czwartek, 29 stycznia 2015

Doniesienia z 35 tygodnia ciąży

Dużo się dzieje.

W zeszłym tygodniu miałam do czynienia z jakąś ciążową ekstazą energetyczną - praktycznie dzień w dzień latałam bez wytchnienia, to tu to tam.
Aż w końcu w niedzielę wieczorem padłam z wyczerpania, po sobotniej posiadówce ze znajomymi do 5 rano.
Ten tydzień obfituje za to w dość mocny spadek energii - odsypiam, pokładam się po kątach i jem słodycze jak opętana (dopiero teraz mi się włączyło, wcześniej nie miałam zachcianek).

Szaleńcza aktywność zeszłego tygodnia obfitowała w wizytę na porodówce szpitala w którym prawdopodobnie będę rodzić. Jak już kiedyś wspominałam, jest to szpital prywatny, w którym można rodzić na NFZ. Znajoma teściowej jest tam położną i zrobiła nam tournee po oddziale porodowym.
Lekki stresik został rozwiany poprzez miłą panią położną i miłą atmosferę szpitala.
To, co wyjątkowo mnie ujęło w tym miejscu to:
- przemiła pani położna;
- pojedyncze, przytulne pokoje porodowe;
- praktyka zostawiania dziecka na piersi matki bezpośrednio przez 2 godziny po porodzie (jeśli dziecko ma co najmniej 7 w skali Apgar), od razu danie cycka do pociumkania;
- odcięcie pępowiny dopiero kiedy przestanie tętnić;
- ocena stanu noworodka na piersi mamy;
- ckliwe podejście położnych do noworodków, które obserwowałam podczas wieczornych zabiegów pielęgnacyjnych.

Akurat była pora wieczornej kąpieli, więc położne zwoziły dzieciaki w okolice pokoju, w którym odbywają się zabiegi pielęgnacyjne. Nasza położna pokazała nam niemowlaczki.
Przyznam szczerze, że nigdy nie widziałam nic, a raczej nikogo - równie pięknego.
Coś bez nazwy.
Te usteczka, noski, te malusieńkie małżowinki uszne.
Byłam absolutnie zauroczona.
Trochę mi to zauroczenie mijało, jak pomyślałam, że mamy sami zostać w domu z takim bezbronnym cudeńkiem, ale to już rozważania na zupełnie inny post.


Jako, że wyprałam, złożyłam i ogarnęłam już zdecydowaną większość rzeczy dla dziecka, zabrałam się za pakowanie torby do szpitala.
Tak oto w kącie naszej sypialni zamieszkała sporych rozmiarów walizka, która czeka jeszcze na uzupełnienie. Póki co bagaż jest niepełny, ale daje mi poczucie jako takiego bezpieczeństwa.

No, i koty mają na czym leżeć ;)



Podczas ciążowej ekstazy energetycznej odbyła się również brzuszkowa sesja zdjęciowa, której efekty dostanę jakoś na koniec lutego - także jeszcze troszkę poczekamy.
Okazało się niespodziewanie, że dużo lepiej czuję się w samych majtach, niż w ubraniu, więc większość zdjęć zostanie raczej w naszym domowym albumie, aczkolwiek kilka naściennych na pewno się znajdzie :)
No, i "na blogowych" również ;)
Oto mała próbka - jedno z roboczych zdjęć, zupełnie bez żadnej obróbki (ale akurat pozwala zachować mi jako taką anonimowość, więc niech będzie).



Wyprawka też już niemal w całości skompletowana.
Wszystkie ciuszki otrzymaliśmy od znajomych, jak również kilka gadżetów.
Kocyki, ręczniczki i inne akcesoria zakupiłam sama.
Wczoraj w końcu przytaszczyliśmy do domu łóżeczko z materacem, takie oooo takie:


Zamówione isofix do samochodu (jestem słabym kierowcą) oraz wózek zamknęły właściwie listę najważniejszych rzeczy.
Został jeszcze przewijak z Ikei, ale to na spokojnie. Do Ikei mamy 15 min.

