poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kiedy dawca nasienia staje się ojcem?



Zaczynając pisać ten post, nie wiem jeszcze, czy go opublikuję.
Jest mi najzwyczajniej wstyd opisać tą żenadę, jaką zafundował mi ojciec mojego dziecka w ostatnich dniach.
Wstyd za niego. Wstyd za mój związek. Wstyd, że taka sytuacja w ogóle mogła mieć miejsce.

Mój ostatni post, pisany zresztą w szpitalu, był ckliwy - o nim, jak to wypłakiwał się swojej babci, że taka jestem poszatkowana zastrzykami stymulującymi.
Oh, jakże ciepło mi było na duszy i sercu.
No, ale jako że równowaga w przyrodzie jest niezbędna, wszystko się zje**ło koncertowo.

W piątek leżąc w szpitalu wiedziałam, że on ma jakiś plan wyjścia na wieczór. Ja też byłam zaproszona, ale jakoś trudno by było wymknąć się z oddziału i wrócić niezauważoną..
Od początku ciąży przyjęłam świadomie taką strategię, że on może sobie imprezować jak dotychczas (zawsze mieliśmy dość luźne zasady w tym obszarze). Ja nie mogę - wiadomo. Ale on - cóż, niech chłopak ma. Byłam przekonana, że przecież doceni moje liberalne podejście i będzie się jakoś kontrolował i ograniczał - dla przyzwoitości, ze zwykłej uczciwości, ot tak po prostu.
Przecież jestem w naszej wyśnionej, wywalczonej, wyszarpanej ciąży - okupionej krwią, łzami i igłami.

Już wcześniej w czasie ciąży kilkakrotnie przegiął z alkoholem i po pewnej imprezie zwróciłam mu uwagę, że to jest nie fair, nie podoba mi się to i  powinien się hamować: jeśli nie ze zwykłej przyzwoitości to chociażby rozsądku i poczucia odpowiedzialności. Bo powinien być trzeźwy na ciele i umyśle gdyby się, nie daj Boże, coś wydarzyło. Przecież oboje jesteśmy odpowiedzialni za tą bezbronną istotkę we mnie, prawda?

A więc w piątek miał wychodne.
Ja co prawda leżałam w szpitalu, ale jako że była to raczej rutynowa wizyta, to jeszcze zamówiłam mu taksówkę pod dom, ze szpitalnego wyrka.. i przypomniałam o czymś (na wszelki wypadek), co było dla mnie jakby oczywiste: kontroluj się proszę i nie pij zbyt wiele, bo w sobotę wychodzę i trzeba będzie mnie odebrać ze szpitala.

W sobotę rano miałam w szpitalu troszkę stresów, bo nie dogadałam wcześniej do końca z doktorkiem planu gry. Ostatecznie, po smsowej konsultacji z prowadzącym, wypisałam się na własne życzenie. Nie było to dla mnie przyjemne. Czułam się jak idiotka, wypisując się na żądanie, kiedy w mojej karcie widniało, że dzień wcześniej trafiłam na oddział z rzekomym krwawieniem (co było ściemą, w celu podania mi immunoglobuliny - długa historia). Tak czy inaczej, czułam się kretyńsko. Musiałam własnoręcznie wypisać oświadczenie, że rozumiem zagrożenie, że wbrew zaleceniom lekarzy, że przyjmuję do wiadomości możliwość obumarcia płodu itd (brrrr).
Wiedziałam, że te moje dolegliwości to jest ściema, ale mimo to czułam się jak idiotka przed personelem tego oddziału i wręcz... bałam się wypisać.

Kiedy już byłam ready-to-go okazało się, że małżonek jest niedostępny.
Na moje prośby o kontakt, odbiór ze szpitala- odpowiedziała głucha cisza.

Stwierdziłam, że ok, trudno. Trochę się tego spodziewałam, bo on ma problemy z porannym wstawaniem, a już po imprezie to w ogóle.
Spakowałam więc swoją zbyt ciężką jak na dwa dni pobytu w szpitalu torbę i poczłapałam zbolała do wyjścia. Zbolała - bo Młoda dała mi niemiłosiernie do wiwatu, urządzając sobie jakieś aikido w moim brzuchu.
Zamówiłam taksówkę i podjechałam pod dom.

Dzwonie domofonem.

Zachlany głos dawcy nasienia: Halo?
Ja: Cześć, otwórz.
Zachlany: Yyy, <moje imię>?
Ja: Noo..
Zachlany: Osz kurwa..
Ja: Zejdź wnieść mi torbę [mieszkamy na 3cim piętrze bez windy]
Zachlany: Nie zejdę, źle się czuję. Zostaw ją gdzieś. W samochodzie na przykład.

Ręce mi opadły. Po kilku protestach, że aby ją wsadzić do samochodu trzeba ją podnieść, poddałam się i zrobiłam, co zachlany przykazał.
Wczłapałam się na górę, już raczej mocno podkurwiona.

I co zastałam??
Melinę.

Zachlany leżał w łóżku półprzytomny, nie był w stanie się nawet podnieść.
Jego czerwona od popękanych naczyń twarz dawała krótki komunikat, że było ostro rzygane.

W salonie na kanapie spał kolega.
Nigdzie nie mogłam znaleźć jednego z naszych 2 kotów.
Łazienka nosiła ślady rzygania a w domu panował ogólny rozp**ol.

Usiadłam za stołem w kuchni - brudna, wymiętolona, niewyspana, ze szpitalną opaską na ręku i zastanawiałam się, co ja mam właściwie zrobić w tej sytuacji.

Nerwy puściły mi na amen, kiedy kolega zaczął rzygać.

Wpadłam w jakąś histerię, szybko się ubrałam, złapałam kluczyki od samochodu i uciekłam z płaczem. Nie za bardzo miałam dokąd jechać, bo nie mam tu żadnej [własnej] rodziny. Jego babcia, która mieszka niedaleko, walnęła focha, że do niej mam nie jechać, bo ona się nie miesza.
Ostatecznie, zalana łzami, nie pamiętam jak, znalazłam schronienie u kumpeli, gdzie spędziłam cały dzień.

Nie wiem ile godzin minęło, zanim dawca nasienia zorientował się, że nie ma mnie w domu.
A jak się zorientował, to jaki komunikat otrzymałam?
A taki, o:

"Masz zamiar łaskawie wrócić do domu? Bo ja się źle czuję, pomogła byś i zaopiekowała się mną."


Wróciłam wieczorem.
Tylko po to, żeby się wykąpać, wypomadować i wyskoczyć na imprezę do znajomych.
Nie miałam za bardzo siły, ale nie miałam najmniejszej ochoty na siedzenie w tym padole łez, rzygów i rozpaczy.
Po powrocie spałam na kanapie.

Następnego dnia, tj. w niedzielę przyczłapał się do mnie dopiero po południu.
Ja, głupia-naiwna, myślałam, że jemu jest wstyd, że nie wie co ma zrobić i dlatego nie wychodzi z jamy, nie odzywa się.
Byłam przekonana, że będzie mnie przepraszał na klęczkach.

Człap, człap..
- Czy Ty masz do mnie za coś pretensję?

No i dowiedziałam się, że on mnie nie będzie przepraszał, bo nic się nie stało takiego a ja przesadzam i histeryzuję.

Powiem szczerze, że ręce i cycki mi opadły.
Opadłam z sił, nie chciało mi się nawet kłócić.
Trzęsąc się cała, z podkówką na twarzy, wycedziłam, że ma się natychmiast wynosić z domu albo ja to zrobię.

