie: kiedyś baaardzo się przyjaźniłyśmy a potem z różnych powodów nasze drogi się rozeszły i widujemy się raz na pół roku. Podczas spotkania w styczniu przyznała się, że mają z partnerem ten sam problem co my: słabe nasienie, ale że ona nie będzie się badać "bo przecież ona ma okres i jest zdrowa" a do IVF nie podejdzie, bo dlaczego miała by się skazywać na taki koszmar (dla Niej koszmar w rozumieniu wyłącznie medycznym, absolutnie nie etycznym. To nie ten typ.). Pisałam o tym, że stawiała przyszłość ich związku pod znakiem zapytania.
Pod wpisem padło kilka opinii czytelników, na temat takiego podejścia i stawiania sprawy.

O mojej ciąży powiedziałam jej przez telefon jakoś w sierpniu, pomiędzy gadką o wakacjach a plotkami dotyczącymi znajomych. Jakoś niezręcznie to wyszło z mojej strony.
Niby się cieszyła, ale słychać byłą TĄ nutę w głosie. Niepłodne wiedzą jaką.

Dziś się widziałyśmy i oznajmiła mi, że prawdopodobnie jest w ciąży. Naturalnie.
Prawdopodobnie - bo wizytę u lekarza ma zaplanowaną dopiero na przyszły tydzień. Teraz póki co, okres spóźnia się jej 2 tygodnie, zrobiła 2 testy ciążowe - pozytywne - i bardzo bolą ją piersi. Objawy co jak co, nie pozostawiają wiele do domysłów, szczególnie te 2 pozytywne testy ciążowe.
Na razie trzyma temat w ścisłej tajemnicy i nawet przyszły ojciec jeszcze nie wie, że będzie ojcem. Ona czeka na finalną opinię lekarską.

A mną znowu targają podwójne emocje, ale tym razem już ze zdecydowaną przewagą tych pozytywnych.
Cieszę się, na prawdę się cieszę, że zdarzył im się naturalny cud (choć ona ostrożnie jeszcze do tego podchodzi).
Są mi oboje bardzo bliscy i troszkę się martwiłam, szczególnie o niego, co by było, gdyby się rozstali. A poza tym wiem, jak to jest chcieć a nie móc.
Jest to dla mnie świetna wiadomość.
Kiedyś,  przed laty, będąc "ryczącymi", imprezującymi studentkami, tak sobie snułyśmy plany, że w tym samym czasie zajdziemy w ciążę i tym razem zamiast chlać i imprezować, będziemy gadać o kupach i pieluchach.
Oczywiście, jak wszyscy wiemy, życie i los pokazały nam środkowy palec. A jednak... wygląda na to, że jakoś to się jednak udało.

Z drugiej strony, znowu pojawiło się to ukłucie, dlaczego nam się nie udało au naturell... Przecież Małż też brał tabletki, też się leczył, z tym, że Jemu / Nam to nie pomogło. Nie było naturalnego cudu.
Może byliśmy zbyt niecierpliwi?
Może nie daliśmy zbyt wielu szans temu naturalnemu cudowi?

Jest trochę żalu, ale coraz lepiej radzę sobie z post-invitrową goryczką.
W mojej głowie ilość pytań znacznie się uszczupliła a i serce i rozum wydają się być wyciszone.
Postanowiłam, że dla własnego dobra dopuszczę do siebie większą dawkę egoizmu i nie będę się zadręczać jakbym nie wiadomo co i komu uczyniła.
Nie ukrywam, że gimnastyka artystyczna, która odbywa się w moim brzuchu, ułatwia mi skierowanie serca i rozumu na takie właśnie tory :) Pozwala mi "odpuścić" :)

I tu przechodzę do kolejnej części mojej wypowiedzi :)))
Aaaaaaale się Bebik rusza :)) O Dżizas :))
Z całą pewnością stwierdzam, że dostaję kopniaki od swojego dziecka! :)
Do dzisiejszego spotkania zamówiłam, wyjątkowo, cappuccino (generalnie staram się raczej unikać kawy i pierwszy raz podczas ciąży zamówiłam do plotek ten właśnie napój). Poprosiłam, żeby było słabsze a mimo to, po dosłownie kilku łykach dostałam taką serię kopów od środka, że zaniemówiłam i chwilowo nie byłam w stanie kontynuować rozmowy. Nawet koleżanka po mojej minie się zorientowała, co jest grane :) Pewnie zdradziło mnie moje "łooojej!" :)
Cappuccino jej oddałam i po wypiciu szklaneczki wody Młode postanowiło nie dręczyć "biednej" matki :)

