sobota, 7 marca 2015

7 marca czyli... teoretyczny koniec ciąży



Teoretyczny, bo porodu ani widu ani słychu.

Na dziś miałam wyznaczony tzw. "termin".
Dziś rozpoczynam 41 tydzień ciąży.

Wczoraj wieczorem udaliśmy się do szpitala na schadzkę z naszą położną. Ktg w porządku.
Mała okej.
Macica za to w nosie ma mój termin porodu i wykazuje mininalną czynność skurczową, o ile w ogóle.

Za to złe wieści z mojej dolnej kanalizacji.
Zdaniem położnej wcale nie ma 3 cm rozwarcia- jest 1 cm.
A jeśli chodzi o szyjkę, to jesteśmy w lesie- szyjka jest w ciąży i ani jej się widzi szykować się do porodu.
Jej zdaniem warunki są takie, jakby poród miał zacząć się za tydzień.
Potwierdzenie jej tezy jest takie, że mam przecież 31-32 dniowe cykle, a lekarze obliczają termin porodu zazwyczaj dla klasycznych cykli 28 dni. 
Położna stwierdziła, że w takich okolicznościach to naturalny poród może się zacząć nawet i 15tego..

Teoretycznie tydzień możemy chyba poczekać, ale Ona nie rekomenduje czekania dłużej niż jeszcze kilka dni, czyli tak do środy mniej więcej. Stwierdziła, że w przypadku ciąży po in vitro ona by nie ryzykowała. Zresztą Doktorek, jak mu powiedziałam, że idę w opór, nie chce indukcji i czekamy, też miał minę nie tęgą.
A ja nie będę z nimi dyskutować, bo najważniejsze jest bezpieczeństwo Dziecka a nie moje chciejstwo i zapędy w stronę natury (która już raz pokazała, gdzie nas ma).

Plan położnej jest jest taki i potwierdzę go dziś lub w poniedziałek z Doktorkiem:

  • Wdrażamy permanentną inwigilację KTG: niedziela + poniedziałek
  • jeśli tak do wtorku, środy nic się nie zadzieje to mnie położą na test oksytocynowy
  • jeśli test wyjdzie okej (i nie zacznę od niego rodzić) to następnego dnia jedziemy z normalną kroplówką z oksytocyny i jeśli skurcze się rozkręcą to rodzę. Jeśli nie- cesarskie cięcie.
  • po raz kolejny zapewniono mnie o dostępności cesarki na jedno moje skinienie. Z jednej strony podnosi mnie to na duchu, z drugiej zaś paradoksalnie obniża morale, bo od razu się zatanawiam, cóż oni nagle wszyscy w moim przypadku tacy pro-cesarkowi. Mam wrażenie, że jeśli w szpitalu wypowiem cichuteńko pod nosem słowa "ce ce" to z automatu włączy się muzyka rodem ze spa i wjadą nosze całe w kwiatach, aby mnie zawieźć na blok operacyjny, w radosnej asyście lekarzy, położnych i anestezjologów, śpiewających "na głowiee kwietnyy ma wiaanek, a przed nią bieży baaaraaanek, a nad nią lataaa motyleeek".

Rzeczywiście przekonuje się, że na finishu ciąża z in vitro jest traktowana jak specjalnej troski.
Chwilami czuję się jak jedyna post in vitrowa matka-wariatka, która sobie wymyśliła, że oto będzie rodzić siłami natury.
Błagam- jeśli czyta mnie ktoś, kto jest po IVF i rodził naturalnie - niech da znać. 

