środa, 25 lutego 2015

"W oczekiwaniu na" czyli telefony i nastroje społeczne



W ostatnich dniach odczuwam ogromne i gwałtowne zwiększenie zainteresowania świata znajomych, bliższych i dalszych oraz rodziny, moimi losami.

Linia telefoniczna się grzeje.
Facebook Messenger pika jak oszalały.
Nagle każdy chce się spotkać, żeby "jeszcze zdążyć".

Nie, nie narzekam :)
Jako istota uber-społeczna czuję się całkiem nieźle w takiej sytuacji.
Każdy telefon odbieram z radością i prowadzenie nawet jednogodzinnej konwersacji jest na ogół przyjemnością.

Niemniej jednak na własnej skórze doświadczam tego, o czym niejednokrotnie słyszałam w kontekście końcówki mocno zaawansowanej już ciąży:
nerwowości otoczenia i nie kończących się telefonów.

Z równowagi wytrąca mnie jedynie postawa "pocieszająca", kiedy jedna ciotka z drugą dzwonią, żeby mnie uspokoić.

- Nic się nie denerwuj kochanie, na pewno będzie dobrze!
- Yyy, no dzięki ciociu, ale ja się nie denerwuję :) Wiesz, wypuściłam się dziś na pięciogodzinny wypad: zakupy w galerii handlowej i obiad z ...
- No, no, ale wiesz, tylko spokojnie i nie nerwowo. Naaa pewno będzieee wszyssstkooo okejj.
- Aha..

Wiem, że każdy chce dobrze, ale moja głowa pracuje w następującym schemacie:
skoro tak mnie uspakajają, to pewnie mają powody.
Mój Boże, to musi być straszne. 

Matka i teściowa mocno się kryją i udają, że są cool i na-lajcie, ale każdy kolejny dzień postarza je chyba o kolejne pół roku co najmniej :)

-Brat: Te, siostra. Weź już urodź, co? Bo szkoda matki. 


Fakty są takie, że do teoretycznego terminu zostało 10 dni.
Sobota.
Nie ta najbliższa, tylko następna.
Czy ten termin będzie również praktycznym? Nie wiadomo.

News jest taki, że blogowa znajoma, która miała termin na dokładnie ten sam dzień co ja, urodziła w poniedziałek.
Nie powiem kto ;) Sama Wam powie, pewnie jak tylko wyjdzie ze szpitala ;)
Tak czy inaczej, ta wiadomość odarła mnie z większości spokoju ducha, bo uświadomiła, że jednak ten moment może nadejść w każdej chwili. Małżon na tą wiadomość wręcz posiwiał :)

Ja jestem już zmęczona stanem ciąży, jest mi ciężko fizycznie i psychicznie również.
Wiem, że jestem gotowa na tyle, na ile gotowa być mogę.
Jednak boję się.
Boję się.

Jestem przekonana, że gdybym miała planowaną CC bała bym się mniej.
A tak... nie znam ani dnia ani godziny. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie również tego bólu, który mnie czeka. Mniejszego lub większego.
Plan mam taki, że do tego 4-5 centymetra liczę na Tensa, potem ZZO.
W razie odchyleń od tego planu - dziękuję, wychodzę, dokończę w innym terminie.

Muszę szczerze przyznać, że moje odczucia nie do końca mi się podobają.
Większość moich myśli i emocji krąży wokół porodu i bania się tego wydarzenia.
Już nie fantazjuję o tym jak to będzie, kiedy mi Ją podadzą. Kiedy Ją zobaczę. Spojrzę w oczy. (piszę "już" bo wcześniej sobie o tym marzyłam).
Znowu włączyło mi się myślenie etapowe: skurcze, wody płodowe, początek porodu, wycieczka do szpitala, rodzimy, byle wszystko było ok.
Nie podoba mi się, bo oczekiwała bym od siebie mniej praktycznego i mniej egoistycznego myślenia.
Bardziej wzniosłego.

Póki co staram się robić dobrą minę do... tej gry i żyję w myśl zasady:
Jutro będzie futro. 