Dziwne to uczucie :) Cudowne, bo do tej pory musiałam wierzyć lekarzom na słowo, że faktycznie jestem w ciąży (no, może zdradzał mnie zaokrąglony brzuch). Teraz co chwila dostaję fizyczny dowód mojego stanu :) Czuję te ruchy z coraz większą intensywnością każdego dnia.
Z drugiej strony jest to trochę dziwne i przy mocniejszych kopach czuję się odrobinkę nieswojo i ta "nieswojość" miesza się z radością :)
Bo jak to tak...? :)
Ktoś tam mieszka w moim brzuchu, ma jakieś kilkanaście centymetrów, zeżarł mi cellulit i jeszcze się rusza?
Przyznajcie, że poza tym, że jest to cudowne, jest to również trochę... dziwne? :))

I tak oto minął mi dzień, który rozpoczął 19ty tydzień ciąży.


PS. Mam nadzieję, że lekarz potwierdzi ciążę mojej kumpeli.
Szczerze trzymam za to kciuki.


45 komentarzy:

  1. No fajnie jakby i im się udało, bo bycie z koleżankę młodymi mamami w tym samym czasie to fajna sprawa. Ja mam jedną kumpelę co ma nastolatki a ja młody przychówek i jakoś tak dziwnie, bo ona ciągle trajkocze o swoich o majo nic jej nie interesują. No a jednak podobna sytuacja i tematy to fajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo mam taką nadzieję, że może "wspólne" macierzyństwo nas zbliży, znowu skieruje na wspólne tematy i pozwoli zapomnieć o tym, co nas trochę poróżniło.
      Generalnie ostatnio wśród moich znajomych baby boom - a to ciąża a to rodzą już.
      Całe szczęście, że jestem w tej ciąży, bo było by ciężko.

      Usuń
    2. No to też tak jakoś magicznie się dzieje, że jak urodzisz to nagle zauważysz ile wokół Ciebie mam z dziećmi w podobnym wieku do Waszego.

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za pozytywne wiesci od kumpeli.
    My mamy ciut inną sytację z kumpelą.Ona zawsze mówiła że jak będziemy w ciąży to razem i tak się złozyło że Nasze drugie podejście do ivf było 3 tygodnie po ich podejściu do pierwszego transferu. Po 11 dniach u nich ogromna radość, beta pozytywna,rosnąca, pierwsze usg i jest zarodek,jeszcze bez serducha. My wtedy byliśmy po tansferze,już po pozytywnych betach ale jeszcze przed usg.Pamiętam jak dziś kiedy byłam u niej i mówiła o tysiącach objawów,jak iskrzyly jej się oczy na myśl o usg,ja kibicowałam jej ogromnie.Rozmawiałyśmy o objawach i nadziejach. Wieczorem dostaje sms-a "Kotwica puściła" (oni zakręceni na ounkcie żeglarstwa). Zatkało mnie, jakgdyby czas się zatrzymał,nie wiedziałam co jej napisać...nic nie odpisałam,zadzwoniłam za parę godzin, ona była twarda i próbowała walczyć z emocjami.
    My doczekaliśmy się bicia serducha i rośnie we mnie Nowe życie a oni musieli przejść zabieg i pogodzić się z porażką. Nasze rozmowy teraz są dziwne, tzn. ja nie wiem czy wypada mi mówić o ciąży więc staram się nie mówić ae ona zagaduje,czasami prosi o wysłanie foty jak rośniemy ale po jednej takiej focie zamilkła na długo i od teraz już powiedziałam jej że nie wyślę jej nic bo wiem że jej ciężko.
    Oni podchodzić będą do crio za 3 tygodnie i kibicuję im całym sercem.Nasza relacja jest inna i wiem że każde takie doświadczenie stawia Nas w zupełnie innej relacji ale trwamy i kibicujemy sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna historia. Mam nadzieję, że im się uda.
      U nas o tyle jest inaczej, że trudno mi było strawić i zrozumieć podejście kumpeli: nawet się nie przebadała, z góry założyła, że jest zdrowa. A podejścia do IVF tak panicznie się bała, że wolała się rozstać, niż do tego podejść ( nie chodzi o aspekt moralny a o strach przed medycyną).
      Generalnie mamy trochę inne podejście do życia i to właśnie kwestie moralnościowo-światopoglądowe nas poróżniły. Może teraz to się zmieni. Taką mam nadzieję.

