poniedziałek, 16 lutego 2015

Fixum dyrdum czyli 38 tc in progress!



Z końcem 37 tc moją ciążę można tytułować jako "donoszoną" ;)
Zupełnie to do mnie nie dociera. Uważam, że mam jeszcze mnóstwo czasu i to przeświadczenie pozwala mi utrzymać się na powierzchni i nie zapaść w otchłań lekkiej histerii.
O dość rychle zbliżającym się deadlinie przypominają mi najbliżsi swoimi nerwowymi telefonami.

Teściowa: No cześć Myszko, denerwujesz się? Nie denerwuj się, mówię Ci, nie denerwuj się.
Ja: Cześć Mamo, ale nie, nie denerwuje się.
T: Aleee nicc sięęę nie denerwuj, mówię Ci, rozmawiałam z I. (położna), ona też mówi, żebyś się nie denerwowała, także naaa spokojnieee, na spokojnieee.

Tak się zastanawiam, kto tu kogo uspokaja? ;)

Telefon od babci:
B: Oh, żeby już było po wszystkim. Ja się codziennie modlę, codziennie się modlę!

Tata
T: No i jak? Jak tam moja wnusia? Wszystko już gotowe?
+ opowieść o tym, jak skomplikowany był poród mojego przyrodniego brata.
Ja: Tato, daj spokój, nie chcę teraz tego słuchać. 

Czy wszystko gotowe?
Właściwie tak.
Mieszkanie jako tako przygotowane, sypialnia dostosowana do potrzeb dziecia, wszystko zakupione.
Jeszcze tylko wózek odebrać ze sklepu, ale tu czekamy aż spłynie isofix od producenta, żeby machnąć sprawę za jednym razem.
Kupujemy jeszcze jakieś ozdoby, żeby ożywić troszkę ten jej kącik, bo mieszkanie mamy w barwach biało-szarych także przydało by się troszkę życia.
Czekam aż z DaWandy sfruną takie oto sobie sówki ooo:



Jako dodatkowe oświetlenie, do zawieszenia na karniszu, planujemy wykorzystać lampki Cotton Balls, ale tu dumam jeszcze ostro nad kolorem.

Albo grey&pink


Albo baby blue


Nad łóżeczkiem zawiśnie imię Dziecinny, z miękkich z literek, tylko tu mamy póki co takie utrudnienie, że nie wiemy jeszcze, jak będzie miała na imię ;)
Decyzję podejmiemy po porodzie, także na razie zakup musi poczekać.

W tak zwanym międzyczasie zaliczyliśmy kurs minimum w szkole rodzenia.
Dwa weekendy, w sumie jakieś 12 godzin z hakiem.
Jesteśmy bardzo zadowoleni z zakresu tematycznego, przekazanej wiedzy, merytoryki.
Zakres obejmował laktację, spotkanie o porodzie z położną (ze szpitala, gdzie będę rodziła), pielęgnacja i fizjologia noworodka oraz poród aktywny.
Rzeczywiście, zajęcia nie mają wielkiego sensu dla osób, które nie planują rodzić siłami natury - jednak zajęcia o laktacji i pielęgnacji noworodka, dają bardzo dużą wiedzę.
Do samego porodu również czujemy się przygotowani dużo solidniej niż wcześniej.

