środa, 10 grudnia 2014

Zjazd energetyczny, brak empatii, szalone ruchy i pierwsze KTG

Źródło: http://pregnancy.thefuntimesguide.com/2008/09/baby_position_in_womb.php


Ciąża nieustannie mnie zaskakuje.
I wypadało by dodać, że również i ja zaskakuje samą siebie w tym błogosławionym stanie.

Jestem na początku trzeciego trymestru.
Wiele z Was i wiele poradników pisze o tym, że trzeci trymestr niesie ze sobą zjazd, że kończą się dobrodziejstwa drugiego kwartału.
Jakoś niespecjalnie się tym przejmowałam, do czasu, aż zaczęło dopadać i mnie.
Piszę "zaczęło", bo mam wrażenie, graniczące w pewnością, że to dopiero początek :)

Nie opuściły mnie chęci do życia, ale opuściła mnie energia. Kompletnie - coś jak w pierwszym trymestrze.
Chciałabym zrobić tak wiele rzeczy, ale jest jeden drobny problem - brak sił.

Już od jakiegoś czasu dopada mnie niemoc - w najmniej oczekiwanych momentach. Np. w kolejce w Lidlu.
I tutaj pojawia się kolejna obserwacja - empatia narodu w stosunku do ciężarnych jest niemal zerowa.
Do tej pory nie oczekiwałam od obcych jakiś specjalnych przywilejów w związku z ciążą - wszak dobrze się czułam, mogłam postać w kolejce i nawet mi do głowy nie przyszło, żeby było inaczej.
Ale pewnego pięknego dnia, stojąc w ogoniastej kolejce z wózkiem zakupów, poczułam, że muszę się o ten wózek oprzeć, bo coś słabiaszczo i że muszę natychmiast wchłonąć dwie słodkie bułki, które mam w koszyku, bo jak tego nie zrobię, to będzie koniec.
Wydaje mi się, że otoczenie nie miało za bardzo szans przegapić mojego spadku formy (jestem osobą z dość wyrazistą mimiką), że o ciąży nie wspomnę - mojego siedmiomiesięcznego brzucha w dość obcisłej kurtce już nie ukryje.
Nikt nie przepuścił.
Widziałam, że pani kasjerka widziała mój brzuchol, powiedziała, żeby przejść do świeżo otwartej kasy obok, wyraźnie patrząc na mnie - ale zanim ja zrobiłam zgrabny obrót w lewo, to już cały wężyk stojący za mną rzucił się na tamtą kasę.
Także stałam sobie cierpliwie, bo wstyd było prosić, żeby mnie ktoś przepuścił - tym bardziej, że zakupy jak już robię, to tak pełny koszyk a nie jakiś detal (mam swoje sposoby załadunku do auta po jednej rzeczy, żeby nie dźwigać).

Z radością jednak oznajmiam, że miła pani przepuściła mnie w kolejce w innym sklepie, innego dnia. W pierwszym odruchu byłam tak zdziwiona, że nie wiedziałam, o co jej chodzi.
Skorzystałam z uprzejmości i podziękowałam, informując, że jest pierwsza, która mi gdziekolwiek, kiedykolwiek ustąpiła miejsca.

Wracając do spadku formy - zaczynam się czuć mniej więcej tak, jak w pierwszym trymestrze.
Spanie i wielka niemoc.
Dziecina za to, jakby wręcz przeciwnie. Wczoraj wieczorem zaliczyłam swoje pierwsze KTG po tym, jak cały poniedziałek i wtorek zaczęła fikać jak szalona.
Wystraszyłam się, że ruchy są zbyt intensywne i bardziej gwałtowne niż wcześniej. Doktorek kazał przyjechać na KTG, ale na szczęście wszystko jest w porządku.
Po prostu dziecko jest już słusznych rozmiarów i te ruchy odczuwam teraz zupełnie inaczej - wcześniej czułam takie miejscowe ruchy, a teraz czuję ją niemal calusieńką - mam wrażenie, że czuję każdy jej gnacik, każdą kosteczkę. Jak się odpowiednio ułożę, to jestem w stanie niemal pogłaskać ją po główce.
Pani od KTG stwierdziła, całkiem słusznie zresztą, że jestem osobą drobną (drobno kościstą, zawsze byłam jakby w skali 1:2) a dziecko jest "normalne" więc mam się nastawić na coraz ciekawsze doznania.