37 komentarzy:

  1. Nawet nie myślałam o porodzie, nie skupiałam na tym swoich myśli, wszyscy tylko wokół martwili się abym nie urodziła we wszystkich świętych... a mnie to najmniej ruszało. Urodziłam 3 dni przed terminem, dzień wcześniej śmigałam po znajomych a każdy tylko pytał się, czy jeżdżę z torbą do szpitala a ja uważałam, że przecież mam czas. Jadąc do szpitala nie wiedziałam, czy rodzę, czy dzieję się coś złego, w "mądrej" szkole rodzenia powiedzieli, że początek ma inaczej wyglądać...Na szczęście zdążyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, czyli na lajcie podeszłaś do tematu - i tak chyba najfajniej ;)

      Usuń
  2. Miałam taki plan jak Ty i on pozwalał mi nie zwariować. Czyli pomęczę się ile trzeba, a potem będzie zzo. I dupa. Okazało się, że wszyscy anestezjolodzy są przy cesarkach i nie ma nikogo kto mi zrobi zzo. Nigdy nie czułam się tak panicznie zagubiona. Jak to??? Przecież to niemożliwe! To ja przyjdę jak już będzie fachowiec od uśmierzania bólu! Jak się domyślasz, dzidzia nie chciała czekać. Urodziłam. Bo innego wyjścia nie było.
    Mam nadzieję, że Ciebie nie spotka takie rozczarowanie :-) Nie piszę tego, żeby Cię straszyć, ale dlatego, że sama żałuję, że nastawiałam się na zzo i jak nie wyszło, to psycha mi siadła. Nie przywiązuj się do myśli o zzo. Dasz radę bez tego. A jak się okaże, że je dostaniesz, to będzie po prostu trochę łatwiej :-)
    Życzę Ci szczęśliwego porodu. A w ciężkich chwilach myśl, że jesteś jedyną osobą na świecie, która jest w stanie urodzić to Twoje dziecko. Jak Ty mu nie pomożesz, to inni też tego nie zrobią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, no faktycznie, też bym wolała, żeby mnie to nie spotkało.
      Generalnie u mnie na zmianę nastawienia jest już za późno - zdecydowałam się na SN warunkowo, tylko i wyłącznie pod warunkiem ZZO :)
      Ot taki szantaż :)

      W szpitalu mam znajomą położną, mój prowadzący ma długie macki, więc mam nadzieję, że się obędzie bez niespodzianek. Nie będę się na tym póki co zastanawiać.

      Pozdrowienia! :)

      Usuń
    2. Jak długo byś siedziała i myślała jak to będzie, to i tak nie wymyślisz :-) Tylko Bóg jeden raczy wiedzieć ;-)
      Jakkolwiek by nie było, to i tak przecież warto :-) Zarzekałam się po porodzie, że absolutnie nie ma mowy o kolejnym dziecku, nigdy, przenigdy!!! A tymczasem Tymek ma 9 miesięcy, a ja bym chciała jeszcze jednego łobuza ;-)

      Usuń
  3. To wcale nie musi byc strasznie, wiem co pisze, moj porod wspominam wspaniale! :)
    Nie zaluje, ze wybralam PSN, a nie cesarke, choć balam sie... i Tobie tez tego zycze, mam nadzieję ze wszystko pojdzie gladko ;)
    Ja przy 6cm wzielam znieczulenie PP, poczulam ulge bo nic nie bolalo... w godzine zrobilo sie 10cm i po kilku partych Ola byla z nami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, Twoja relacja jest najświeższa :)
      Bardzo się cieszę, że u Ciebie sprawdził się... mój best scenario :)
      Świetnie, że tak fajnie to poszło.

      Ja wróciłam właśnie od lekarza i guess what?!
      Mam 2 cm rozwarcia, szyjka skrócona o 0,5 cm.
      Także możliwe, że do następnej wizyty za tydzień już nie dotrwam :)

      Usuń
    2. Ouuuuuu.... to wspaniale :-)
      Mam nadzieje ze nie bedziesz musiala czekac tak dlugo jak ja... :-)

      Usuń
    3. Zobaczymy :) wiadomo, że z rozwarciem to mogę sobie pochodzić jeszcze i z 2 tygodnie (tfu tfu).