      A Ty jak się czujesz? :) Który to tydzień u Ciebie? Jakoś 16 chyba? :)

      Usuń
    2. Dziękuję,czujemy się dobrze.Chodzę na zajęcia "Aktywne 9 miesięcy" gdyż praca w korpo za biurkiem troszkę mój kręgosłup osłabiła.Siedzę sobie w domku,czytam sporo-obecnie "Położną 3550 cudów narodzin" którą jak tylko przeczytam wyślę do Ciebie.
      Czas zaczyna szybciej uciekać i fakt w środę będzie już 16w1d ;D
      Zakupowo dla dzieciaczka cosik mamy:
      6 par bodziaków 56
      bluza z kapturem 56
      2 pary bodziaków 62
      sweterek na polarku 56
      śpiworek letni
      Z racji tego że nie namy płci malucha jeszcze bez szaleństw,a korci.
      Wybrany też juz jest wózek Mutsy Evo Urban Nomad, moi rodzice sponsorują zakup :D
      Dziś warsztaty "Bezpieczny maluch" może się cosik ciekawego dowiemy, Wy się wybieracie?
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Wózek bardzo fajny. Naszym faworytem jest wózek Bugaboo Cameleon http://bugaboo.pl/ . Te wózki są bardzo drogie, ale planuję zakup używanego. Rodzice też coś się tam mają dołożyć, więc.. :)) Nie mam manii kupowania nie wiadomo czego, ale akurat ten wózek sobie ubzdurałam i koniec.

      Ja na razie na żadne zajęcia nie chodzę, bo najpierw nad morzem byłam, potem chora, teraz znowu mega katar mnie dopadł i generalnie nie jestem w formie :/ Ale chciałabym się zapisać na jakieś zajęcia. A gdzie są te zajęcia na które chodzisz?

      Wiem, że na Fali też jest jakiś aqua aerobic dla ciężarnych. Jak się wykaraskam ze wszystkich katarów i innych infekcji to chyba będę uczęszczać.

      Niebawem planuję też się zapisać do szkoły rodzenia, jest jakaś calkiem spoko na.. naszej szanownej ulicy na P. :) Nazywa się "Centrum Dla Mamy" i chyba tam się wybierzemy.

      Buzia.

      Usuń
    4. Ja chodzę do Rytmu na Widzewie akurat bo mam najbliżej,ale wiem że są też w I'm fit :D
      Co do "Centrum dla Mamy" podobno spoko szkoła i super położne bo dziewczyny dwie z zajęć chodzą tam właśnie,my wybierzemy się raczej na darmowe do Centrum Rodziny na Broniewskiego.
      Buzia

      Usuń
  3. Ja też trzymam kciuki za pozytywne wieści u koleżanki - ale myślę, że dwa testy pozytywne, to lekarz tylko potwierdzi ciążę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, że to będzie formalność :)
      Jej wizyta odbędzie się jakoś w 5tym tygodniu od zapłodnienia, więc możliwe, że nawet zobaczy serduszko :) To by się zdziwiła z lekka... ;)

      Usuń
  4. Różne drogi mogą prowadzić do tego samego celu ;)
    Trzymam kciuki za pozytywną wizytę koleżanki. Same dobre wieści:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Cel jest jeden, ten sam, ten sam finał drogi, ta sama miłość - więc nie ma co rozstrząsać :)

      Usuń
  5. Byłoby fajnie gdybyście rzeczywiście miały dzieciaki właściwie w jednym wieku :) co do kawy i kopniakom mój Dzień reaguje Tak na czekoladę ;) wtedy nawet widać ze się cieszy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a więc wczoraj również zaserwowałam mojemu czekoladę ;) ale reakcja była jednak skromniejsza niż po kawie :)

      Usuń
  6. Boskie uczucie w brzuchu nie? i bardzo dziwne :D a wyobraź sobie, że Bobo coś tam sobie myśli i kombinuje ;D fajnie, że koleżance się udało, ale nie głów się nad tym. My tak czekaliśmy na naturalsa 8 lat i trzeba było się szybciej zebrać do kliniki, a nie czekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mazenka, no właśnie... na cud można czekać. Tylko mam znajomych, co czekają już chyba z 7 lat :// A cud może się zdarzyć lub nie. Jedno z dwóch.
      Gdyby mi chociaż ktoś powiedział, że to się KIEDYŚ uda. Ale tak... jestem już przecież po 30tce.