Ostatnio częściej widujemy się w Doktorkiem Prowadzącym.
KTG co tydzień. Wizyta co dwa.
Ostatnia odbyła się w czwartek i małż wybrał się ze mną (bo ostatnia coś nie bardzo mi się podobała). Tym razem Doktorek wrócił na swój normalny, sympatyczny tor i w odpowiedzi na nasze obawy odnośnie wyboru porodu SN oznajmił, że w przypadku ciąż po IVF personel nie zwleka z decyzją o CC w razie czego, nie ryzykują. Że nawet nie musimy nic mówić, bo personel i lekarze są jednak uwrażliwieni na pary po historiach z niepłodnością i IVF i są ostrożniejsi.
Na dowód, zarówno na skierowaniu do szpitala jak i na okładce książeczki ciążowej wpisał wyraźnie "stan post IVF", żeby nikt przypadkiem nie przeoczył. Tej informacji nie omieszkałam wpisać również do planu porodu.
Dodam tutaj od siebie, że troszkę dziwna to logika, bo nie wiem czemu lekarze mieli by być wrażliwsi i ostrożniejsi przy porodach post IVF, niż przy tych "naturalnych" - przecież to, że jestem po IVF nie oznacza, że bardziej zależy mi na bezpiecznym porodzie, prawda? Każdym niepatologicznym rodzicom przecież zależy. Może chodzi o jakieś medyczne ryzyko post IVF, aczkolwiek Doktorek powiedział wyraźnie, że IVF nie jest wskazaniem do CC.
Także, nie czepiając się, dziwna to logika, ale ok - ta informacja mocno podniosła mnie osobiście na duchu i w sumie ucieszyła. Tyle już przeszliśmy, że niech ten poród chociaż odbędzie się bez komplikacji. Zasłużyliśmy na to.
(nie twierdzę, że cała reszta może mieć komplikacje, bo "nie zasłużyła" - piszę wyłącznie o sobie i z mojej perspektywy, wyjaśniając z góry czepiającym się Anonimom. Każdemu życzę cudownego porodu.)

Przy okazji wykonałam mnóstwo badań przedporodowych, łącznie z takimi dość wrażliwymi typu kiła :)
Co ciekawe, paciorkowiec, którego miałam przed ciążą, niejaki Streptococcus agalacitae... zniknął! Wyparował, mimo że niczego szczególnego w ciąży nie wyrabiałam w tym kierunku.

W najbliższy czwartek czeka nas USG podczas którego poznamy aktualną wagę Młodej oraz ułożenie. Dowiemy się, czy wskazania do CC nie wróciły. Może się jeszcze okazać, że moje dumania nad istotą i strasznością SN były zbędne. Wolałabym, żeby tak nie było, chociaż na ten moment sama nie wiem, czego chcę.

A brzuch rośnie i rośnie i niedługo przerośnie... ;)


54 komentarze:

  1. To samo chciałam napisać - czym się różni poród po ivf, od naturalnej ciąży? Skoro ciąża jest donoszona, komplikacji nie było, to jakie to ma znaczenie na końcu?
    Przychodzi mi do głowy tylko jedna paskudna myśl - to może być jedyna ciąża tej kobiety, to się postarajmy, a młoda i naturalna to sobie w razie czego urodzi następne. To jest okropne podejście.

    Tak czy inaczej życzę szybkiego porodu bez komplikacji.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Mi mój doktorek powiedział niemal identycznie jak Think i właśnie dodał, że trzeba się liczyć z tym że to może być jedyne moje dziecko.
      A tak na moją logikę to sobie myślę, że jest jeszcze jedna sprawa. Bo czasem jest wszystko OK i ciąży nie ma. I jest niepłodność i trzeba zrobić sobie IVF, żeby mieć dziecko. I jeśli przy poczęciu natura zawiodła, to może też zawieźć przy porodzie. Poza tym kobiety po IVF zazwyczaj są "po przejściach" i nie tak silne psychicznie jak inne, które z poczęciem nie miały żadnych problemów. Myślę, że takie podejście "dmuchamy na zimne" jest całkiem w porządku i mi ono bardzo pasuje.

      Usuń
    2. Poza tym piękne zdjęcie Think:) takie zmysłowe i seksowne.
      U mnie jeszcze spokojnie w temacie porodu, nikt nie panikuje aczkolwiek już zaczęły się złote rady teściowej. "Ale jak to tak, bez kołderki? W samym rożku? To chociaż jeszcze kocykiem nakryj, bo będzie mu zimno" albo "ale ochraniacz musi być od samego początku, żeby wiatr na małego nie leciał" - ale skąd niby ma być ten wiatr?

      Usuń
    3. Carrie, dziękować ;))
      A złote rady, hehe.. doopiero co babcia małżonka nas odwiedziła i była ta sama gadka: "kordły i poduszki jeszcze nie macie!", "ale jak to tak bez? no jak to tak" :)

      Podjęłam niezdarną próbę tłumaczenia, po czym się poddałam ;)

      PS. Carrie, czy Kacperek miewa czkawę? Bo Młoda miewa czkawę średnio 2x dziennie przez ok 5-10 minut i zastanawiam się, czy to jest normalne?