Po jakimś czasie troszkę się ogarnął, podjął dialog, podczas którego zanosząc się płaczem, wygarnęłam mu, jak cała sytuacja wygląda z mojej perspektywy.
Wyłam jak zarzynana foka uchatka.
Coś tam do niego dotarło, przeprosił - ale taka średnio przekonana jestem do tych przeprosin.
Podjął się zobowiązana abstynencji co najmniej do końca ciąży.

Wysprzątał mieszkanie, zrobił pranie, zrobił zakupy, nakupował specjalnych środków do dezynfekcji, żeby ogarnąć łazienkę (bardzo słabo znoszę obecność czyiś treści żołądkowych poza ich głównym miejscem przeznaczenia tj. żołądkiem. Mam jakąs fobię.)

I jakoś funkcjonujemy pod jednym dachem, choć ja nadal śpię na kanapie i rzygać mi się chce, jak na niego patrzę.
Zawiódł mnie na całej linii.
Po 15 latach związku zaskoczył i to zdrowo.
Jestem w 7mym miesiącu ciąży. 29 tygodniu.
Coś by się stało, urodziła bym lub cokolwiek (tfu tfu!) a dawca nasienia nawet by nie wiedział. O pomocy nie wspominając.

Podczas płaczliwej rozmowy zakomunikowałam mu, że ja potrafiłam pokazać moją miłość podchodząc do IVF. I nie oczekuję, że będzie mi dziękował, bo taki wybór był dla mnie naturalny. Jedyna możliwa droga. Ale miło by było, gdyby nie traktował mnie jak jakieś ścierwo.

I pogrążyłam się w rozważaniach, jak to jest z tymi facetami?
Kiedy oni przestawiają się na tryb rodzicielski?
Co to będzie, jak urodzi się dziecko?
Czy oni mają w ogóle jakiś instynkt?

Na ten moment mój stan umysłu jest taki, że mogła bym zostać samotną matką.
Obie byśmy były zdrowsze: zarówno Malutka jak i ja.

Klik.
< publikuj > 

PS. Błagam, oszczędźcie mnie w komentarzach.
Jestem już wystarczająco dobita..

61 komentarzy:

  1. No to nie wiem, co napisać, bo najchętniej bym go ostro zjechała. Tylko czy Ci to pomoże? Dla mnie akcja nie do pomyślenia. Babci kochanej też nie pojmuję.
    Przytulam Cię mocno. Nie odpowiem na Twoje pytanie, bo to chyba u każdego inaczej. Mój małż na tym etapie był już mocno zaangażowany. On chyba dorósł do roli ojca 3 razy zbierając mnie po poronieniach :(
    A kota znalazłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. isa, tak, kot się znalazł.
      Tego samego dnia, po 30 minutach kuszenia i miałczenia, wylazł wystraszony spod łózka.

      Usuń
  2. Mogę napisać tylko jedno-współczuję i doskonale Cię rozumiem i nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytacji tzn.czytając to myślałam o sobie jak wychodziłam ze szpitala i mogło by mi się coś takiego trafić choć mój małżonek póki co spisuje się na medal i oby tak zawsze.
    Brak mi słów na zachowanie Twojego "dawcy" i te jego przeprosiny to tak słabo biorąc pod uwagę co Ty przeszłaś.
    Myślę że musisz go trochę teraz wziąć na dystans-strzelić mega focha, nie wiem zrobić coś co nim wstrząśnie bo widzę że chłopak nie zdaje sobie sorawy z powagi sytuacji i tego że do jasnej ciasnej jest Twoim mężem a Ty jego żoną w upragnionej ciąży i nigdy nie wiadomo kiedy Ci będzie potrzebny.
    Życzę Ci kochana spokoju bo dla Ciebie i malutkiej spokój jest najważniejszy a co do emka to niech się facet ogarnie bo za momencik zostanie ojcem i chyba czas dorosnąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.
      Nie za bardzo wiem, co mam teraz zrobić, jak się zachować.
      Jesteśmy razem w domu, chodzę z nosem na kwintę - komunikuję się z nim prostymi, bezuczuciowymi komunikatami.

      Oczekiwała bym od niego jakiś bardziej wylewnych przeprosin, ale nie sądzę już, żeby sam na to wpadł.

      Usuń
  3. Współczuję i mocnooo Was ściskam...

    OdpowiedzUsuń
  4. Faceci generalnie mają problem z instynktem ojcowskim. Mój jak się dowiedział, że jestem w ciąży nie odzywał się do mnie przez 3 miesiące. Tylko zdawkowe tak, nie, jak chcesz. Przez całą ciążę sama jeździłam na wszystkie badania i wizyty. Czasem go tylko nachodziło, żeby mu usg pokazać. A teraz mimo, ze minęło prawie 2 lata też czasem nachodzą mnie myśli, że wolałabym być samotną matką bo On wszystko dezorganizuje. Ale teraz już z Młodym lepiej się dogaduje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To twój facet ma problem, nie generalizuj! Nasze dziecko jest wyczekane, mąż był na każdej wizycie, płakał przy porodzie a dzieckiem zajmuje się na równi ze mną.

      Usuń
  5. Trudne pytanie postawiłaś na koniec.... Czytając twój wpis, odniosłam wrażenie, że twój mąż ma problem z alkoholem, ta sytuacja wygląda na szkodliwe picie. Zaniedbał obowiązki, postawił alkohol przed członkiem rodziny... Może podrzuć mu parę linkow, testów (jest tego masa w internecie), Niech się ogarnie zanim urodzisz. No bo własnie, co by zrobił, gdybyś dostała skurczy? Nie mogłby zawieźć cię do szpitala, wejść z tobą na salę, być przy tobie... Strasznie smutne :(

    Na pewno nie warto go przekreślać, ale myślę, że powinnaś nim wstrząsnąć.

    U mnie było tak, że mieliśmy z mężem umowę, max jedno piwo pił, żeby w razie czego był przytomny i gotowy. Ja miałam problemową ciążę, nadciśnienie, jigdy nie było wiadomo, kiedy nastąpi skok i trzeba będzie jechać na izbę. Gdzieś tak od 7 miesiąca z własnej inicjatywy mąż zrezygnował nawet z tego jednego piwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeszcze niedawno bym przecząco zaprzeczyła głową, że nie ma problemu z alkoholem, ale teraz, po tej akcji, to ja już sama nie wiem.
      Bo rzeczywiście, słuszna uwaga - postawił alkohol ponad dobro najbliższych.

      Próbuję swoim zachowaniem pokazać, że jestem urażona jak nigdy, że oczekuję czegoś więcej niż zdawkowego "przepraszam" pod nosem.
      Ale nie wiem, czy coś wskóram.

      Usuń
    2. Pink, a może wyjedź do swojej rodziny? Przemyslicie sobie oboje, ale osobno, co dalej.

      Usuń
  6. Dałaś palec, wziął całą rękę, cóż oni tak mają. Z mężczyznami, trochę jak z dziećmi, trzeba wytyczać granicę i cały czas pilnować, żeby nie przekraczali.
    Mój nie pije i nie baluje, więc ten problem u mnie odpada a instynkt rodzicielski... myślę, że Ty sama już znasz na to pytanie odpowiedź, nic się nie zmieni z dnia na dzień, nie stanie się nagle oddanym i zaangażowanym ojcem, ucieszy się z narodzin dziecka a potem wróci do swojej rzeczywistości. Większość obowiązków spadnie na Ciebie a Ty będziesz chodzić i się wkurzać, że przecież to Wasze dziecko a ten związek miał być taki partnerski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze to podsumowalas, oni wracają do swojej rzeczywistości, a nasza już nigdy nie jest taka jak przed dzieckiem...