Wózek był tematem dramatycznej debaty trwającej kilka miesięcy, ale ostatecznie jednogłośnie wybraliśmy furę Bugaboo Cameleon 3. Wózek wielofunkcyjny 3 w 1.
Wersja z gondolą nie bardzo mi się podoba, za to spacerówka jest genialna - jak dla mnie.
Jeśli chodzi o funkcjonalność pojazdu, to jest to raczej Mercedes wśród wózków i ma mnóstwo cech, które nam odpowiadają. Chociażby to, że cały wózek waży 9 kg (a my mieszkamy na 3cim piętrze bez windy).
Także przedstawiam Wam pierwszy pojazd Panny Wiercipiętki i lepiej, żeby go polubiła, bo jak nie... ;))






Na koniec najmniej optymistyczny akcent: dzisiejsza wizyta kontrolna u Doktora Prowadzącego.
Wkurzył mnie nieziemsko i zburzył cały mój spokój i pozytywny feeling w kierunku porodu, jaki udało mi się zbudować ostatnimi czasy.
Zaczęło się od tego, że ewidentnie było widać, że chce się mnie jak najszybciej pozbyć z gabinetu, co już mi nie pasowało, bo akurat chciałam z nim pogawędzić o porodzie. Spisałam sobie nawet karteczkę z pytaniami.

Sprawa, która mnie ewidentnie rozwaliła i położyła na łopatki, to kwestia Acardu.
Do tej pory brałam, bo nic nie mówił, że mam przestać. Wyszłam z założenia, że w końcu ma w karcie zapisane, jakie leki biorę. Przecież jestem po IVF. Dziś zapytałam, kiedy mam odstawić, bo w końcu poród się zbliża wielkimi krokami. Okazało się, że miałam odstawić w 28 tc, ale on nic mi o tym nie powiedział.
Ręce mi opadły a wkurw dopadł dopiero w samochodzie, więc nawet go nie ochrzaniłam.
(I tu pytanie do dziewczyn po IVF biorących Acard: do kiedy brałyście?)

Kolejna kwestia: zapytałam o kwalifikację do porodu w tym szpitalu prywatnym. Dwie wizyty wcześniej Doktorek deklarował się, że tam wszystko załatwi.
Dziś usłyszałam, że zadzwoni do lekarza od nich i umówi mnie na cięcie.
Yyyyy, wait! whaaaaat?? Jakie cięcie??
- A, to pani chce naturalnie?
- No taki miałam plan.
- Aha, nie no, to ok. 

Na pytanie dlaczego akurat zakwalifikował mnie co CC stwierdził, że sama mówiłam kiedyś, że chce (fakt) + IVF (po czym sprostował, że IVF nie jest wskazaniem). Ale, że jeśli chce, to spoko. Że on mi po prostu wypisze skierowanie do szpitala i jak zacznę rodzić, to mam jechać z tym skierowaniem.
I tu mam trochę zgrzyt, bo standardowo w tym szpitalu tak się to odbywa, że zgłasza się na wizytę kwalifikacyjną w 36 tygodniu (czyli moim przyszłym). A on mi proponuje zupełnie inne wyjście.. a ja zupełnie jakoś nie mam zaufania po tej dzisiejszej wizycie.
Postanowiłam, że jutro zadzwonię do tej mojej położnej i wypytam, czy ufać planowi Doktorka, czy raczej uderzać na tą wizytę kwalifikacyjną.
Takie mam zboczenie, być może zawodowe, że na wszystko muszę mieć plan. A taki porodowy spontan jakoś niespecjalnie mi pasuje.