W piątek za to, tak czy inaczej, idę na 1 dzień do szpitala (wychodzę w sobotę) - mają mi podać immunoglobulinę w związku z moją ujemną grupą krwi. Wcale mi się nie spieszy, ale jak mus to mus.

A tak poza tym dzieją się przedziwne rzeczy z moimi emocjami i w sumie nie wiem, dlaczego wcześniej nie pisałam o tym zbyt wiele, bo to się dzieje praktycznie od początku ciąży... ale o tym w następnym wpisie, może jutro.

I już wiem, że ten wpis będzie nosił tytuł "Coś bez nazwy".


23 komentarze:

  1. Mi ostatnio starsza babcia chciała zrobić miejsce w metrze, byłam w ciężkim szoku, ale podziękowałam... na szczęście wysiadałam dwie stacje dalej, więc nie skorzystałam... głupio by mi było nawet jakbym jechała dalej :D
    Ja z kolei chyba jestem jakimś odmieńcem, bo teraz mam wrażenie, że góry mogłabym przenosić... szyję na maszynie (uszyłam dwa rożki, apaszki pod szyjkę z minky, teraz kończę przybornik na łóżeczko), przerabiam szafeczki nocne z czarnych na białe i najchętniej to by mnie gdzieś poniosło, ale nie ma z kim, nikt nigdy nie ma czasu... ale jutro idę na ploty do koleżanki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia, może zaczne od prośby o wjazd na Twojego bloga, bo już któryś raz próbuję i nic z tego. mogem? :)

    Co do tej kolejki to była akurat babka niewiele starsza ode mnie, więc spoko, ale gdyby to był ktoś starszy to też bym chyba odpuściła. Jakoś tak.. niezręcznie.

    W drugim trymestrze też miałam mnóstwo energii, ostatnie tygodnie ciągle gdzieś mnie nosiło. Teraz dopiero zaczął się ten zjazd. Chciała bym a nie mam siły :/
    Zobaczymy, może to minie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Akurat Ci się trzeci trymestr zbiegł z najbardziej ciemnym i sennym okresem w roku, to nie poprawia sytuacji. Jakby teraz świat się wiosennie budził do życia, to trochę energii byś dostała.

    Co do kolejek: czemu się wstydzisz prosić? Według mnie należy to robić. Skąd ludzie mają wiedzieć, że potrzebujesz, skoro nic nie mówisz? Tobie się wydaje, że było widać, ale nie każdy musiał to dobrze zinterpretować, zresztą skoro nie poprosiłaś.... Najpierw grzecznie mów, że prosisz o pierwszeństwo (które Ci się należy), a dopiero potem narzekaj, jak nie zareagują. Tak nawet w celach edukacyjnych mów w kolejce, kiedy musisz przejść przodem. Nie każda ciężarna chce być traktowana wyjątkowo, a ja sama nie lubię świętych krów. Z uśmiechem można wiele załatwić i ludzie często nie są tacy źli. :)

    Ja od jakiegoś czasu mówię: ostatnio byliśmy w pensjonacie na trzecim piętrze, obok było pusto, a na parterze był dancing. Miał był do 12, przeciągnął się. Do 12 odczekałam, potem próbowałam wysłać Jarka, a on się krygował, że głupio mu prosić, że my tu sami, a tam pewnie ludzie z których się utrzymuje i on może zasnąć, nie jest tak źle. Mogłam zacisnąć zęby i czekać do 3, a ja ubrałam się, zeszłam i powiedziałam, że jest głośno, jakbyśmy w pokoju obok mieli imprezę i że bardzo mi to przeszkadza. Kończyć nie muszą, ale bardzo proszę trochę ściszyć.
    Właściciel się zdziwił, że tak słychać trzy piętra wyżej, nie zdawał sobie sprawy. Kiedyś miał gości, którzy powiedzieli, że nic nie było słychać, i jakby wiedzieli, że jest dancing, to może by zeszli pobawić się.
    Ściszył natychmiast.
    A mogłam wyjechać wściekła, że spać się nie dało.
    Proście, a będzie Wam dane. Ludzie to nie św. Mikołaj, żeby samemu dawać. Zresztą do niego też się listy pisze.

