piątek, 6 lutego 2015

Ostatnia prosta

Czas nie biegnie.
On pędzi.
Zasuwa jak Struś Pędziwiatr.
Jutro zaczynam 37 tydzień czyli spokojnie możemy uznać, że jestem na ostatniej prostej.

Nasza sypialnia została przemeblowana, zamieszkało w niej Jej łóżeczko, Jej komoda, Jej ciuszki. Nasze rzeczy i miejsce zrobiło się nagle mniej ważne.
To jest teraz bardziej Jej sypialnia.

Mamy już niemal wszystko dopięte.
Pierwszej nocy w obecności łóżeczka w sypialni nie mogłam spać. Budziłam się co chwilę wyobrażając sobie i dumając, jak to będzie, kiedy przybędzie Ona.

Pojawił się jakiś taki dziwny niepokój.

Po pierwsze: strach przed porodem. Strach, ciekawość i jakieś takie pierwotne pragnienie.
Strach przed bólem, ale również przed tym, aby wszystko było ok. Aby moje wyczekane Dziecię przebyło tą swoją pierwszą drogę bez szwanku.
Mając możliwość wyboru między porodem SN a CC, wybrałam to pierwsze, ale gdyby - nie daj Boże - coś poszło nie tak przy SN, to boje się, że tego nie udźwignę..
Ale nie ma co pisać ciemnych i smrodliwych scenariuszy.

Po drugie: strach przed..Nią samą.
A raczej: naszą odpowiedzialnością za Nią.
Wspomnienie małych stworzeń widzianych na porodówce wzbudza zachwyt ale również i przerażenie. Na ten moment trudno mi sobie w ogóle wyobrazić co to będzie, jak my to ogarniemy w tych pierwszych dniach. Bo potem to wiem, że damy radę.
Jak zasnąć, odkładając tak bezbronną istotę do łóżeczka?
Jak nie stracić wiary, że Ona oddycha i ma się dobrze?
Jak nie wpaść w histerię po jakimś tam okresie płaczu?

Mam wrażenie, że z każdą zerwaną kartką z kalendarza tracę część pewności siebie i umacniam się w przekonaniu, że tak wielu rzeczy nie wiem. Że im dalej w las, tym więcej drzew.
Jeszcze nie tak dawno fakt, że przeczytałam kilka książek o dzieciach i przetrzepałam internetowe poradniki dawał mi jako takie poczucie, że coś tam jednak wiem, jako takie poczucie bezpieczeństwa.
Aktualnie obserwuję taką odwrotnie proporcjonalną zależność:
im bardziej dopakowana jest moja torba do szpitala, tym mniejsza jest moja pewność siebie.
A widok dumnie stojącego łóżeczka w sypialni już zupełnie wylał mi kubeł wody na głowę.

Hmm.. chyba wyszedł mi post marudzący.
Nie chcę przez to powiedzieć, że jest tylko strach.
Jest także wiele innych emocji: nie mogę się Jej doczekać, chciałabym na Nią już spojrzeć, powiedzieć Jej jak bardzo na Nią z Tatą czekaliśmy, jak bardzo Ją kochamy.
Spojrzeć w Jej oczy i uśmiechnąć się tak z głębi serca, najcieplej jak potrafię.
Jest radosne oczekiwanie, niecierpliwość, ekscytacja.
Jest między Nim a mną takie ciepłe coś bez nazwy.

Jednak dziś... dziś chciałam powiedzieć przede wszystkim o tym niepokoju.

Wiem, że zagląda tutaj wiele osób czekających na swoje szczęście (i wierzę, że już niebawem doświadczą tych samych co ja emocji).
Dziś jednak pytanie do tych, które są już kilka kroków do przodu w rodzicielstwie:
Jak wspominacie swoje odczucia w ostatnich tygodniach oczekiwania?
Jakie były te pierwsze momenty i dni w domu, z noworodkami?

Podzielicie się wspomnieniami?