Niby nic strasznego się nie stało podczas tej wizyty, ale gość koncertowo zepsuł mi humor.
Ostatnio zaczęłam popadać w jakieś takie metafizyczne rozważania nad istotą porodu siłami natury i odczuwać bardzo silne pragnienie przeżycia SN (Dżizas... dacie wiarę dziewczyny? Co te hormony robią z ludźmi..) a on mi jakoś wyjeżdżając z tą cesarką zepsuł nastrój zupełnie.
(Tutaj link do projektu i zdjęć z SN, które mnie jakoś niezdrowo /zdrowo?/ fascynują ostatnio: http://cieplymokryaksamit.pl/ ).
Ale moje ciągoty porodowe zostawię dziś i zaparkuję na potem, bo już zupełne pomieszanie z poplątaniem w tym poście ;)

Żeby zakończyć jakimś optymistycznym akcentem:
w sobotę zaczynamy szkołę rodzenia i mam nadzieję, że tam ostatecznie umocnią mnie w pozytywnym feelingu ukierunkowanym na poród siłami natury.


PS. Zaczynając pisać ten post miałam parszywy humor po dzisiejszej wizycie u Doktorka. 
Kończąc - rzeczywistość nie wydaje się już taka straszna ;)
I love blogging ;)




32 komentarze:

  1. Piękne zdjęcie pięknej mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zwariowałabym gdybym miała wybór poród naturalny czy cesarka. Kazdy ma swoje plusy i minusy ale nie chciałabym o tym decydować. Tak idę na żywioł i muszę ufać że wszystko będzie ok. :) No oko, pierś i brzuch niczego sobie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też miałam takie wrażenie, że się poddaje naturze, skoro wskazania do CC minęły. A tu mnie Doktorek wybił z równowagi. Jeśli wybiorę SN (a wybiorę) a coś pójdzie nie tak, to ja nie wiem co ja zrobię. Ale może nie będę o tym myśleć niepotrzebnie.

      Usuń
    2. Jak to nie wiesz co zrobisz? Chyba cc nie jest takim złem??? Fajny wózek - ale cena mnie rozwaliła.

      Usuń
  3. Twoje zdjęcie super tajemnicze :-) Potwierdzam, że pierś, brzuch, oko i fryzurka niczego sobie :-)

    Acardem się nie przejmuj - wpieprzałam (co tam! mam ochotę napisać, że wpierd...m) do samego końca, bo jakoś mój lekarz zgapił sprawę. Mi zaświtało w łepetynie na 2-3 dni przed cc!!! Dasz wiarę?? Jaki to człowiek otumaniony chodził tymi hormonami.

    Swoją drogą - nie wierzę, że to napiszę! - zazdroszczę Ci tej ciąży.

    Buziaki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Promesa, hehe, pierś narzuca wizualnie swoją obecność niemal na każdym zdjęciu :) Pomijając głównego bohatera, jakim jest brzuch ze swoją rozkoszną zawartością, to warto było zrobić te zdjęcia dla cycków :) Bo potem to nie wiadomo w jakim kierunku pójdą - dosłownie ;))

      Co do Acardu, to jakkolwiek śmiesznie to nie zabrzmi to uspokoiłaś mnie.
      No trudno, stało się, ale te nasze doktory się w tej kwestii akurat nie popisały, dziady.
      No nic to.

      Buziaki ;)

      Usuń
    2. Jak patrzę na swoje fotki z ciąży i czasów kp to niedowierzam ;) Aż miło popatrzeć :) A teraz? Wróciłam do figury z czasów "naście", piersi niestety też ;)

      Usuń
    3. Przy okazji ostatniej wizyty na basenie próbowałam założyć górę od stroju "sprzed ciąży". Uśmialiśmy się z małżonem do łez :) Jakbym próbowała założyć ciuchy z przedszkola :)
      A potem, jeśli figura wróci do formy z "nastu" to już tego cyca jakoś przeżyję ;)