    PS.: Cichutko powiem, że ja jestem w 6 dpt i okropnie chce mi się spać przez cały dzień, co oczywiście prawdopodobnie nic nie znaczy, ale męczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, ooooo 6 dpt? :) To świetnie, super :)
      Daj znać, jak będzie znany wynik, jeśli będziesz miała ochotę się dzielić :)
      Trzymam.

      Co do kolejek i przepuszczania, powiem: i tak i nie :)
      Po pierwsze, nie narzekam, tylko stwierdzam fakt ;))

      Po drugie: racja, że można poprosić i nie powinnam się wstydzić.
      Z drugiej zaś strony, nie porównywała bym do prezentu od Św. Mikołaja przepuszczenie ciężarnej w kolejce, a tym bardziej do świętych krów.

      Jasne, że może nie każdy się akurat rozgląda po kolejce za brzuchatymi - pewnie znakomita większość nawet nie widziała. Jednak trudno mi uwierzyć, że ta miła pani, co mnie przepuściła, była jedyna, co zauważyła :) C'mon..

      Myślę, że wszyscy my powinniśmy mieć wyuczony jakiś odruch empatii i kultury żeby okazać życzliwość drugiemu: nie mówię tylko o kobietach w ciąży, ale i o osobach starszych, matkach z dzieckiem, niepełnosprawnych.
      Jasne, że można czekać, aż ktoś poprosi, ale miło by było, gdyby ludzie czasem sami od siebie wychodzili z inicjatywą. A już panie kasjerki i ekspedientki same powinny z taką inicjatywą wychodzić, nawykowo - moja mama jest ekspedientką w sklepie i zawsze sama przejmuje inicjatywę w takich sytuacjach. Uważam, że słusznie.

      Przyznaję, że moja ciąża jest nauczką również dla mnie samej, bo wcześniej jakoś nie przypominam sobie, żebym przepuściła gdzieś w kolejce ciężarną. I teraz będę bardziej rozumnie podchodziła zarówno do tych w ciąży jak i do tych z dziećmi.

      Usuń
    2. Ktoś tych ludzi musi nauczyć. Trzeba nieść kaganek oświaty. :) Jak kogoś 10 ciężarnych poprosi, to 11 przepuści odruchowo. Odruchy warunkowe trzeba wypracować.
      Kasjerka mogłaby Cię poratować i zarządzić kolejką.

      Usuń
  4. Cały czas jestem w szoku, że mamy tak bardzo podobnie. Mój Kacperek też coraz wyraźniej daje o sobie znać. Na tyle wyraźnie, że jak w nocy urządzi sobie manewry to nie wiem jak mam się ułożyć.
    Też mam ujemną grypę krwi i pewnie w przyszłym tygodniu (mam wizytę) wypłynie ten temat. Mam nadzieję, że doktorek o tym nie zapomniał:/
    A co do kolejek. Wczoraj byłam zrobić mocz i morfologię i tak specjalnie pojechałam później, żeby nie było kolejki. Pomyślałam, że te kilka osób przeczekam i nie będę robić demonstracji. Ale ilość osób na poczekalni dosłownie zwaliła mnie z nóg i bez tłumaczenia od razu weszłam do zabiegowego. Później zrobiło mi się strasznie głupio bo kazało się, że wpchnęłam się przed matkę z dzieckiem:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, nom, mamy bardzo podobnie :)
      Co do grupy krwi to mój kazał sobie przypomnieć, co też uczyniłam.

      A ruchy są już na prawdę intensywne. Kocham je ale zaczynam się martwić powoli co to będzie potem, tak powiedzmy... w 38 tygodniu?! :)

      Buźka.

