wtorek, 13 stycznia 2015

Syndrom wicia gniazda

Źródłó: http://matka-po-raz-pierwszy.blogspot.com/2014/01/syndrom-wicia-gniazda-pena-para.html 

To niesamowite jaką metamorfozę można zaliczyć w ciągu kilku miesięcy.

Jeszcze w lipcu byłam osobą wiecznie w ruchu, mocno skupioną na pracy. Trudno było mi spędzić w domu bezczynnie weekend, a co dopiero mówić o 9 miesiącach.
Aktualnie moją największą zajawką i frajdą jest segregowanie, pranie i składanie ciuszków niemowlęcych, chomikowanie akcesoriów, pogadanki o porodach i laktacji oraz szeroko pojęta organizacja domu. I nie - ja nie żartuję.
Robię to z takim zapałem i entuzjazmem, że nawet Małżowi się udzieliło. Btw - zażegnaliśmy wszelakie konflikty i jest aktualnie najlepszym Małżem po tej stronie globu. Kochający, troskliwy, uczynny jak jeszcze nigdy, niemal niepijący (symboliczne piwko kiedy gdzieś wychodzimy, za moim przyzwoleniem. Zawsze pyta teraz o zgode) i moooocno przestraszony wizją ogromnej ( acz cudownej i wyczekanej) zmiany w życiu :)
Mocno również duma nad swoją obecnością przy porodzie i widzę, że się chłopak niesamowicie miota. Nie należy raczej do twardzieli, co go hamuje w spełnieniu czegoś, czego definitywnie by chciał. Wydaje mi się, że i tak nie podejmie ostatecznej decyzji i po prostu zobaczymy co się wydarzy. Na początku będzie na pewno a potem.. się zobaczy. Raczej nie będę Go zmuszać - przynajmniej takie jest moje podejście na tą chwilę.

Czuję, że moje nasycenie tematem przygotowań na dziecko, zaczyna dobijać do poziomu "satisfied". 
Mamy już sporą część wyprawki a niebawem pojawią się brakujące elementy w postaci wózka, łóżeczka, przewijaka, isofixa i tym podobnych.

Wczoraj zapisałam się wreszcie do szkoły rodzenia i zaplanowałam sesję brzuszkową.
W najbliższą niedzielę jesteśmy umówieni z położną na zwiedzanie szpitala, w którym prawdopodobnie będziemy rodzić (prywatny szpital w którym można rodzić na nfz). Położna to dobra kumpela teściowej (zaliczam to do plusów :)) i zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, kiedy się poznałyśmy (jeszcze na początku mojej ciąży).

Planuję w przyszłym tygodniu spakować torbę do szpitala a potem ją ewentualnie uzupełniać. Wolę, żeby stała i się kurzyła niż zastanawianie się podczas każdego skurczu przepowiadającego "o-o, i co teraz".

Na koniec dodam, że stwierdzenie "życie jest ciężkie" nabrało dla mnie nowego wymiaru :) Zanim zaszłam w ciążę zawsze uważałam, że kobieta z brzuchem wygląda bosko i nie kryłam zachwytu. Nadal to podtrzymuję. Nie przewidziałam jednego:
Ten brzuch jest strasznie ciężki :) 
Może to kwestia mojego słabego kręgosłupa, może mojej niewielkiej postury ciała (165 cm) ale ledwo go dźwigam. Po większym posiłku nie jestem nawet w stanie siedzieć. Muszę się położyć.

Podobnie rzecz ma się z ruchami dziecka, o czym pisałam w ostatnim poście. STRASZNIE dają mi w kość. Wszystko było by super, gdyby nie fakt, że jestem fizycznie molestowana od środka. To boli, jest nieprzyjemne, momentami mam wrażenie, że mnie rozerwie od środka. Czasami tak mi Gwiazda wepchnie nogę w prawy bok, że bez problemu czuję to przez grubą kurtkę (dłonią). Wychodząc ze znajomymi na kolację, nie jestem w stanie prowadzić konwersacji bez przerywania co chwilę, zawieszania głosu i wydawania z siebie przeciągłego "pssss", "auć", "uhh", trzymając się przy tym bezustannie za prawy bok (to amortyzuje). Zaczynam się obawiać wsiadania za kierownicę, bo tak mnie kopie podczas jazdy, że wrzeszczę sama do siebie i jestem zdekoncentrowana.
Nie znałam dotychczas nikogo, kto by tak dotkliwie odczuwał ruchy dziecka a może nikt o tym głośno nie mówił. Nie wiem.
Być może znowu u mnie to kwestia budowy ciała i tego, że brzuch rośnie do przodu a nie na boki? Nie mam pojęcia.