      A uczucie boskie :))

      Usuń
  7. Był taki czas, że bardzo chciałam wierzyć w takie cuda. Chociaż wszędzie się czyta, że o ile kobiety się leczy to z mężczyznami niewiele można zrobić. U nas wynik męża poprawił się na tyle, że mieścił się w normie ale ciąży dalej nie było....
    Sama nie wiem co chcę napisać....:/ Przygnębiona jestem dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, widziałam wpis u Ciebie, więc wiec skąd przygnębienie.
      Tu się nie będę wdawać, więcej napiszę u Ciebie.

      Co do cudu - u mojego małża ostatnie badanie ilościowo było dość optymistyczne ale okazało się, że to walka z wiatrakami bo badanie wiązania się nasienia z kwasem hialuronowym wyszło FATALNIE. Na tyle źle, że my nie mieliśmy tylko ICSI ale PICSI, czyli najpierw wybrali plemniki łączące się z kwasem hialuronowym a dopiero potem przeprowadzili zapłodnienie.

      Buźka.

      Usuń
  8. Ja nie czułam prawie ruchów -do końca ciąży, do 27 tyg. Po 20 jedynie takie lekkie łaskotanie. Na zewnątrz ledwo było czuć.

    Co do cudu - my mieliśmy i złe nasienie, i u mnie pokopane, cykle po 80 dni, owulacja z rzadka. I wyszło naturalnie po pół roku. Ja miałam wizytę w celu poprawiania progesteronu, bo z takim to ciąża się nie zagnieździ, a J. miał iść do androloga próbować ratować nasienie. Najpierw pani doktor ponarzekała na nasze wyniki i że będzie ciężko, a potem ja jej pokazałam test.
    Za to teraz od 4 lat cudu nie ma i wieści tylko gorsze i gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, no widzisz. Z tą płodnością jest jak z grą w butelkę - nigdy nie wiadomo, kogo i kiedy trafi.
      Trzymam kciuki za Ciebie.

      Usuń
  9. No może i trochę dziwne, ale to CUD prawdziwy - i nieistotne czy naturalny, czy post-invitrowy :)
    Mam nadzieję, że koleżanka faktycznie przy nadziei - pomijając wszystkie inne powody (oczywiste dla osób długo zmagających się z niepłodnością) zawsze fajnie byłoby mieć kogoś w podobnej sytuacji i może dzięki temu Wasza znajomość by odżyła i przeszła na całkiem inny, nowy poziom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że cud to cud, i już.. ;)
      Przynajmniej tak chciała bym myśleć, tak na 100%.

      Usuń
  10. Jako, że kilka razy się tutaj udzieliłam, mocno trzymając kciuki za Wasze powodzenie tak i tym razem trzymam kciuki za koleżankę.

    Trzymam, ponieważ po dwóch nieudanych ivf, o których pisałam w którymś z poprzednich Twoich wpisów nadszedł jakiś nie do ogarnięcia cud, który siedzi w moim brzuchu, ma bijące serduszko i podobno 7 tygodni! Tak więc wierzę, że i koleżance taki cud się przytrafił.

    Nota bene, byłam ostatnią osobą, która wierzyła w takie cuda, a już na pewno nie w cuda, które miałyby dotyczyć mnie. A tu... niespodzianka, która co kilka dni powoduje u mnie histeryczny płacz radości.

    Pozdrawiam i życzę dużo zdrówka Tobie i kopiącemu brzuszkowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaana, oczywiście, że pamiętam i gratuluję z całego serca :)

      Pamiętam, że pisałaś, że zazdrościsz mi moich dylematów.
      A teraz ja zazdroszczę Tobie NATURALNEGO CUDU :)

      Życzę Ci spokojnej ciąży :))
      Miło takie wieści dostać.