36 komentarzy:

  1. Teraz jest strach o to, jak nie uszkodzić tego kruchego ciałka, jak ulżyć mu w cierpieniu spowodowanym przez kolki, jak ukoić płacz niewiadomej przyczyny - i generalnie jak się z takim maleństwem obchodzić, nie mając w tej kwestii żadnych wcześniejszych doświadczeń...Potem będzie strach, jak sobie poradzi w szkole, wśród rówieśników, w życiu w ogóle - i czy aby ten chłopak, którego przyprowadziła ze sobą do domu już kilka razy, jest faktycznie dla niej odpowiedni i nie ma wobec niej niecnych zamiarów ;) Także akurat strach jest emocją, która rodzicom towarzyszy już chyba do końca - przyzwyczaisz (przyzwyczaimy) się ;)

    Nasze początki z Bąblem były - nie ukrywam - cholernie trudne. Trafiło nam się dziecię mocno temperamentne, które nieźle dało do wiwatu i nam, i wszystkim sąsiadom w bloku ;) Choć z relacji opiekunek z domu dziecka wynikało, że kiedy dołączył do naszej rodziny (w wieku niespełna 3 miesięcy) i tak był już w miarę ogarnięty, wyprowadzony na prostą i zdecydowanie "łatwiejszy" niż przedtem - nie chcę więc nawet wyobrażać sobie, jak mogło to "przedtem" wyglądać ;)

    Musicie po prostu dać sobie czas na wzajemne poznanie - obserwować i uczyć się Waszego dziecka krok po kroku i uzbroić się ogromne pokłady cierpliwości ;) (Swoją drogą jaka szkoda, że do każdego noworodka nie jest załączona od razu jego instrukcja obsługi ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bajeczka, tak tak, instrukcja obsługi była by super!
      Nie ukrywam, że wczoraj zakończyliśmy kurs w szkole rodzenia i czuję się trochę pewniej psychicznie.
      Ale pewnie masz rację - ten strach pewnie zawsze będzie.

      Usuń
  2. Ja również miałam możliwość wybrać poród SN albo CC... zdecydowałam, że spróbuję własnych sił. Mam nadzieję, że zarówno u Ciebie jak i u mnie będzie to dobry wybór i podołamy temu wszystkiemu, a dziewczynki bezpiecznie i w zdrowiu przywitają ten świat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, u Ciebie to w każdym momencie może być :)
      Czekam na kolejny wpis u Ciebie, że jesteś już "rozpakowana" ;)

      Oby te nasze dziewczyny bezpiecznie wylądowały :)

      Usuń
    2. Zanim to się wydarzy to pewnie jeszcze będzie kilka innych, bo widzę, że Olce się nie spieszy :D

      Usuń
    3. Kochana, nie znasz dnia ani godziny ;-)

      Usuń
  3. No widzisz, ja już mam jeden poród za sobą i nie dość dawno żeby zatarł się obraz, drugi zbliża się coraz bardziej ale też się boję. Nawet czasem mi się wydaje że boję się jeszcze bardziej bo będę mamą dwójki dzieci- noworodka i 19 miesięcznego który będzie cały czas mamy mocno potrzebował. Boję się czy podołam. Po pierwszym porodzie miałam anemie i byłam nie do życia, tego też się boję. I strach jest raczej czymś naturalnym bo nie wiemy do końca co nas czeka. Trzeba wierzyć że bedzie dobrze, musi być i koniec :) Urodziłam w pełnym 36 tygodniu i 2 dniu, zaraz po odstawieniu leku na podtrzymanie. Nie miałam przez to za dużo czasu na stresowanie się. Powiedziałam sobie że mam zadanie do wykonania i na tym się skupiłam. a po powrót do domu był pięknym przeżyciem. Gdy zobaczyłam męża na korytarzu z fotelikiem popłakałam się ze wzruszenia. Nigdy wcześniej nie widziałam go takiego dumnego jak wtedy gdy wynosił ze szpitala swojego syna :) Pierwsze chwile w domu też starałam się aby były ich bo przecież w szpitalu widział go mało. Ja już E trochę poznałam, on dopiero poznawał :) Jakoś się nie bałam powrotu do domu, bałam się że jak zostanę w szpitalu jeszcze jeden dzień dłużej to zwariuje. A w domu chcieliśmy być tego pierwszego dnia tylko w trójkę :) Piękny czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to urodziłaś dokładnie w dniu ciąży, w którym jestem dziś (36tc + 2 dni).
      A Twoje obawy o drugie dziecko rozumiem - moja przyjaciółka jest w drugiej ciąży i przechodzi podobne strachy.

