czwartek, 5 marca 2015

Krótki raport




... z końcówki 40 tygodnia ciąży.

Od zeszłego czwartku, kiedy to Doktorek radośnie skomplementował moją szyjkę i obwieścił rozwarcie, staram się żyć normalnie - zakupy, długi spacer, wyjście do knajpy i nawet małą imprezkę dla znajomych w domu zrobiłam.

Przez ten cały czas pobolewa w mnie podbrzuszu - czasami ból jest lekki- takie ćmienie- a czasami dość mocny, że aż na uda promieniuje.
W większości jest to znajomy ból menstruacyjny, tylko że odczuwając go od około tygodnia, zaczyna się to robić lekko męczące.
Kiedy chodzę to czuję niesamowity nacisk Dziecinny na drogi rodne.

To wszystko skutkuje już lekkim zmęczeniem materiału.
Czuję się jakby mi ktoś parasol wsadził tam gdzie nie trzeba i radośnie otworzył.

Z nadzieją w sercu udałam się dziś na KTG - tak bardzo chciałam, żeby wykazało jakąś czynność skurczową.
I co? I dupa, że się tak wyrażę.

Tętno Młodej w porządku a wykres czynności skurczowej macicy prosty jak drut.
Były momenty skaczące, gdzie z nadzieją oczekiwałam, że może chociaż cień skurczy - niestety pani od KTG poinformowała, że te skurcze to od ruchów Młodej.

Wizyta u Doktorka nie była planowana, ale na szczęście zechciał mnie obejrzeć.
Na fotelu orzekł, co następuje:

szyjka się zkiepściła - w zeszłym tygodniu była lepsza, ale za to:
3 cm rozwarcia
"warunki do porodu są".

Dalszą opiekę nade mną przejmuje położna i szpital i generalnie może się zacząć any time. Czyli - może być za raz a może być za tydzień ;)
Doszliśmy do wspólnego konsensusu, że do indukcji porodu mi się nie spieszy - wszak termin mam dopiero na sobotę a od tego czasu mam jeszcze tydzień, żeby spokojnie poczekać.

O 20:00 dziś mam się zdzwonić z moją położną w celu złożenia meldunku z placu boju i wyznaczenia next stepsów. Na pewno będzie chciała w najbliższych dniach się zapoznać z sytuacją meteorologiczną w moich drogach rodnych i prawdopodobnie sprawdzić przepływy Dziecinny.

Żartujemy sobie z Małżem, że z tymi moimi 3 centymetrami to trochę tak, jakbym rodziła zaocznie ;)
Jeszcze tydzień i będzie 6 cm - i zgubię dziecko gdzieś w marszu :)

Dziś kolejna koleżanka urodziła. Termin miała na dzień po moim, czyli na najbliższą niedzielę.
A ja?
Sama już nie wiem, czy bardziej bym chciała JUŻ czy bardziej boje się.

Chyba powoli dobiłam do punktu:
ej, Córko, noooo wyłaź żeeee. 

17 komentarzy:

  1. Mądrze to wymyśliła Matka Natura. Pod koniec ciąży ma się jej tak dosyć fizycznie, że mimo strachu modlimy się, żeby się już zaczęło :-)
    A potem przychodzi taki czas, że się tęskni za tym brzuszkiem :-)
    I weź tu dogodź kobiecie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa - babie nie dogodzisz ;))
      Mam już dość nawet nie tyle fizycznie, bo całkiem nieźle to znoszę, ale psychicznie to oczekiwanie na nieunikniony grande finale jest męczące :)

      Usuń
    2. Ja tam do brzuszka nie tesknilam, za to pare razy nachodzila mnie mysl, ze chetnie bym dzieciaka z powrotem wcisnela do srodka i jeszcze chwilke pochodzila w tej ciazy, zamiast sluchac darcia i wstawac w nocy co 2 godziny. ;)

      Usuń
  2. Kochana rzeczywiście można powiedzieć, że rodzisz zaocznie ;D. Trafne stwierdzenie. Jak już 3cm są, to poród pójdzie gładko, już teraz ominęło Cię kilka godzin bóli, żeby te 3cm uzyskać :D. Pij napar z liści malin jak masz, a najlepiej skorzystaj z daru natury, czyli bliskości swojego męża i jakoś uda się bez wywoływania ;). Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, muszę się chyba udać po tą herbatkę z liści malin bo do czynów lubieżnych małżona raczej na pewno nie namówię :) ma chłop taką blokadę, że stwierdził że dopóki jego córeczka TAM jest to nie ma mowy o lubieżnościach ;))

      Usuń
  3. Haha kocham twoje poczucie humoru! Zgubię dziecko w marszu :) :) widziałam ojca co zgubił dziecko na saneczkach i dziarsko podążył dalej ale rodzącej w marszu nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe... Może będę prekursorem w tej dziedzinie :)) a humorem staram się zatuszować lekki stresik.. :)

      Usuń
    2. Dobrze, że jest pępowina, to nie zgubisz ;)

      Usuń
    3. Heheh... Aaaaa... Nie chcę sobie tego wyobrażać ;)))) !!