Inna kwestia jest taka, że po wczorajszym badaniu szyjki czuję się, jakby mnie potrącił czołg a jego lufa wlazła- wiadomo gdzie.
Pani Położna była delikatna- to w ogóle taka anielska kobieta. Natomiast ja zobaczyłam wszystkie gwiazdozbiory naszej galaktyki. Jak mi potem wytłumaczyła, to musiało być bolesne, bo szyjka jest wygięta jeszcze, a ona musiała się tam jakoś dostać. 
Po jakiś 2h od powrotu do domu (ok 22-23 wczoraj) dosałam takich bóli w okolicach szyjki, że tego się nie da opisać. Ciepły prysznic nic nie dawał a oddychanie ze szkoły rodzenia poszło w.. piz*u. Właściwie to boli mnie nadal, tak falami i to jest ból na kształt mega mocnego menstruacyjnego. Nie odnotowałam natomiast twardnienia brzucha ani nic podobnego oraz żadnej regularności.
Fakt faktem, że gdyby nie opinia położnej, że do porodu jeszcze daleko, to ostatniej nocy prawdopodobnie udali byśmy się grzecznie na porodówkę.

Na dodatek, wczoraj podczas dnia postanowiłam wyszorować ze szczotką na kolanach X metrów kwadratowych naszej mozajki pod prysznicem. Na tą radosną okoliczność pożegnałam się z moim czopem śluzowym, co było dla mnie kolejnym światełkiem w tunelu, że może za raz się zacznie.

Na koniec dajcie pomarudzić:
Jestem wykończona i psychicznie i niestety również fizycznie (to bardziej), bo odczuwam ciągły ból w drogach rodnych a teraz jeszcze dodatkowo w dolnej części pleców. Jestem już tak zbolała, że boje się, że jak przyjdzie właściwy czas rodzenia to nie będę miała siły już.

Miałam nadzieję, że ten permanentny ból chociaż ma sens, ale słowa Położnej odebrały mi tą nadzieję.
Ktoś tu się pomylił - albo Ona albo Doktorek. 
Wolała bym tą pierwszą opcję.

Czekamy.


53 komentarze:

  1. Hej Pink!Ja jestem po IVF metodą ICSI i urodziłam niedawno córcie naturalnie.Też zapowiadało się,że przenosze ciążę,termin przeszedł bez echa i już sie umawiałam w lekarzami i popożna na wywołanie porodu.Termin miałam na 22.07 ale na szczęście póżnym wieczorem 23.07 zaczeło mnie brać,finalnie urodziłam 24.07 Kiedy jednak lekarz i położna dowiedzieli się,że ciąża jest wynikiem in vitro skakali wokół mnie jak wokół śmierdzącego jajka.Wszystko było super,naprawdę,pomijając ból porodowy...Jak potrzebujesz szczegółowych informacji zapraszam na mojego bloga albo pisz - lamang.ika@op.pl Pozdrawiam i życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej iwona! Dzięki, że się odezwałaś.
      Byłam u Ciebie na blogu, przetrzebiłam archiwalne wpisy.
      Widzę, że też u Ciebie nic nie zapowiadało porodu.. więc może i u mnie się ruszy.
      Rzeczywiście widzę, że hasło "IVF" działa na lekarzy i położne jak jakieś tajemnicze zaklęcie. W sumie to dobrze.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Czekamy z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... z naciskiem na "niecierpliwością" ;)

      Usuń
  3. Witam, czytam od niedawna, ale zabawię na dłużej. Uściski i czekam razem z Wami na waszą upragnioną królewnę!! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj i zapraszam do dalszego odwiedzania ;)

      Usuń
  4. Pink mam pełno "znajomych" dziewczyn z forum, internetu, które po ivf rodziły naturalnie, więc spokojnie :). Nie mogą Ci przedłużać ciąży i obliczać terminu według cyklu, bo my dokładnie znamy datę poczęcia, a więc wiek dziecka ;). Współczuję tego zmęczenia, ale pomysł, że za kilka dni będzie po wszystkim. Wypadnięcie czopa to dobry znak. Tak Ci szepnę, że moja sister miała mieć cc i wieczorem zrobiła sobie domową lewatywę, taką z apteki, bo tak jej poradziła położna. Minęły 2 godziny i zaczęła rodzić hehe. I urodziła naturalnie ;D. Nie bój się, oni tak chuchają z tym cc na wszelki wypadek. Pamiętaj, że chciałaś rodzic sn i póki to dozwolone nie zmieniaj zdania hehe. Na samej końcówce ciąży różne myśli przychodzą do głowy ;) Jestem z Tobą myślami. Pamiętaj, że co by się nie działo, robisz to dla córeczki. A ona Ci te trudy wynagrodzi :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dzięki za dobre słowo.
      Tak właśnie doszłam do wniosku, że przecież za tydzień będzie już, tak czy inaczej, po wszystkim, więc nie ma co panikować.
      O CC na własne życzenie raczej nie poproszę, przynajmniej dopóki mnie ból nie dopadnie :)