      Usuń
  5. Naród ciemny jest ;)

    Ja miałam taką historię dość ekstremalną - mianowicie będąc w ciąży byłam na konferencji skierowanej do przedsiębiorców, takiej inspirującej, ze znanymi mówcami, rozmowami w kuluarach, itp. Motivational speakers podkreślali wartość posiadania misji życiowej, że przede wszystkim trzeba być uczciwym i dobrym człowiekiem, widownia biła im brawo i na komendę rzucała się sobie nawzajem w ramiona. Kojarzysz klimaty?

    No więc. Zdziwiłam się, jak po powrocie z lunchu na moim krzesełku, pod którym leżała moja torba podróżna, siedział pani, co wcześniej siedziała obok mnie. Poprosiłam ją o powrót na swoje miejsce. Pani powiedziała, że nie może, bo tam siedzi teraz jeden pan. Poprosiłam więc pana, żeby wrócił na swoje miejsce, pani obok na swoje, a ja na swoje. Ale pan odmówił, bo jemu też ktoś zajął miejsce, więc on nie ma gdzie siedzieć. Pani sąsiadka dodała: "no tak mi przykro, bo pani jeszcze w ciąży, i kobieta kobiecie coś takiego robi." Na co ja - "to co zrobimy?" Cisza.
    Więc w końcu oni siedzieli, a ja - stałam w korytarzu.

    Fajna historia, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tja, kojarzę klimaty i jeśli mam być szczera, jestem na nie ciężko uczulona.
      W tych klimatach siedzi dość mocno koleżanka, o której pisałam w poście "Spotkania z niepłodonością" - ona i jej mąż. Jeśli i Ty obracasz się w tych "kręgach" to założę się, że się znacie, że się kiedyś spotkaliście.

      Co do historii... pffffff.. :)
      Bez komentarza.
      Może czekali, aż usiądziesz komuś na kolanach? :)

      Usuń
  6. Moze się znamy, kto wie? To byla konferencja biznesowa, na ktora namowila mnie kolezanka, nie taka "New age" czy też NLP-owskie nabijanie w bambuko i chodzenie po rozżarzonych weglach - te klimaty omijam szerokim łukiem. Tylko jedna panią prowadząca poniosło i kazała nam się uściskać. troche przejaskrawilam powyżej opis by szybko zarysować sytuacje :)

    A co do pana to on jeszcze dodał: a jesli ja wrócę na swoje miejsce i będzie zajęte, to ja bede musiał stać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęka opadła do samej ziemi, gdy przeczytałam Twoją historię Melu.. Brak słów! Otóż ja jestem jedną z tych, która wymaga od siebie i od innych :) Pomocy też :) Nie mam problemu z tym, żeby poprosić o pomoc. Jeszcze nie zdarzyło mi się, by ktoś odmówił. Wychodzę z założenia, że ludzie czasami naprawdę nie widzą lub brakuje im odwagi. Czytając Twój komentarz, dochodzę do wniosku, ze jednak naiwna jestem i wcześniej czy później trafię na takich, za przeproszeniem, chamów, jak Ty ;)
      Kiedyś z mężem i zobaczyliśmy na środku ruchliwego skrzyżowania samochód na awaryjnych światłach. Ogólnie to dość niebezpiecznie stał i łatwo było w tym miejscu o wypadek. Inne pojazdy włączały kierunkowskaz i go omijały. Postanowiliśmy pomóc nieszczęśnikom.Nie mieliśmy się gdzie zatrzymać. Udało się dopiero kilkaset metrów dalej. Cała droga do tego samochodu zajęła nam dobre kilka minut. I co? Samochód nadal tam stał i nie było chętnych by go zepchnąć.. Przybiegamy do kierowcy, a tam dwie babki, w tym jedna w zaawansowanej ciąży. I jak one miały same zepchnąć na pobocze ten samochód??? Zaraz po nas przybiegł jeszcze jakiś facet, wściekły, bo chciał pomóc, ale żaden samochód nie chciał go przepuścić przez jezdnię (ruch był dość spory). Jechała jeszcze kobietą na rowerze. Widząc całą sytuację, porzuciła rower na chodniku i biegnie do pomocy. Tak więc było nas czworo - dwóch facetów i dwie babki. Samochód na szczęście niewielki - daliśmy radę go zepchnąć z ruchliwej drogi.. Niedaleko jest Biedronka, na parkingu mnóstwo ludzi.. Gapili się na te dwie głupie kobiety, co pchają samochód i mieli fajne widowisko..