      Usuń
    4. Czkawka- normalna sprawa :) Moja Eliza miała ją od 6miesiąca do samego porodu :) I za każdym razem nie mogłam się nadziwić, że tak wyraźnie ją można czuć przez te fałdy brzuszne, wody płodowe i tak dalej :)

      Usuń
    5. Marta, właśnie w necie też czytałam, że normalna, ale ta częstotliwość zaczęła mnie trochę zastanawiać :)
      Ja ostatnio nawet bez czkawki nie mogę się nadziwić, jak to jest możliwe, że można tak czuć dziecko przez powłoki brzuszne, każdy ruch, każdą kosteczkę. Mam wrażenie, że mogłabym delikatnie rozdrapać sobie skórę na brzuchu i wsadzić tam palec i ją pogłaskać :)))) Jakkolwiek dziwnie to nie brzmi ;))) hehe... (spokojnie: powstrzymam się przed tą pokusą :)

      Usuń
    6. Czkawką się nie masz co martwić, Klopsik miał ją w brzuszku tyle razy dziennie, że nie dalabym rady zliczyć... Na prawdę nieraz to chyba z 6 dziennie, jak nie więcej bo się przyzwyczailam. Zresztą to był pierwszy ruch jaki wyczulam - i to było w 17 tygodniu a tata też czuł! jedyny minus, to czkawka w brzuszku = czkawka poza nim ;-) Ściskamy i powodzenia życzymy :-*

      Usuń
    7. Heh, jak Lilka (druga córka) czkawkę miała sporadycznie, to ja zadręczałam męża pytaniami, czy to normalne :) Btw- jakby On mógł mieć w ogóle pojęcie czy to normalne, czy nie :p

      Usuń
    8. U Nas Kacper czkawkę ma dwa razy dziennie i się śmieję że urodzi się owłosiony jak małpka ponieważ kiedyś wierzono iż jeśli dziecko tak czka to włoski rosną :D buha haa

      Usuń
    9. Ten sam przesąd dotyczy chyba zgagi :) W sumie- zgadzałoby się- moje dwie dziewczyny na brak włosów zaraz po porodzie nie narzekały :)

      Usuń
    10. Zgagi co prawda nie mam, ale z tymi włosami to wielce prawdopodobne, bo ja się urodziłam mocno owłosiona i małżon też chyba :)

      Usuń
    11. Oooooo, to może mi się wyśni i Kacper urodzi się z mega afro, bo czkawuchę ma często, zdarza się, że tak jak u Twojej małej - dwa razy dziennie a i zgaga w ogóle nie odpuszcza a ostatnio to już jest mega wredna.

      Usuń
    12. Mnie chociaż ta zgaga minęła, za to zaparcia nadrabiają za wszystkie inne dolegliwości.. że się tak podzielę swoją niedolą :)

      Usuń
  2. gratuluje donoszenia ciąży :) ale z tym byciem bardziej wrażliwym na ciąże po invitro to aż się we mnie zagotowało.... aż się zapytam mojego gina czy w szpitalu w którym będę po raz drugi rodzić też są takie praktyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Eh, nie chciałabym robić afery ze stwierdzenia Doktorka..
      Może chciał mnie podnieść na duchu (co jest bardzo prawdopodobne), może nie to miał na myśli, może ja coś źle zrozumiałam.

      Usuń
  3. Rośnie, rośnie i oby nie przerósł jak u mnie ;)
    A swoją drogą, śliczne ten Twój brzusio!
    Och jak mi się marzą te Cotton Balls, już nawet miałam zamawiać, bo ostatnio była promocja z okazji Walentynek, już nawet zaprojektowałam je sobie, ale gdzieś z tyłu odezwał się mój głos rozsądku, że jednak tyle jest wydatków (to nic, że mamy zaskórniki odłożone jeszcze na wyprawkę dla Oli, która jest już całkowicie skompletowana), ale jakoś mimo wszystko zapytałam siebie "czy naprawdę nie da się bez nich obejść?" no i w końcu zrezygnowałam... Może innym razem ;) A co do kolorków to grey&pink są cudne! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, oj oj czekamy na rozwój sytuacji u Ciebie;)

      Co do Cotton Ballsów, to przegapiłam tą walentynkową promocję :/ Też się zastanawiam nad kosztami, ale z drugiej strony to specjalnie nie poszaleliśmy z ozdobami dla Młodej także.. zobaczymy jeszcze ;)
      Cały czas uważam, że mam jeszcze duuużo czasu na myślenie... ;))

      Usuń
  4. Gratuluję donoszenia ciąży :) I trzymam kciuki za spokojny poród.