      Usuń
  4. Bedac w ciazy nie moglam sie doczekac przyjscia na swiat dlugo oczekiwanego synka. Nawet porodu sie nie balam. Wszystko widzialam w rozowych okularach. Myslalam , ze bedzie poprostu pieknie i ze porod bedzie lekki, bo moja mama miala lekkie porody. NIestety bardzo sie pomyslilam. Porod okazal koszmarem. Koniec koncem urodzilam przy pomocy wakum zdrowe dziecko. Po porodzie mega depresja poporodowa , zyc mi sie nie chcialo. NIe moglam nawiazac wiezi z synkiem. Z czasem przyszla radosc i milosc do mojego synka. Mysle, ze dobrze, ze juz teraz myslisz o porodzie i czasie z maluszkiem. Nie pisze tego zeby Cie nastraszyc, tylko po to, zebys byla przygotowana na ewentualny ciezszy okres w zyciu. Mimo ciezkiego porodu i depresji poporodowej warto bylo to przejsc. Obecnie moj synek ma 2 latka i radosc jest niesamowita.
    Juz teraz zycze Wam wszystkiego dobrego. Trzymam kciuki za szybki i lekki porod i zycze samych wspanialych chwil z coreczka :)
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Właśnie położna w szkole rodzenia mówiła nam dopiero co, że jeśli ma się wyidealizowane wyobrażenia na temat porodu i patrzy przez różowe okulary, to można się zdziwić. Mówiła nam, że tak było właśnie w jej przypadku.
      Szkoda, że takie doświadczenia dopadło i Ciebie :/
      Najważniejsze, że teraz wszystko jest super.

      Ja się nie nastawiam na nic. Jakoś to będzie.
      Liczę na to znieczulenie. Liczę, że hormony mnie jakoś odetną od rzeczywistości.
      Po szkole rodzenia nie boję się już tak bardzo.
      Jakoś to będzie.

      Usuń
  5. Kochana nie bój się, przed Tobą magiczny czas, trudny, ale najpiękniejszy w życiu. Będziesz działać instynktownie, jak na autopilocie :) Znam wszystkie Twoje strachy, nawet te o sn, bo rozważałam je gdyby mnie wcześniej przycisło. I wiesz co? Nie trzeba się bać. I tak wszystko będzie toczyło się swoim rytmem. Lepiej skupić się na tych miłych myślach, na tym jak piękna istotka będzie leżała w łóżeczku :)

    Pytasz jak zasnąć?
    Ja padałam na twarz i zasypiałam w sekundę. Łapałam każde 5 minut snu i odkryłam, że mogę funkcjonować śpiąc po 2 - 3 godziny na dobę. Jak zombie, ale da się. Jednak zawsze przed zaśnięciem musiałam potrzymać maleńką rączkę przez szczeble łóżeczka ;)

    Jak nie stracić wiary, że oddycha?
    Monitor oddechu :) Kocham ten wynalazek. Moja tak głośno oddychała, że i bez tego wiedziałam, że wszystko jest okej hehe.

    Skąd wiedzieć, że Jej dobrze?
    Jak będzie źle, włączy syrenę ;D

    Jak przy tym nie zwariować?
    Nie wiem ;) Ale pamiętaj, że matka jest tak silna, że nawet jak ma dość, to robi wszystko, by ulżyć dziecku. Mnie trzymała myśl, że tyle o nią walczyłam, że jakoś przeżyję te pięć minut ryku. I kolejne pięć minut. I dwie godziny. I już piąta rano. Ale przeżyję, bo mogło jej nie być. O już siódma. Uff śpi ;D

    Mi w pierwszych dniach bardzo pomógł mąż. Po wejściu do domu położyłam Malutką i pomyślałam: co teraz? A może nawet nie pomyślałam? Taką miałam pustkę w głowie. To On wyparzył laktator i butelki, nakierował, że mała niedługo będzie jadła, wiec trzeba naprodukować mleko ;D I nagle uff... Wszystko zaczęło się robić samo (ten autopilot) ;D. A wieczorna kąpiel to był czysty szał radości, zdjęcia, aaaaach coś pięknego!

