niedziela, 22 lutego 2015

Olaboga, olaboga! czyli 39 tydzień ciąży



Ogłaszam, że w dniu wczorajszym rozpoczęliśmy 39 tydzień ciąży.
Ostatni z 3-ką z przodu i być może... w ogóle - ostatni.
Kto wie.

W czwartek odbyło się USG u Doktorka Prowadzącego.
Młoda nadal jest damą i waży 3 400 kg, czyli wagowo w porządku (o ile wierzyć USG) - a przed nami jeszcze planowo niecałe 2 tygodnie.

Termin mam na 7 marca.
Czy donoszę - nie wiem.
Brzuch jest tak wielki, że zastanawiam się, jak Ona niby miała by się stamtąd wydostać.
Chodzę jak pingwin - i to taki dość mało sprawny ruchowo.

Czuję jej mocne parcie na drogi rodne. Od czasu do czasu łapią mnie delikatne skurcze, mniej lub bardziej bolesne.
Powłoki brzuszne są napięte do granic możliwości, biedny pępek ledwo już spina co ma spinać :) Wygląda tak zabawnie, że aż mi biedaka żal :)

Wskazania do CC nie wróciły (chociaż tak jak pisałam, nie są mi potrzebne, żeby mi zrobili CC - mam wybór).
Panna Wiercipiętka jest wstawiona głową w dół, bardzo nisko. Łożysko też w miejscu zupełnie niczemu nie przeszkadzającym.

Zostaję więc przy mojej koncepcji porodu siłami natury + znieczulenie zewnątrz oponowe.
Dodatkowo wypożyczyłam sobie Tensa, żeby sobie jakoś umilić oczekiwanie do tego 4-5 centymetra, zanim podadzą ZZO.
A jak by się okazało, że nie mogą podać z jakiś tajemniczych względów, to ja rezygnuję. Wychodzę.

Wyprawka kompletna na 100%.
Dotarł wózek, isofix, kupiłam fajny termometr na podczerwień (który faktycznie działa, bo pierwszy kupiony to sobie pokazywał, co chciał, na tym wyświetlaczu).
Nie kupiłam jedynie mieszkanki mlecznej, w razie, gdyby coś nie grało na linii dziecko-cycek. Stwierdziłam, że nie ma co kusić losu a w razie czego... mieszkam w centrum dużego miasta. Małża wyślę w razie sytuacji kryzysowej to poczyni zakupy.
Laktatora nie kupiłam, za namową położnych. Młodą wykorzystam jako laktator.

Na koniec taka refleksja, odnośnie rychłej wizji macierzyństwa po niepłodności.
Sporo czasu spędziłam, dumając, dlaczego tak trudno jest mi wyobrazić sobie dziecko i w ogóle jak to będzie, jak Ona się urodzi. Dlatego też tak intensywnie szukałam na Waszych blogach tych emocji, o których ostatnio piszecie - żeby sobie jakoś to przybliżyć, wyobrazić, zwizualizować.
Doszłam do wniosku, że przez cały czas trwania tej cholernej walki z niepłodnością moim celem primo było zajście w ciążę. Moja wyobraźnia nie pracowała nad wizją posiadania dziecka, a bycia w ciąży. Jak wiadomo jedno z drugim się wiąże nierozerwalnie, ale akurat tak mi się zaprogramowało.
I być może dlatego teraz siedzę na łóżku, wpatrując się z łóżeczko i przewijak i wizualizuję, rozmyśam... i takie to wszystko... dziwne. Wspaniałe, niewyobrażalnie wspaniałe - ale jednak, dziwne.

Czytając Wasze zwierzenia o emocjach, jakie przyniosło (wcześniej czy później) pojawienie się Waszych dzieci zastanawiam się, jak to będzie u mnie.
Wybuchnie od razu, czy też może nie?
Już wkrótce się dowiem.
Fajnie. Cieszę się, że temat rozmawiania o tym wypłynął właśnie teraz - bo czy wybuchnie nagle czy nie, będę wiedziała, że bywa różnie, że to normalne.

Napisała bym na koniec, że jestem gotowa na poród.
Możemy zaczynać.
Sęk w tym, że nie jestem pewna, czy to rzeczywiście jest prawdą.
Czy na to można w ogóle być gotowym?