    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, każde kciuki się przydadzą ;)

      Usuń
  5. Gratulacje! Teraz to zaczyna się denerwujący okres, zwłaszcza inni będą Cię denerwować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, póki co wspaniale nastraja mnie przepiękna pogoda, więc zupełnie nie myślę o porodzie :))
      Oby tylko pogoda się utrzymała.. ;)

      Usuń
    2. Pamiętaj, jak to mówił mój (niestety ex) fryzjer - najważniejsze to sobie włosy na poród zrobić! Bo jednak na tej porodówce to foty będą... ;) :)

      Usuń
  6. A to jest Twoje zdjęcie? Myślałam, że jakieś z sieci. Cudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Ano moje :) Z sesji ciążowej :)
      Trochę bezwstydne, bo trochę cyckiem świecę, ale jedyne, na którym nie widać twarzy, więc.. :)

      Usuń
    2. Najładniejsze ciążowe zdjęcie, jakie w życiu widziałam:) Seksowna babka z Ciebie, Pink. Z tym brzuszkiem wymiatasz;)

      Już nie będę Ci wysmażać kolejnego komentarza niżej, tylko od razu napiszę, że czekam razem z Tobą. Rozumiem każdą z Twoich rozedrganych emocji i... szkoda mi, że sama nie mogę tego przeżywać jeszcze :P (mimo że 9. miesiąc był już dla mnie istną torturą...)
      Będę z Tobą myślami tam, na porodówce. Pamiętaj:*

      Usuń
    3. Leśna, dzięki ;) Nie spodziewałam się, że się spotka z takimi komplementami :)
      Miło.

      A co do porodówki... dziękuję. Każde wsparcie na wagę złota.
      I faktycznie, w tym 9tym miesiącu mam swoje lepsze i gorsze dni. Wczoraj super. Dzisiejsza noc i połowa dnia - dramat, horror i żużel.. Leżę i zdycham, jakbym miała co najmniej ebolę.

      Usuń
  7. Świetne zdjęcie! W cottonach sama jestem zakochana, na razie mamy u starszej córci, bo co ciekawe- to Ona potrzebuje więcej światłą w nocy, niż młodsza :)
    O rany- to już, już za momencik! :)
    Kurczę, nie potrafię tego ubrać w słowa, bo oczywiście, że dla każdego rodzica bezpieczeństwo podczas porodu jest sprawą priorytetową, ale... jestem w stanie zrozumieć lekarzy, że w sposób szczególny traktują pacjentki po in vitro. To delikatne kwestie, i rozumiem, że w jakiś sposób mogą oburzać... Myślę podobnie jak Dziewczyny wyżej- droga, którą przebyły mamy po in vitro, problemy z matką naturą- to są sytuacje szczególne...
    Powodzenia. Trzymam kciuki za szczęśliwe i bezproblemowe rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, dziękuję :)

      Ooo, czyli masz cottony i są okej?
      Myślę, że się skusimy jednak na nie.

      Co do tematu porodu, to ja już głosu nie zabieram, bo się boje, że znowu za raz będzie jakaś afera :) Z jednej strony też rozumiem.
      Jak tak dłużej nad tym myślałam, to doszłam do wniosku, że to nie chodzi o to, że babki po IVF są mniej "narażone" na znieczulicę ale o jakieś takie ogólne uwrażliwienie lekarzy w tym temacie - i to jest dla mnie jak najbardziej uzasadnione.
      Tak samo jak to, że ciąże po IVF są jednak ciążami specjalnej troski (a dowodem jest to, że nie każdy lekarz chce takie prowadzić).