    I tak to się zaczęło ;D A teraz piszę na raty, bo cycy, bo smoczek, bo koza w nosie budzi xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Dodam, że te Twoje strachy to kolejny etap. Tak bardzo naturalny :) Jak czekanie na wynik bety, na pierwsze usg itd. Minie z dniem porodu, bo wejdziesz w kolejną fazę ;)

    Teraz już wszystko może się wydarzyć, donosiłaś ciążę. Dlatego w razie gdyby panienka chciała wcześniej zobaczyć mamusię, już teraz życzę lekkiego porodu i pięknego pierwszego spotkania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana za dobre słowo.
      Liczę na tego autopilota, instynkt, hormony :)

      Usuń
  7. Z kwestii technicznych:

    W szpitalu "po" będziecie zapewne 3 dni. Jesli trafią Ci się fajne położne (mnie się trafiły bardzo fajne babeczki), to w miarę możliwości korzystaj ile się da: pytaj, podpatruj, proś, ja nie musiałam żądać. Najważniejsze: przystawianie do piersi, ale też przewijanie, kąpanie, i pytanie: czym posmarować tego centkowanego stworka ;-) Wszystko wyjdzie na bieżąco.

    Gdybyś miała jakieś problemy/obawy już w domu, to jest położna środowiskowa - jeśli będziesz miała taką potrzebę, to ma obowiązek przyjść do Ciebie 6 razy (oczywiście najpierw musisz ją sobie zamówić/zapisać się do niej w przychodni rejonowej. Wiem, wiem, ja też miałam obawy do wszystkiego z NFZ w nazwie, ale w tym przypadku u mnie jest OK. Położna też. Poza tym jestem z nią na telefon/smsy, bo nie potrzebuję by przychodziła. Ale piszę do niej: co najlepsze na odparzenia pieluszkowe? i nie googlam - bo nie mam czasu - tylko dostaję sms i już wiem).

    Z kwestii mniej technicznych:
    Twojej córeczce zupełnie nie bedą przeszkadzały trzęsące się (na początku) ręce matki, za to miłość, którą jej przekażesz będzie priceless :-) Cała reszta przyjdzie intuicyjnie. Serio. To pisałam ja: Promesa, która nigdy wcześniej noworodka/niemowlaka na rękach nie miala. A teraz ma dwa :-))))

    Buziaki!!!

    Trzymam za Ciebie bardzo, bardzo mocno! Bedzie pięknie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Kochana, właśnie też na to liczę, że mi się włączy jakiś pierwotny instynkt i będę wiedziała, co i jak :) A na wszelki wypadek poćwiczyliśmy troszkę w szkole rodzenia na lalkach :)

      Tą położną muszę ogarnąć, bo się jeszcze za to nie zabrałam.

      Bucha ;)

      Usuń
  8. Witam Ciebie cieplutko ,czytam od dawna i kibicuję.Moje porody były dosyć już dawno bo 17,15 13 lat temu ,tak trzy sztuki dających popalić nastoletnich dzieci mam w domu .Pierwszy poród wywoływany ciężki,depresja poporodowa ,brak pokarmu,moje uparcie ze będę karmić uff udało się. Najpiękniejsze wspomnienie tego nielatwego czasu to zapach noworodka ale jeszcze takiego niemytego ,nigdy wiecej tego zapachu nie poczułam. Potem bylo łatwiej drugi syn prawie 4 kg poszlo w miarę ok,za 17 miesięcy 3 dzidziuś,córka wreszcie . Ach dziś mi sie śniło ze znów jestem w ciąży, ( naczytam sie a potem mi sie marza maluchy,porody) najbardziej w tych snach jestem przerażona ze jak to w ciąży jak dopiero przedwczoraj wypiłam cos alkoholu 😃 Ostre przebudzenie aaaa to sen ufff.
    Przydlugie mi to pisanie wychodzi. Ostatnich tyg nie bardzo pamietam,dawno to bylo ale zawsze byla radosc no i niezla jazda już w domu jak doszło drugie a potem zaraz trzecie . hardcor że hoho . Trzymaj sie i powodzenia,będzie dobrze. Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, 3 nastolatków to niezła zabawa :)
      Gratuluję takiej zacnej gromadki :)