      Nie mogę się już doczekać, jak Ją zobaczę.
      Tak bardzo nie potrafię sobie Jej wyobrazić ;)

      Usuń
  5. Eh Pink, co by Ci tu napisać, żeby podnieść trochę morale przy tej końcówce...
    Wiesz, pozostaje mieć nadzieję, że poród często gęsto zaczyna się naprawdę wtedy, kiedy nic go nie zwiastowało. I wierzę mocno w doświadczenie Twojej położnej, ale liczę na to, że akurat u Ciebie tak będzie- chlusną wody i się zacznie. A jeśli nie... Masz rację- natura naturą, ale trzeba dmuchać na zimne. Jesteś w dobrych rękach rozsądnych ludzi. Oni wiedzą, co będzie dla Was najlepsze. A to, że jednak poród po ivf wywołuje inne emocje wśród położników i położnych- już było tu omawiane, i ja swoje zdanie, że to dobrze, i że tak powinno być- podtrzymuję. Tak sobie tylko myślę- może większość kobiet po inv woli rozwiązanie przez cc, i dlatego lekarze reagują zdziwieniem, na te, które chcą spróbować naturalnie?

    Miałam, może nie taką samą, ale podobną historię z porodem Lilki. Byłam już po cc, więc u nas w mieście (bo okazuje się, że nie wszędzie tak jest) jest to przepustka do drugiego cc bez tłumaczenia się, bez podawania powodu itd. Tyle, że ja chciałam Lilkę urodzić naturalnie. I wiesz co? Z którym lekarzem bym nie rozmawiała- a było Ich kilku, bo w ostatnim czasie jeździłam na ktg regularnie, był zaskoczony moją decyzją. Jeden spytał wprost: "Ale po co to pani". "Po co"- czaisz?! Nie, nie- nie mam nic przeciwko cc, Lilka w końcu też się urodziła przez cc, ale z jednej strony słyszysz biadolenie, że pacjentki chcą cesarek na życzenie, a kiedy chcesz rodzić naturalnie, to On się mnie pyta po co mi to... No zdębiałam, i dziś żałuję, że nie pociągnęłam z Nim tej rozmowy dalej, bo do dziś o tym myślę. Także z mojego doświadczenia wynika, że lekarze w niektórych sytuacjach wolą cc, z kolei położne z którymi rozmawiałam, jak najbardziej popierały moją decyzję o naturalnym porodzie. Dodam tylko dla jasności, że kiedy jeździłam na to ktg nie miałam żadnych innych wskazań do cesarki, poza faktem, że w taki sposób urodziło się starsze dziecko.

    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to historia z tym Twoim drugim porodem.
      Może to i lepiej, że personel zmienia trochę swoje podejście do CC i nie dyskryminuje i piętnuje tego sposobu rodzenia (w odróżnieniu od niektórych babeczek) ;)

      Usuń
  6. Ja mialam termin porodu na 19 grudnia, 10 grudnia bylam na badaniu i lekarz powiedzial, ze urodze ok 24 grudnia. Ku mojemu zdziwieniu 11 grudnia wyladowalam na porodowce a 12 grudnia urodzilam nautralnie mojego synka.( poczecie tez naturalne- po 2 latach) Tak wiec nidgy nic nie wiadomo.:) Trzymam kciuki za szczesciwy porod!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzepiące... oby i tym razem prognozy się nie sprawdziły :)

      Usuń
  7. No co by nie było do czwartku będziecie w komplecie. Domyślam się, że możesz mieć już lekko dość bo ostatnie dni to raczej nie euforia. No i w ogóle to streszczajcie sie bo ile mamy czekać na zdjęcie Waszej córuni! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, cóż Ona sobie wyobraża, tak ludzi denerwować ;))