      Usuń
    2. Są jak najbardziej ok, nasza córcia śpi czasami przy nich całą noc- w ogóle Jej nie przeszkadzają. Zresztą dają takie przyjemne światło. Mi się teraz marzy kolejny sznur do jadalni, ale (fuck) ten wybór kolorów... :)

      Dobrze to ujęłaś- uwrażliwienie. Bo przecież nikt nie twierdzi, że rodzącej w tym samym czasie pacjentce po naturalnym zajściu dadzą się nie wiem? Wykrwawić na przykład. Ciężko mi to opisać słowami- bo każde wydają się nieodpowiednie (a dokładniej- obawiam się "łapania" za słowa) ale tu działa chyba jakiś mechanizm szczególnej empatii. I moim zdaniem- to bardzo dobrze.

      Usuń
    3. Marta, tak, masz rację z tymi porodami.
      Niepotrzebnie się czepiam.
      Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że takie podejście ma sens.
      Przecież to nie oznacza, że inne pacjentki mają "gorzej".

      Usuń
    4. Ja się nie czuję w ciąży szczególnej troski. Mój problem był mechaniczny - niedrożne jajowody. Nie miałam problemów z zagnieżdzeniem, poronieniami i nieznanymi przyczynami. Nie widzę powodu dla którego ta ciąża miałaby się różnic od zwykłej. Poza tym, że jest bliźniacza, ale to też bez przesady. 30 lat temu kobiety nawet nie wiedziały, ze będę bliźniaki i jakoś rodziły bez szczególnego chuchania.
      W pierwszej ciąży wszystko było idealnie i czym się skończyło? Dobrze, że tylko wielkim strachem. Problemem okazała się wada, której nikt nie zauważył na dziesiątkach USG, któree robiłam przy monitoringach cyklu itp. Ja jestem fatalistką - co ma być to będzie i starać się należy w rozsądnych granicach. Wszystkiego nie przewidzisz.

      Usuń
  8. To jednak "Hania" stanela pod znakiem zapytania? ;)

    Mysle, ze specjalne traktowanie pacjentek po in-vitro, mimo wszystko ma sens... Tak jak napisala Carrie - to moze byc dla takiej dziewczyny jedyna szansa na rodzicielstwo biologiczne. Oraz, tak jak pisze Marta, po latach staran, dlugiej procedurze, nieudanych podejsciach, psychika musi byc zryta, wiec dobrze zeby kobitka chociaz do porodu podeszla z mysla, ze jest w najlepszych mozliwych rekach...
    Co nie zmienia faktu, ze oczywiscie kazda normalna matka tego pragnie... :)

    Ciaza donoszona, to teraz juz odliczanie! Zycze, zebys nie musiala jej prze-nosic, jak ja o tydzien. Te ostatnie dni dluza sie bardziej niz cala ciaza. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, taaak, "Hania" stanęła pod wielkim znakiem zapytania ze względu na ilość "Hań" ostatnimi czasy :) (chociaż dla mnie nie jest to jakiś kluczowy argument, gorzej z Małżem)
      Na prowadzenie wysuwa się póki co Melania vel Melka.
      Ale muszę przyznać, że mam ogromny mętlik w głowie, sama nie wiem, co mi się podoba a co nie. Małżon jest bardziej zdeklarowany niż ja.
      Ustaliliśmy, że decyzja zapadnie dopiero jak zobaczymy Dzidziusia :)

      Moim cichym marzeniem jest urodzenie 11 marca, tj 2 dni po terminie :)
      To taka znamienna data - 16 lat temu spotkaliśmy się z małżem po raz pierwszy i od razu, z marszu zakochaliśmy :))
      Byle nie 8my.. byle nie dzien kobiet :)

      Usuń
    2. Pink, u nas było podobnie. Tzn. nie mieliśmy wprawdzie jakiejś imiennej faworytki, która odpadłaby tuż przed porodem ze względu na sporą popularność, czy też z innej przyczyny, ale braliśmy kilka imion równolegle pod uwagę. I dotyczyło to zarówno dziewczęcych, jak i chłopięcych, bo przecież my nie znaliśmy płci. W każdym razie, nie potrafiliśmy wybrać tego jednego jedynego i postanowiliśmy, że zdecydujemy po porodzie. A jak już dziecina nam się pojawiła na świecie, wystarczył jeden rzut oka, by było wiadomo, że to przecież Dunia, nic innego by jej nie pasowało:)
      Jestem pewna, że na Was spadnie podobne olśnienie:)