      Usuń
    2. Ewa na Zwykłego Bohatera! Ja też jestem z tych co reagują. Kiedyś zatrzymałam się przy panu, który siedział przy drodze szybkiego ruchu z takim jakimś otępieniem na twarzy. Najpierw przejechałam obok niego, potem zawróciłam, zadzwoniłam na straż miejską i podjechałam pogadać z nim, sprawdzić, czy mogę w czymś pomóc. Nie był zachwycony moim widokiem. Na szczęście straż przyjechała zaraz potem, okazało się, że wcześniej było już zgłoszenie, więc nie zdążyłam nawet poważnie się zastanowić, co ja wyprawiam i czy to jest na pewno bezpieczne. Chociaż w ciąży wtedy nie byłam ;)

      Usuń
    3. Taa.. Czasami na tej swojej chęci niesienia pomocy innym można się nieźle przejechać.. :) Dobrze, że ktoś wcześniej zadzwonił do straży, bo jeśli pan nie był zachwycony Twoim widokiem, to istniało ryzyko, ze usłyszysz od niego parę "miłych" słów..

      Usuń
  7. Dziewczyny, a ja trochę z przekorą napiszę, pewnie na mnie naskoczycie. Ale ja bardzo nie lubię tych gadek o przepuszczaniu ciężarnych. Dla mnie to takie trochę rodem z PRL… Jest mnóstwo osób, które należałoby przepuszczać, a nie każdą ciężarną dla zasady, ja np. w ciąży czułam się doskonale i mogłam sobie stać. Gorzej było np. później, stoję sobie młoda, zrobiona, wymalowana, ale nikt nie wie, że ledwo stoję bo bardzo boli mnie kręgosłup (tak było przez ok 7 mcy po porodzie zanim nie miałam rehabilitacji), a teraz np. w aucie z mężem czeka na mnie upłakany mały synek, który np. chce pić ( a picie mam w koszyku), jeszcze nie rozumie co znaczy „mama zaraz przyjcie” i dosłownie zdziera gardło i krztusi się. Albo spieszę się bo mąż czeka, żebym zmieniła go przy synku, bo na niego czeka pracownik, który musi zawieźć jakiś produkt klientowi na „teraz”, bo np. 30 dzieci czeka na obiad. Przepuszczenie dużo bardziej przydaje się kobiecie, która ma dziecko na rękach, bo to w brzuszku, ma wszystko czego potrzebuje ;) Tym bardziej np. jak piszesz Pink byłaś z dużymi zakupami, więc to jakby sugeruje, że dajesz radę ;) Ponadto, najczęściej przyszłe mamy na L4 mają więcej czasu, od innych kolejkowiczów. Oczywiście w nagłej sytuacji, jeśli się źle poczułaś mogłaś poprosić i gdyby Ci wtedy odmówili to można by oceniać, chociaż i tak nie wiemy „co dźwigają” dane osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że należy przepuszczać też inne osoby, ale prawdą też jest, że wielu chorób po prostu nie widać, np. chorego kręgosłupa (no chyba, że ktoś stoi o kulach). Ciężarnej w końcówce ciąży trudno nie zauważyć. Nie będę na Ciebie naskakiwać, nie chodzi o to, by się licytować, kogo zdanie jest ważniejsze. Tobie podczas ciąży przepuszczanie nie było potrzebne, bo dobrze się czułaś. I super, że tak było. Nawet jeśli ktoś by Cię przepuścił w kolejce, zawsze mogłaś podziękować za troskę i powiedzieć, że możesz postać. Ale wiele kobiet czuje się naprawdę źle i trzeba im po prostu pomóc.