      Usuń
  8. Termin miałam na 1 czerwca, z usg. Z ostatniej miesiączki na 8 czerwca. 7 czerwca wylądowałam na patologii ciąży, bo Małemu spadło tętno na ktg. 8 czerwca zrobiono mi test oksytocynowy, żeby zobaczyć jak serduszko Małego zachowuje się przy skurczach. Test wypadł super, ale nie wywołał porodu więc po całej nocy i połowie następnego dnia spędzonych na sali przedporodowej wróciłam na salę. Na moje wyraźne żądanie, bo lekarze chcieli dalej wlewać we mnie oksytocynę. A ja nie miałam siły rodzić, bo półtora dnia nic nie jadłam. Głupi zwyczaj, że nie pozwala się jeść... Wróciłam więc na salę, zjadłam obiad, położyłam się i... odeszły mi wody. To było ok. 17, a o 22:10 urodził się mój kochany Synuś :-) Niestety bez zzo, bo wszyscy anestezjolodzy byli przy cesarkach, o czym Ci już kiedyś pisałam :-) Synek jest z in vitro. Nie proponowano mi cc. A szkoda, bo może bym się na nią zdecydowała i oszczędziłabym Małemu, sobie i mężowi chwil grozy, bo podczas porodu znowu spadło Małemu tętno i było potrzebne vacuum i pewien zakazany chwyt lekarza. To cud, że jest zdrowy, bo takim porodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre, że masz nieprzyjemne doświadczenie, ale wszystko dobre, co się dobre kończy.
      Tak, pamiętam Twoją opowieść o anestezjologu :)
      Może troszkę w poście marudzę, ale doceniam fakt, że mam wybór, że nie zapierają się przed cesarką rękami i nogami. To mi daje poczucie bezpieczeństwa i w sumie, również komfortu.

      Usuń
  9. Mi doświadczeni lekarze (prowadzący i znajomy) mówili, że porodu nie można przewidzieć dopóki się nie zaczni, a zaczyna się różnie. Synek był z tych niespieszących się - 9 dni po tp poród wywoływany żelem prostaglandynowym, bo test oksy nie pomógł.
    P.S.
    Zachodzę w głowę o co chodzi z tymi cyframi 2-3-1 :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi doświadczeni lekarze (prowadzący i znajomy) mówili, że porodu nie można przewidzieć dopóki się nie zaczni, a zaczyna się różnie. Synek był z tych niespieszących się - 9 dni po tp poród wywoływany żelem prostaglandynowym, bo test oksy nie pomógł.
    P.S.
    Zachodzę w głowę o co chodzi z tymi cyframi 2-3-1 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a mi 9 dni nie dadzą czekać :/
      A cyfry odpowiadają rozwarciu :) bo jakieś takie to dla mnie.. istotne :) Najpierw doktorek orzekł 2 cm, potem 3 cm a położna wczoraj, odebrawszy wszelką nadzieję, 1 cm. I stąd te cyfry ;)

      Usuń
    2. A i to chodziło :)
      Ale dlaczego chcesz czekać? Ja te 9 dni po miałam po znajomości, bo zgodnie z procedurami 9dnia miałabym przerwę, a 10 kolejna oksytocynową i dopiero później inne. Jestem wdzięczna za to przyspieszenie, ciąża po terminie to ciąża podwyższonego ryzyka...My np. już mieliśmy infekcję wewnątrzmaciczną i mały dostawał antybiotyk, byliśmy w szpitalu 5 dni, więc ciesz się że wcześniej rozwiążą ciążę :)
      Wywoływanie to nic złego.
      POOOOWODZENIA