A jak było u Was, jak czułyście ruchy?
Czy również były nieprzyjemne?


34 komentarze:

  1. Oj chwilami bywały bolesne te kopniaczki. Ja samego finishu ciąży nie doczekałam bo urodziłam miesiąc wcześniej a pamiętam że było mi mega ciężko. Zobaczymy jak będzie tym razem. Ja się modlę o donoszenie ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasna sprawa, że mimo pewnych dolegliwości mam nadzieję, że donoszę ciążę do 40 tc. I tego również i Tobie życzę :)

      Usuń
    2. Hehe.. niech więc będzie 38! ;)

      Usuń
  2. A ja pisałam u siebie, że było cięęęęęężko, ale u mnie wiadomo: ciężko do potęgi drugiej, albo i trzeciej ;-)
    Co do kopniaków - też pisałam, że przestały być przyjemne... Przy czym dziecko pierwsze (na dole) było znacznie spokojniejsze, a dziecko drugie strasznie mnie kopało po żebrach i wypychało sztywno te swoje małe ale silne kończyny - i tak jest do teraz. Będziesz mieć raczej charakterną dziewczynkę :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie to w ogóle laury się należą :) Podziwiam :)
      I rzeczywiście - zapowiada się Mała Bestyjka :)
      Buźka!

      Usuń
  3. Twój stan jest zupełnie normalny - kiedy ma pojawić się dziecko, wszystko inne zupełnie schodzi na drugi albo nawet trzeci czy czwarty plan :) I tak naprawdę to gniazdo nigdy nie przestaje się wić - nawet kiedy Maluch jest już na świecie - bo już zawsze będzie trzeba coś dla niego gromadzić, segregować, wyposażać mieszkanie w coraz to inne gadżety, potrzebne na różnych etapach rozwoju :)

    A zwiedzanie szpitala w towarzystwie położnej to super sprawa - w publicznej służbie zdrowia nadal nie do pomyślenia, jak sądzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczko, posegregowałam wszystko, poukładałam z chirurgiczną precyzją i doszłam do wniosku, że zapewne tak jak piszesz - to się nie skończy, dziecko będzie rosło i rozwijało się a ta wyprawka razem z nim :)
      Buziaki!

      Usuń
  4. Ja nie doczekałam do mocnych kopniaków. Ruchów Laury nie było jeszcze dobrze czuć na zewnątrz. Tatuś nie poczuł dziecka, a ja takie ledwie łaskotanie. Wody mi odeszły na początku 25 tyg., to ruchy były słabo odczuwalne. A bez wód prawie się nie ruszała.
    Za to teraz, jak dobrze pójdzie, odczuję te przyjemności podwójnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, wiem, że u Ciebie wszystko potoczyło się za szybko, więc trochę mi głupio, że w ogóle się "skarżę".
      Życzę Ci, żebyś tym razem nadrobiła z nawiązką :)
      Już wiadomo, czy podwójnie, czy nie? :)

      Usuń
  5. Ja na szczęście nie odczuwam tak ruchów, jak już wspominałam we wcześniejszym poście, mam łożysko na przedniej ścianie, co amortyzuje trochę te ruchy i są mniej odczuwalne, dla mnie przyjemne mimo wszystko. Ogólnie z tego co zauważyłam też, to moje dzieciątko jest dosyć spokojne i mniej ruchliwe... :) Gdybym miała stosować się do książkowego liczenia ruchów, to codziennie musiałabym zaliczać izbę przyjęć, bo ona po prostu rusza się po swojemu, kiedy chce i ile chce... a skoro na USG wszystko wychodzi dobrze, to znaczy, że nie ma się czym za bardzo przejmować... :) Zauważyłam jednak, że moja mała też uaktywnia się zawsze podczas prowadzenia samochodu, jak jestem za kierownicą, to mi świdruje i majstruje albo na dole po lewej, albo na górze po prawej hehehe :D