      Usuń
    2. Kurde, to jest przerażające.
      Zaczyna mnie to poważnie przerażać.
      Nie mam zamiaru wychowywać dwójki dzieci.

      Dziwiłam się troszkę mojej koleżance, która po wpadce wyszła za mąż a potem wyrzuciła męża z domu i ten mieszka u matki. Stwierdziła, że tak będzie lepiej dla niej i dla dziecka.
      Teraz mogę powiedzieć, że rozwiązanie wydaje mi się bardziej zrozumiałe.
      Może nie idealne, nie bez wad, ale.. jestem sobie to w stanie wyobrazić.

      Usuń
  7. Faceci tak po prostu mają - niestety. Mókj mąż też zabalował w piątek - do tego stopnia, że nie trafił w kod domofonu i zerwał mnie na równie nogi dzwoniąc w środku nocy (dobrze że chociaż pamiętał numer mieszkania), walcząc z domofonem zostawił pamiatkę centarlnie przed wejściem do klatki schodowej w postaci swoich wymiocin (które odkryłam rano wychodząc do sklepu) a później jeszcze jedną w naszym łóżku, musiałam więc zmieniać pościel ok. 3 w nocy. Przepraszał później i powtórzył z 10 razy jaki to człowiek jest głupi czasami, ale tych "atrakcji" nie wymarze. Co do ojcostwa to nie wypowiadam sie, bo my jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, ale to na mnie spoczął obowiązek szykowania mu leków i witaminek (czynnik męski w naszym przypadku) i z przyzwoitości zadbałby o siebie, żeby wyhodować jak najwięcej zdrowych plemników, ale jakoś nie kojarzy że jego tryb życia ma na nie wpływ :( Tak już mają, co nie zmienia faktu, że na Twoim miejscu byłabym też bardzo wkurzona!!! Trzymajcie się cieplutko!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zgodzę się, że mężczyźni tak mają, naprawdę nie wszyscy. Nie możemy tak do tego podchodzić, bo tym samym dajemy im przyzwolenie na takie szczeniackie akcje. Znam mojego męża 7 lat i ani razu nie spił się tak, żeby rzygać czy nie panować nad sobą. Nie jest abstynentem :) Raz był na męskiej imprezie w górach i może tam się działo, no ale mnie tam nie było ;)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Isa - to my, mamusie i partnerki robimy z facetów fajtłapy i zawalidrogi i ze wszystkiego rozgrzeszamy.
      Kolejne dwuletnie dziecko, tylko bardziej pyskate.
      Idzie w poplamionej i pogniecionej koszuli - jak go żona z domu wypuściła, zakupów nie zrobił, bo przecież żona nie powiedziała, że czegoś potrzeba i na karteczce nie zapisała. Dziecko poszło do przedszkola w bluzce na lewej stronie i dwóch różnych butach - no tak, hihi, tatuś ubierał, ale się stara i pomaga.
      A już w ogóle POMAGA doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo zakłada, że to są kobiece obowiązki, które on z miłości, czy dobrego serca łaskawie bierze na siebie. To nasz dom i nasze obowiązki i samo się nie zrobi, a jak nie chce robić, to niech zarobi na gosposię.
      Kobieta zachowująca się "typowy, normalny" facet i "tak mająca" zostałaby odsądzona od czci i wiary przez inne kobiety, a facet pozwalający jej na to wyśmiany przez kolegów.
      A my pokiwamy główkami nad nieodpowiedzialnymi facetami i powiemy koleżance, że haha, to takie duże dzieci, nie myślą o codziennych sprawach, o wszystkim trzeba powiedzieć i jeszcze pochwalić, że potrafił zgrzewkę wody przynieść. A jak jeszcze sam z siebie to zrobił to ojoj, medal i jakiego Ty masz męża.

      Mój przy żonie, która była dobrą, polską żoną, też nie robił prawie nic w domu (firanki po praniu wieszał i śmieci wyrzucał). Też bym nie robiła, jakby ktoś zrobił za mnie, i jeszcze torpedował moje próby pomocy. Przy mnie jest najbardziej obrotnym, zaradnym partnerem, jakiego widziałam. I to nie tak z kolei, że ja go trzymam pod pantoflem i nic nie robię, a on zasuwa. Jakoś wspólnie ogarniamy to, co trzeba zrobić.

      To nie faceci tak mają, tylko my im na to pozwalamy w związkach.

      Usuń
    3. @mala mi
      Well... mój również balował w piątek, więc może oni razem balowali,co? :)
      Taka średnio przyjemna sytuacja.
      Co do latania za nim z witaminkami - byłam tam, przerabiałam, opisywałam na blogu nawet.

      @isa & wężon
      Zgadzam się z Wami, że nie ma czegoś takiego jak uwarunkowania płciowe.
      Tu akurat jestem wyznawczynią ideologii gender, która mówi o tym, że ten cały bełkot o różnicach płciowych to nic innego jak stereotypy społeczne. I w tych stereotypach jesteśmy wychowywani, chłoniemy je i potem niestety - wielu je powiela.

      Nie wiem dlaczego, ale odkąd pamiętam, zawsze mówiłam, że "nie będę prała brudnych skarpet i podawała papci facetowi". Odkąd skończyłam chyba... 7 lat. Jak słowo daje.
      Chociaż wychowywałam się w tradycyjnej góralskiej rodzinie, gdzie kielonek poganiał kielonek a zasranym obowiązkiem kobiety było, żeby kotlecik z zupką parowały na stole zanim pan i władca wejdzie do domu.

      Jak mój ojciec zajeżdżał na podjazd przed domem to moja matka o mało zawału nie dostawała potykając się o własne nogi, żeby mu nakryć do stołu.
      Zostawił nas jak miałam 15 lat dla jakiejś wypindrowanej paniusi robiącej karierę (która go puściła z torbami btw.).

      Może dlatego jestem UCZULONA na NIE PARTNERSKIE związki i mój S. od zawsze wiedział z kim się wiąże.

      A jak słyszę teściową z tekstem że "musisz się przyzwyczaić, faceci tak mają" to wybucha wojna. Chodziaż nie - ona się już chyba nauczyła i nie wyskakuje z takimi tekstami.

      Oboje mamy dwie ręce, dwie nogi i głowę.
      Oboje pracujemy (no dobra, ja aktualnie nie, ale produkuję człowieka, co nie?) więc nie widze powodu dlaczego to ja, kobieta, miała bym robić więcej.

      Co on, kuźwa? Programować potrafi a guzika w pralce nie umie wcisnąć?
      Albo skleić jajecznicy?

      Będą się od tego migać dopóty będą wychowywani w domach, w których powiela się ten cholerny model niewolnictwa. I jak nam się trafi taki egzemplarz, to chyba ciężko będzie to zmienić- ale nie możemy się na to zgadzać.

      Jego mama znała sytuację weekndową od podszewki, bo akurat zadzwoniła jak płakałam. Przez telefon zapierała się, że ona z nim już sobie pogada (abstrahując czy jest słuszne mieszanie teściowej czy nie). I co? Przyjechała wczoraj rano z bułkami i serkiem na śniadanie a synusiowi kupiła perfumy. Słowem się nie odezwała i jeszcze się mnie pytała, czy mu nie zrobię na śniadanko bułeczki z twarożkiem.
      - Ma dwie rączki, jak będzie chciał to sobie zrobi.

      Koniec dyskusji był.

      Usuń
    4. ThePinkThink współczuję, ale mała mi, nie generalizuj - to nie prawda, że "Faceci tak po prostu mają", zależy jacy faceci.