      Usuń
  9. Na końcu zawsze towarzyszy niepokój i niepewność. Chyba się nie da inaczej, bo wszystkie moje znajome miały podobnie.
    Pierwsze chwile w domu wspominam bardzo normalnie. Że przyszliśmy, położyliśmy F do łóżeczka. Spał. A ja jadłam drożdżówkę i piłam kawę (już nie pamiętam czy zbożową czy słabą zwykłą). I zajmowaliśmy się teściami, którzy do nas przyjechali w odwiedziny!!!! (świetny moment - dodam, że nie, by pomóc bynajmniej ;) ).
    A potem wspominam, że najwięcej zajmowaliśmy się... Łucją. Bo jej zazdrość przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Nigdy nie poświęciliśmy jej chyba tyle czasu, co po urodzeniu Franka ;) Ale było warto, bo dość szybko przyszła wielka, niczym niezagrożona, miłość do brata. Kiedyś o tym napiszę, jak już te zęby wyjdą ;)
    Dużo spokoju! Filmy oglądaj - najlepiej bardzo pogodne i lekkie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak właśnie myślę, że ten niepokój jest nieunikniony, szczególnie chyba przy pierwszym dziecku.
      Mówisz, że Ł zazdrosna? Też byłam bardzo zazdrosna o swojego brata. Miałam wtedy 7 lat. I ta miłość też przyszła, ale mocno przeplatana bójkami, kopniakami i gryzieniem ;)

      Bucha ;)

      Usuń
  10. Ja nie zdążyłam przeżyć tych końcowych rozterek, bo poród zupełnie nieoczekiwanie przyszedł dużo wcześniej.
    Pamiętam za to, jak przez te dziewięć dni w szpitalu, od odejścia wód do porodu, przed snem kładłam rękę na brzuchu i zastanawiałam się, czy nie czuję jej ostatni raz w życiu. Rano z ulgą oddychałam, że jeszcze się rusza.
    Nie mieliśmy jej w domu przez dwa miesiące. Zdążyłam więc wydobrzeć po cesarce, wyspać się, przyzwyczaić do macierzyństwa. Nie musiałam pielęgnować pępka.
    Z łóżeczkiem w sypialni wytrzymaliśmy trzy tygodnie, potem wyprowadziliśmy córkę do jej pokoju. Dużo lepiej się spało bez niej. Takie niemowlę ciąglę fuka, stęka, wierci się. Ciężko mi było spać z nią w jednym pokoju. Do tej pory staramy się nie spać razem. A już zwłaszcza w jednym łóżku, bo ten mały człowiek rozpycha się za trzech.
    Czytam u większości matek o tej gotowości do rezygnacji z siebie, o tym że dziecko jest najważniejsze.
    Dla mnie nie jest. Dla mnie jest równie ważnym członkiem rodziny. Ono ma swoje potrzeby i ja też. Na pewno uścisk i uśmiech nie wynagrodziłyby mi godziny płaczu.
    Ja też w życiu nie zajmowałam się niemowlakiem, a dostałam do domu maleństwo nie ważące nawet dwóch kilogramów, z mnóstwem potencjalnych obciążeń, do wnikliwej obserwacji. I wszystko poszło łatwiej, niż kiedykolwiek mogłabym się spodziewać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon, no tak, u Ciebie było "szczególnie".
      Współczuję trudnych przeżyć. Najważniejsze, że wszystko ok.
      Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

      Bardzo ku pokrzepieniu działa, gdy wszystkie piszecie, że pewne rzeczy jak pielęgnacja i opieka nad noworodkiem przychodzą intuicyjnie. Oh, jak ja liczę na tą intuicję ;)

      Usuń
    2. Aż przykro się czyta, jakbyś nie pisała o planowanym dziecku, jakby to nie było o macierzyństwie.
      "Dla mnie jest równie ważnym członkiem rodziny" to straszne, dla mnie niespotykane. Moje dziecko jeszt dla mnie/ dla nas (rodziców, dziadków) najważniejsze. Jest najważniejsze, bo jet kruche, bezbronne i... to my powołaliśmy go na świat.

      Usuń
    3. Straszne? Że się dziecka nie ustawia na piedestale w charakterze bożka, tylko uznaje za pełnoprawnego, nowego, małego członka rodziny, który z czasem musi w tej rodzinie odnaleźć swoje miejsce na równi z innymi domownikami i zgodnie z nimi współegzystować? Według mnie to zdrowe właśnie. Bez tej rodzicielskiej czołobitności przed własnym dzieckiem i bez negowania własnych potrzeb. Takie podejście do wychowywania nie oznacza przecież, że dziecka się nie kocha, że się go nie chciało powołać na świat.

      Usuń
    4. Niestety oblicza macierzyństwa sa różne - jedni kochają nad wszytsko (jak ja czy ty), inni dopuszczają się dzieciobójstwa, a dla innych "dziecko nie jest najwazniejsze" i przeszadza w sypialni. Po co ci dziecko, skoror noworodek - wczesniak ci przeszkadzał, bo nie mogłaś się wyspać? Inne matki mają dziecko obok i nasłuchują czy dziecko oddycha... inne są wyczerpane porodem, nie mają czasu się wyspać i dojść do siebie a i tak, czuwają nad dzieckiem. Dziecko najpierw jest w łonie 9 mcy, a później WON.