    Rozumiem Cię doskonale. Mogłabym co chwilę oglądać, prasować i składać nawet te same ciuszki po kilka razy hehehe ale w sumie nie mam już co... Bo wszystko zostało wyprane, poprasowane i poskładane. Torba spakowana, czeka tylko na bieżące rzeczy do dołożenia typu dokumenty, kosmetyki, itp. :)

    Cieszę się bardzo, że sytuacja z mężem tak znacznie się poprawiła, oby tak już zostało ;) Co do porodu to masz rację, nie ma co zmuszać... Może akurat wyjdzie tak, że będzie Cię wspierał przez cały poród, a i na końcówce zostanie... nigdy nic nie wiadomo... ;) Mi mojego udało się przekonać, żeby nie rezygnował z takiej chwili, to jedyna taka w życiu, kiedy jego dziecko się rodzi, że będę potrzebowała jego wsparcia, że nie musi patrzeć tam na dół... a w razie gdyby się źle poczuł to najwyżej wyjdzie... Zobaczymy jak to będzie :)

    Pozdrawiam cieplutko :*
    Zapraszam do siebie jeśli masz ochotę: http://codziennosc-zycia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę "przyjemnego" odczuwania ruchów :))
      U mnie niektóre z nich, te bardziej "do środka" są miłe. Rozczulam się wtedy.
      Większość z nich jest jednak taka mocno rozpychająca na zewnatrz (to nawet nie są kopniaki) i jest jak jest.

      Fajnie, że Małż się zdecydował :)
      Widzę u Ciebie, że Ty jesteś kilka tygodni do przodu.
      A powiedz jeszcze jakie ciuszki dla dziecka zabierasz do szpitala? Powoli zabieram się za pakowanie torby i mam wielki dylemat w co dziecię odziać.

      Usuń
    2. Tak, teraz to już raczej to rozciąganie będzie przeważać nad kopniaczkami, bo dzieciaczki mają coraz mniej miejsca.
      A proszę bardzo, zapraszam na wpis, tam są nawet zdjęcia tego, co spakowałam dla małej :)
      http://codziennosc-zycia.blogspot.com/2015/01/syndrom-wicia-gniazda.html
      Nie ma tylko zestawu na wyjście, bo go nie skompletowałam ale będzie to kombinezonik + cieplejszy pajacyk + body z długim rękawem + skarpetki + apaszka + czapeczka grubsza i dodatkowo Mała będzie w śpiworku w foteliku :) No chyba, że będzie mega odwilż i temperatura na plusie to ewentualnie pomyślę o lżejszym pajacyku i bodziaku, co by dziecka nie zagotować :D

      Usuń
    3. Widziałam widziałam ten wpis :)
      Te półśpiochy (o te spodnie mi chodzi) będziesz zestawiała z body z krótkim rękawem jak będzie ciepło, tak?
      I takie pytanie kosmetyczne.. czy pod pajaca zawsze zakłada się body?
      I jaki rozmiar zabierasz? 56?

      Sorka, za taką litanię pytań, ale kurcze... :) zielona jestem.

      Usuń
    4. No właśnie tak popatrzyłam na zdjęcia i będę musiała wymienić dwa bodziaki z krótkim rękawem na długi, bo z tymi spodenkami to jednak połączę bodziaka z długim rękawkiem. W szpitalu z reguły jest bardzo ciepło ale mimo wszystko wolę dać dłuższy rękawek i np. rozszczelnić okna, żeby nie było duszno, ani gorąco :)
      Te wszystkie ciuszki to rozmiary chyba 56, nie wiem dokładnie bo one są używane i koleżanki metki pozrywały... ale rozmiary, rozmiarom nie są równe... :)
      A odnośnie pajacy i bodziaków hm... szczerze? Zabiłaś mnie tym pytaniem :D Jakoś nie spotkałam się w pracy żeby zakładano same pajacyki, zawsze coś tam było, czy koszulka, czy kaftanik, czy bodziaczek... ale jak nie założysz nic, to chyba też się nic nie stanie :)

      Nie no, nie masz za co przepraszać! ;) :*

      Usuń
    5. Dzięki za info :)
      Biorę do szpitala jedną 50tkę a pozostałe to 56.
      Fakt faktem, że rozmiar rozmiarowi nie równy,