      P.S. Kiedyś w jakiejś telewizyjnej śniadaniówce była babka, która mówiła, że miała od wielu miesięcy wybrane imię dla swojej córki, a jak ta się urodziła i ona - matka - spojrzała na swoje dziecko, nagle odkryła, że to od dawna wybrane imię... nijak nie pasuje do małej. Mówiła, że tylko na nią spojrzała i już wiedziała, jakie inne imię powinna jej nadać. Widać coś jest w tym, że tę zgodność imienia z wyglądem i osobowością swojego dziecka (jakkolwiek dziwnie mówić o "osobowości" w przypadku noworodka, który ma kilkanaście minut życia za sobą;)) można zweryfikować na jeden rzut oka.

      P.S.2 W razie czego ciotka Mela z Uwalniania codzienności będzie pewnie zachwycona;)))

      Usuń
    3. Leśna, a co za imię Dunia? To znaczy w całości, skrót od czego?
      Mnie się bardzo podobała kiedyś Elwira, ale stwierdziłam, że jest za twarde, ciężko jakoś pieszczotliwie powiedzieć, no i koleżanka z pracy dała tuż przed moją ciążą córce Elwira.
      Moim faworytem dla chłopca jest Emil. Na początku ciąży przeczuwałam, że to chłopiec i wyobrażałam sobie Emilka.
      Teraz nic sobie nie wyobrażam, ale bardzo bym chciała parkę.

      Usuń
    4. Jeszcze nie skreśliliśmy "Hani" , zobaczymy...
      Tego jestem zdania i na to liczę właściwie, że jak zobaczymy Młodą, to będzie wiadome jakie imię do Niej pasuje :)
      Położna też nam opowiadała właśnie, że często się zdarza, że rodzice zmieniają zdanie co do imienia jak już zobaczą dziecko :)

      Imię Emil bardzo mi się podoba.
      Gdyby był chłopak to zdecydowanie było by jednym z moich faworytów :)

      Usuń
  9. Trzymamy kciuki moocno z Kacperkiem.
    My w zoraj zaczęliśmy 35tc. i już nie mogę się doczekać rozwiązania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, to już tuż tuż to nasze rozwiązanie ;)
      Głaski dla Kacperka :)
      wszystko tam u Was ok już?

      Usuń
    2. Tak,odpukać u Nas wszystko dobrze,czekamy na usg 03.03 i wizytę 13.03 i wtedy ostatnie badania i już wielkie odliczanie.
      Ps.Pięknie wyglądasz.My sesję brzuchową będziemy mieli 28.02

      Usuń
    3. To super, że wszystko ok.
      To teraz już z górki :)

      Usuń
  10. Po pierwsze fota-genialna... wow, jestem pod wrażeniem i też taka chce :)))
    Po drugie-super, ze już wszystko (prawie) gotowe. Ja niedługo zaczynam 30tc... i oprócz wózka w zasadzie NIC... mam to samo: wydaje mi się, że czasu jest mnóstwo.... Nie wspomnę nawet o M, dla niego mentalnie moja ciąża zatrzymała się może na początku 2go trymestru ;)
    Po trzecie: cotton balls- I love it!!!! Miałam już kilka "podejść" ale za każdym razem w końcu rezygnowałam... :)
    Po czwarte: doktorek: jego słowa mnie uspokoiły... i nie traktowałabym ich jako kontrowersyjnych. Kropka.

    Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ania, dzięki, nie spodziewałam się, że fota tak się spodoba ;)
      Na ten moment mogę powiedzieć, że mamy już wszystko :) Bo odebraliśmy wczoraj isofix i wózek (juuu huuuu :))
      Ja właśnie około 30 tygodnia zabrałam się za kompletowanie, pranie, prasowanie, układanie. Polecam zrobić to właśnie wtedy, póki masz jeszcze czas, bo obecnie w 38 tc czuję się... słabo.