      Usuń
    5. A ja zgadzam sie z Wezonem i z Lesna. Kazda z nas jest inna i dla kazdej z nas macierzynstwo oznacza cos innego. A jak kazda z nas zareaguje, nie da sie przewidziec w zaden sposob przed porodem. Dlatego pisanie "po co ci bylo dziecko" jest pozbawione sensu. Ja na ciaze czekalam ponad 3 lata, na corke 4. Przed porodem tez wyobrazalam sobie rozne, cukierkowe scenariusze, o tym jak pokocham ja od pierwszego spojrzenia w pomarszczona buzie. I co? Guzik! Macierzynstwo zaskoczylo mnie w najbardziej negatywny sposob. Przez pierwsze miesiace NIE LUBILAM wlasnego dziecka. Jej placz irytowal mnie tak, ze mialam ochote nia potrzasnac. Czulam sie gorsza, czulam sie wyrodna, bo jaka matka nie kocha wlasnego dziecka? Dzis juz wiem, ze nie jestem w tym odosobniona. I wiecie co? To ze nie kochalam dzieci kiedy nosilam ich jeszcze pod sercem, to ze nie zakochalam sie w nich od pierwszego spojrzenia, nie znaczy, ze nadal ich nie kocham. Wrecz przeciwnie, swiata poza nimi nie widze! I jestem pewna, ze Wezon rowniez uwielbia swoja corke!
      Nas sytuacja rodzinna zmusila do tego, zeby kompletnie zrezygnowac ze swoich zaintersowan i niemal z siebie jako pary, na rzecz opieki nad dziecmi. Ale juz pomalu wszystko wraca do normy. Z ta roznica, ze teraz zaczynamy wciagac we wlasne pasje corke (syn jeszcze jest za maly). Wszystko nadal jest dyktowane mozliwosciami i zainteresowaniami dwulatka i prawie 4-latki, ale nie zwracamy juz az tak uwagi na pory drzemek i rodzaj posilkow. Zazwyczaj jedza pozywny obiad w domu, ale czasem dostana w biegu parowke. Czasami kupimy po drodze (o zgrozo!) frytki z McDonalds'a. ;) Syn nadal drzemie w dzien, ale jesli nie uda nam sie wrocic na czas do domu, to spi w foteliku samochodowym. Czasami zamiast jednej drzemki, rozbijamy mu ja na dwie krotsze. Tak jak napisala Wezon, dziecko jest czlonkiem rodziny, ale wszyscy jej czlonkowie sa jednakowo wazni. My - rodzice, zazwyczaj dostosowujemy sie, w miare mozliwosci, do dzieci, ale czasem to one musza dostosowac sie do nas. :)

      Usuń
    6. A ja się nie zgadzam - dziecko przeszkadzające w sypialni, bo "fuka, stęka, wierci się"? O rany - ja też nie stawiam dziecka na piedestale i staram się wychować na wartościowego, mądrego człowieka, ale w życiu bym nie powiedziała, że "ścisk i uśmiech nie wynagrodziłyby mi godziny płaczu" pozdrawiam - P.

      Usuń
  11. A ja mam dla Ciebie prezent! :) takiego emocjonalnie pięknego powitania na świat córci Ci życzę! https://www.facebook.com/video.php?v=780750122016973

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oo, w komplecie powinny iść chusteczki ;)
      Piękne.
      :-*

      Usuń
  12. Mi jak wczoraj ginek powiedział, że być może został jeszcze tydzień, to prawie się z nim pokłóciłam. Że ja jeszcze nic nie czuję, że mały jeszcze za mały i w ogóle jeszcze niech tam siedzi;)
    U mnie łóżeczko też już stoi. Wszystko kupione, ale czy dopięte? Jakoś ostatnio zluzowałam majty w tym temacie i ciężko mi jest się skupić, co jeszcze powinnam zrobić. W głowie gdzieś majaczy myśl, że powinnam jeszcze pieluszki tetrowe dopakować do walizki i jakieś ciuszki awaryjne dla małego, w razie jakby się upierdzielił w kupie po same uszy:)
    Resztę chyba na spokojnie. W razie czego można kupić i dowieźć do szpitala, czy zamówić jak już mały będzie w domu.
    I co, śni Ci się córeczka? Bo ja dziś miałam bardzo realistyczny sen. Śniło mi się, że karmiłam młodego. Gdy się obudziłam, cała bluzka z przodu mokra. Dziwno to, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie śmiertelnie mnie przeraziłaś z tym "pozostałym tygodniem"!
      Aaaaaaaa! :) Ale jak to tak? :)))

      Ja mam w czwartek wizytę i zobaczymy co tam słychać na dole.