      Usuń
    2. Ale ja się zgadzam :) Irytuje mnie tylko to powtarzanie że ciężarne trzeba przypuszczać, to takie trochę banalne, populistyczne. Te różne sytuacje wymieniłem żeby pokazać że są osoby, których może nie trzeba aż przepuścić, ale które mają powód żeby podejść do kasy w swojej kolejności, bez przepuszczania innych ;)

      Usuń
  8. "Przepuszczenie dużo bardziej przydaje się kobiecie, która ma dziecko na rękach, bo to w brzuszku, ma wszystko czego potrzebuje ;)" - kompletnie nie widzę związku z potrzebą doświadczenia przez ciężarną ludzkiej empatii w banalnej kolejce. Ponadto, co ma do rzeczy fakt przebywania na L4 i posiadania większej niż przeciętny pracujący człowiek ilości czasu? Czy przebywanie na zwolnieniu automatycznie wiąże się z nieodczuwaniem bólu kręgosłupa/mdłości/duszności itp.?
    Ewa ma rację. Jeśli komuś pomoc nie jest potrzebna - super. Jeśli ze śpiewem na ustach znosi ciążę czy swoją chorobę - rewelacja. Ale w innych sytuacjach nie odmawiajmy ludziom prawa do wyrozumiałości i zwykłej życzliwości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie rozumiesz tego co piszę, dlatego nie widzisz związku. Zwykła życzliwość ro np. powiedzenie miłego słowa, a nie już przypuszczenie ciężarnej (tylko dlatego że jest ciężarna) z dużymi zakupami, bo to już ileś tam minut, które są mi potrzebne, bo podczas nich np. cierpi (chociażby z pragnienia moje dziecko). Powtarzasz górnolotne hasła "Przepaść ciężarną", a masz taką empatię do innych. Próbuje Ci uświadomić, że w tej kolejce może być więcej osób, którym ciężko stać, chociaż tego po nich nie widać. Pink nie poprosiła, więc o co chodzi? Bez sensu przepuszczanie kogoś tylko dlatego, że ma brzuch... Ja miałam wielki a robiłam kilkukilometrowe piesze wędrówki po planowanym terminie porodu, na początku, jak źle się czułam wybierałam miejsca bez kolejek, prosiłam kogoś.
    A co do L4 to, jak czas nie ma znaczenia? Są godziny, kiedy nie ma kolejek...Ja pracuję, zajmując się dzieckiem, domem czasami dosłownie wybiegam do marketu po 2 niezbędne rzeczy, jak ciężarna mnie poprosi, bo źle się poczuje to ją przepuszczę i pomogę zapakować zakupy do auta, ale na sam brzuch nie mam zamiaru, bo nijak ma się to z empatią.
    Ciężarna też powinna kierować się empatią i być życzliwa...

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny, ja tak zbiorczo odpowiem.
    Każda ma swój punkt widzenia i swoje przekonania, w każdym jest pewnie ziarenko prawdy i słuszności.

    Moje zdanie jest takie, że brzuch nie jest bezwarunkową przepustką dla przywilejów wszelakich.
    Miło by było jednak, żeby osoby w jakiś sposób uprzywilejowane: ciężarne, niepełnosprawnych, matki z dzieckiem, osoby mocno starsze - potraktować jak uprzywilejowane w miarę możliwości.

    Nie oznacza to, że na widok chociażby ciężarnej tłum i kolejka ma się rozstąpić jak Morze Czerwone na widok Mojżesza (no chyba, że mdleje, rodzi, źle się czuje etc.) ale miło by było, gdybyśmy umieli zdobyć się wobec siebie na miły gest.
    I nie chodzi mi o dramatyczne sytuacje, że matka stoi w kolejce z uszkodzonym kręgosłupem a dziecko płacze w samochodzie z pragnienia. Ale umówmy się, że takich przypadków jest mniej, niż tych "normalnych", po prostu zabieganych.

    Dopóki jeździłam komunikacją miejską to ZAWSZE ustępowałam miejsca osobom starszym czy matkom z dzieckiem i to w podskokach, i to z uśmiechem. Bez proszenia. Bo tak zostałam wychowana.