PS. Przy okazji ostatniego wpisu okazało się, że wiele z Was ma, planuje albo chciało by mieć lampki Cotton Balls. Znalazłam niezbyt skomplikowany tutorial, jak można je wykonać samemu w domu i zapewne wyjdą znacznie taniej :) KLIK >>

29 komentarzy:

  1. Ja mam jutro wizytę i coś czuję....... że wszystko się zmieniło. Nie jestem pewna, ale młody chyba ma znowu wysoko główkę. Czuję coś okrągłego pod żebrami. Poza tym, ostatnio gdy był mało aktywny sprawdzałam go detektorem i prawie umarłam bo po tej stronie co zawsze było serduszko - cisza! Ciemno mi się przed oczyma zrobiło i moje serce też chyba przestało na moment bić. Jakoś zdobyłam się na to, żeby poszukać po drugiej stronie i ufffff!!!! Znalazło się. No i gdy się rozciąga, to nóżki (albo rączki, już sama nie wiem) czuję po bokach.
    Też się coraz bardziej martwisz o małą? Ja już chyba chciałabym do szpitala, żeby ktoś stale kontrolował czy z Kacprem wszystko OK. Powoli jakaś schiza mi się włącza i to nie porodu się boję, a tego żeby wszystko poszło szczęśliwie.
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, myślę, że na spokojnie.
      Ja też czuję coś okrągłego pod żebrami i nie wiem, co to jest, ale na pewno nie głowa (czułam to już przez USG). Prędzej pupa.
      I też Młoda kopie mnie w bok. I generalnie trudno mi sobie wyobrazić jak ona jest ułożona, bo mam wrażenie, że to się kupy nie trzyma.
      Także myślę, że spokojnie.

      Tak, martwię się o Małą - ale bardziej w kontekście porodu niż tego, że coś się teraz wydarzy.
      Pierwsze miejsce wśród zgryzot zajmuje bezpieczne sprowadzenie jej na świat. Bólu obawiam się na drugim miejscu.

      Buźka :)
      Daj znać jutro po lekarzu.

      Usuń
  2. Jacie przygotowana jesteś na maska. Super, bo grunt to świadomość. Czekam razem z Wami i już nie mogę się doczekać info że mała już jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MIA, niech sobie jeszcze chwilkę tam posiedzi.. ;)
      ale też już zaczynam wypatrywać momentu Jej pojawienia :)

      Usuń
  3. Jesteś gotowa.
    I życzę Tobie (i sobie ;)), żebyś urodziła właśnie 7 marca. Na Franusiowy roczek! :)
    Trzymajcie się i korzystajcie z ostatnich dni spokoju! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, zapomniałam, że Fran jest z tej daty! :)
      Jak dla mnie mogła by się pojawić również 11 marca - bo to jest data, kiedy się z Jej tatą poznaliśmy :)
      I byle nie 8my :)

      Buźka :)

      Usuń
  4. Hmm, dobre pytanie :p Z Elizą miałam planowane cc, więc jakoś tak na spokojnie na nie jechałam, ale czy byłam gotowa na spotkanie z własnym dzieckiem? Nooo, tu już bym się jednak chwilę zawahała nad odpowiedzią. Natomiast z Lilką byłam nastawiona na poród sn, i kiedy się zaczęło, mimo naprawdę dobrego przygotowania merytorycznego, wielu godzin przegadanych z położną (rodziłam z wynajętą) poczułam, że robi mi się słabo- dosłownie. I nie napiszę, że wraz z pierwszym skurczem (nota bene- w drodze do fryzjera na farbowanie, bo odsuwałam je w czasie, żeby godnie się prezentować w TYM dniu :p) poczułam- jest moc, jest dobrze. Raczej- mieszankę euforii (już, już niedługo Ją zobaczę), niepewności (czy dam radę?) i strachu (żeby tylko wszystko było w porządku)...

    Fajnie, już tak blisko! W ogóle fajnie, że to zaraz wiosna- idealna pora do spacerów, wszystko budzi się do życia, a Wam się urodzi życie!
    Niezmiennie trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, możliwe, że przy CC można chociaż odrobinkę spokojniej, o ile jest zaplanowane :)
      Ale to pewnie też zależy od osoby.

      A co do wiosny - taaak, też mi się wydaje, że to fajny czas na sprowadzanie dzieci na świat :)
      Wiosna a potem w lecie już dziecko takie odrobinkę bardziej kumate :)

      Eh.. czekamy :)
      Dodam od siebie, bo to chyba nie jest tajemnica, że jedna z naszych blogowych pobratynic, która ma termin porodu tego samego dnia co ja, trafiła dziś przed południem do szpitala, bo wody jej odeszły... także :)) tego...