      Usuń
  4. Z racji tego że ja urodziłam miesiąc za wcześnie uniknęłam tej gorączki telefonów przed. Zderzyłam się z kolei z tysiącem telefonów podczas pobytu w szpitalu, pobytu troszkę dłuższego. Teraz już wiem, że niektórych telefonów nie odbiorę tym razem bo wiem kto na mnie wpływał dołująco :) A strach jest naturalny, trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno wszystko będzie dobrze, a nawet super dobrze! :-)
    Ale jak sobie przypomnę jak sama się trzęsłam przed swoim cc, to naprawdę się nie dziwię, że możesz mieć teraz (małą ;-) ) spinkę.
    Nadal więc zaciskam kciuki, by było tak jak sobie to wymarzyłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana :)

      PS. Zajrzyj do Carrie, jeśli jeszcze nie byłaś ;)

      Usuń
  6. Ja przenosiłam ciążę dwa tygodnie, także wyobraź sobie ile ja się naczekałam kiedy to :) Życzę wszystkiego dobrego :) rozkoszuj się zainteresowaniem Twoją osoba, bo potem będą pytali tylko o maleństwo :) a Ty będziesz przeszczęśliwa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuuu, 2 tygodnie to niezły wynik :))
      U mnie dziś orzekli 2 centymetry rozwarcia - zobaczymy, jak się sprawy potoczą :)

      Usuń
  7. Zazdroszcę Ci. Ja zostałam z niczym. Trzy miesiące czekania do kolejnego podejścia.
    Trzymam kciuki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to jest. Ja trzymam kciuki za Ciebie:-) I za Pink i Baby Pink oczywiscie tez!

      Usuń
    2. Dziewczyny, rozumiem Was doskonale.
      Pamiętam jak jeszcze niedawno, z rok temu chyba nawet, pisałam na zaprzyjaźnionym blogu, w odpowiedzi na rozterki w temacie porodu niejakiej Meli, że nie będę jej współczuć, bo ona się spodziewa a ja nie wiem, czy kiedykolwiek. Nie mam nic. Nawet tych rozterek.

      Fortuna kołem się toczy.
      Teraz przeżywam podobne rozterki.

      Dziękuję za kciuki i trzymam mocno za starające się! Nieustannie.

      Usuń
    3. Pink mam do Ciebie wielki szacunek za Twoje podejscie. 2 cm to super! Ekscytuje sie jak porodem dobrej kumpeli! Dasz rade! Pieknego i metafizycznego porodu Ci zycze! Krzycz glosno zebysmy Cie slyszaly:-)

      Usuń
    4. Dzięki Kochana! :)
      Mam takich fajnych kibiców, że autentycznie człowiekowi się jakoś lżej robi na sercu... i nie tylko :)
      A z tym krzykiem, to hy hy :) może lepiej nieeeeee :)

      Usuń
  8. Heh, rozumiem- naprawdę. Na jakiś miesiąc przed porodem Lilki, przeczytałam kilka relacji z porodów, gdzie rodzące podchodziły do tego co się dzieje w sposób... kurczę- jakiś taki mistyczny. I jak ja siebie karciłam, że ten cały mistycyzm to jest u mnie owszem- ale daleko, daleko w tyle. A to, co czuję najsilniej to... strach. Taki zwykły, normalny strach. Co w nim mistycznego i wzniosłego? Chyba nic. Jednocześnie- wydaje mi się, przy okazji takiego wydarzenia jakim jest poród, jest uczuciem jak najbardziej naturalnym. I zanim przyjdzie ten moment, kiedy będziemy trzymać w ramionach nasz Skarb, to... ekhm- jakoś On się musi z nas wydostać :)
    Wiem, że każdy poród jest inny i każda z nas ma inny próg odczuwania bólu, ale ja- gdzie ten mój próg wrażliwości jest bardzo niski, do 5cm wytrzymała prawie, że na lajcie. A potem trzeba już było robić cesarkę, więc Ci nie powiem, jak jest dalej :)
    Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, mówisz że 5 cm i na lajcie? Super :)
      Mnie właśnie przed chwilką lekarz orzekł, że mam 2 cm rozwarcia już :) więc może jakoś to będzie :))
      Bo próg bólu u mnie też za wysoko nie wisi.. ;)

