czwartek, 16 października 2014

Zwierzenia z Liebster Blog Award



Taka sytuacja jest, że zostałam nominowana w zabawie Liebster Blog Award.
Bardzo mi miło a za wyróżnienie dziękuję Iwonie z bloga "W Pogoni Za Szczęściem" ;)

I tak bardzo mocno i w sumie bezkompromisowo dla moich własnych wyborów uzewnętrzniam i obnażam się na blogu, że poniższe pytania mają raczej charakter "uzupełniający" :)

A więc lecim:


  1. Jaką mamą chciała bym być?
    Bardzo trudne pytanie. Wszak jestem dopiero w połowie ciąży! :)
    Chciałabym być mamą podobną do mojej.
    Tak na gorąco:

    - ciepłą i kochającą, której ramiona dają ukojenie
    - najlepszą przyjaciółką swojego dziecka
    - potrafiącą zaakceptować wybory dziecka
    - uczącą pracowitości i odpowiedzialności za swoje decyzje i czyny, od najmłodszych lat
    - uczącą samodzielności, pewności siebie i wiary we własne możliwości
    - nie obarczającą dziecka swoimi problemami
    - taką, której dziecko będzie umiało efektywnie opuścić rodzinne gniazdo, kiedy przyjdzie na to czas i będzie miało mocne podstawy moralne, emocjonalne, etyczne itd.
    - obiektywną, a nie zapatrzoną, krzywdzącą dziecko "ślepa miłością" ( na zasadzie: nie kop pana, bo się spocisz)
    - szczęśliwą i spełnioną, niezależną, mającą swoje pasje i pracę - bo szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko.

    Ot, tak na w telegraficznym skrócie - taką właśnie.

  2. Miejsce, do którego lubię wracać?

    Pisałam o nim wielokrotnie na tym blogu.
    Jest jedno. Moja mała ojczyzna.
    Mój rodzinny dom na południu Polski, w górach.
    Mury wypełnione wspomnieniami - czasami trudnymi.
    Wielopokoleniowy, w którym się wychowałam, karmiąc kury i jeżdżąc z dziadkiem na wykopki.
    Dom, którego - mimo wielu trudnych historii jakie się w nim rozegrały - życzę każdemu.
    Przystań, do której zawszę mogę wrócić, na której zawsze czekają Ci wspaniali, najukochańsi, najbliżsi mi ludzie.

    Jest jedno "ale".
    Tak bardzo kocham ich i ten dom, że nie umiem do końca przeciąć pępowiny. I może dlatego właśnie, w puncie 1 powyżej wpisałam, że chcę być taką matką "której dziecko będzie umiało efektywnie opuścić rodzinne gniazdo, kiedy przyjdzie na to czas".Bo czasami trudno żyć w emocjonalnym rozkroku, na 300 km.

  3. Z jaką fikcyjną postacią utożsamiasz się?
    Po chwili zastanowienia - z żadną.

  4. Czego w sobie nie lubisz?
    To pytanie wydaje mi się bardzo proste :)

    - choleryzmu - tego, że mam skłonności do wyżywania się na najbliższych mi ludziach. Kiedy pojawi się dziecko, to będzie na prawdę duże wyzwanie, żeby się tego pozbyć
    - braku pewności siebie i dość chwiejnego poczucia własnej wartości (zbyt duża zewnątrz sterowność)
    - lenistwa
    - braku satysfakcjonującego poziomu inteligencji - często czuję się... po prostu głupia
    - czasami nieumiejętności trzymania języka za zębami
    - zazdrości
    - kształtu łydek, cellulitu, niskiego wzrostu, zbyt szerokich bioder.

  5. Gdybym mogła cofnąć czas, to...
    Ha! Ci co czytają bloga mogą domyślić się, co napiszę. Znowu, dość bezkompromisowo dla siebie samej...

    Podczas przeprowadzenia procedury IVF zlimitowała bym ilość zarodków do 4.

    Chyba jeszcze nigdy, aż tak jak w ostatnich miesiącach, nie marzyłam o tym, aby cofnąć czas.
    Ale jak wiemy, tego, co wiem teraz, nie mogłam wiedzieć wtedy...

  6. Największy życiowy sukces?
    Moja rodzina.
    Jestem dumna z tego, jaką jestem córką, wnuczką, siostrą oraz jakie jest moje małżeństwo.
    Tu ukłon w stronę mojej mamy, bo wychowała mnie na człowieka z odpowiednio ustawionymi priorytetami i z przeogromnymi pokładami miłości.