      Usuń
  4. Mi też okropnie dłużyła się ta końcówka,ale za to jak hukło to raz,a porządnie.Córcia przyszła na świat dzień po terminie :) Podziwiam Cię,że się jeszcze trzymasz bo mnie roznosiło na koniec.Teraz zastanawiam się nad kolejnym traferem.Powodzenia kochana,pisz jakby co się działo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym trzymaniem to staram się, ale mam wrażenie, że z dnia na dzień coraz gorzej mi idzie.

      Mówisz, że raz a porządnie? :) pozazdrościc :)

      Usuń
  5. Haha, fajne to stwierdzenie z tym porodem zaocznym :) Domyślam się jednak, że powoli przestaje Ci być do śmiechu, a napięcie rośnie... No nic- czekamy- mniej lub bardziej cierpliwie, ale czekamy :) A wiesz co pomyślałam, jak zobaczyłam tą trójkę na zdjęciu i tytuł: "Krótki raport"? Że jesteście już w trójkę, i że w paru słowach zdajesz relację z porodu :p O! Tak to sobie zinterpretowałam :)

    Kurczę, ja to jestem naprawdę jakaś inna... Mi tak dobrze było w obu ciążach, że naprawdę nie spieszno mi było do porodu :) Eliza urodziła się w 4tygodniu, a Lila w 40. I tak sobie myślę, że może ja się tak strasznie bałam tych porodów, że wmawiałam sobie, że to ta przyjemność z bycia w ciąży, wpływa na to, że co wieczór mówiłam do brzuszka: "Jeszcze nie dzisiaj" :) A tak serio- to naprawdę, z jednej strony byłam oczywiście ciekawa, chciałam Je już tulić, a z drugiej- myśl, że zaraz skończy się pewnie etap, też w końcu fajny, i co najważniejsze- już znajomy, oswojony, jakoś mnie tak nawet trochę smuciła. Wiem, wiem- brzmi idiotycznie w kontekście kiedy ma się w perspektywie spotkanie z własnym dzieckiem, no ale... tak właśnie miałam.

    Ściskamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to nawet nie jest tak, że fizycznie mam dość.
      Tzn. owszem, mam, ale nie jakoś strasznie.
      Po prostu mam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie dojrzałam do tego wydarzenia, jakim jest urodzenie dziecka i przejście ze stanu "w ciąży" w stan "matka z dzieckiem na zewnątrz". O tyle o ile można do tego "dojrzeć".
      A poza tym to jest trochę jak z maturą - boje się, ale wolała bym mieć to już za sobą.

      Usuń
  6. Faktycznie 3 cm to już sporo i to dobrze wróży:) Już za chwilkę będziesz tulić córkę w ramionach:)
    Trzymam kciuki:*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz... Jak mi przy drugiej ciazy, w piatek powiedzieli, ze mam 3 cm rozwarcia, to w poniedzialek nad ranem (w dzien, na ktory wyznaczyli mi wywolanie!) odeszly mi wody. Wiec ten tego... Wroze, ze urodzisz gdzies okolo terminu i raczej nie doczekasz do "tydzien po". ;)

    Szczerze Ci tez wspolczuje. Ponad 2 lata od ostatniego porodu nie zdolaly wymazac wspomnienia tego meczacego oczekiwania, gdzie kazde zaklucie, pobolewanie, wywolywalo mysli "juz, czy nie juz?". ;)

    A tak w ogole, to nie strasz dziewczyno tytulami! Jak przeczytalam "krotki" raport, pomyslalam, ze piszesz na szybko, ze jestes w drodze na porodowke! :p

    OdpowiedzUsuń
  8. No nie wiem, Pink, mnie tam się dziś śniło, że mówiłam do Ciebie: "Popatrz, Ty akurat rodziłaś, gdy ja właśnie w Warszawie byłam... akurat w ten weekend..." - zatem może niebiosa pozwolą, bym okazała się czarownicą i ten weekend okaże się tym ostatnim w dwupaku..?;)
    Bezustannie trzymam kciuki.
    Ten Twój ciążowy finisz bardzo intensywnie wpływa na natłok porodowych wspominek. Wciąż memłam w pamięci swój własny la gran final;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze mi się też dziś śniło, że wchodzę tutaj i jest post, że to już!
      Trzymamy kciuki :-*

      Usuń