      Usuń
    5. Pink, dokładnie. Wkurzają mnie te teksty: kobieta pracuje na półtora etatu, kobieta odpowiada za dom itd. . Jeśli oboje pracują, to po pracy też razem robią, jeśli nie, to kwestia umowy.
      Ale tradycję trudno wyplenić. U nas na osiedlu jest 16 domów. W każdym wykształcona kobieta i facet. Informatycy, pani sędzia, lekarka, inżynier, nauczycielka itd. I w KAŻDYM domu, oprócz naszego, podział jest raczej tradycyjny. Nie tak karykaturalnie, że kobieta tylko w kuchni, ale jednak to one zdecydowanie więcej ogarniają. Jak jest sąsiedzkie spotkanie, to one skaczą wokół gości i donoszą. U nas to ja siedzę, bo jednak większość przygotowałam, a on przynosi, dolewa napoje i odnosi. I te dziewczyny patrzą na to ze zdziwieniem i lekką zazdrością.
      Jak mamy babski wieczór i narzekają na mężów, to ja się przeważnie nie mogę dołączyć, albo same mówią mi milcz. :)

      I to jest reprezentacja górnej części społeczeństwa, osób młodych, wykształconych, zamożnych. Potrwa wieki, zanim się zmieni pogląd na obowiązki domowe w całym społeczeństwie.

      Jak facet w domu gotuje, czy prasuje, to dlatego, że lubi, a nie dlatego, że oboje nie lubią, ale ktoś musi. Facet robi co chce, a kobieta resztę tego, co musi być zrobione.

      A jak jest dom, gdzie facet robi wszystko to przegięty w drugą stronę - z nieczułą suką robiącą karierę po 20 godzin na dobę lub alkoholiczką.
      A mnie się marzy, że gospodarstwo jest wspólne i nikt się nie dziwi, że razem w nim pracują.
      A tak szczerze, to każda ma, na co sobie pozwala, u mnie jest tak jak my chcemy, a jak któraś chce sama wszystko robić, to jej sprawa. Mogę walczyć o te, które chcą coś zmienić.

      Usuń
    6. Tu możemy sobie przybić piątkę, bo ja zawsze byłam walcząca w tej kwestii.
      I to się raczej nie zmieni.
      Muszę przyznać, że mój S. nigdy w życiu nie miał do mnie pretensji, że np. - nie ma obiadu.
      Albo sam coś zrobi albo - częściej - zamówi z dostawą do domu.
      Goście jak ostatnio byli, to on ugotował danie główne i goście byli zachwyceni, że aż zazdrocha mnie brała.
      Teraz kiedy jestem w ciąży to wszelkie cięższe rzeczy typu szorowanie piekarnika, szorowanie mozajki pod prysznicem itd - robi on.
      W obecnym mieszkaniu mieszkamy już 4 lata i dotychczas podłogę w całym mieszkaniu mopowałam może... 4 razy. Zawsze robi to on.
      Okna przed świętami umył mi brat :)
      A ja się umiem odwdzięczyć dobrą lazanią na kolację czy poranną kawusią do łóżka.

      Ja wybieram takie życie, aczkolwiek nie będę wchodzić w paradę bardziej "tradycyjnym" związkom.
      Jeśli obu stronom to pasuje, to luz.

      I jeszcze odnośnie tego picia alkoholu, bo padły tu w komentarzach takie opinie, że niektórzy faceci nie wychodzą na męskie imprezy albo nie upijają się.
      Cóż... u nas w związku jest raczej pełna zgoda na to, że wychodzimy bez siebie i balujemy, kiedy nam się podoba. On nie raz zalał się w trupa. Nie raz w trupa zalałam się i ja.
      Także mamy raczej luźne podejście i nikt nikomu jakiejś katorżniczej afery nie robił.

      A że w ostatni piątek na tym luźnym podejściu sama się poślizgnęłam, to już inna bajka.
      Widzę, że on widzi, że zachował się skandalicznie i jest milutki jak baranek Shone.
      Ja sobie jeszcze pośpię na tej kanapie, jak on taki milusiński się zrobił :)
      [ chociaż chętnie bym się już w niego wtuliła ]


      Usuń
    7. Pink, pozytywne zakończenie afery się zbliża. :) oby z wnioskami na przyszłość.

      My mamy jeszcze lepiej w kwestii sprzątania, bo co tydzień przychodzi sprzątaczka. Jak jesteśmy ze sobą 7 lat, tak jeszcze nigdy żadne z nas okien nie myło. Ani nie szorowało prysznica. A codzienne sprawy jakoś dzielimy - ja piorę i gotuję/ zarządzać gotowaniem, on odkurza i zajmuje się zmywarką.
      Nie mamy nabożnego stosunku do obiadu. Nie jest to ocś, co codziennie musi stać na stole. Jak mam nastrój gotuję, korzystamy też z mrożonych dań, zamawianych coś, albo jemy kanapkę.

      Usuń
    8. Wężon, to widzę że w domowych tematach jesteśmy dusze pokrewne.
      Do sprzątania też przychodzi do nas od czasu do czasu pani sprzątająca - ale jako że jestem w domu ostatnio, to staram się jakoś sama ogarniać. Co sprawia mi też niejaką przyjemność, bo wcześniej zawsze byłam w pracy, także pewna odmiana.

      A obiady - u nas stosunek iście pogański :) Dopiero ostatnio zaczęłam regularniej gotować, będąc w domu. Ale dziś na przykład S. przywiózł ... burgery z takiej fajnej burgerowni :) Także tego.
      Dogadzamy sobie kulinarnie, nie powiem - ale bardzo często albo z dostawą, albo na mieście.

      Usuń
  8. To masz szczęście!!! Mój mąż też nie ma problemów, zdażyło mu się to po raz pierwszy (do tego stopnia). Z mojego doświadczenia jednak wynika, że to kobiety są bardziej odpowiedzialne, myślą co będzie jutro, co się może zdarzyć i co mamy jeszcze do zrobienia. Żeby nie było wątpliwości - kocham męża, ale mimo że jest naprawdę fajnym człowiekiem to czasem zachowuje się jak gówniarz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie pytanie brzmi - dlaczego to my jesteśmy bardziej odpowiedzialne? To raczej nie kwestia hormonów, tylko wychowania. Dlatego zrobię wszystko, żeby mój synek wyrósł na odpowiedzialnego faceta :)

      Usuń
    2. ... może nie hormonów, ale genów trochę tak. Czytałaś/słyszałaś o badaniach, w których wykazano, że mężczyźni mają przeważającą skłonność nad kobietami do podejmowania idiotycznego ryzyka? http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1602891,1,mezczyzni--sklonni-do-ryzykownych-zachowan-i-nie-tak-bystrzy-jak-kobiety.read

      Usuń
  9. Pink, akcja nieciekawa fakt. I jeszcze ten brak poczucia winy.
    Nie będę nic radzić, bo nie znam szerszego tła.
    Zresztą pisałaś to pod wpływem dużych emocji i sama wiesz, że 15 lat to kupa czasu i jedna akcja nie zniszczy związku.