  7. Gdybym wygrała w Totka to...?
    Wybudowała bym dom - dla mnie, Małżona i dzieci. Taki, do którego mogła by swobodnie przyjeżdżać cała moja rodzina.
    Wyremontowała bym mój rodzinny dom w górach, bo bardzo tego potrzebuje.
    Dofinansowała biznes męża.
    Kupiła bratu samochód.
    Wysłała mamę na super wakacje a babcie (obie) do sanatorium.
    Założyła sobie jakiś biznes, który pozwoli mi być spełnioną zarówno zawodowo jak i macierzyńsko.
    A resztę zainwestowała, na bezpieczną przyszłość naszych dzieci, naszej rodziny i naszą.

    Ehh, ale fajnie jest pomarzyć :))

  8. Jak poznałam się z mężem?
    Looong story :)
    Miałam wtedy 15 lat, on 16.
    Poznaliśmy się na pierwszym polskim chacie internetowym.
    Ale wtedy, te 15 lat temu, to był zupełnie inny "internet" niż jest teraz. Wtedy, to było coś zupełnie nowego. Na tym chacie, co wieczór, spotykało się stałe grono - strzelam, że około 100 stałych osób. Do dziś pozostały z tego chatu przyjaźnie na całe życie, małżeństwa, dzieci, znajomości zawodowe. Fantastycznie to wspominam.
    Najpierw chatowaliśmy, dzwoniliśmy do siebie. Któregoś razu ojciec zawiózł mnie na spotkanie do Warszawy, tzw. "zlot" tych ludzi, którzy siedzieli na chacie.
    Wtedy po raz pierwszy się zobaczyliśmy.

    Nigdy nie zapomnę tego uczucia, kiedy chwycił mnie za rękę, po raz pierwszy.
    Wtedy, mając 15 lat, przysięgam, że pomyślałam: Tak już będzie zawsze. On mnie już zawsze będzie za tą rękę trzymał. 

    To było jak grom z jasnego nieba.
    Nie pomyliłam się.

    Oczywiście droga, którą musieliśmy pokonać, żeby założyć rodzinę, była dość długa i kręta - głównie przez to, że byliśmy oboje bardzo niepełnoletni, dzieliło nas 300 km, więc spotkania były problemem (bo co z noclegiem itd), cała rodzina walcząca przeciwko nam.
    Nasz ślub był pewnym triumfem (25 lat) - bo szczęśliwi, pokazaliśmy wszystkim malkontentom, którzy nie dawali szans szczeniackiej miłości środkowy palec.
    I kilka osób z rodziny przeprosiło i przyznało, że się mylili. 


  9. Za co kocham życie?
    Po pierwsze, za to, że hojnie mnie obdarowało.
    Mam cudowną rodzinę, wspaniałego męża, jestem zdrowa,  mam pracę, rozum, mieszkanie, samochód i oczekuję na wymarzone, wymodlone, upragnione dziecko, poczęte z ogromnej miłości.

    Po drugie, za drobne przyjemności.
    Bo tak, jak w którymś z wywiadów powiedziała Ś.P. Ania Przybylska - jeśli nie będziemy umieli cieszyć się z drobnych przyjemności, to z niczego w życiu nie będziemy umieli się cieszyć.
     
  10. Moje największe marzenie?
    Jestem leciwą staruszką.
    Jest wigilia.
    Siedzę przy stole szczęśliwa z moim jedynym mężem, który nadal trzyma mnie za rękę, z trójką naszych szczęśliwych, zdrowych, spełnionych dzieci (i wszystkie zarodki zostały wykorzystane), z wnukami, które rozpieszczamy wspólnie z S. , z bratem i jego rodziną.
    Panuje atmosfera pełna miłości i radości - taka, jak zawsze podczas wigilii w moim rodzinnym domu.
    Śpiewamy kolędy - niezmiennie, odkąd pamiętam, zawsze je śpiewamy.
    Pod choinką leżą prezenty - znak, że niczego nam nie brakuje.
    O 23:30 idziemy wszyscy razem na Pasterkę, dzieciaki wywijają zimnymi ogniami a śnieg chrupie nam pod nogami.
    Słychać śmiech.

    I tak jak zawsze, niezmiennie, jesteśmy wdzięczni i szczęśliwi, że mamy to, co mamy.

***


Do dalszych zwierzeń, jeśli mają ochotę, nominuję:

Carrie z http://tamtaramtamtam.blogspot.com/ 
Magdę z http://paradozycia.wordpress.com/  (trzeba Ją czymś zająć, czeka na wynik transferu :)
Melkę z http://uwalnianie.blogspot.com/  ( o ile znajdzie chwilę między pieluchą a karmieniem )
Mamę Czupurków z http://www.czupurki.pl/ (póki ma jeszcze czas :)

powinno być 11 osób, ale to lista otwarta.. kto chce, pytania poniżej.
Dajcie tylko znać w komentarzu. 

Jeśli macie ochotę wziąć udział w zabawie, to pytam o:
  1. Pamiętasz moment, w którym podjęliście decyzję o dziecku? 
  2. Jakie są Twoje wyobrażenia odnośnie tego, jakie będzie Twoje dziecko?
    [ Wersja dla Melki: jak się mają wyobrażenia do rzeczywistości? ]
  3.  Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
  4. Jeśli nie musiała byś martwić się o pieniądze, to czym zajmowała byś się w życiu?
  5. Twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa?
  6. Za co lubisz siebie?
  7. 5 małych rzeczy, które Cię cieszą, to?

15 komentarzy:

  1. Oooooooo!!! jacię! ja mam oczy w mokrym miejscu, wiesz? Najpierw chciałam napisać, że potrzebuję się wprosić na dni kilka do Twojego domu rodzinnego w górach, bo zwariuję, jak się nie zresetuję i siebie nie odnajdę, a potem doczytałam do końca i mi się ciepło na duszy zrobiło... thanks!!! Z przyjemnością wezmę udział w zabawie. Cmok w czółko i w obojczyk - a co tam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, widziałam wpis u Ciebie na blogu i stwierdziłam, że to może słaby moment na jakieś archaiczne zabawy w złote myśli.
      Ale może paradoksalnie - opuścisz rozumem na chwilę ziemskie niesnaski i sobie pogrzebiesz w środku, to może podziała relaksująco :)
      Bucha :)

      Usuń
  2. PS. Ja też poznałam Małża w sieci. I to bardzo banalnie, bo... na Naszej Klasie, haha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe... ło kochana, nasza klasa to już lata świetlne po "moim" chacie :)
      Jak nasza klasa weszła to my z S. już chyba nawet razem mieszkaliśmy :)) (czyli pokonaliśmy pół świata, żeby wyszarpać swoje).

      Usuń
    2. Nieee :)) ale tam też czasami siedzieliśmy :))

      Usuń
    3. Melduję, że na pytania już odpowiedziałam. Zatem wiesz o mnie wszystko. Jestem łysawym mężczyzną z brzuszkiem w średnim wieku, ale cóż, nobody is perfect :)

      Usuń
  3. Oooooo!!! Jacięęęęęę! Ja też się mocno wzruszyłam. Szczególnie przy punktach 1 (mam bardzo podobną mamę do Twojej :-) ) oraz 10 (bardzo, bardzo o czymś takim marzę...). W ogóle ładnie to wszystko opisałaś.
    Oczywiście wyzwanie podejmuję - i muszę przyznać, że będę się musiała mocno zastanowić, bo mimo, że pytania wydają się być proste - to wcale takie nie są.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to "uf!" bo już się bałam, że mnie przegonicie z jakimiś dziwnymi łańcuszkami :)
      A pytania - fakt. Niby banalne, ale weź tu człowieku odpowiedz :)
      Buźka!

      Usuń
  4. Widzę, że pytania inne, więc będę się uzewnętrzniać dalej :)
    Aa, też mam inne pytania i zapraszam do dalszej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, bo byłaś również nominowana przez Iwonę? :) Nie zwróciłam uwagi, sorka.
      Ale ale, tak jak pisałam - chociaż Cię czymś zajmiemy i oderwiemy od rzeczywistości :-P
      Może i humor muchomor się poprawi :)

      Usuń
  5. Zazdraszczam Ci mamy i takiego wspanialego domu rodzinnego!

    Moglabym sie podpisac pod kazdym punktem z pytania 4. No, oprocz wzrostu, bo jestem dosc wysoka. ;) Ale malo nie spadlam z krzesla jak przeczytalam "glupia", bo z Twoich postow zawsze bije (przynajmniej dla mnie) taka bystrosc umyslu, ze czasem az glupio mi komentowac, bo boje sie, ze sama wyjde na idiotke! :p

    Ja tez poznalam malzona na czacie! Tyle, ze to byl czat dla Polakow w Hameryce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, ta magiczna moc czatów :))
      Internety łączą ludzi, nie ma co :))

      Usuń
    2. PS. Z tym "baniem się" komentować toś mnie rozwaliła, nie ma co ;)))

      Usuń
  6. Ale się fajnie czytało :)
    No i góry! Ja chcę w góry!!!!

    OdpowiedzUsuń