      Usuń
    3. A i to chodziło :)
      Ale dlaczego chcesz czekać? Ja te 9 dni po miałam po znajomości, bo zgodnie z procedurami 9dnia miałabym przerwę, a 10 kolejna oksytocynową i dopiero później inne. Jestem wdzięczna za to przyspieszenie, ciąża po terminie to ciąża podwyższonego ryzyka...My np. już mieliśmy infekcję wewnątrzmaciczną i mały dostawał antybiotyk, byliśmy w szpitalu 5 dni, więc ciesz się że wcześniej rozwiążą ciążę :)
      Wywoływanie to nic złego.
      POOOOWODZENIA

      Usuń
    4. Ano w sumie sama nie wiem, jaki mam problem z tym wywoływaniem.
      Takie chyba moje "chciejstwo", żeby uniknąć tego niepotrzebnego pobytu w szpitalu, kroplówek i innych takich. Boje się też chyba samej oksytocyny.
      Ale nie ma co - jakoś to będzie ;)

      Usuń
  11. Uparte to Wasze dziecię ale mam nadzieję uda się jakoś rozkręcić poród siłami natury już lada dzień.Z doświadczeń znajomych invitrówek polecam 3xS :sex,shopping i spacery a do tego wizytę w McDonaldzie :D
    My po wizycie 3 dniowej w ICZMP-podejrzenie hipotrofii (dwa parametry na 33tc dwa na 35tc) do tego mało wód ok 5-7 Afi i łożysko oczywiście III stopnia. Mamy tuczyć Kacpra,pić hektolitry wody i wytrwać dwa tygodnie jeszcze a potem możemy lecieć na porodówkę.
    Młody ma teraz ok 2300.
    Trzymamy kciuki za Was

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania ooo, widzę niestety, że przygód ciąg dalszy :/
      Ja również trzymam za Was kciuki bardzo mocno!

      Usuń
  12. Pink, ja z tych czytających skrycie od kilku miesięcy... Nie odzywam się, bo już tak mam, że najpierw oswajam nowego bloga, przyzwyczajam się, a potem przychodzi taki dzień jak dzisiaj, że po prostu muszę napisać i piszę;-) Właściwie to chciałam tylko napisać, że trzymam kciuki za powodzenie akcji sprowadzania córki na świat!! Mam nadzieję, że będzie tak, jak chcesz, nawet jeśli czasem trudno Ci sobie wyobrazić, co to oznacza;-) Trzymajcie się dzielnie obie!!! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie ukrytą czytelniczkę ;))
      I słusznie zauważyłaś, że trudno sobie nawet wyobrazić, czego się właściwie oczekuje :)

      Pozdrawiam również ;)

      Usuń
  13. Urodziłam naturalnie po IVF, 5 dni przed terminem. Akcja przebiegła bardzo sprawnie (przez 2 tygodnie piłam napar z liści malin - chyba to pomogło), skurcze zaczęły się ok. 4 rano, a maluch był na świecie po 16ej. Położna na wieść o ciąży z in vitro była bardzo przejęta i nie odstępowała mnie na krok. W moim przypadku lekarz namawiał na poród naturalny. Trzymam kciuki za szybkie rozwiązanie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Gratuluję sprawnego porodu ;)

      Usuń
  14. Wiele razy spotkałam się z tym, że lekarz twierdził że żadnej szansy na poród w najbliższych dniach nie widzi a zaledwie kilka godzin później akcja się rozkręcała. Trzymam za Was kciuki i wiem że jest ciężko przy końcówce. Już niedługo i staraj się myśleć pozytywnie a siłę na poród znajdziesz, kobiety mają jakieś ukryte pokłady energii :) Ja rodziłam po prawie 30 godzinach bez snu, a jakoś się udało i najlepsze że potem z emocji też zasnąć nie mogłam :) Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po 30 godzinach... fju fju!
      Siłaczka ;)

      Usuń
  15. Ja ja ja po ivf rodziłam sn, a miałam nadciśnienie indukowane ciążą. Bardzo chciałam rodzić siłami natury, mój ginekolog też mnie na to namawiał, chociaż jak oboje wiedzieliśmy, przy nadciśnieniu mogło być różnie, tzn gdyby w czasie porodu skoczyło mi ciśnienie, musiałabym mieć cc. Ale udało się. Poród był super, nie bolało jakoś bardzo, lrzy 7 cm rozwarcia grałam z męźem na telefonie w ticket to ride, a 15 minut później było po wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, oh jakbym chciała taki poród, że można sobie grać w coś ;))
      Gratuluję łatwego porodu ;)