    I tak jak napisałam powyżej:
    Przyznaję, że moja ciąża jest nauczką również dla mnie samej, bo wcześniej jakoś nie przypominam sobie, żebym przepuściła gdzieś w kolejce ciężarną. I teraz będę bardziej empatycznie podchodziła zarówno do tych w ciąży jak i do tych z dziećmi.

    I powtarzam: nie twierdzę, że każdy powinien skakać jak wokół świętej krowy.
    Miło by było jednak, żebyśmy mieli w społeczeństwie więcej serdeczności wobec siebie.

    Bo wierzę w reakcje łańcuchową:
    raz ja coś miłego dla Ciebie, a raz Ty dla mnie.

    I żeby nie było tak "gorzko" to dodam, że spotykam się również z miłymi gestami z tytułu ciąży:
    a to pan na rynku dał rabat na sweter (chociaż jak słowo daję nie widzę związku z ciążą, zwykła ściema, ale było miło :) , a to pani w sklepie coś miłego powiedziała o brzuszku, a to ktoś się uśmiechnął.
    Nie wspominając już, że reakcje najbliższego otoczenia (koleżanki) jest zaskakująco rozczulająca.

    Pozdro ze szpitalnego wyrka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj tak to jest... ja z wielkim brzuchem w autobusie nie miałam szans w walce o miejsce, panowie zawsze mnie wyprzedzali... przykro, że tak zostali wychowani. Potem się tylo z byka przyglądali, jakby ich sam widok mnie krzywdził - pewnie sumienie ich gryzło. Raz mnie pan też w kolejce przepuścił, miły gest, który zapamiętam na długo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witamy w III trymestrze. ;)

    Pamietam jak pod koniec drugiej ciazy tez nie mialam sily sie podniesc z kanapy. Corka chciala sie bawic, wiec gralam z nia w pilke: rzucalam wglab korytarza, a ona z piskiem za nia gonila. Wygladalo to troche jak "aport" z pieskiem! Ale na wiecej wtedy naprawde nie bylo mnie stac... ;)

    A wiesz, ze u mnie, w takim niby cywilizowanym kraju, nie ma nawet zwyczaju przepuszczania ciezarnych w kolejce? Nie ma w ogole kas dla uprzywilejowanych! Jedynie maja w supermarketach kasy dla osob z mniejsza ilosci produktow. Dobrze, ze na zakupy niemal zawsze robimy razem z malzem... Przez 10 lat tutaj, widzialam tylko DWA sklepy, ktore mialyby na parking, oprocz miejsc dla inwalidow, wyznaczone miejsca dla matek z dziecmi lub kobiet w ciazy. Taki to pro-rodzinny kraj. ;)

    Mam nadzieje, ze nie zanudzisz sie w szpitalu! Zaloz sluchawki i oddaj sie filmom, nie sluchaj zadnych strasznych historii! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, czy to Cię pocieszy w jakikolwiek sposób, ale już bliżej niż dalej do końca i wkrótce będziesz tulić swoją Kruszynkę w ramionach, a wszystkie nieprzyjemne wspomnienia związane z ciążą zejdą na dalszy plan - natomiast o tych przyjemnych będziesz opowiadać kiedyś Córci z nostalgią i rozrzewnieniem :)

    Jeśli chodzi o stosunek naszych rodaków do ciężarnych to ciągle słyszy się teksty w stylu "ciąża to nie choroba" - lecz najczęściej mówią to osoby, które nigdy w ciąży (z własnego wyboru) nie były albo u których ciąża przebiegła jakby niepostrzeżenie i bez jakichkolwiek dolegliwości, a dziecko wyskoczyło z nich ot tak, bezboleśnie i znienacka :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj mnie też opuściły siły jakoś w 3 trymestrze :) W kolejkach też mnie nie przypuszczali, za to u lekarzy czułam się jak królowa angielska :) osobny pokoj do czekania, wejście poza kolejnością itd. Ale od czasów ciąży zwracam uwagę na pomoc ciężarnym, tak jak mówisz hehe.

    A dlaczego w szpitalu musisz leżeć przy podaniu immunoglobuliny? Mi zapodali normalnie u ginekologa i do domu 8-O

    OdpowiedzUsuń