      Usuń
  11. Po 2 pozytywnych testach ciazowych, mysle ze wizyta kolezanki to czysta formalnosc. Mi kiedys gin powiedzial, ze te dzisiejsze testy predzej beda falszywie negatywne, niz omylkowo pozytywne. :)

    Wczesnie czujesz ruchy. Ja w obu ciazach czulam dopiero jakos po 20 tygodniu. Wczesniej pewnie tez byly, ale latwo je pomylic z gazami. Nawet teraz czasem jak mi cos w brzuchu zabulgocze, to przywodzi na mysl, ze tak wlasnie wiercily sie moje maluchy. :)
    I masz absolutna racje, te ruchy SA dziwne! szczegolnie troche pozniej, kiedy widac je juz bylo na zewnatrz, zawsze zartowalam, ze mam w brzuchu "obcego". ;) Nic nie poradze, ale zawsze, absolutnie zawsze mialam skojarzenie z tym filmem i robilo mi sie mdlo. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, ja poczułam baaardzo wcześnie. Pierwsze ruchy (przynajmniej w moim mniemaniu - były to delikatne ruchy) wyczułam 12 września, czyli dość dawno temu. Myślę, że może dlatego, że należę do osób drobnej budowy. Nie chodzi mi nawet o tuszę, ale po prostu ja cała jestem mała, więc to pewnie nie jest bez znaczenia.

      Hehe, a co do "Obcego".. :))) Mam te same skojarzenia, od lat :)) Myślałam, że jak w końcu będę w ciąży to mi te skojarzenia miną, ale skąd! Tez nic nie poradzę. :) Nawet czasami krzyknę leżąc przed TV: "aaaa bobo przestańńńńńńńń" :))

      Usuń
  12. Kawusia faktycznie uaktywnia dziecię! Mojej kumpeli kawa pomagała na końcówce ciąży, gdy miała liczyć ruchy dziecka, a jej córcia była słabo aktywna. Wtedy kawka siup - i po chwili uspokojenie, że jest ok :)

    Ja kawę piłam sporadycznie i teraz, przy karmieniu piersią też (shock, horror!)

    Całusów moc całą ślę! Zmęczona, acz uratowana kawusią Mama - dzięki niej dziś był znośny dzień :) I nawet coś mi się napisało - troszku tożsamości przedmatczynej powróciło! yay!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Melka, popijam czasem taką mini kawkę w domu, słabiutką, z mleczkiem i wtedy raczej nie ma reakcji albo ja po prostu jej nie czuję. Ta kawa w kawiarniach jak dla mnie zawsze była za mocna i widać dzidek ma to po mamie :)

      Co do żali odnośnie naturalsika - zobaczymy.. ;) wydaje mi się, że mogą minąć po porodzie faktycznie.

      Usuń
  13. Aha! Po porodzie minęły mi żale, że nie mam naturalsika. Z dzieciakiem przychodzi jakaś taka dawka życiowej mądrości :) i wiele myśli, długich godzin rozważań, smutków i wątpliwości z przeszłości - staje się nieistotnych :) za to dostajesz całą masę rozważań, smutków i wątpliwości co do tego, czy jesteś dobrą mamą i czy malcowi aby nic nie zagraża. Ha ha. czyli coś za coś :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja kawę piłam :) Tylko słabą i jedną dziennie .
    A żale mi jakoś nie minęły i nie miną chyba. Jednak psycha niepłodnej zrypana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, w domu też pijam czasem (tak średnio 2 razy w tygodniu), ale malutką i słabiutką.
      A co do żali - zobaczymy.. :)
      Wiesz co sobie myślę? Że nam - mnie i Tobie - paradokslanie może być trudniej, ze względu na "bogactwo inwentarza". Wiesz o co mi chodzi..
      Bucha.

      Usuń
    2. No wiem.
      Czasem myślę o tym bogactwie.
      Gdybym była młodsza - brałabym.
      Ale mam dwoje dzieci, dużo lat i męża poza domem. Nie wyrobię...
      Jeszcze pomyślę...