      Usuń
    2. Także ten- no nie znasz dnia ani godziny, i to też jest element tej całej magii :)
      Wiesz, ja do dziś pamiętam jak wieczorem przed tym planowym CC leżeliśmy w łóżku i nie mogliśmy uwierzyć, że to JUŻ jutro. Takie nam się to niewiarygodne, wręcz abstrakcyjne wydawało, a przecież jak napisałaś- to oczywista oczywistość, że ciąża kończy się porodem... I tak jak myślę z perspektywy czasu, mając porównanie do sytuacji, kiedy młodsza Córcia zaczęła rodzić się naturalnie, że to planowane cc też było w jakimś sensie trudne. Trudne było to czekanie- takie hmm, kiedy nic poza nim nie możesz zrobić. Podczas sn coś się jednak dzieje (no dobra- przy końcówce dzieje się już duuuuuużo), a tutaj- masz termin i czekasz. I niby ten spokój jest, to fakt, ale... Eh, no dużo by pisać :)

      Usuń
  5. Wydaje mi się, że mniej się pisze o samych emocjach bo kobieta boi się bardziej samego porodu a nie emocji po a potem chce się podzielić czy rzeczywiście było tak jak się spodziewała :) Przynajmniej ja bardzo skupiłam się na tym,że poród to moje zadanie do wykonania i chciałam aby się wszystko szczęśliwie skończyło. Ja niestety nie miałam okazji cieszyć się obecnością Synka, myślę że było by o wiele więcej uniesień gdybym miała go przy sobie od początku. Tym razem mam nadzieję że będę mogła się tym cieszyć. Bardziej gotowa nie będziesz :D Trzymam kciuki. Będzie dobrze, zwłaszcza że możesz bez problemu dostać znieczulenie :D Powodzenia!!! :) Już niedługo poczujesz te wszystkie emocje świata w jednej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, już bardzo niedługo :)
      Też mi się wydaje, że bardziej gotowym być chyba nie można.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Jak tak czytam jak jesteś świetnie przygotowana i sobie na to wszystko patrzysz to uświadamiam sobie ile mnie ominelo... Jak Klopsik wyskoczył w 37 tc to łóżeczko nie tylko nie było skrecone, nie tylko nie było przywiezione od siostry, ono nie miało gdzie stanąć bo remont mieszkania trwał w pełni! I tak dwa miesiące rezydowaliśmy u babci.
    Także trzymam kciuki żeby młoda posiedziala w brzuszku tyle ile mamusia sobie życzy (mnie Klops nie słuchał oby Ciebie młoda posłuchała). Czy można być na gotowym na poród? nie wiem, ale z tego co piszesz wygląda na to, że jesteś tej gotowości bardzo bliska :-)
    Ściskamy mocno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, mówisz że sprawiam wrażenie "ready"? :)
      Zobaczymy :) Okaże się niebawem.

      To ładnie Was zaskoczyło z tym remontem i łóżeczkiem.
      Pamiętam taką reklamę sprzed lat działu dziecięcego IKEA. Było takie hasło reklamowe: "gotowi czy nie - już jestem" -> oczywiście to miały być słowa noworodka. Ja się zawsze nad tą reklamą zastanawiałam, że jak to jest możliwe, że człowiek co najmniej 9 miesięcy wie, że pojawi się dziecko i w tym czasie nie jest w stanie się przygotować :)
      No, to po niemal całej ciąży już wiem, rozumiem, załapałam, czaję :)

      Usuń
  7. Witaj, trzymam mocno kciuki za udany poród :) Przy moim pierwszym porodzie dojechałam do szpitala z rozwarciem 5 cm przy drugim 7 do 8 cm . Dodam że w obu przypadkach nie wiedziałam że to już, myślałam tylko że zrobią mi KTG bo przecież nic mnie nie boli to pewnie nie rodzę :) Mój sposób na poród to spacer. Okrągła piłeczka turlająca się po polej drodze to ja :) Doszłam do wniosku że powolna długa przechadzka to idealny sposób żeby nie bolało a urodzić szybko. Znieczulenie którego nie miałam było by idealnym dopełnieniem porodu. Jeśli chodzi o moje wyobrażenie dzieci to ja go nie miałam. Niepłodność a potem zagrożone ciąże obdarły mnie z wyobrażeń. Jedna z dziewczyn napisała że uwierzyła że jest mamą dopiero po powrocie z dzieckiem do domu. Ja mogę powiedzieć że wtedy lub jeszcze później pozwoliłam sobie na luksus powiedzenia jestem mamą Ilonki a potem Krzysia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo Kochana, to miałaś przepiękne rozwarcia - i to bez bólu! :)
      Z tym spacerem faktycznie coś może być na rzeczy - też jak się ostatnio wybrałam, truptałam sobie powoli i czułam, jak mi tam wszystko pięknie prze na drogi rodne, to sobie pomyślałam, że podczas porodu to chyba będę wokół szpitala łazić :)

      Co do wyborażania sobie Młodej to ja też wyobrażeń jako takich nie mam.
      Czasem mi się przyśni, ale... nie mam jakiejś wizji chyba. Chyba.