      Buźka :)

      Usuń
    2. Prawie na lajcie :) I żałuję, że nie wiem co by było dalej, bo pomijając wszystkie inne aspekty- jestem tak po ludzku ciekawa, jak dalibyśmy radę dalej :) Bo przez te pierwszych 5cm to Marcin za bardzo mi się nie przydał :)

      2cm?! Kochana- to jeszcze tylko 8 i roooooodzimy :) Ok, ok- mogę sobie pozwolić na ten żartobliwy ton, bo to nie o mnie :) Ale jestem dobrej myśli- będziesz pod dobrą opieką i wszystko będzie pod kontrolą. Kurczę, może dlatego, że jednak nie dotrwałam do końca, ale wiesz- zazdroszczę Wam :) To są tak niesamowite emocje... Nie można porównać ich do niczego innego, Mogę sobie jedynie wyobrażać tylko jak fascynująca jest końcówka, skoro my do dziś "jaramy" się tymi naszymi 5centymetrami :)
      Powodzenia i pamiętaj, że my tu z Tobą wszystkie, jak na szpilkach czekamy :)

      Usuń
    3. Spoko, jestem w całkiem dobrym nastroju ;))
      Jeszcze 8 cm i jesteśmy w domu! :))))) Tak samo sobie tłumaczę!!
      Dzięki za wsparcie :)

      Usuń
  9. Cześć Pink,
    Moim zdaniem masz bardzo dobre nastawienie i wszystko jest tak zorganizowane, żeby poszło jak najlepiej. Miałam podobnie, czyli wynajęta położną, założenie, że próbuję naturalnie, jak przestaję wytrzymywać biorę znieczulenie a jak stwierdzę że definitywnie nie dam jednak rady to mieliśmy pieniądze, żeby zapłacić za cc (w moim szpitalu jest oficjalnie na szczęście taka możliwość). To wszystko dało mi komfort psychiczny, że "w razie czego" zawsze jest jakieś wyjście awaryjne. I rzeczywiście położna nad wszystkim czuwała, dużo mi pomogła. Okazało się niestety, że nie mogę dostać znieczulenia zewnątrzoponowego bo mam za mało płytek krwi ale dostałam jakieś inne i super zadziałało. Równocześnie inna dziewczyna rodziła naturalnie i jeszcze jedna miała cc. Było 2 anestezjologów więc pomimo, że teoretycznie każdej należy się znieczulenie na żądanie to ta druga co rodziła sn po prostu nie zdążyła dostać ale leżałam z nią na sali potem i mówiła, że jak się musi to się da radę ;) Ja tak się nastawiłam na to znieczulenie, że nie wiem czy bym dała, ale swoja położna daje ten komfort, że jak będziesz potrzebować to na pewno w porę dostaniesz. Po wszystkim to tak szczerze byłam zdziwiona, że to już. A pierwsze spotkanie z moim dzieckiem ?, no cóż moje pierwsze słowa do niego to "ale ty masz pazury" bo miało tak długie szpiczaste paznokcie, że mnie to strasznie zaskoczyło. Dziś mi trochę wstyd z tego powodu, że nie było to bardziej magiczne ale jakoś tak palnęłam bez zastanowienia - mam nadzieję, że nie będzie pamiętał ;)
    Niedługo będę rodzić drugi raz i zakładam taki sam scenariusz. Tj. sn z własną położną i znieczuleniem choć gdyby się okazało, że dla dobra dziecka musi być cc to tez ok. W sumie każdy sposób ma swoje plusy i minusy i trzeba skupić się na plusach. Po tym co kiedyś napisałaś kusi mnie trochę żeby powiedzieć, że jestem po in vitro albo chociaż po inseminacji skoro wtedy lekarze bardziej się starają - myślę że naprawdę tak jest (w pierwszą ciążę udało mi się zajść po 6 inseminacji, druga to naturalna niespodzianka;))
    Ściskam i trzymam kciuki, żeby poszło szybko i bezboleśnie. Wszystko jest tak przygotowane, że nie może być inaczej. Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Imienniczko :)
      Wyjścia awaryjne i plan dodają mega otuchy, bo to daje wrażenie jako takiej kontroli - a jak wyjdzie, tak wyjdzie --> dosłownie i w przenośni :)