      U nas jest PRAWIE wszystko gotowe i to PRAWIE działa mi na nerwy.
      Bo wózek jeszcze nie odebrany ze sklepu, bo isofix ma dojechać do sklepu dopiero w piątek.
      Płyn do mycia dziecia muszę jeszcze kupić.
      Zasłony w sypialni wyprać..
      Posprzątać lepiej, bardziej, mocniej.. ;)))
      Skompletować wyniki badań do szpitala.
      I taaak dalej ;)

      Młoda mi się nie śni.
      Zazdroszczę tych kleksów na bluzce. Mnie się tylko raz zdarzył jeden kleksik i nic.. nic!

      A jak nastroje?
      Ja już czuję adrenalinę :) ale nie ma paniki póki co.

      Usuń
    2. OJ, nastroje różne. Troszkę nerwowo się robi, kiedy mąż zagoniony do konkretnej roboty daje sobie czas. Wkurza mnie tym swoim spokojem. A i smuteczki jakieś się zdarzają. Ale to pewnie przez hormony. Ale przede wszystkim czekam. Wyobrażam sobie młodego, myślę o nim cały czas.
      A w przyszłym tygodniu 38 tydzień czyli teoretycznie ciąża donoszona:)

      Usuń
    3. Tak, tak, donoszona.
      Liczba 37 daje mi jeszcze jako taki komfort psychiczny, ale 38 dosłownie przyprawia mnie o sranie w gacie ze strachu.
      Chyba zaczynam się bać.

      Co dziwne - wczoraj chyba po raz pierwszy tłumaczyłam się koleżance, że wybrałam SN zamiast CC :) Bo ona CC i było tak cudownie... dasz wiarę? :)
      Kto by pomyślał, jeszcze kilka miesiecy temu, że będę SN bronić :)

      Śniło mi się, że urodziłyśmy razem i leżałyśmy takie półprzytomne od hormonowego haju na jednej sali, wyrko w wyrko :)

      Usuń
  13. Ojej... Nie wiem czy powinnam pisac, bo moje doswiadczenia sa... srednie (lagodnie mowiac)... Cztery lata temu bylam tez dosc blisko, chociaz nie az tak jak Ty, bo termin mialam na 25 kwietnia. :) Nie pamietam dokladnie swoich uczuc, ale byly cos jak Twoje - mieszanka niecierpliwosci, ekscytacji i duzo niepokoju. Balam sie porodu, a w zasadzie bolu, ale pocieszala mnie mysl o znieczuleniu. Potem ciaze donosilam, przenosilam i trzeba bylo panne sila eksmitowac. ;) I tu zaczyna sie koszmar... Nie bylam przygotowana na 30 godzin bez snu i 19 samego porodu, w tym 3 godziny parcia. Porod zakonczyl sie ciagiem prozniowym, bo zwyczajnie nie mialam sily wypchnac corki... A najgorsze i tak bylo przede mna. Fizycznie doszlam do siebie blyskawicznie, z karmieniem piersia nie mialam zadnych problemow. A jednak do swojego dziecka czulam na poczatku glownie niechec. Do mojej wyczekanej, wymodlonej coreczki! Nie wiem czy dopadla mnie depresja poporodowa, bo nie wybralam sie do specjalisty (choc moze powinnam byla), ale Bi byla trudnym niemowleciem, ciagle wyla, a jak nie wyla to marudzila. Juz jako noworodek spala malo, jako niemowle w dzien ucinala sobie dwie polgodzinne drzemki. W nocy do 11 miesiaca budzila sie kilkakrotnie i domagala glosno spania na nas. No, charakterna byla! ;) Na poczatku zajmowalam sie nia mechanicznie, dopiero po jakims czasie zaczelam ja lubic. Pokochalam dopiero po wielu miesiacach... Wiem, smutna historia...
    Moj drugi porod zakonczyl sie cesarka, ech... Ale znow fizycznie czulam sie swietnie, dwa dni pozniej regularnie co dwie godziny maszerowalam z synkiem przez oddzial na naswietlania, bo dostal zoltaczki. I tu stwierdzam, ze niektore kobiety potrafia kochac dziecko jeszcze nienarodzone, a niektore musza sie tej milosci nauczyc. Ja nauczylam sie jej na corce, natomiast do synka, nie, nie wybuchlam natychmiast matczynymi uczuciami, ale pokochalam o wiele, wiele szybciej. Mimo, ze bylo cholernie trudno, bo miedzy moimi dziecmi jest tylko 19 miesiecy. Tym razem wiedzialam, ze te pierwsze trudy mijaja ekspresowo i chociaz nie ominelo mnie sporo frustracji, to moj drugi niemowlak niewiadomo kiedy stal sie chlopcem. :)
    Moje Potwory maja 2 lata oraz prawie 4 i zycie bym za nich oddala. Jestem chyba najlepszym przykladem, ze nawet niezkie poczatki nie musza z ciebie natychmiast robic wyrodnej matki. :)