      Co do Cotton Ballsów - nadal dumam.. :)

      Usuń
    2. Ja też myślę nad cotton ballsami. Miałam Laurze przy zmianie wystroju pokoju kupić, ale teraz może maluchy dostaną.
      Czekam na płcie z jakimś wymyślaniem wyglądu pokoju.

      Ja chyba koło 15 tyg. zrobiłam malowanie pokoju, bo całe mieszkanie było malowane. Meble zamówiłam koło 20 tyg., długo czekaliśmy. Ciuchy chyba zaczęłam kupować tak przed 20 tyg.
      A z resztą nie zdążyłam.
      Też szukałam koło 30 tyg. , ale już bez brzucha.

      Usuń
  11. Zdjęcie bardzo, bardzo... lubię ;)
    Te lampeczki obstawiam grey&pink.
    Trzymam kciuki, żeby cała reszta ułożyła się po Twojemu!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też się nie zorientowałam, że na zdjęciu to Ty, bo zdjęcie (i modelka) jak ta lala, tzn. jak malowane ;-)
    Zaczynamy już odliczanie? Jakieś symptomy, skurcze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :)

      Ja cały czas uważam, że mam mnóstwo czasu :) Doktorek jest raczej innego zdania :)
      Po dzisiejszym USG pożegnał się słowami:
      "Do zobaczenia za tydzień, albo... i nie" :)

      Symptomów specjalnie nie mam, skurczy raczej też nie. Czasem coś tam zaboli, ale tłumaczę sobie, że jak to w ciązy - musi coś czasem zaboleć :)
      Brzuch jest wielki - zastanawiam się, jak Ona ma się niby stamtąd wydostać...
      I waży już 3 400 a do końca jeszcze chwilkę.. :)

      Wskazania do cesarki nie wróciły i sama nie wiem, czy się cieszę z tego, czy też nie.
      Niby mam wybór tak czy inaczej... ale tak się boję, żeby ją całą i zdrową na ten świat sprowadzić, że czasami dopadają mnie wątpliwości, czy dobrze wybrałam.. Eh, te dylematy.

      Usuń
    2. Pewnie wątpliwości będą do samego końca. W dobrych rękach jesteś - jak nie tak, to tak, ale dziecko na świat przyjdzie :-)

      Koniecznie dawaj znać gdyby się coś zaczynało :-)

      Trzymam kciuki!

      Usuń
  13. Hejo! Zdjecie prze-cu-do-wne i straaaaaasznie sexy. Bialo szara chalupka to cudne wnetrze do sesji foto! (Nasze bobo pieknie sie prezentuje na naszej szarej kanapie. :)) cotton ballsy musza byc grey & PINK jakzeby inaczej!!! Co do imienia, to fakt, dziecine ujrzysz i bedziesz wiedziec! Moja mama, na porodowce spotkała stara znajoma. "Co ty tutajrobisz?" ja zapytala (i know i know, ryby sobie łowie) na co mama dla siebie niespodziewanie "przyszlam urodzic Melke" i tak juz zostalo:) well jesli Melania do Was zawita to masz u mnie prezent powitalny od ciotki dobrej wrozki! Cmok, Mela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :)
      Cotton ballsy, nooo dobraaaa, wezmę Grey & Pink :)) ale może jeszcze trochę przeprojektuję po swojemu ;)

      Z imieniem liczę, że na prawdę nas olśni, bo inaczej będzie problem ;))
      Jeśli zostanie Melka to do końca życia będzie takie skojarzenie, z blogową ciotką ;)
      Buźki!

      Usuń
  14. Zdjęcie piękne, Boże jak ten czas zleciał... Pisałaś kiedyś u mnie, że nie wiesz, czy kiedykolwiek doświadczysz bycia w ciąży, a teraz lada chwila będziesz miała maleństwo w ramionach :) Jak jeszcze Cię nie "ścisło" to zapraszam do siebie, opisałam te uczucia. pozdrawiam i wiesz: nie denerwuj się! ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, byłam u Ciebie, już czytałam rzecz jasna, od razu na świeżo - za raz będę nadrabiać zaległości w komentowaniu ;))

      Oj zleciało, to prawda...
      Jeszcze nie tak dawno to całe macierzyństwo wydawało się tak bardzo odległe.. tak bardzo.

      Buźki ;)

      Usuń