      A co do ciąż innych - mam wrażenie, że to niezależne od owego bogactwa. Jakoś po prostu żal mi dupę ściska, że można wejść do łóżka z mężem i zajść w ciążę.
      No wiem, prymitywna zazdrość, ale się przyznaję bez bicia...

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Witajcie.
    Chciałabym się podzielić z Wami radosną nowiną,moja siostra rodzona,a mam tylko jedną spodziewa się dziecka -7 tydzień.
    Tak mały prezencik przywieźli z wakacji na Teneryfie,pierwsze podejście do starań i bach.
    Popłakałam się ze szczęścia po tej informacji.
    Teraz kciuki za usg ponieważ jeszcze przed nimi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, to cudowne wieści! A więc i Ty w ciąży i siostra w ciąży! :)))) Super!

      Ja też potwierdzam, jeśli ktoś zainteresowany, że lekarz wczoraj potwierdził kumpeli ciążę :)
      Jest w 6tym tygodniu, słyszała już serduszko i nie wiedziała nawet, że to serduszko :)
      Mówi: słyszałam jakieś pukanie, ale nie wiem co to było ;)))))

      Usuń
    2. No to gratulacje la kumpeli, takie wieści to ja lubię.

      Usuń
  17. Gratulacje dla kumpeli. Będziesz z kim miała chodzić na spacery i będzie towarzystwo dla zabaw.
    Laurka poczęła się naturalnie, ale długo miałam żal, że zostałam pozbawiona 3 trymestru, że ciąża została brutalnie przerwana. Tak jakbym nie do końca była w ciąży.
    Kiedy się wyżaliłam na blogu, usłyszałam komentarz, że co mają powiedzieć matki, które też urodziły w 27 tyg. i dziecko umarło, lub jest ciężko upośledzone. Miałam dużo szczęścia, racja, tak ja Wy, że jesteście w ciąży, a nie odeszłyście z niczym po 6 próbach, ale to niczego nie zmienia w naszych odczuciach. Trzeba przeżyć żałobę po marzeniach o szybkiej, pięknej ciąży, zakończonej mistycznym porodem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, ehh.. tak, jest żal za "utraconym welonem" i strasznie trudno mi się go pozbyć.
      Mam wrażenie, że u mnie ta ilość zarodków, które pozostały, jest największym balastem, którego nie mogę się, do cholery, pozbyć.
      Nie wiem, czy kiedyś się z tym uporam.
      Mam wrażenie, że zrobiłam coś nieodwracalnego, co może mi towarzyszyć do końca życia.

      A co do tego, że "inni mają gorzej"... eh.. no rozumiem rozumiem, ale ani to dla mnie nie jest argument ani dla Ciebie chyba też nie był, kiedy urodziłaś, prawda? Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

      I na koniec: jak to możliwe, że nie trafiłam jeszcze na Twojego bloga?
      Nie masz go w profilu bloggerowym.

      Usuń
    2. Moje blogi to stara historia. Za moich czasów nie było jeszcze profili blogerowych. Podawałam adres u promesy: miniorki@blog.pl. Teraz się zastanawiam, czy założyć nowego -o bezpłodności.

      Dziewczyny, nie zadręczajcie się kwestiami religijnymi. Ani judaizm, ani protestantyzm nie potępiają in vitro. A to przecież ten sam bóg. I co - w dwóch wersjach mu się podoba, a w katolickiej to straszna sprawa?

      Usuń
    3. Wężon, chcę wysłać do Ciebie maila, ale niestety przychodzi mi wiadomość, że adres miniorki@blog.pl jest nieprawidłowy... czy możesz podać jakiś inny namiar do siebie lub na Twojego bloga?
      Renia

      Usuń
    4. Reniu, już podaję. Namieszałam. Adres bloga to miniorki.blog.pl, a e-mail miniorka@gmail.com.
      :)

      Usuń
  18. Wszystkiego najlepszego z okazji połowinek - życzy mój maluszek Twojemu maluszkowi:*
    :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie kochana, no właśnie ;) Happy połowinki! :))
      Ściskam Twojego brzuchalka :) Ale ten czas leci, co? :)

      PS. Ciekawe, czy urodzimy też tego samego dnia :)))