      Dzięki za kciuki ;)

      Usuń
    2. Wyjść z oddziału nie pozwalają a na koniec na trakcie trzeba siedzieć i nie straszyć wygladem innych rodzących :)

      Usuń
    3. W sumie to by dziwne było, gdyby rodzące łaziły po korytarzach i wokół szpitali, strasząc i wyjąc ;))

      Usuń
    4. Żeby te spacery pomagały... Ja cały 9 miesiąc urządzałam sobie długie marsze, w 41 tc chodziłam w upałach na spacer: 2,5 km w jedną - kawka u męża w firmie - 2,5 km do domu, do tego normalna krzątanina, zakupy, a i tak oksytocyna nie pomogła, dopiero żel prostaglandynowy zaradził ;)
      Bahati

      Usuń
    5. Ja rodziłam dzieciaki na początku 39tyg ciąży (oboje) Moje dzieciaki rodziły się według terminu z USG które się robi w 21tc a nie tego miesiączkowego może to jest klucz zagatki :)

      Usuń
  8. My zaczynamy jutro 36w czyli 9 miesiąc ciąży, szyjka zamknięta wszystko gra.Dziś pobrała mi ginka posiew na GBS-a, dostałam też skierowania na cały pakiet badań z krwi.
    Z racji tego że dotrwaliśmy tak długo rodzić mamy finalnie w Gamecie.
    Kwalifikacja 04.03 i już mam motylki w brzuchu,ekscytacja, euforia jakieś takie cudowne uczucie że to tak blisko.Nie mogę się doczekać jak zobaczę tego Naszego "wiercipiętka".
    Kciuki kochana na naprawdę ostatniej prostej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gameta się zaczyna robić coraz bardziej popularna ostatnio. Dobre warunki tam są z tego co wiem i chyba jest możliwość rodzenia w wodzie, w wannie.
      Już niebawem :))

      Usuń
  9. Hihi, ja przezylam dwa porody i stwierdzam, ze chyba NIE mozna byc na to w pelni przygotowanym. Ja za kazdym razem mialam po drodze niespodzianki! ;)

    Fiu fiu, to wyprawka juz skompletowana! Teraz to tylko czekac. :)

    Moja siostra miala poczatkowo termin na 4 marca, potem przeniesli go na 26 lutego, a 15 min temu dostalam smsa, ze urodzila! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, no to gratuluję i siostrze i szczęśliwej cioci! :)))

      Właśnie wczoraj rozmawiałam z położną i zgodziłyśmy się, że generalnie nie ma się co nastawiać na taki a nie inny przebieg porodu i brać, co los i natura przyniosą. Albo skalpel.
      Zgadzam się z Nią w 100%, wydaje mi się, że nie mam oczekiwań... ale coś mi się zdaje, że to mi się tylko zdaje. Tak na prawdę mam w głowie "perfect scenario".

      Usuń
  10. A ja nie przezylam zadnego porodu, ale z całego serca życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja nie przezylam zadnego porodu, ale z całego serca życzę powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pink teraz chyba musisz się tu codziennie meldować, bo jak nie piszesz, to zastanawiam się czy juz jesteś "po" ;D. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nieeee, jeszcze w dwupaku ;)
      Coś mi się zdaje, że przed terminem nie eksploduję chyba :)

      Jak już się coś zacznie to prawdopodobnie dam znać, bo bloga płynnie obsługuję przez komórkę, wiec nawet z samochodu, w drodze na porodówkę, o ile będę miała głowę, dam znać :)

      Aczkolwiek, od poniedziałku mój spokój ducha został mocno ukrócony.
      Jedna z nas, blogowych ciężarówek, z terminem na ten sam dzień co ja, urodziła swojego pierworodnego w poniedziałek właśnie :)) Nie powiem kto, żeby Jej nie zepsuć niespodzianki :-P Sama się przyzna, jak wyjdzie ze szpitala ;))
      Aczkolwiek ja od poniedziałku rano jest absolutnie zesrana, że się tak wyrażę :)

      Usuń
  13. To czekamy też niecierpliwie ,po trzy razy dziennie sprawdzam 😊 trzymam kciuki aby wszystko poszło dobrze.

    OdpowiedzUsuń