      Zastanawiam się właśnie nad strojami dla new borna, bo w szpitalach panują takie temperatury, że ja przy kaloryferze zakręconym na 3, myślałam że się uduszę... ale ubiorę ją chyba tak, żeby było co zdejmować w razie czego :)

      Usuń
  6. Mój synek ma różnie. Chyba w zależności od aury. W każdym razie kiedy były te wichury to dużo spał a ja musiałam go podsłuchiwać bo się bałam, czy wszystko OK. Czasem (np. teraz) jest bardzo aktywny i np. jak kopie nóżkami to nie boli, aczkolwiek jeśli mam akurat rękę na brzuchu i piszę sms to ręka tak podskoczy, że hej. Najgorzej jak mi zdzieli pięścią w coś na dole. Nie wiem dokładnie w co, ale aż prąd przechodzi. I mój biedny żołądek jest strasznie zmaltretowany. Do toalety biegam codziennie, tak mi mały rozruszał jelita.
    Ja też nie wiem, czy mąż będzie podczas drugiego etapu porodu. Wiem jedno, jeśli mam się stresować czy nie zemdleje albo ma mnie dekoncentrować (dobrze napisałam?) to wolę, żeby poczekał za drzwiami. Przy pierwszej fazie jest mile widziany żeby pomasował, poprzytulał itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, mojej spradycznie zdarzyło się kilka dni mniejszej aktywności i fakt faktem, że też się wtedy denerwowałam. Generalnie w zastraszającej większości jest tak, że wierci się jak cholera i czuję każdy jej gnacik :)

      Zobaczymy, co Ci nasi mężowie wymyślą podczas porodu :)
      Ty jutro masz chyba USG, rigth? :)

      Usuń
    2. Tak!!! Wczoraj miałam USG i wreszcie zobaczyłam twarzyczkę mojego Kacperka. No i czysty tata. A mąż to godzinę się wgapiał w zdjęcie i w ogóle się nie odzywał. Na końcu takim podejrzanym głosem powiedział "mój syn" i to mnie strasznie złapało za serce.
      Z małym wszystko OK. Waży już prawie 2 kg. Tylko plany co do porodu się zmieniły. Mój doktorek odradził mi szpital w którym chciałam początkowo rodzić i zaproponował.... prywatny z tym, że na NFZ. Weszłam na ich stronkę i strasznie mi się spodobał. Jest to szpital położniczy, więc tym bardziej:) I opinie ma super. Cieszę się z takiego obrotu spraw.

      Usuń
    3. Carrie, to pewnie miałaś to USG 3D?
      Powiem szczerze, że ja tam na tym ostatnim USG nic nie widziałam :) Małż a i owszem a ja jak zwykle byłam skupiona na twarzy lekarza, byle by tylko wszystko było ok.
      Małżon Twój - rozczulający :))

      Super, że Kacperek OK :)
      I fajnie z tym szpitalem. U mnie ten sam scenario - będzie prywatny szpital, gdzie można rodzić na NFZ.
      Ciekawa jestem jaką drogę porodu wybierzesz.. ;)) Daj znać jak będziesz chciała.
      Buzia!

      Usuń
  7. Zdarzały się bolesne kopniaki, ale dla mnie każde stukanie było potwierdzeniem, którego bardzo potrzebowałam :)
    Ekscytujący czas nastał dla Was. Super.
    Tylko przeraziło mnie Twoje stwierdzenie o porodzie z mężem "nie będę go zmuszać NARAZIE". Jego udział w porodzie musi być w pełni dobrowolny i dobrze przemyślany, nie wolno nikogo zmuszać ani nawet prosić czy namawiać, bo to przyniesie dużo szkody, lepiej zapytać go i dać szansę na szczerą odpowiedź i ewentualnie wziąć do porodu kogoś innego, bo uważam że kogoś warto mieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bahati, oj, bardzo ekscytujący :)

      Co do tej obecności przy porodzie, to sama nie wiem.
      Z jednej strony jest jakaś racja w tym, że facetów nie ma co zmuszać.
      Z drugiej strony - jeśli poród wygląda tak jak czytałam, że wygląda - to nie widzę powodu, dlaczego miało by Małża nie być chociażby w pierwszej fazie. Potem może sobie wyjść.