      Co do "pazurów" to szczerze się uśmiałam :))
      Założę się, że jak tylko będę w stanie mówić, to powiem coś dziwnego / śmiesznego / głupiego / mało wzniosłego :)) Zresztą małżon tak samo.

      To jest trochę na tej zasadzie:
      jak braliśmy ślub to w trakcie przysięgi zamiast zalewać się łzami wzruszenia to mieliśmy lekką głupawkę, żeby nie powiedzieć "i że Ci nie odpuszczę" zamiast "i że Cię nie opuszczę" :)))

      Buźka!

      Usuń
  10. wow, gratuluję 2 centymetrów! :D Boisz się, ale wszystko będzie Ci wynagrodzone :) Ganisz się za egoistyczne podejście, to powiem Ci, że ja miałam czysto praktyczne ;). Jako, że bywałam przy cesarkach na żywo, robiłam wkłucia i takie tam, to czekałam na to, co mnie po kolei czeka. Śmiałam się, gdy wenflon zakładała mi młoda anestezjolog z asystentką i nie mogła sobie poradzić. Jedna trzymała plastik, druga wyciągała igłę, normalnie komedia. Jak zobaczyłam, że to ona podchodzi do wkłucia w kręgosłup trochę spanikowałam xD I przy samym zabiegu starałam się skupić na tym, że ją zaraz zobaczę, ale ciągle myślałam: o, odkażają pole operacyjne, o przecinają skórę, o zaczynają rozrywać tkanki, ooooo ale mną buja! ;D tak więc wydaje mi się, że Twoje myślenie jest jak najbardziej normalne hehe. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Normalnie jakbym mogła pić alkohol to bym chyba poszła i oblała te 2 centymetry! :))

      Wenflof - fe, strasznie tego nie lubię.
      Wolę już chyba wszystkie badania ginekologiczne świata niż zakładanie jednego wenflonu.
      Wkłucie w kręgosłup już mnie nawet mniej przeraża.
      Wszystko, co dzieje się w okolicach mojej żyły, szczególnie tej na ręku, jest dla mnie horrorem - który jednak mocno oswoiłam podczas in vitro, nie oszukujmy się :)

      Czyli w temacie myślenia porodowego, możemy sobie przybić piątkę :)
      Najpierw pragmatyzm, potem romantyzm ;))

      Buźka!

      Usuń
  11. Jako kobieta juz "doswiadczona" w porodach, napisze Ci, ze ta podnioslosc i mistyke laski se moga o kant dupy rozbic. ;) Porod to czysta fizjologia. To pot, wysilek, krew i jak nie krzyki, to przynajmniej stekania. ;) Podnioslosc dla mnie przychodzi pozniej. Kiedy patrzy sie na swoje dziecko i widzi miniaturowe paluszki, uszka, nosek. Czasem mozna juz nawet zauwazyc drobne podobienstwo do siebie lub meza. Patrzy czlowiek i mysli: wow, to jest to, co stworzylo moje cialo! W ciagu zaledwie 9 miesiecy utworzylam malenka, ale kompletna w kazdym szczegole istote! Wspomnienie tych chwil zawsze wywoluje we mnie wzruszenie. A same porody? Wolalabym o nich zapomniec. ;)