    A co do strachu o malutka, myslalas o monitorze oddechu? Ja nie stosowalam, bo my mielismy w sypialni kolyske, a w niej nie dalo sie tego ustrojstwa zainstalowac. Ale moja siostra sobie chwalila, chociaz podobno to urzadzenie czesto wlacza sie bez powodu. To tak, gwoli ostrzezenia. ;)
    My spalismy z dziecmi w sypialni dopoki nie skonczyly okolo 4 miesiecy. Potem wedrowaly do wlasnych pokoi. Wbrew pozorom, tak jak pisze Wezon, takie maluchy wierca sie, stekaja, charcza, a po jakims czasie zaczyna je budzic najmniejsze skrzypniecie lozka czy podlogi. Rozstanie stalo sie koniecznoscia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, dzięki za Twoją historię bo znając doświadczenia innych można samemu się odnaleźć, jak się znajdzie w podobnej sytuacji.
      Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

      Też się czasem zastanawiam jak to jest z tymi uczuciami do dziecka.
      Szukałam tych emocji na blogach dziewczyn, które urodziły, ale wszystkie skupiły się raczej na technicznych aspektach opieki nad noworodkami :)
      U mnie jest tak, że mam momenty rozczulania się nad brzuchem, ale na pewno nie siedzę i nie obserwuję każdego kopniaczka piszcząc z zachwytu. Piszczę częściej z bólu raczej.
      To co mnie dziwi to to, że mój niezbyt wylewny małżon używa w stosunku do pierworodnej określeń typu "córeczka tatusia" itd. Zawsze mówi o niej "po imieniu".
      A ja zawsze mówię "młoda", "dziecie", "ona".
      Krępuję się nawet trochę, jak moi rodzice wpadają w egzaltację nad "wnusią".
      Ale nie boję się o moje uczucia do dziecka.
      Ona jest dla mnie najważniejsza, tylko jakoś nie umiem tego manifestować.
      Jak zobaczyłam te niemowlaki na porodówce podczas zwiedzania, to pomyślałam sobie: oj, może być jednak ciężko żeby nie dostać pierdolca na punkcie dziecka.
      A jak będzie - cóż, tego dowiemy się już niebawem.

      O monitorze oddechu myślałam, mam okazję kupić od kumpeli za poł ceny Respisense - taki przypinany do pieluszki. Angelcare nie moge, bo mam taki specjalny materacyk-klin i nie da rady położyć na nim maty.
      Zastanawiam się jeszcze.
      Może poczekamy aż młoda się urodzi i zobaczymy kilka nocy, czy uda mi się ogarnąć, czy będę histeryzować.

      Usuń
  14. Moja Droga ja to już czekam na relację porodową i poporodową ponieważ my mamy kwalifikację do Medeora 02.03 :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Co do pytań:
    Codziennie rano wstawałam z pytaniem czy to będzie już dziś? Z jednej strony chciałam ją zobaczyć już, teraz, szybko, a z drugiej chciałam by jak najdłużej rozwijała się w brzusiu. Pierwsze dni w domu były już dość spokojne, gorzej z pobytem w szpitalu... pierwsze karmienie, przewijanie, strach by nie zrobić jej jakiejkolwiek krzywdy i ciągłe pytania w głowie czy to aby na pewno robię dobrze :)

    OdpowiedzUsuń