    Czy takie imprezy, pijane powroty często mu się zdarzają w czasie ciąży? Żyje jak przed ciążą? Imprezuje mniej, czy więcej? I najważniejsze, czy rzeczywiście wytrzyma do końca ciąży i czy będzie to dla niego ciężkie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Napiszę tak. Za plus biorę fakt, że imprezę zrobił w domu, że nie szlajał się po knajpach, że "tylko" jeden kolega się ostał i że posprzątał później. Duży minus, że nie odebrał Cię ze szpitala, że nie widzi nic złego w upijaniu się "w trupa" i że zdarza Mu się to "czasem"...
    Nie napiszę nic mądrego, ale jedno Ci powiem - po narodzinach dziecka będzie jeszcze gorzej, bo dojdzie stres, zmęczenie, niewyspanie. Dziecko wymaga 150% zaangażowania, trzeba być na każde jego zawołanie, plus prowadzenie domu, bo ogarnąć chatę trzeba, koty nakarmić trzeba, kuwetę posprzątać też ktoś musi, a i jeść trzeba, wyprać, rozwiesić itd.,. itp.. "Dawca" idzie do pracy, a ty "siedzisz" w domu. On wraca zmęczony, a ty cos od niego wymagasz, chcesz żeby cos zrobił.
    Kiedy pojawiła się nasza Haniula- dziecko wyczekane, wymodlone - oj działo się i to mocno. Jakieś pół roku przepychaliśmy się, kłóciliśmy, rozwodziliśmy się, godziliśmy - huśtawka emocjonalna taka z wymiotami w tle. Teraz po prawie roku jest lepiej. Ja w końcu odnalazłam się w roli mamy - ale to inny temat - a mąż przejrzał na oczy, żę "siedzieć" w domu to nie to samo co siedzieć przy biureczku i odbierać telefony;-0 Jeden plus na konto mojego męża dorzucę - od początku w pełni był zaangażowany w czynnościach związanych z Córeczką- kąpanie, przewijanie, spacery, przygotowywanie mleka itp.
    To wszystko co niesie ze sobą macierzyństwo jest cudne i trudne jednocześnie. Nagle musisz zrezygnować z "siebie" i na świeczniku postawić dziecko, prezesa, które nie znosi lenistwa i opieszałości;-0 A facet najlepiej się uczy, kiedy zostaje sam na sam z maleństwem, kiedy wychodzisz choćby do sklepu, czy na dłużej do kosmetyczki.
    Mam nadzieję, że emocje już opadły;-)))
    Dacie radę tylko mniej emocji a więcej dystansu - czego Tobie i sobie życzę;-)))
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycja dzieki za komentarz. Myslam ze tylko ja tak mam.

      Usuń
    2. Patrycja- u nas identycznie, tylko, że Mała ma 5 miesięcy, więc my jesteśmy na etapie kłótni i rozwodu przeplatanego godzeniem się na tydzień. Mówisz, że po roku jest lepiej? Zobaczymy;/
      Ewelina

      Usuń
  11. Eh, szybko i z bijącym sercem przeczytałam Twój post. Myślę, że faceci mają w sobie zapisany jakiś defekt..oni ciągle uważają, że są przemęczeni naszą niepłodnością, obowiązkami, pracą i muszę się odstresować. Tylko kiedy my mamy się odstresowywać ? Zwłaszcza Ty będąc w ciąży, tej wymarzonej - powinnaś mieć 24h jego opieki. Przykre to, ale chyba właśnie przez to my walczymy o ciążę, my w niej jesteśmy, my rodzimy...nie faceci.
    Ściskam Cię mocno ! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ech, napisałam spory komentarz i go skasowałam. No bo nie chcę już wracać do tego co było u mnie. A było znacznie gorzej. Prawie się rozstaliśmy.
    W każdym razie jeśli się boisz, że Twój może mieć jakiś problem z alkoholem - prześwietl dokładnie jego rodzinę. Czy rodzice nie pili, dziadkowie i tak dalej. Ta choroba przechodzi z pokolenia na pokolenia (ale nie musi - czasem jest wręcz odwrotnie i osoba wychowana w dysfunkcyjnej rodzinie jest absolutnym przeciwnikiem alkoholu).
    Podejrzewam jednak (gdyby Twój facet faktycznie był alkoholikiem prawdopodobnie na tym etapie nie przyznałabyś się Tu do tego jego wybryku, zataiłabyś to albo starałabyś się go jakoś wytłumaczyć). że po prostu zachował się jak gówniarz, poużalał się chwilę na sobą że mu się kończy "kawalerskie" życie, popłynął a potem starał się zbagatelizować sprawę bo może uda się to jakoś załagodzić tanim kosztem.
    Myślę, że Twój wyjazd teraz nie będzie dobrym rozwiązaniem i nie dawaj mu nawet możliwości aby sobie pomyślał, że w razie czego wyjedziesz do rodziny która się Tobą zaopiekuje a On jeszcze przez chwilę będzie mógł się poczuć beztroskim chłopcem. W pewnym momencie facet musi poczuć, że jakby nie było teraz już zawsze będzie odpowiedzialny za was. Zawsze. I nawet, kiedy zdezerteruje albo miłość się skończy (różnie bywa) pozostaje odpowiedzialność finansowa.
    Jesteś silną, zaradną i przedsiębiorczą kobietą. Przy takich babkach faceci często sobie folgują bo najzwyczajniej nie muszą się wysilać.
    Co jeszcze? Uderzyło mnie na Twoim przykładzie jaki m in. błąd ja popełniam. Też sama robię zakupy. A już nie powinnam. Pora poprosić (albo zażądać w moim przypadku;)) pomocy.
    Niestety nie jesteśmy już samowystarczalne (wiem, ciężko to przyjąć do wiadomości) i pora zacząć gonić naszych "chłopców" do wszystkiego.
    A już na samym końcu napiszę, że już nawet nie o alkohol chodzi. Bo nie tylko rodziny z alkoholikami są dysfunkcyjne. Jeśli w domu zaczyna się źle dziać, są kłótnie, wzajemna agresja czy po prostu zimna obojętność to pozostawanie w takim związku nie ma najmniejszego sensu. Tym bardziej kiedy jest dziecko. Męczenie się ze sobą za wszelką cenę "dla dziecka" jest dla mnie tylko marną wymówką.
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, zachował się jak idiota, coś z tym alkoholem nie dograło tym razem, ale alkoholikiem nie jest na pewno. Wiem co mówię - jestem z góralskiej rodziny, gdzie sami alkoholicy, jak jeden mąż.
      Jeśli ktoś miał by mieć to we krwi - to właśnie jestem ja.

      Myślałam w krytycznym momencie o wyjeździe do rodziny, ale to 300 km prawie a ja w czwartek mam znowu wizytę u lekarza, więc - bez sensu.
      Czy to by było dobre, czy złe wyjście - nie wiem.

      I tak wybieramy się na południe w piątek lub sobotę - już na święta.
      Miałam takie przebłyski, żeby go olać na święta i jechać sama - ale stwierdzam, że mi chyba trochę wkurw zaczyna puszczać.

      Widzę po nim, że wie, że zjebał po całości.
      Chodzi trochę bokiem, jakby się bał, że za raz się na niego rzucę i zaduszę tym wielkim brzuchem.
      Zaczyna mnie to troszkę bawić.

      Wygadałam się też dziś mojej mamie - i... byłam zaskoczona, bo myślałam, że bardziej się wkurzy. Albo jej reakcja była trochę słabsza niż moja, albo po prostu nie chciała jeszcze dolewać oliwy do ognia.
      Plus wygadałam się tutaj. I czuję, że schodzi ze mnie ciśnienie.

      I chwała Bogu, bo biedne to moje dziecko.

      Jasna sprawa, że nie będę niczego przekreślała, przez jeden taki wybryk, bo to był by absurd i egoizm z mojej strony - wszak nie chodzi o moją dumę ale o NASZE dziecko.
      Z drugiej strony nie mogę powiedzieć, że daje ciała ciągle, podczas tej mojej ciąży - jest przy każdym USG, czynnie uczestniczy, pomaga mi, czyta nawet Tracy Hogg!

      Na tym zakończę, bo zaczynam go bronić.
      A fe.

      Tak czy inaczej - rety, jak dobrze, że można wygadać się na blogu.