    Hehe, ja przed porodami tak panikowalam, ze nie dziwie sie, ze wszyscy naokolo mnie pocieszali i uspokajali. ;) Malzonek moj w ogole cieszyl sie cala geba (az mialam go ochote czyms zdzielic), ze na szczescie od tego nie ma odwrotu. Widzial po mojej minie, ze gdybym mogla, stwierdzialbym ze jednak poczekam na to dziecko, pierwsze czy drugie, jakies pare lat. ;)

    No i wlasnie przeczytalam, ze masz juz 2 cm rozwarcia i szyjka sie skraca! Rany, czyli to juz w kazdej chwili! Ja pierwsza ciaze przenosilam o tydzien i do samego konca bylam zamknieta na 3 spusty, wywolywanie zaczelo sie od podania specyfiku na zmiekczenie i rozwarcie szyjki. ;) Z drugiej strony, przy drugiej ciazy chodzilam z rozwarciem na 1 cm ponad tydzien i nic sie nie dzialo. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak de facto to z tymi 2ma centymetrami to coś czuję, że chyba jeszcze troszku pochodzę ;)
      Właśnie wróciłam z posiadówki ze znajomymi w knajpie w centrum, tak sobie żartowaliśmy, że troszkę dziwnie łazić z rozwarciem :)) ale coś mam przeczucie, że Młoda czeka na marzec.

      Co do tej wzniosłości... to prawda, że strach jest u mnie na pierwszym miejscu - chociaż jestem w świetnym nastroju od wczoraj, więc powinnam użyć słowa "obawa". Jestem jednak faktycznie strasznie ciekawa, jak Ona wygląda - zobaczyć Jej oczka, nosek.. hmm.. ciekawe, czy stwierdzę, że jest piękna czy raczej, że ma "długie paznokcie" :)

      Pozdrowienia! :)

      Usuń
  12. 2 cm jejusiu ile sie dzieje!!!!! Wlaczam dobre mysli! Ale fajnie!

    Aha, piszesz ze nie podoba Ci sie Twoje praktyczne i egoistyczne podejscie i oczekiwalabys cos bardziej wznioslejszego. Well powiem tak: badz egoistka a wzniosle mysli bedziesz miala PO :)

    Buziak i autostrada pozytywnych wibracji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dzieje się, dzieje... :))
      Dziękować Kochana za wszystkie dobre emocje :)

      Usuń
  13. Pink, życzę Ci, byś miała przeżycia jak moja kumpela z pracy, która pomiędzy skurczami czytała sobie ze spokojem książkę. I powiedziała, że jest zachwycona porodem :))) (Rodziła w wieku 38 lat pierwsze dziecko). Reflektujesz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Tak sobie dziś właśnie myślałam czytając "Zaklinaczkę" czy jej nie zabrać na porodówkę! ;)
      Nie no, spoko, ja reflektuję ;))

      Poród na chill-oucie poproszę, raz! :)

      Usuń
    2. Moja kumpela rodzila sie gdy jej mama czytala Lesia Chmielewskiej. Ona (kumpela, corka:)) teraz jest mega molem ksiazkowym i sama bardzo sprawna literacko :)

      Usuń
  14. Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło według planu! dobrymi radami nie sypne, ale o moim braku doświadczenia juz było ;-)
    Myślałam, że tylko ja mam schizy na temat wenflonow i żył... Po cc zachowywałam się jakbym miała zzo od szyi w dół-bałam się ruszyć rękoma bo nie wiedziałam w której jest wenflon... Hehe,teraz to się nawet śmieszne wydaje
    Ściskamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękować :)

      Oj schizę mam ostrą na punkcie żył :)
      Wiem o czym mówisz z tym paraliżem. Mnie jak pierwszy raz wenflon założyli do histeroskopii rok temu to całą prawą rękę (bo chyba tam miałam właśnie) miałam sparaliżowaną i jakby z drewna :)
      Do dziś jak chodzę na pobieranie krwi - chociaż mocno oswojone przez procedurę in vitro - to nigdy przenigdy nie patrzę na to oraz zatykam sobie ucho, żeby nie słyszeć tego syczenia :)
      Także schiza jest na maxa :)

      Buźka :)

      Usuń