      Usuń
  4. Moja koleżanka brała brała acard do 37 tygodnia a heparynę odstawiła dosłownie kilka dni przed cc, więc bądź spokojna. Między innymi z powodu leków obawiam się, że mnie od razu zakwalifikują do cesarki.
    Wózek super, mam nadzieję, że masz wokół siebie równe chodniki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balbina, z tymi chodnikami różnie bywa, ale między innymi dlatego wybraliśmy ten wózek - bo się dobrze sprawdza w trudnym terenie ;)
      Ale będę mogła to potwierdzić dopiero za kilka miesięcy ;)

      Usuń
  5. 1. Pink, zdjęcie przecudne. Fryz, cyc i brzuszek :)
    2. 35tc... toż to finish zbliża się wielkimi krokami...odrobine zazdroszcze.. chociaż z drugiej strony wsiąkłam całkowicie w powolny kanapowo-ospały tryb życia... nie sądziłam nawet, że tak mi się spodoba...
    3. Coraz bardziej zaczynam myśleć o Medeorze albo Gamecie... chociaż nadal mam metlik w głowie, a szkołę rodzenia zaczęliśmy w S...
    4. Nie dotyczy tej notki... ale muszę napisać. Ruchy... wiem (czytałam!!), że mogą być b. bolesne, nieprzyjemne, etc.. mimo wszystko zazdroszczę tych doznań.. Mój maluszek z kolei stanowi przeciwieństwo... Minimalista-leniuszek. Niemal codziennie zastanawiam się czy wszystko ok, a każdy najmniejszy ruch przyjmuję z entuzjazmem.
    5. Poznaję klupsiowe łóżeczko :) Nice, nice :)
    6. Bryka pierwsza klasa, sporo się o niej naczytałam i był moment, że "ta i żadna inna"... ostatecznie jednak przeważyły jednak inne względy.
    7. Z doktorkiem... niefajnie wyszło. Zakładam jednak, że była to jednorazowa "wpadka". Też miałam 1 wizytę "szybko, szybko", spisane pytania, których ostatecznie nie zadałam...
    Skierowanie do szpitala... hmm... miałabym podobne odczucia... ale super, że masz znajomą położną, to OGROMNY plus!!
    8. Acard brałam bardzo krótko... do 9tc, kiedy wylądowałam w CZMP z krwawieniem spowodowanym najpewniej właśnie A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ania
      1. dziękować ;)

      2. Ja też zaczynam wsiąkać w kanapowy tryb życia. Nie spodziewałam się jeszcze kilka miesięcy temu, że aż tak odetnę się od pracy ;) Niesamowite.

      3. Szkolę rodzenia w koncu "Centrum dla mamy", kurs minimum, jutro startujemy.
      Szpital - padło na Medeor.
      Cały czas się szarpię trochę z tym CZMP, bo sprzęt, bo specjaliści... ale chyba już zostanę przy tym M. bo tam mam tą znajomą położną.

      4. No tak. I tak źle i tak niedobrze. U mnie to się troszkę uspokoiło. Mała nie ma już tyle miejsca i jej ruchy są już znacznie mniej dotkliwe. Chociaż wczoraj u lekarza zaczęła mnie kopać akurat i doktorek stwierdził, że "współczuje" jak mu pokazałam, gdzie dokładnie mnie kopie. Centralnie w powłoki brzuszne po prawej stronie. Eee tam, kopać. Ona się tam wypycha, wyciska, wypręża.

      5. Tak, Klupś :) Trafiony, zatopiony.
      Cenowo są ok. Biją IKEE na głowę jeśli chodzi o cenę łóżeczka z szufladą.
      No i wygląda przyzwoicie, chociaż jeszcze nie złożyliśmy :)

      6. Bryczka - zobaczymy. Debatowaliśmy bardzo długo, bo jednak kosztowo jest słabo. Ale ostatecznie stwierdziliśmy, że całą wyprawkę dostaliśmy niemal darmo, dziadki się chętnie na wózek dorzuciły, no więc.. raz kozie śmierć :)
      Jak dobrze pójdzie to całe stado dzieci wywozimy w tej furce.
      No i jest uber-funkcjonalna.