      Usuń
  16. Mogę sobie wyobrazić jak się czujesz. Te badania położnych to jakieś jaja są. Mnie badały trzy (chyba) różne położne i każda inaczej. Jednak dosyć delikatnie, druga tak jakby chciała mi to dziecko sama wyciągnąć. Masakra. W każdym razie, gdy rozmawiałam z położną o mojej cesarce, że nie było akcji porodowej itp. powiedziała "widocznie tak miało być, "palec Boży"....
    Co by nie było, będzie dobrze. Po cesarce też się szybko dochodzi do siebie. Ja już śmigam jak rakieta, brzuch mam płaski, blizna jeszcze różowa ale już zupełnie płaska.
    Ja trzymam za Ciebie kciuki, żebyś nie cierpiała, żebyś się za wiele nie namęczyła i żeby szybko było po wszystkim:)
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carrie, a robili Ci ten osławiony masaż szyjki?
      Bo mnie podobno ani doktorek nie robił, ani położna - ale nie wiem, czy mogę im wierzyć :)
      Ale fakt faktem, że to badanie szyjki jest okropne :/

      Co do CC - no nic, jakoś się pogodzę, jak trzeba będzie.
      Dobrze wiedzieć, że szybko doszłaś do siebie.

      Buziaki :)

      Usuń
  17. Powodzenia trzymam kciuki! Bedzie dobrze! Ja jestem po i mialam wywolywany. Dokladnie dzien po terminie.Jak sie zaczelo to chcialam wyjsc i wrocic w innym terminie. Zycze Ci z calego serducha szczesliwego i latwego porodu! Przyj Malenka przyj i pamietaj WOMEN RULE! :-) You can do it!

    OdpowiedzUsuń
  18. Umie Twoja córeczka budować napięcie i trzymać swych fanów (w tym mnie) w niepewności :-) kiedyś słyszałam (czytałam?), że najgorszy nie jest 9 miesiąc ciąży, tylko 10... Trzymam kciuki żeby wszystko poszło szybko i po Twojej myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, w moim przypadku ten 10ty miesiąc jest naaajgorszy.
      Gorszy niż wszystkie inne dolegliwości w ciąży, zsumowane do "kupy" :)
      Dzięki za kibicowanie ;)

      Usuń
    2. Faktycznie, w moim przypadku ten 10ty miesiąc jest naaajgorszy.
      Gorszy niż wszystkie inne dolegliwości w ciąży, zsumowane do "kupy" :)
      Dzięki za kibicowanie ;)

      Usuń
  19. O, wiesz co, ja tez przezylam takie bolesne badanie rozwarcia. Z synkiem. I tez lekarz mi tlumaczyl, ze szyjka jest wygieta, a glowka dziecka nie tylko wysoko, ale jeszcze "za" szyjka, czy jakos tak. Ale pamietam, ze bolalo jak jasny gwint, az zaciskalam zeby, zeby im tam nie wrzasnac... Dla porownania, przy pierwszym porodzie, corka miala glowke znacznie nizej, mimo ze do samej indukcji bylam zamknieta na trzy spusty. I badanie nie bylo bolesne, tylko po prostu nieprzyjemne. A to naprawde spora roznica. :)

    Dolaczam do reszty dziewczyn czekajacych na kolejne wiesci. Twoja cora, jak moje Potwory - nie spieszy sie na swiat. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi właśnie położna tłumaczyła, że miało prawo mnie boleć, bo szyjka wygięta i nie przygotowana jeszcze i dlatego. Że potem będzie lepiej.
      Za to główkę Młoda ma baardzo nisko i zdaniem położnej dlatego tak mnie boli, bo ona na maksa naciska mi na drogi rodne. A boli, zaiste, w cholerę.. (i to nie tylko podczas badania, ale tak falami, w ciągu dnia).