      Usuń
    2. No pewnie, że wygadanie się a jeszcze lepiej wypisanie pomaga. Pozwala złapać dystans;)
      Cieszę się, że czujesz się już lepiej. A pod wpływem emocji, na gorąco to każdy ma takie myśli i uczucia.
      Buziaki:*

      Usuń
  13. Jezuuuuuu wywaliłabym z tego trzeciego piętra!
    Ja w ciąży nie jestem i pewnie nie będę,ale znam mojego Męża na tyle (a i On mnie zna już dobrze) że jestem pewna,że takich sytuacji nie będzie, bo jeśli by się zdarzyła, to buda dla psa na dworze byłaby dla niego zbyt dużą wygodą.Podziwiam Cię i współczuję.Mam nadzieję że pójdzie po rozum do głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ja też jeszcze w piątek ręczyła bym za niego, że takiego numeru nie wywinie.
      Życie jest jak pudełko czekoladek chyba faktycznie.. ;)

      Usuń
  14. Uch...

    Ja bede z tych, ktore twierdza, ze chlopy to maksimum "dojrzalosci" emocjonalnej osiagaja gdzies w wieku 21 lat i na tym poziomie juz pozostaja... :/ Co do imprez to akurat tego mojemu M. nie moge zarzucic, bo w ciagu 7 lat malzenstwa, na palcach jednej reki moge policzyc ile razy spil sie na tyle, zeby puscic pawia... Co wcale nie znaczy, ze moja ciaza to bylo dla niego jakies olsnienie czy cud. O nie! Trzy lata staralismy sie o nia! Na rowni ze mna twierdzil, ze pragnie dziecka, byl przy kazdym negatywnym tescie i pocieszal przy kazdej mojej histerii na wiesc o kolejnej ciazy w rodzinie... W koncu w ta upragniona ciaze zaszlam. Ja spedzilam 9 miesiecy w ciaglym przerazeniu, ze cos moze pojsc nie tak, trzesac sie nad soba jak nad jajkiem. A maz? Przyjal moja ciaze jakby to bylo cos oczywistego... Na wizyty zaczal chodzic w 9 miesiacu kiedy zamienil prace na nocna zmiane. Wczesniej nie uznal wizyt lekarskich czy usg za wystarczajaco wazne, zeby urwac sie z pracy i mi towarzyszyc, mimo ze wielokrotnie prosilam. Nie pojechal nawet na usg polowkowe! Kiedy pokazywalam zdjecia maluszka, wzruszal ramionami, ze nic tam dokladnie nie widac. Dobrze, ze przy porodzie byl, chociaz juz "po" stwierdzil, ze jedzie do domu porzadnie sie wyspac, bo jest zmeczony (wtf, ja w koncu bylam wypoczeta i rzeska jak skowronek!). Dla scislosci, w moim pokoju w szpitalu byla rozkladana kozetka, na ktorej mogl sie przespac...
    Teraz ta lepsza czesc. M., po takim kiepskim podejsciu do ciazy i oczekiwania, ojcem od poczatku byl wspanialym. Od dnia narodzin kapal, przewijal, nosil, zabawial. Kiedy maluchy mialy po 12 tygodni, ja wracalam do pracy, a maz, po nocce, wstawal przed 7 zeby zajac sie dziecmi do 16 kiedy to ja wracalam z pracy. Do dzis opieka nad Bi i Nikiem to dla niego zadne zadanie, robi to z przyjemnoscia.

    Mimo wszystko, facet to facet, im czasem chyba brak wyobrazni. Ostatnio, podobnie jak wiele razy wczesniej, zalilam sie u siebie na blogu, ze moj M., jak wiekszosc chlopow, zamiast pilnowac dzieciaki na placu zabaw czy w innym publicznym miejscu, gapi sie w telefon. Ech...

    A co do babci, to brak slow... Dzien wczesniej dzwoni, zeby ckliwie opowiadac o wspanialosci wnusia, a jak wnusio narozrabial, to ona sie nie miesza, no ku*wa... Sorki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata,
      dzięki - dajesz nadzieję, że jest jakieś światełko w tunelu i być może czeka mnie lepszy los niż utkwienie z nosem w pieluszce, bez żadnego jego wsparcia.

      Wiesz, ja nie mogę powiedzieć, żeby moja ciąża była pasmem jego niepowodzeń i wtop.
      Chodzi na każe USG i cieszy się z niego jak dziecko (na wizyty nie- ale tu sama mu zasugerowałam, że ważenie i mierzenie ciśnienia to nic fascynującego), przejął więcej obowiązków domowych niż wcześniej, jak byłam w szpitalu na początku ciąży to był codziennie, z jakimś fajnym jedzeniem.

      Co nie zmienia faktu, że tą plamę trudno będzie sprać.
      Buźka.

      Usuń
  15. No zawalił po całości ;D śmieję się, ale tak życzliwie, bo może kiedyś będziesz to opowiadała dziecku w trochę okrojonej wersji i nawet się z tego śmiała ;) Kuźwa nie wiem co w tych facetach siedzi, że potrafią taki numer wywinąć, no ale tak mają. A my cholera nie możemy... Współczuję Ci cholernie takiej przygody, ale spoko spoko, są szanse, że po porodzie instynkt mu się włączy i będzie świetnym ojcem. Ja tez się bałam, a przez pierwsze miesiące zachowywał się jak super-tato-bohater i urósł w moich oczach tak, że aż mi dziwnie. Bo się nie spodziewałam , że facet tak może. Pomagał jak się dało, a za córkę by zabił hehe. Ale to nie tak, że jest tylko różowo, ale zobacz, jak z moim się udało, to i dla Twojego jest szansa hehe ;) I dobrze, że bokiem chodzi, jakaś nauczka musi być, a co! Ale za jakiś czas wszystko wróci do normy, tylko musisz na to pozwolić, jeśli chcesz ;) Takich rzeczy się szybko nie zapomina, ale można je brać na klatę, jeśli się nie powtórzą. Życie. Nie złość się już, bo maleństwo czuje to co Ty :P Uszy do góry i pogłaszcz brzuszek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mazenka, dzięki za dobre słowo :)
      Fakt faktem, trochę mi już ciśnienie zeszło i chyba bardzo mi pomogła rozmowa z mamą.

      Historia ewolucji Twojego Małża daje nadzieję na jakieś światełko w tym tunelu ;)

      Usuń
  16. Ale bym się wku****a po takiej akcji !!! Najpierw bym zbluzgała z góry na dół, potem urządziła scenę z tłuczeniem talerzy i waleniem drzwiami (choć wiem, że w ciąży nie powinnaś się denerwować - ale jakoś on o tym nie pomyślał, serwując Ci takie atrakcje), później musiałby bardzo długo i mocno się starać, żeby z powrotem wkupić się w moje łaski, a dopiero na samym końcu BYĆ MOŻE wybaczyłabym i puściła w niepamięć (ale z zastrzeżeniem "żeby mi to było ostatni raz!").

    Można sobie tłumaczyć, że faceci są jak dzieci,że cierpią na niewyleczalny syndrom Piotrusia Pana, że w swoim rozwoju emocjonalnym zatrzymują się gdzieś między 17 a 20 rokiem życia i dalej ani rusz. Ale jeśli my, kobiety, będziemy ciągle ich w ten sposób rozgrzeszać i tłumaczyć ich nieodpowiedzialne, szczeniackie zachowanie setkami najróżniejszych, zupełnie niezależnych od nich czynników - to w pewnym momencie facet składa się już tylko i wyłącznie z własnego "znów dałem dupy" oraz z naszych usprawiedliwień.