      Z jednej strony rozumiem, że każdy ma swoją wrażliwość a facet może mieć potem jakieś urazy czy coś.
      Z drugiej zaś wkurza mnie podejście "Ty ródź a ja przyjdę dopiero, jak będzie po wszystkim".

      Co do pierwszej fazy porodu - nie widzę powodu, dlaczego miało by Go przy tym nie być.
      Druga faza - spoko, wydaje mi się, że nie będę miała parcia, żeby został (chociaż może słowo "parcie" tu niezbyt pasuje... ;)

      Nikogo innego nie wyobrażam sobie mieć przy sobie w tej sytuacji.

      Usuń
  8. Ja Ci chyba pisalam jak poczulas pierwsze ruchy, ze pod koniec to one juz nie sa takie radosne? Ale wtedy mi pewnie nie uwierzylas... ;) Ej, 165 to wcale nie tak malo, ale pewnie przed ciaza bylas bardzo szczupla. Czytalam gdzies, ze kobiety z nadwaga zazwyczaj nie odczuwaja ruchow az tak dotkliwie. No i rzeczywiscie duzo zalezy od dziecka. Jak napisalam w komentarzu do poprzedniego posta, moja cora mnie oszczedzila, bo ruszala sie glownie o okreslonej porze dnia i nie tak mocno. A jak przy porodzie przebili mi pecherz i odeszly wody, przestala sie ruszac w ogole. Za to syn obkopal mnie od srodka strasznie i co gorsza robil to calymi dniami! No i nie chce straszyc, ale dla mnie jeszcze gorsze niz kopanie, bylo w ostatnim miesiacu rozpychanie. Moj synal ewidentnie mial za ciasno, bo bez przerwy ponawial probe wyprostowania ktorejs konczyny. Czasem mialam wrazenie, ze zaraz mi jego pieta wyjdzie przez pepek! ;) Strasznie bylo to bolesne! Albo, tak jak piszesz, lokiec wystajacy z boku. Toz to nawet z zewnatrz wygladalo makabrycznie! Tylko ze ja pod koniec tez sie nie patyczkowalam i jak mi Mlodszy wbijal kosciste czlonki w brzuch, to ja tez tak dlugo masowalam i naciskalam te miejsca, az sie przesunal! ;)

    Zwiedzanie porodowki to fajna rzecz. Ja tez urzadzilam sobie taka wycieczke, ale wyszlam z niej blada i wystraszona. Po prostu, jak popatrzylam na te wszystkie urzadzonka, na to lozko z odsuwana dolna czescia i podnoszonymi podporkami na nogi, to caly ten porod wydal mi sie n nagle tak realny, ze zrobilo mi sie slabo. ;)

    Torbe chyba dobrze miec przyszykowana w polskich realiach. W koncu niewiadomo kiedy Hanulka uzna, ze czas sie ewakuowac. ;) U mnie wszystkie potrzebne akcesoria daja w szpitalu, wiec kiedy pakowalam torbe okazywalo sie, ze nie mam co do niej wrzucic, bo wszystko potrzebne mi bylo na codzien... ;)

    Co do meza przy porodzie, mysle ze macie dobre podejscie, na zasadzie, ze "sie zobaczy". Mojemu brat naopowiadal, ze to takie cudowne doswiadczenie, wiec strasznie chcial. Z jednej strony sie cieszylam, ale z drugiej obawialam, bo M. nie znosi widoku krwi. To taki facet, ze nawet jak dzieciaki przewroca sie na podworku, to biegnie do mnie z panika w oczach, bo "leci im KREW!". No straszna rzecz takie zdarte kolano... ;) I o dziwo TEN facet, byl podczas porodu tak aktywny, ze w pewnym momencie trzymal mi nogi (od przodu!) i parlam do niego! I nie tylko to wytrzymal, ale byl niesamowicie podekscytowany, a potem nie mogl sie doczekac przeciecia pepowiny. Tak wiec roznie to z tymi chlopami bywa... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata! Dziękuję Ci za Twój komentarz! Jak się cieszę, że nie jestem jedyna, która odczuwa takie atrakcje :)
      Właśnie, właśnie! Te akrobacje bobasa można by nazwać przeciąganiem się i rozpychaniem - kopaniem raczej nie. I podobnie jak Ty - masuję i uciskam to miejsce a Ona natychmiast zmienia położenie.
      Przez to wszystko mam wrażenie, że moja powłoka brzuszna robi się coraz cieńsza :) Jakby dziecko od świata odgradzała cienka tkanina :)

      Podejście Małża daje mi nadzieje, że może mojego także coś natchnie :))

      Buźka!