      No i w rzeczy samej, nie spieszy się :/

      Usuń
  20. Koszał też pozdrawia i czeka na dobre wieści. W końcu ile razy dziennie można wchodzić na tegoż bloga? :))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej Pink :) I jak się czujesz?jesteś jeszcze w domu czy zaczeło się coś klarować? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. I jak tam Maleństwo ? Wytłumacz Malutkiej , że ciąża trwa 9 miesięcy . Nie 10 !
    A Ciotki blogowe czekają i czekają ...
    Trzymam za Was kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzisiaj lub jutro wielki dzień? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciotki nasze kochane,
    daję zbiorczo znać, że póki co jest DUPA.

    Nie rodzę za to cierpię już solidnie - mam okrutne bóle podbrzusza, bo Młoda naciska mi na drogi rodne i mam już szczerze dość. Jestem wykończona bólem już.

    Co do indukcji porodu, to położna z lekarzem trochę zmienili wersje i możliwe, że w czwartek szpital - test oksytocynowy a w piątek kroplówka z oxy i rodzimy: albo sn, jeśli pójdą skurcze, albo CC, jeśli nie.
    Jutro widzę się z położną (znowu badanie szyjki, o Jesu) i ustalimy finalny gry plan.

    Sęk w tym, że w piątek jest 13tego...
    A ja panicznie boje się, że po oksytocynie będzie bardziej bolało :/

    Jednym słowem - kompletne fixum dyrdum.
    W życiu nie przypuszczałam, że można tak marzyć o tym, żeby już urodzić.

    Dziękuję Wam za wsparcie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz porównania z rodzeniem w wersji bez oksy, to nie będziesz wiedziała, czy faktycznie bardziej boli, czy to tylko mit i legenda. Nie cykorz. Ja też tylko wiedziałam, że teoretycznie ma boleć bardziej, a mimo to usiłowałam rodzić naturalnie i jakoś dawałam radę. I to w dodatku po wcześniejszym zaaplikowaniu żelu prostaglandynowego, co było doświadczeniem z mety kwalifikującym mnie do zamordowania lekarki tępym scyzorykiem ów żel mi aplikującej...
      Dasz radę.
      Twarde babki jesteśmy.
      Dasz. Radę.
      :*

      Usuń
  25. Czyli końcówka iście hardcorowa- zarówna psychicznie, jak i fizycznie... Jakkolwiek to zabrzmi- naprawdę jesteście już na finiszu, i zaraz (tak, wiem, że to "zaraz" trochę ciulowo tu brzmi) będziecie razem.
    Jestem. Czekam. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  26. Kochana! Oby nie spotkał Cię taki scenariusz jak mnie, choć masz jeszcze troszkę czasu ;) :*

    P.S. 7 marca w Twoim przypadku to rozpoczęcie 40 tygodnia, a nie 41 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwasze znajdzie się taka "mądra" Planowany termin porodu to koniec 40 tygodnia i finito. Kolejnego dnia jest już 40t1d czyli 41tc.

      Usuń
    2. No cóż, ja w obydwu kartach ciążowych miałam zapisane całkiem inaczej... :)
      I dalej obstaję przy tym, że 40t i 1d, to 40 tydzień, a nie 41 :)

      Usuń
  27. Kochana nie martw się na zapas,jakoś to będzie-musi być.Ogromnie Cię rozumiem,że chcesz już bnyć po,mi też ciąża dała w du...nie bój się testu oksytocyny,nie jest aż tak żle,boli tak samo jak w ostatniej fazie przy bólach partych ale DA SIĘ wytrzymać.Ściskam Cię mocno i czekam na wpis "że już po" jesteście.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myslę Pink, że nie czytaj już tych głupot o tym jak to bardzo boli. To poród - nie ma że nie boli, ale mnie test oksy nie bolał, bo nie zadziałał, po kroplówce się zaczęło i bolało, wiadomo jak to skurcze, ale np.partych w ogóle nie pamiętam źle (a dziecko nie małe 4220), raczej czułąm ulgę, że mogę przeć.

      Usuń