      Usuń
  19. Przypadkiem trafiłam na twojego bloga i przeczytałam go w całości trzymając mojemu 6-tygodniowemu synkowi smoczka, kiedy próbował zasnąć. Sama jestem po in vitro i czytając twoje wpisy czułam się, jakbym czytała o sobie. Bardzo gratuluję i życzę nudów aż do końca ciąży. Co do wątpliwości moralnych, to miałam bardzo podobnie, wczoraj płaciłam za przechowywanie zarodków przez kolejny rok. Co z nimi będzie? U nas nigdy nie zdiagnozowano przyczyny niepłodności, więc może być tak, że po latach starań nieudanych i in vitro, zajdę w nieplanowaną ciążę naturalnie... Boję się tego, bo chcę, żeby zarodki miały pierwszeństwo, bo one już są. Ale kto wie, jak będzie... Wiesz, jaki ja mam plan? Będę je najwyżej opłacać do końca życia i poproszę, żeby mnie z nimi pochowali, nie oddam ich do adopcji, nie umiałabym żyć z myślą o tym... Ale zrobię wszystko, żebyśmy je przyjęli. Nam in vitro udało się za pierwszym razem, to był szok. Też nie podchodziliśmy z programu i nie ograniczaliśmy ilości zarodków. To trudny temat, bolesny. Dużo w ciązy o tym myślałam. Ale po porodzie zmienia się optyka, teraz liczy się przede wszyystkim ten mały szkrab, który właśnie nauczył się do mnie uśmiechać. W ciąży bardzo bolały mnie negatywne opinie o in vitro, teraz... Śmieję się im w nos. Bo ja dzięki tej metodzie codziennie przeżywam najpiekniejsze chwile mojego życia, mój syn jest cudowny, piękny i jest naszym cudem. Czy jest w tym ręka Boga? Moja bardzo wierząca mama powtarza mi, że bez niego nie udałoby nam się. A co ja myślę... Na razie odsuwam myśli o chrzcie synka, bo nie chcę, żeby był cześcią wspólnoty, która neguje in vitro. W jednym z wpisów napisałaś, że będziemy walczyć z tym tematem do końca źycia, to cena, jaką płacimy za in vitro. Zgadzam sie z tym, ale wiesz co? Patrzę na mojego śpiocha i wiem, że to bardzo niska cena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, bardzo miło powitać.
      Fajnie wiedzieć, że to co piszę, to co tak baaardzo osobiście dotyczy mnie i mojego związku, jest bliskie również innym ludziom. To nadaje tak wielki sens pisaniu.

      Gratuluję synka :))
      Co do "naturalsa" po in vitro to ja mam taki plan, że będziemy się zabezpieczać. Już zawsze, aż do mojej menopauzy. Trudno by mi było wybaczyć sobie, gdybym naturalnie zaszła w ciążę. A wiadomo, że po IVF, jak się głowa odblokuje, czas mija to ta nasza niepłodność może przestać nią być. Wystarczy wejść na forum Naszego Bociana - tam są setki takich historii.

      Co do opłacania zarodków do końca życia - też o tym myślałam i nie wykluczam tego :) Ale na razie zawiesiłam temat poszukiwania rozwiązania - bo doszłam do wniosku, że jest na tyle trudny, że teraz nie dojdę ze sobą do ładu. A po drugie: po urodzeniu dziecka optyka pewnie mi się zmieni.

      Ja na 100% wierzę, że jest w tym ręka Boga (chociaż wiem, że czasem w moich wpisach pojawiały się wątpliwości). Nawet czasami mam takie myśli.... może to śmieszne - że może On specjalnie doprowadził do tej sytuacji, do powstania tamtych zarodków, bo taki właśnie był plan, żebyśmy dali dzieci innym ludziom. Ja wiem, to się może wydawać dziwne.. ale... skoro nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny to..? Who knows.

      Co do płacenia "do końca życia" - mam sporo czasu na myślenie będąc w ciąży i zaczynam mieć podejrzenia, że może tak na prawdę nam to minie, zapomnimy, przestaniemy wałkować, jak miniemy wiek "reprodukcyjny". Bo teraz dla nas to temat na topie, ale czy będziemy to roztrząsać, jak nasze dzieci będą miały po 15 lat? Może i świadomość i nastroje społeczeństwa trochę się zmienią i będzie nam łatwiej odzyskać równowagę.

      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wielu wspaniałych chwil z synkiem :)

      Usuń