      Usuń
  9. Moje dziewczyny to były takie leniwce, że każdy ruch (nawet gdybym miała popuścić z bólu :p) był na wagę złota... Dzięki Ich lenistwu odbyłam kilka (nieplanowanych) wycieczek na IP, na szczęście prawie za każdym razem przyjmowano nas niemal z otwartymi ramionami :) A wtedy co? Wtedy te małe potworki dostawały palmy, i każde ktg książkowe... A ja miałam ochotę spalić się ze wstydu :) Co ciekawe- starsza, tak jak w brzuchu była spokojna, tak i po porodzie też. Ale młodsza? Teraz to jest żywioł i wulkan energii :)

    Jak ja Ciebie rozumiem z tym bólem kręgosłupa... Ja nie mam nawet całych 160cm, a brzuch ze starszą to miałam... gigantyczny. I nic mnie tak w tej ciąży nie przeczołgało, jak ten cholerny ból pleców. Przy całym mistycyzmie błogosławionego stanu, nie raz miałam ochotę kurwować na całe gardło, jak mnie boli kręgosłup, plecy, krzyż- WSZYSTKO!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, z tymi ruchami jest tak, że Młoda miała dziś spokojniejszy dzień a ja czułam się nieswojo. Dopiero teraz właśnie jak się połozyłam, zaczęła mnie łoić z całych sił - a ja głupia leżę i masuję jej stopę chyba :))) Cóż, muszę przyznać, że jak nie fika to trochę tęsknię... :)

      Usuń
  10. Wij sobie spokojnie gniazdko :)
    A ruchy - nie zawsze są przyjemne...
    Ale potem się i tak za nimi tęskni ;)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak jak Marcie powyżej pisałam - jak się Młodej spokojniejszy dzień trafił, to jakoś tak.. nieswojo :)

      Usuń
  11. Wow, to naprawdę już blisko!!! Mnie kopniaki czasem tak bolały ze aż i zawylam, ale najgorzej wspominam jednak ten gigantyczny brzuch. Pod koniec to musiałam go trzymać jesli chciałam gdzieś pójść, cała do tego byłam spuchnieta bo upały były wtedy straszne... Ale przynajmniej spać mogłam non stop:)) a jaki wybraliście wozek? Z tego, co pamietam, nie macie windy, ważne wiec, by był lekki;) pozdrawiam, olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, zgadza się - windy brak, 3cie piętro.
      Wybraliśmy Bugaboo Cameleon 3.
      Leciutki, praktyczny, super-trwały.
      http://bugaboo.pl/poznaj-bugaboo/1-bugaboo-cameleon-3

      Usuń
  12. Oj tak, kopniaki bolały, szczególnie te pod żebro, aua, skórę mi przypomniałaś. Ale dla mnie najgorsze było na samym końcu uczucie tak naprężonego brzucha, że miałam wrażenie, że zaraz pęknie. Aż mnie mrowiła macica, serio tak dziwnie chamsko to czułam ;D A jak do tego mała chciała prostować kończynę... aaaauć. Fajnie było, tęsknię ;D

    A to wicie gniazda to chyba jedno z najmilszych zajęć, jakie miałam hehe.Pakuj torbę, to Cię nic nie zaskoczy, będziesz spokojniejsza. Korzystaj z tego wolnego czasu, wyśpij się za wszystkie czasy :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, to wicie gniazdka dla Małej to jest, jak słowo daję, najprzyjemniejsza praca, jaką mi przyszło w życiu wykonywać póki co :))
      W życiu bym się nie spodziewała, że pranie i prasowanie może być tak fascynujące :)
      Wyprałam już wszystko, poskładałam, poukładałam, poprasowałam co trzeba i teraz dupa... nie mam już co prać! :))

      Usuń
    2. To teraz możesz wyciągać, oglądać i sprawdzać czy było dobrze poskładane i składać na nowo ;D Nie mogłam się napatrzeć na te maleńkie ubranka aaah. A teraz już dwa wielkie wory odłożyłam, bo za małe :)

      Usuń