    U mnie wygląda to tak, że M. - owszem - wychodzi czasem z kolegami do pubu, na jakiś meczyk albo fast fooda, ale doskonale wie, że musi trzymać się wcześniej ustalonych przez nas zasad (na które sam się przecież zgodził i których nawet nie trzeba mu dwa razy powtarzać). Jeśli wróci pod zbyt dużym wpływem (co do tej pory nigdy mu się nie zdarzyło) - może mościć sobie wygodne gniazdko w piwnicy albo na klatce schodowej, bo do mieszkania na pewno go nie wpuszczę. Tym bardziej teraz, kiedy pojawiło się dziecko, po prostu nie wyobrażam sobie sytuacji, w której on baluje z kumplami do upadłego, a ja siedzę z Bąblem w domu i zamartwiam się nie tylko o marudne, przeziębione i zasmarkane dziecko, ale jeszcze o tatusia, żeby mu ktoś w tym jego barze po pijaku zębów nie wybił :)

    Można się z tego śmiać (i na pewno za jakiś czas oboje będziecie to robić), ale jeśli teraz nie wyznaczysz mu jakichś granic i konkretnych reguł gry, to z czasem będzie pozwalał sobie na coraz więcej - a alkohol i imprezki traktował jako odskocznię od płaczącego w domu dziecka i przemęczonej, gderliwej żony (istnieje oczywiście szansa, że po przyjściu na świat Maleństwa się taka nie staniesz, ale z doświadczenia własnego i koleżanek śmiem twierdzić, że jest ona raczej nikła) ;)

    Dlatego do roboty ! Weź go porządnie za łeb - niech się kaja, bije w piersi, okaże choć odrobinę skruchy. A przede wszystkim - nigdy więcej takiego cyrku nie odstawia !

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiem, że może mnie zlinczujecie za to co powiem, ale a propos domowych obowiązków - nie macie tak, że wolicie zrobić same niż później poprawiać czy pokazywać palcem?? (ja kiedyś nakryłam mojego męża jak odkurzał i nie wysilił się, żeby podnieść do góry malutki chodniczek - taki łazienkowy, tylko odkurzał wkoło niego!! Ręce mi opadły!!! :( Wiem, że to niewychowawcze ale zabrałam ten odkurzacz i zrobiłam sama, znowu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mala mi, spoko, każdy ma swój sposób :)
      Ja po prostu ochrzaniam, jak mi coś nie odpowiada.

      Z tym, że u nas to on jest tym dokładniej sprzątającym a ja odkurzam dywanik wokół ;)
      Ale do tej pory byłam zajęta czymś innym niż domowymi pieleszami (głównie praca i przyjemności) a czyszczeniem domu zajmowała się dochodząca od czasu do czasu pani sprzątająca.

      Usuń
  18. Przytulam Ci mocno i mam wielką nadzieję, że to już się nie powtórzy. Jest Ci przecież potrzeby spokój!
    Mogę tylko napisać dwie rzeczy:
    1) Mój mąż zafundował mi w 1 ciąży coś dużo gorszego... naprawdę, zastanawiam się do dziś, jakim cudem w tych nerwach wytrzymała mi skrócona porządnie szyjka i nie urodziłam przedwcześnie. Nie piszę tego, by cokolwiek porównywać - piszę, bo nadal jesteśmy razem i się dogadujemy. I jakoś to udało się przetrwać.
    2) Chcę odpowiedzieć na Twoje tytułowe pytanie: z całą pewnością wiem, kiedy to się dzieje. Widzę to po swoim mężu i wielu partnerach innych kobiet. Ojcem ojciec staje się dopiero, gdy dziecko jest na świecie. I staje się naprawdę.
    Całusy!!! Dużo spokoju!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, dzięki.
      Jest już wiele, wiele lepiej.
      S. tak się przestraszył, że chodzi jak trusia, jest usłużny, robi mi jedzenie nawet nieproszony, znosi wszystkie moje fochy w milczeniu.
      Me like it :)

      Buziaki.

      Usuń
  19. Przeczytałam. Chłop zawalił bez dwóch zdań. Daj pomyśleć - odpiszę konkretniej. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam wszystkie komentarze. Fajowa dyskusja się wywiązała. Zgadzam się z Wężonem i z Tobą i... naprawdę mamy w związkach podobnie jeśli chodzi o partnerskie podejście do obowiązków. Ostatnio jedna z koleżanek dziwiła się, dlaczego ja mu nie robię prania. Powiedziała, że gdyby ona w domu nie prała i nie prasowała, to on nie miałby w czym chodzić.

    Co do alkoholu - wierzę, że Ty sama wiesz najlepiej, czy jest się czym martwić, czy nie. Mój Małż po moim poronieniu przysiągł sobie, że alkoholu nie tknie, aż urodzi nam się zdrowe dziecko. Trwało to w sumie półtora roku. Aż mnie to wkurzało, bo ja piłam sobie na grilach i imprezach, a on upierdliwie trwał przy swoim postanowieniu. Teraz mu alkohol "nie smakuje" i nawet z własnego pępkowego wrócił przed północą po trzech piwach.

    Ale widzisz, jemu odjechało w stronę sportu. Ciągle bije rekordy w bieganiu, teraz mu stuknęło 15 km. Kupuje sobie gadżety, czasopisma dla biegaczy, odżywki, sole do kąpieli (!). Cóż. Co robić. Zaakceptowałam to. Dzięki temu ja mam równie często wychodne - bo jak on może, to dlaczego ja nie?

    Kiedy stał się ojcem? Chyba jeszcze w ciąży. To ja świrowałam z braniem zleceń w odległych miastach i jechałam z brzuchem do pracy, z walizeczką na noc. On się troszczył i martwił. Bałam się, jak to będzie po porodzie, bo po rozmowach z jego kumplami widziałam, jak oni niepochlebnie wypowiadali się o swoich kilkumiesięcznych latoroślach i uwierzyłam stereotypom, że faceci stają się ojcami dopiero, gdy można sobie z dzieckiem porozmawiać.

    A tu było inaczej. Na sali pooperacyjnej on już gadał jak nakręcony z małym o nas i o naszym domku i psie, a ja milczałam - bo co tu takiej kruszynce opowiadać?

    I widzisz? taki ideał i co? Kryzys niejeden nas nie minął. Zmęczenie robiło swoje. Pomimo jego wielu wielkich zalet, to sweter na krześle, torba od laptopa pod stołem, szklanka w zlewie, a nie w zmywarce, brak "dzień dobry" po wejściu do domu z pracy, no i to, że mnie nie przytula, nie wielbi i nie prawi komplementów - to były powody moich awantur. Taka proza życia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, ta, dyskusja się wywiązała na pięć fajerek.
      Fajnie :)
      Fajnie, że każda przedstawia swój punkt widzenia, dzieli się swoimi doświadczeniami.

      U nas jest tak, że S. jest mocno "nierówny":
      większość ciąży jednak wykazuje mocny instynkt ojcowski - on był tym, który pierwszy zaczął gadać do brzucha. To on piszczał na USG - nie ja (pisałam o tym).
      To on każe mi jeść soczewicę, szpinak, ryby i inne dziady.
      Przeżywa, wczuwa się, widać, że kocha.
      Wymyśla imiona i kartki z propozycjami przykleja na kafelkach w kuchni, żebyśmy mieli czas się oswoić (no i ta Melka wygrywa póki co :) To Twoje prawdziwe imię? )

      A potem odwala coś takiego jak w ostatni piątek / sobotę.

      Jakoś to będzie - i u Ciebie i u mnie.
      Tak się pocieszam, że... spójrz na komenty powyżej. Nie jesteśmy jedyne.
      Ten cały pre-baby albo baby blues, spowodowany takimi czy innymi czynnikami, to jednak dobro powszechne.
      Przejdzie. Damy radę.
      Kto jak nie my.