      7. No nie popisał się wczoraj, ale dzwoniłam dziś do tej położnej i ona potwierdziła, że spokojnie, nie ma się co denerwować, mam zrobić jak doktorek każe i będzie ok. I że faktycznie - od naszego doktorka nikogo nie odsyłają z kwitkiem ;)

      8. Jak wiesz również byłam w tym samym szpitalu z krwawieniem i nie odstawili mi Acardu :) No nie wpadli biedaki na to :)

      Buziaki :)

      Usuń
  6. Kochana, to zostawienie przy mamie, szybkie przystawienie do piersi to ogólne zalecenia, nie jakiś bonus w tym szpitalu.
    Jedynka i swoją łazienka to super wygoda. Bardzo polecam. Ja rodziłam w upale, co chwilę brałam prysznic, łazienkę odstawiłam swoimi rzeczami - w sumie byłam 8 dni, więc miałam 2 walizki ;) - nie musisz ubierać szlafroka, ba czasem dla wygody nago z łazienki do pokoju przemykałam ;) no i najważniejsze mąż nie tylko był z nami prawie całymi dniami, ale także spał z nami -niezapomniane chwile :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że masz pozytywne wspomnienia z porodu :)
      Mam nadzieję, że i ja będę się mogła nimi pochwalić niebawem :)

      Usuń
  7. Piękna:) I fajne ujęcie. U Ciebie w domu była ta sesja? Ja miałam w studiu, bo u mnie jakoś nie przewidziałam chociaż jednego kąta, który ładnie by wyglądał na zdjęciu.
    Furka pierwsza klasa, już Ci pisałam. Łóżeczko też piękne. Takie w moim guście. Mam podobne.
    Co do Acardu, to nie pamiętam już dobrze ale to było dość dawno i całkiem możliwe, że brałam do 27-28 tygodnia. Pamiętam, że troszkę byłam zaniepokojona bo czytałam, że dziewczyny biorą Acard do samego końca a ten każe mi kończyć. W ogóle miałam schizę z każdym odstawionym lekiem. Podejrzewam, że gdybym miała przestać brać witaminy, to też bym miała z tym problem.
    Widać Twój doktorek miał gorszy dzień. To w końcu tylko człowiek. Mój też mnie raz wkurzył, pamiętasz? Ostatecznie jednak się zrehabilitował i Twój też na pewno nadrobi wpadkę.
    Mi też chociaż nie do końca ale spakowana torba daje jako takie poczucie bezpieczeństwa.
    Ech..... No to niedługo rodzimy:) Ciekawe, czy uda się tego samego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu zdecydowałam się na sesję w domu- ale zrobiłam tak, że większość ujęć sama sobie opracowałam wcześniej, także wiedziałyśmy z panią fotografującą co robić.
      Z tym Acardem to widzę, że różnie bywa.
      A jak urodzimy tego samego dnia to na prawdę będzie cud... :)
      Chociaż tu mam pewne wątpliwości, bo Młoda już w 31 tygodniu ważyła 2200 kg ;)
      Już niedługo! :)

      Usuń
  8. Nie ma co dyskutować nt. ceny wózków, każdy ma inną sytuację, osobiście nie wydałabym na wózek więcej niż ok 50 procent jednej pensji, bo ten "gadżet" to kropla w morzu potrzeb i można dostać porządny wózek 3w1 za 1500, ja mam za 1700 i nie narzekam, a myślę, że dla drugiego (jak Bóg da) dzieciaczka kupiłabym nowy pojazd:nowiutki, czyściutki, a nie po 3 letnich przejściach (rama. Najważniejsze że wam się podoba i niech dobrze jeździ.
    P.S.
    Ciekawe kiedy Malutka zechce wyjść...Niestety my w 35 tc do końca mieliśmy jeszcze 7 tygodni...
    Powodzenia :)
    Syntia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syntia, dokładnie tego samego jestem zdania i z nikim poza mężem nie mam zamiaru dyskutować w temacie ceny wózka ani uzasadniać wyboru ;)
      Niech sobie każdy kupuje jaki mu się podoba i nic nikomu do tego ;)

      Też jestem baaardzo ciekawa kiedy nadejdzie termin zero :) Mam nadzieję, że jeszcze posiedzi i pojawi się terminowo :) KTG póki co ładne, także trzymam się myśli, że wszystko będzie o czasie :)
      + 7 tygodni to niezły wynik :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Frayzurę masz super, zawsze o takiej krótkiej marzyłam ale na za mało i za cienko na lepetynie. Bugaboo właśnie w wersji gondolkowej podoba mi się bardziej, też braliśmy go pod uwagę ale ze względu na słaby teren j jego małe przednie kółka odpadł ale dalej mnie zachwyca. Jacie lada moment będziecie z nim brykać po okolicy. To zdjęcie z kotem cudne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :) obecnie mam włosy krótsze niż zazwyczaj, to już tak pod poród i czas po nim - żeby było wygodnie :)
      I racja.. to już niebawem.. niebawem :)

      Usuń
  10. Sliczne zdjecie! Idealne, bo odwraca uwage od samej mamy, za to przykuwa wzrok do tego, co na nim najwazniejsze - brzuszka. :) Obcielas wlosy? Wydawalo mi sie, ze kiedys pokazywalas zdjecia i mialas na nich znacznie dluzsze...
    Jak to jednak u kazdego inaczej. Ja, po wizycie na oddziale polozniczym, jeszcze bardziej sie zestresowalam. :)
    Ja na widok noworodka otworzylam oczy ze zdumienia, ze to-to takie malenkie... Ale uroda to mnie nie zachwycily, nawet moje wlasne. Zawsze uwazalam, ze noworodki sa brzydkawe... ;)
    Pojedyncze sale porodowe to rzeczywiscie fajny szczegol. :) Tutaj to regula, ale nieraz szeroko otwieralam oczy przy wspominkach dziewczyn z Polski, gdzie opowiadaly, ze za parawanem wrzeszczala inna rodzaca. Toz to mozna sie urazu nabawic! ;)
    No i podejrzewam, ze w szpitalu prywatnym nie bedzie walki o znieczulenie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, tamto zdjęcie było sprzed bodajże 5 lat, także niezbyt aktualne :) Trafiło wtedy do postu, bo dotyczył moich rodzinnych stron a akurat tak zostało zrobione - w górach.
      Aktualnie mam krótkie włosy, coooraz krótsze i to już od dość długiego czasu :)

      Ta wizyta na porodówce - na początku rzeczywiście mieliśmy stresa, ale atmosfera szpitala i miła pani położna szybko go rozwiały. Myślę, że gdybyśmy pojechali na porodówkę zwykłego naszego polskiego szpitaliska, bo mieli byśmy mniej optymistyczne miny.

      Noworodki - tak, tak, masz rację :) Wcześniej przecież widziałam noworodki i nigdy dotąd nie budziły we mnie takiego zachwytu :) Chyba hormony działają :)

      A co do znieczulenia - nieee, żadnej walki :) i to bezpłatnie :)

      Usuń
  11. A mnie nie podoba się tylko podejście położnej - "pokazała nam niemowlaczki" - są to chyba czyjeś dzieci i nie powinny być pokazywane obcym ludziom:(Bo to trochę zabrzmiało jakby zwiedzających oprowadzała. Raczej pokazuje się salę, wszystko tłumaczy co i jak, żeby uspokoić pacjentkę, ale żeby czyjeś dzieci pokazywać? Osobiście nie chciałabym, by jakieś małżeństwo oglądało sobie moje dziecko, dziecko koleżanki z sali i kilkoro następnych... Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale nikt tych dzieci nie dał nikomu do podtrzymania, nie pokazał danych

      Wyluzuj:) Na ulicy będziesz zakrywać dziecko?

      Usuń
  12. Trzy razy czytałam tytuł - 35??? Ej, to ja zaraz miałam Łucję! :)
    Acardem się nie martw, bo są różne szkoły. Z Ł brałam do połowy ciąży (albo i wcześniej kończyłam), a z F do samego końca. Ostatni acard wzięłam dzień przed cc. I nikt na mnie nie krzyczał w szpitalu, a uczciwie to powiedziałam.
    Mój gin kazał odstawić w jakoś w 3 trymestrze, ale gin "zapasowy" kazał brać do końca :) Zatem po cichu brałam :)
    Fajna fura! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie wyglądasz, i w ogóle fajna babka z Ciebie:) a co do porodu sn to każdy jest inny, u mnie skończyło sie dwoma cc ale dopiero w ostatniej fazie, wczesniej normalne skurcze i bóle przeszłam. Każdy poród jest inny, za pierwszym razem chodziłam do końca, ogólnie wtedy myślałam, ze ból porodowy jest mocno przereklamowany bo owszem, troche boli, ale bez przesady... Za to za drugim razem prawie od samego poczatku wyłam i dosłownie błagalam, zeby mnie dobili... Nie ma widać reguły:) olga

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli tak jak przypuszczam chcesz rodzić w szpitalu M. na ulicy C to polecam zakwalifikowanie się najpierw do porodu u dr.K (on tylko kwalifikuje) i wtedy nie będzie żadnego "Ale"
    Wyglądasz ślicznie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. wyglądasz pięknie, zupełnie jak... ja, zanim zdecydowałam zapuścić włosy po powiciu synka :) i teraz cierpię bo fryzura masakryczna a ma twarz wygląda jak księżyc w pełni. czekam niecierpliwie aż me liche, wypadające włosy odrosną, by zaraz je ściąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, spróbuj szamponu Pharmaceris H-stimupurin. Ekspresowo poradził sobie z moimi pociążowymi lichotami.

      Pink, bardzo dobrze rozumiem Twoje ciągoty do przeżycia porodu SN. Mam nadzieję, że będzie Ci pisane doświadczyć pięknego porodu, bez żadnych zgrzytów, poczucia niedosytu i złych zdarzeń. Trzymam bardzo mocno kciuki.

      Usuń
  16. Super, że udało Ci się znaleźć taki fajny szpital - podobno taki długi kontakt "skóra do skóry" tuż po porodzie jest i dla mamy, i dla dzieciątka bezcenny :) Wózek również rewelacja - my akurat z naszych nie do końca jesteśmy zadowoleni, bo poza wszystkimi zaletami właśnie cholernie dużo ważą i wtaszczenie ich po schodach (kiedy na ręku ma się jeszcze wierzgającego Bąbla) graniczy niemal z cudem (że też durny człowiek wcześniej w tych kategoriach nie pomyślał :/) Na szczęście wraz z nadejściem cieplejszej pogody przerzucamy się już na nową spacerówkę, a ona dla odmiany lekka jak piórko, więc byle do wiosny :) A doktorek chyba trochę się pogubił, więc zaufaj po prostu swojej intuicji i rób to, co sama uznasz za słuszne (ewentualnie jeszcze skonsultuj z kimś bardziej ogarniętym).

    Nawet po takim w połowie zakamuflowanym zdjęciu widać, żeś śliczna i że ciąża bardzo Ci służy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Powodzenia ci zycze! Bardzo fajny blog. Jak czytam takie wpisy to przypomina mi sie cala ciaza i te wszystkie przygotowania:-)

    OdpowiedzUsuń