      S. strasznie zje**ał, to fakt, ale znam go i wiem, że to był wyjątek od reguły.
      Damy radę.



      Usuń
    2. Mela - Amelia, czy Melania?
      Mnie się podoba Emil dla chłopca.

      Usuń
    3. Melania lub Hania - to są nasze fawortyki.

      Emil też mi się bardzo podoba :)

      Usuń
    4. Fajoskie momenty miewa Twój S.! Lubię takie okruchy codzienności - gębusia się cieszy!

      Usuń
  21. oj, nie zgodzę się, ze baby blues jest powszechny:) - wcale nie, zależy od człowieka
    iza

    OdpowiedzUsuń
  22. jejku, i że faceci stają się ojcami wtedy, gdy mogą z dziećmi porozmawiać?e, nie - to też zależy od faceta i od tego, jak został wychowany, jaki przykład dała mu mama i tata; stereotypy są właśnie przez to stereotypami, niczym więcej
    pzdr. iza

    OdpowiedzUsuń
  23. Jako że nie mam doświadczenia w temacie - kiedy mój facet staje się ojcem, wspomnę o moim bracie. Mają teraz 1,5 roczną córeczkę Hanię, zaliczyli typową wpadkę jeszcze na studiach i muszę Wam powiedziecieć że jestem z niego niesamowicie dumna. Od momentu jak jego dziewczyna zaszla w ciążę postawił sobie za punt honoru odnaleźć się w tej trudnej dla studentów, żyjących na garnuszku rodziców, sytuacji. Poszedł do pracy żeby zarobić trochę dodatkowej kasy, obronił się w terminie, znalazł super pracę jeszcze przed dyplomem i przede wszystkim od samego początku wspaniale opiekuje się dzieckiem. Niby nic szczególnego - przecież to jego rodzina i ma wobec niej obowiązki, ale stanął na wysokości zadania!!! Rozczula mnie teraz jak patrzę jaki z mojego mnłodszego brata jest fajny facet :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Masakra- tylko to słowo przychodzi mi na myśl!
    Mój Marcin, na tydzień przed planowanym terminem porodu, udał się na wieczór kawalerski kumpla z pracy, po czym w środku nocy zadzwonił z pytaniem, czy nie przyjechałabym ich odebrać z lokalu. Czujesz to?? Nie wiem jak u mężczyzn z wyobraźnią, ale z myśleniem, to czasami bardzo słabo.
    Życzę Ci tylko tego, a w sumie to Wam, żeby facet uświadomił sobie, co naprawdę odstawił, i jak bardzo Cię zawiódł, no i wyciągnął wnioski.

    Tak myślę, kiedy Marcin stał się ojcem? Nie wiem, chyba jak dziewczynki były na świecie. Oczywiście chodził ze mną do lekarza, jeździł na badania, przykładał rękę do brzucha, ale... To trochę jak niewiernym Tomaszem- Oni muszą zobaczyć, żeby uwierzyć (i "się poczuć") :)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, święte słowa :) Muszą zobaczyć, żeby uwierzyć :)

      Numer z kawalerskim dobry, dobry, nie powiem :)

      Uściski!

      Usuń
    2. A wiesz co mi powiedział następnego dnia rano, kiedy Go zjebałam, za ten telefon? Że przecież kiedyś powiedziałam, że nie mogę spać, jak Go nie ma, więc założył, że nie śpię. Czujesz to? To tylko facet może mieć takie pomysły :)

      Usuń
    3. :) przednia historia! oni naprawdę inaczej myślą! kurczę, może to chodzi o to, że u nich to idzie tak - "pomysł - realizacja" a u nas: "pomysł - refleksja - nierzadko konsultacja - weryfikacja - realizacja" Oni patrzą na swój cel, a my na cel+wszystko to, co dookoła jego. Przynajmniej ja tak sobie to tłumaczę. Bo inaczej takie męskie myślenie Małża przywołuje mi w głowie różne przykre epitety na jego temat, a tego staram się ostatnio unikać :)

      Usuń
  25. Prosiłaś żeby Cię nie dołować, więc napiszę krótko, różne akcje miałam z mężem, kiedy wróciłam ze szpitala po laparoskopii jajnika zastałam to co Ty i było mi wtedy cholernie przykro, bo przecież zabieg był zw. że staraniami, była awantura, wyszłam z domu, ale Mąż skreślony żałował i przepraszał. W ciąży niewyobrażam sobie takiej sytuacji, mąż ma chyba równie silny instynkt jak ja. Całą ciążę bałam się że zabaluje po urodzeniu się małego, a tymczasem spał z nami w szpitalu u od początku zajmował się synkiem.
    Bardzo Ci WSPÓŁCZUJĘ. Ja bym łatwo nie odpuściła...
    P.S.
    Babcia też beznadziejna.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mialam podobne (może nie aż takie ale w podobnym stylu ) przejścia z ojcem moich starszych dzieci ..ja lezalam w szpitalu w 25tc ciazy a on ..urządzil sylwestra bo przeciez goście zaproszeni nie będzie odwolywal :/ albo świeżo po moim powrocie ze szpitala pojechał na weekend na Ryby..mimo moich próśb aby został bo co jak wróci mi krwawienie a będę sama w domu z 2 latka ? moja cierpliwość była długa ale nawet najdłuższa ma swój kres - zostawilam go .Jestem obecnie z mężczyzną który naprawdę zasługuje na to miano .Ja i dzieci jesteśmy priorytetem ,mamy wspólne dziecko plus dwoje moich z pierwszego małżeństwa .Zajmuje się Nimi na równi ze mną -w domu potrafi zrobić i robi wszystko.W nocy to on wstaje do dzieci (bo skoro ja się zajmuje cały dzień to musze odpocząć chociaż w nocy - Jego słowa )i nie jest to bynajmnjej jakiś pantoflarz który jest bezbarwny i bez własnego zdania -mój drugi mąż ma swoje pasje ,jest po doktoracie,wykłada na uczelni i udziela się charytatywnie- to dla mnie rekompensata za stracone 10lat przy eks gdzie wiele łez wylalam...wiem ze wpis sprzed niemalże dwóch lat ale temat mi znajomy wiec musiałam się wypowiedzieć .Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Mialam podobne (może nie aż takie ale w podobnym stylu ) przejścia z ojcem moich starszych dzieci ..ja lezalam w szpitalu w 25tc ciazy a on ..urządzil sylwestra bo przeciez goście zaproszeni nie będzie odwolywal :/ albo świeżo po moim powrocie ze szpitala pojechał na weekend na Ryby..mimo moich próśb aby został bo co jak wróci mi krwawienie a będę sama w domu z 2 latka ? moja cierpliwość była długa ale nawet najdłuższa ma swój kres - zostawilam go .Jestem obecnie z mężczyzną który naprawdę zasługuje na to miano .Ja i dzieci jesteśmy priorytetem ,mamy wspólne dziecko plus dwoje moich z pierwszego małżeństwa .Zajmuje się Nimi na równi ze mną -w domu potrafi zrobić i robi wszystko.W nocy to on wstaje do dzieci (bo skoro ja się zajmuje cały dzień to musze odpocząć chociaż w nocy - Jego słowa )i nie jest to bynajmnjej jakiś pantoflarz który jest bezbarwny i bez własnego zdania -mój drugi mąż ma swoje pasje ,jest po doktoracie,wykłada na uczelni i udziela się charytatywnie- to dla mnie rekompensata za stracone 10lat przy eks gdzie wiele łez wylalam...wiem ze wpis sprzed niemalże dwóch lat ale temat mi znajomy wiec musiałam się wypowiedzieć .Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń