wtorek, 31 marca 2015

My milky way...


Od zawsze wiedziałam, że chcę karmić piersią.
To było takie moje prywatne marzenie.

Całą ciążę nosiłam w sobie mocną obawę, że być może nie będę miała mleka i co wtedy.
Na duchu mocno podniosło mnie stwierdzenie pani ze szkoły rodzenia, że każda kobieta po porodzie ma mleko i że nie ma znaczenia, czy cesarka czy poród naturalny - mleko będzie.

Pamiętam, że jedne z moich ostatnich słów przed cesarką do słynnej już położnej vel "nie dasz rady urodzić" brzmiały w dramatycznym geście trzymania rękami za cycki: "oby się tylko maluszki spisały po tej cesarce".
Stwierdziła wtedy, że to nie ma znaczenia "jak" i że mit o problemach z laktacją po cesarce wymyślił ktoś, komu bardzo zależało, żeby kobiety po CC nie karmiły piersią.
I miała rację - i ona i pani ze szkoły rodzenia. 

Jak wiecie, tuż po CC, jeszcze na sali pooperacyjnej położna przystawiła mi Melkę do piersi w kontakcie skóra do skóry. Byłam tak oszołomiona, tak wzruszona tym momentem, że ledwo to pamiętam. 
Melka załapała od razu. Jak magnez przyłożony do lodówki - wystarczy, że zbliżysz i nagle sam reaguje właściwie. 
Od tamtego momentu wisiała mi na cycku niemal bez przerwy. 

Jeszcze tego samego dnia wieczorem co CC, pewna bardzo miła położna zaproponowała mi dokarmienie dziecka butelką, żebyśmy obie mogły się wyspać. Zareagowałam bardzo nieufnie, ale ostatecznie oszołomiona wrażeniami dwóch ostatnich dni i niepewna, czy dziecko aby nie jest głodne (choć jak słowo daję - nie wyglądało - przecież dopiero co wyduldało siarę) - zgodziłam się. 

Kolejne dni były.. dziwne - jeśli chodzi o karmienie dziecka.
Mleka nie miałam od razu, ale podchodziłam do tematu z niesłychanym spokojem. Właściwie to ani się nie denerwowałam ani jakoś histerycznie nie czekałam. Może dlatego, że Melka była spokojna - nie wiem.
Wisiała non stop na cycku- mniej więcej jakieś 3x więcej niż dzieci moich 2 sąsiadek, które jakoś prędzej to mleko dostały (w ogóle o tym wtedy nie myślałam). Miała niesamowity odruch ssania. 
Potrafiłam siedzieć z nią przy cycku po około.. nie wiem ile dokładnie.. strzelam, że 7 godzin na dobę? Może więcej. Nie wiem. To był taki hormonalnie - narkotyczny czas, że pamiętam to jak przez mgłę.
Jedna sesja z cyckiem potrafiła trwać jakieś 3-4 godziny, aż położne patrzyły wręcz zaniepokojone i kazały ją odstawić, strasząc grożącym nawałem pokarmu i twierdząc, że cycek to nie smoczek. 
Ze 3-4 razy próbowałam podkarmić Młodą butelką, bo trochę marudziła, ale nie była specjalnie zainteresowana. Zjadała jakieś 10-15 ml i nara. 
Przy tym czułam się w miarę bezpiecznie, bo jej odruch ssania był tak niesamowicie mocny, że trudno mi było sobie wyobrazić, żeby ta marna butelczyna miała jej coś zaburzyć. 
Co prawda sąsiadka po mojej lewej nie miała tyle szczęścia. 

Ona tak wisiała na tym cycku, wisiała i wisiała, że schudła z 3300 do 3050. 
Pamiętam jak pierwszy raz się Melce ulało czymś białawym. Wpadłam w taką panikę, że zadzwoniłam natychmiast po położną! Pani z lekkim rozbawieniem stwierdziła, że wszystko gra, bo to to białe, to mleczko jest. No myślałam, że się posikam z radości ;) 
Ja wiem, że ulewanie jest normalne, ale byłam przekonana, że tak sobie ssiemy dla samego ssania i nic pożywnego z tego nie ma. 
Podobna radość dopadła mnie, kiedy jedna z położnych bezlitośnie ścisnęła moje cycki a z nich popłynęło, dość nieśmiało ale jednak - mleko. 

Pewnej nocy, była to bodajże trzecia doba po porodzie, siedziałyśmy sobie w środku nocy u cycka, aż nagle poczułam jak przez moją pierś przechodzi coś chłodnego i usłyszałam przeraźliwie głośne przełykanie Melanki, aż echo niosło po sali. 

Rano obudziłam się z nawałem pokarmowym, w mokrej koszuli. 
Położna oczywiście była zaniepokojona plamami na koszuli a ja byłam dumna, jak Pamela w Słonecznym Patrolu. 
I to był moment, kiedy dziękowałam samej sobie, że zakupiłam wygodny stanik do karmienia.

Wychodząc do domu byłam o tyle spokojniejsza, że wiedziałam, że mam mleko.
Młoda z 3050 przybrała niemal natychmiastowo do 3200.
Modyfikowanego miałam tylko jedną saszetkę, na wszelki wypadek, który, póki co, nie nadszedł. 

I do tego momentu wydawało mi się, że "mleczny dar" jest najtrudniejszym momentem w laktacji.
Bożesz, jaka byłam durna.

Od czasu powrotu do domu sprawy zaczęły robić się coraz trudniejsze. 
Najpierw nawał. 
Wypożyczyłam zajebisty laktator - Medela Lactina - taki szpitalny traktor. Dlatego nie żałuję, że nie kupiłam sobie wcześniej swojego. 
Przejście na dość ścisłą dietę, bo wydawało mi się, że Melka ma coś z brzuszkiem. To było strasznie kłopotliwe a dieta podobno zbędna, więc się z niej elegancko wycofałam. 
Karmienia skróciły się do 10-15 minut - zdaniem lekarza Melka po prostu bardzo efektywnie je. Faktycznie, czasem tak efektywnie, że ledwo oddech łapie. 
Wizyty położnej, straszące, że grudy! że źle skończę! olałam i się.. doigrałam. 

Od soboty rano zmagam się z zatorem w lewej piersi. 
Ból piersi, wysoka gorączka, dreszcze, ból głowy, siódme poty i, co najgorsze- brak wypływu pokarmu. 
Całą sobotę i niedzielę walczyłam w schemacie: 
ciepły okład - odciąganie lub dostawienie ssaka na 40 min - zimny okład z kapusty + Ibuprom co 8-10 h. 
I tak kilka razy dziennie. 
(schemat potwierdzony z 3ma położnymi, 2ma lekarzami i doradczynią laktacyjną...)

Wczoraj udałam się do lekarza, żeby się skonsultować, czy już antybiotyk potrzebny, czy jeszcze nie. Lekarka obejrzała pierś do spółki z położną, orzekły, że nie jest źle, że walczyć z laktatorem i jak do piątku się nie uda, to w piątek po antybiotyk. 

I to był by jeszcze nie najgorszy scenariusz, ale karmienie Melki jedną piersią i drugą sprawną na jakieś 20% jest dość męczące. Momentami wydaje mi się, że w tej "zdrowej" już nic nie ma. Melka wkurwia się strasznie, musiałam jej kilka razy podać butelkę z moim mlekiem z mrożonych zapasów. Problem w tym, że ona nie za bardzo umie ssać butelkę - albo nie chce, nie jest głodna... nie wiem.

Dziś miałam już ochotę się poryczeć razem z nią, bo większość dnia cyrkowała a ja ni cholery nie wiedziałam o cóż jej, do cholery, chodzi. 
W dodatku coś mnie zaczyna kłuć w tej zdrowej piersi i nie wiem, czy to "w głowie" mnie kłuje, czy w piersi faktycznie.

Boję się, żeby mi się laktacja nie zepsuła przez ten cały zastój. 
Żeby mi nie wysiadł ten zdrowy cycek.
Teraz mam takie wrażenie, że ten zdrowy produkuje za mało mleka. 
Może to przez to, że karmienia są takie krótkie, 10 min i po sprawie?
A może on wcale nie produkuje za mało mleka? Może mleka jest w sam raz?
Ah jooo...

Dziś wydumałam taki plan, że nie będę czekać na piątek. Trzeba działać. 
Jutro spróbuję się wbić do bardzo zacnej i certyfikowanej międzynarodowo doradczyni laktacyjnej. Może ona pomoże, powie co i jak i... jakoś uspokoi. 

Tak bardzo mi zależy.
Misja "Milky way" musi się udać.
Uda się. Uda się.
Dam radę. 

PS. Ja i moje cycki będziemy wdzięczni za słowo wsparcia.
Proszę o nie przekonywanie mnie do mleka modyfikowanego.
Nie jestem reprezentantką terroru laktacyjnego. Szanuję prawo wyboru każdego rodzica do własnej drogi. Moją drogą jest karmienie piersią i będę wdzięczna, jeśli ten szacunek będzie obustronny.



23 komentarze:

  1. Ojej! Współczuję :(
    Słyszałam jedynie z opowiadań, że zastój to okropny ból, a jeszcze jak dochodzi gorączka, itd... jejciu, mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy i że Ty oraz Twoje piersi poradzicie sobie z tym karmieniem.
    Co do wrażenie, że pierś produkuje za mało mleka, to wydaje mi się, że to tylko wrażenie. Ola prawie od samego początku ssie pierś ok 10 min i się najada... I chyba masz rację z tym, że dziewczynki mają tak efektywne ssanie :)
    Nie mniej jednak myślę, że dodatkowa porada u doradcy nie zaszkodzi. Myślę, że warto, życzę powodzenia i trzymam kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastoju współczuję - sama bałam się go jak zarazy (prawie wszystkie moje koleżanki karmiące piersią to przechodziły! w dodatku jak nie przy pierwszym dziecku, to przy drugim). U mnie okazało się, że bać się nie było czego, bo pokarmu było jak kot napłakał. Choć to chyba głównie dlatego (pocieszam się teraz), że przez miesiąc jechałam tylko na laktatorze...
    Czytałam wcześniej i widziałam w szpitalu, że jak pokarmu jest dużo i dziecko nie opróżnia piersi, to się odciąga nadmiar po karmieniu i zamraża. W szpitalu spędziłam tydzień i widziałam piersiowe dramaty. Dziewczyny płakały z bólu i bezsilności, odciągały nadmiar do umywalki, żeby nie dopuścić do zastoju... No i wysyłały mężów po laktatory.
    Wiesz, znam dziewczyny, które po zastoju odpuszczały karmienie (pewnie miały dość). Ale znam też taką, która pomimo zastoju (i przypuszczam koszmarnego bólu) dostawiała dziecko cały czas. Karmi synka już ponad rok.
    I tego Ci życzę!!! Trzymaj się i nie daj się!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj:) Przechodziłam przez to samo! Mi tak naprawdę pomogły obtłuczone schłodzone liście kapusty, przykładane i "noszone " i częste przystawianie! Ból nie z tej ziemi, ale puściło właśnie po tej kapuscie!!!! Nie poddawaj się! Powodzenia! Matylda :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do głowy mi nie przyszło, żeby Cię namawiać do MM. I chyba nikt tego nie zrobi. Problemy z laktacją.... Wydaje mi się, że prawie każda debiutująca matka je ma. Ty jednak jesteś silna psychicznie i uparta, dasz radę. Ja za szybko się poddałam, teraz czasem jest mi cholernie źle z tego powodu. Zwłaszcza, kiedy podczas karmienia mały odruchowo odwraca się do piersi.....
    Mi położna powiedziała, żeby odciągać tylko do ulgi żeby nie sprowokować nawału. Im więcej ściągasz tym więcej produkujesz. No ale co ja Ci tu będę.... masz tam fachowców, Oni lepiej wiedzą.
    U mnie sytuacja odwrotna była. Ja musiałam się kilka godzin doić, żeby 50 ml uciągnąć.
    Jak skończyłam karmić myślałam, że będzie tragedia z cyckami. A tu nic, zero:/

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki, żeby udało Ci się wbić do tej mistrzyni od laktacji. No i żeby efektywnie pomogła!
    W szpitalu położne mi mówiły, że dziecko powinno spędzić przy piersi 15 minut przy każdym karmieniu. A mój synek po 5 minutach miał dosyć. Strasznie mnie to martwiło. Niepotrzebnie! Teraz ma 10 miesięcy i cały czas trzyma 90 centyl. Jak mi powiedziała jedna z lekarek, ma dużą siłę ssania i tyle. Jeśli Melka będzie dobrze przybierała na wadze, to czasem karmienia w ogóle się nie przejmuj :-)
    Życzę powodzenia. Żebyś miała kiedyś taki problem jak ja teraz - jak tu powoli odstawić tego ssaka od cyca, bo on go tak uwielbia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pink, w temacie karmienia piersią jestem zielona kompletnie, bo nigdy mi to w udziale nie przypadło. Dlatego jedyne,co mogę zrobić - to przekazać te słowa wsparcia Tobie i Twoim cyckom :) Ewentualnie jeszcze pocieszę Cię, że u naszego Bąbla - karmionego ze względów oczywistych sztucznie - problemy z karmieniem również były na początku ogromne (a to za dużo, a to za mało, a to kolki, a to się ulewało). Tyle tylko, że moje cycki zostały w tym wszystkim oszczędzone, a wręcz pominięte zupełnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspieram bardzo!
    Spadek wagi przez pierwsze 3 - 5 dni o ok.10% masy urodzeniowej jest zupełnie normalny. Dzieci pozbywają się wód płodowych, smółki, itd. Dużo szkody robią te położne, które o tym nie mówią, tylko butelkę wciskają. Dobrze, że Melka ma naturalny talent i dobrze, że chociaż w tym temacie ta Twoja położna coś mądrego powiedziała ;)
    Cyc to nie smoczek. No rozwala mnie to hasło. A co to jest smoczek? Sztuczny twór, marny substytut cyca. I żeby nie było, używałam, a jakże, ale głównie na spacerach albo na bujaczku, co by Młody usnął. Poza tym, cyc spełnia wiele ról - żywi, karmi, broni ;) Bo to, że Mela wisi ileś godzin to też jest normalne i WCALE nie świadczy o tym, że się nie najada. Ona dopiero co było non stop z Tobą, teraz pierś daje jej to poczucie. Przynajmniej ja tak to sobie tłumaczyłam - że to taka druga pepowina ;) Jeśli więc możesz sobie na to pozwolić, bo starszy dzieć nie woła, ktoś Cię nakarmi, opierze, pieluchy kupi, to wymość sobie wygodne gniazdko i się cycujcie. To najlepsze, co możesz dla Was teraz zrobić. Jak ja się łzami zalewalam, że nie mam siły, że boli (bardzo długo bolało mnie ssanie, niby prawidłowo przystawialam, a jednak czasem miałam ochotę wziąć cycki i uciekać) , to ku mojemu wkurwieniu, mama mówiła SPOKOJNIE. No i miała rację. U nas jeszcze dochodziła walka z zółtaczką i ledwo 3 centyl, gdzie też się nasluchalam dobrych rad o dokarmianiu mm, dopajaniu, tudzież ma ssać 20 minut. O ile dziecko jest zdrowe, to ssie tyle, ile potrzebuje. I niekoniecznie musi jeść. A płacze nie tylko z głodu, nie tylko z bólu brzucha. Powodów są setki- za ciepło , za zimno, metka uwiera, światło razi, niewygodnie, hałas niefajny, you name it. Także tylko spokój, a poplyniecie :)))
    A w temacie siatek centylowych, bo zapewne u pediatry się pojawi to wygooglaj sobie te WHO dla dzieci karmionych piersią. Te w książeczkach są nieadekwatne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Super sprawa, jak się ma pokarm i można karmić. U mnie po prostu po 3 tygodniach zaczął zanikać i nie pomogło dostawianie, ściąganie i inne cuda wianki. Mały dostawał szału, że mało leciało a wszelkie mądre głowy od laktacji oraz pediatra wmawiały mi, że tylko mi się zdaje. Niestety prawda była zupełnie inna. Dobrze, że przeszliśmy na butle, bo nie wiem, jakby się to skończyło. Po pierwsze i ostatnie zawsze trzeb ufać swojej intuicji. Liczę się z tym, że historia się powtórzy, ale już nie pozwolę się obarczać winą, a słyszałam to nie raz. A! i jeszcze jedna sprawa: odporność, moje dziecko ma prawie pięć lat a tylko dwa razy brało antybiotyk i jeden raz gorączkowało

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic się nie martw!! Ja mojego dwulatka wyhodowałam na jednej piersi bo w drugiej tak "pogryzł" brodawkę, że przez miesiąc nie dało rady a potem już było mało mleka(jak mi się wydawało). Zastoje też były i ja ręcznym laktatorem się leczyłam. Ale daliśmy radę. Co do długości ssania to bałam się, że za krótko ssie - bo też po 10-15 min było po wszystkim. Ale widać tyle mu wystarczało. Mój synek nie pił nigdy mm ani nie ssał smoczka. I zazwyczaj był w rozwoju fizycznym lepszy od swoich rówieśników. Pozdrawiam i życzę powodzenia. Dorota

    OdpowiedzUsuń
  10. Dasz radę Pink :) Zastój rzecz bolesna i nieprzyjemna - wiem coś o tym, miałam 2 razy. I też - tak jak pisały już dziewczyny wyżej - pomogły mi liście kapusty. Nie poddawaj się, mi położna mówiła, że najważniejsze jest nastawienie. Jak się chce to się może (w wielkim uproszczeniu oczywiście). Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana Pink! Z zastojem nie pomoge zbytnio, bo mnie to jakims cudem szczesliwie ominelo... Gdzies jednak wyczytalam, ze w takim wypadku, lepsze od laktatora jest dziecko. ;) Tylko trzeba je przystawiac w roznych pozycjach i pod odpowiednim katem, zeby ciagnelo z zatkanego kanalika. Szczegolow nie pamietam. Masz jednak na miejscu profesjonalistow, napewno poradza Ci dokladnie co robic...
    Co do potencjalnego antybiotyku, tez sie nie przerazaj. Zazadaj na poczatek czegos, co jest bezpieczne dla dziecka. Ja przyjmowalam antybiotyk przez 10 dni, zaczelam kiedy Bi miala raptem 3 tygodnie (mialam takie zapalenie gardla, ze przelykac nie moglam). Przepisali mi cos (nie pamietam dokladnej nazwy) co potem moje dzieci przyjmowaly jako niemowlaki na zapalenia uszu. :)
    Jesli chodzi o zapobieganie zastojom. Wiem, ze polska szkola jest troszke inna, ale napisze Ci jak mnie uczono karmic tutaj. Lekarka powiedziala mi, zeby nie trzymac dziecka na jednej piersi dluzej niz 15-20 min. Nie martw sie, Melka zdaje sie byc zdolnym malym ssakiem, wiec w tym czasie spokojnie wyssie to "pierwsze" mleko oraz "dalsze", bardziej sycace. W kazdym razie, mnie powiedziano (i konsekwentnie trzymalam sie tego przy obojgu dzieciach), zeby przystawic malucha do pierwszej piersi na okolo 15 min., odbic, przewinac (bo maluszki zazwyczaj zalatwiaja grubsza sprawe przy karmieniu), po czym przystawic do drugiej piersi na kolejne 15 min. Przy nastepnym karmieniu zaczyna sie od piersi, na ktorej poprzednio sie skonczylo. Podobno niektore dzieci drugiej piersi praktycznie nie ruszaja, ale moje dosysaly sie znow na 10-15 min. :) W kazdym razie wydaje mi sie, ze to moglo pomoc mi uniknac zastojow, poniewaz przy kazdym karmieniu oproznialam obie piersi (druga czasem czesciowo, ale zawsze cos tam dziecko upilo).
    A ten bol w "dzialajacej" piersi to moze byc po prostu splywajace mleko. Czy przytrafia Ci sie on tylko na poczatku karmienia, tak w pierwszej, drugiej minucie? Kiedy mleko splywa z kanalikow, powoduje takie dziwne uczucie, bolesne, ale jednoczesnie przynoszace ulge. Trudno to opisac, ale moze wlasnie TO czujesz. ;)
    Najwazniejszy to spokoj. Pierwszy sukces za Toba - masz pokarm i to duzo! Mozesz karmic naturalnie, teraz tylko trzeba zwalczyc ten zastoj. Najgorsze sa pierwsze tygodnie, kiedy dziecko jest malenkie i nie pije zbyt duzo za jednym zamachem. Za jakis miesiac nie bedzie mowy o zadnym zastoju. :)

    Dacie rade - Ty i Twoje cycki! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć, ja od Naszej wspólnej znajomej, Promeski :-) Zajrzałam i dziś odważę się coś duknąć w temacie. Uwielbiałam karmić piersią, to jeden z najcudowniejszych momentów mojego macierzyństwa, więc rozumiem. Walczyłam jak lwica, bo też po cc, więc wydawało się, że nie pójdzie łatwo. Przystawiałam ssaka od chwili urodzenia, do mych wątłych piersi, rozmiar A, albo i mniej. Najpierw była tylko siara, melko pojawiło się około 5-6 go dnia po porodzie. Poczułam dokładnie jak Ty, mrowienie w piersi i gwałtowne łykanie. Młody był mm w szpitalu dokarmiany, ale tylko i wyłącznie po piersi, czyli najpierw pobudza, łyka ile i co jest, a potem dopiero mm, bardzo szybko zresztą odstawione. Ja jestem z tej szkoły, że pomimo bólu i wszystkich perturbacji przystawiać lepiej ssaka niż laktator. Spróbuj z różnymi pozycjami, ja czasami nawet wisiałam wręcz nad leżącym synem. Moja położna tłumaczyła, że zasadę popytu i podaży ureguluje najlepiej dziecko. Laktatorem można się przestymulować niestety, szczególnie na początku drogi mlecznej, zanim laktacja się na dobre unormuje. Nie trzymaj też zbyt długo Meli przy piersi, też jestem po szkole, że 20 minut maks na jedną pierś, potem druga, bo późnijesze wiszenie, owszem miłe i przyjemne dla Mamusi, ale może być (przy nieunormowanej jeszcze laktacji) fatalne w skutkach. Wyciumka tyle, że pierś przestumulowana zacznie produkować jak dla pułku wojska, dalej wiesz... Jeśli dacie obie radę, to nie nadużywaj laktatora, niech Mela będzie wyznacznikiem swoich potrzeb, a teraz ratunkiem dla Ciebie. Trzymam za Was kciuki i baaaardzo wspieram w mlecznej histori, to naprawdę taka magia, że szok. Walczyłam o karmienie piersią instynktownie, ale nie spodziewałam się, że to tak gigantyczne uczucia, że nie można rego porównać do innych chwil. Młody mój ma prawie 5 lat, karmiłam Go tylko 9 miesięcy, choć chciałam dłużej, ale widzę same pozytywy. Będzie dobrze, a wiele pięknych rzeczy niestety w bólach się rodzi..wysyłam tony dobrej energii.
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mogę tylko potrzymać kciuki oby się udało karmić jak najdłużej i uda się-musi się udać.
    My nadal w dwupaku, wczoraj minął termin porodu a my trwamy a linia ktg skurczowa jest prosta jak drut :(

    OdpowiedzUsuń
  14. witaj
    kilka razy przechodziłam nawał może coś pomogę:)
    położne w szpitalu poradziły mi zimny okład (pieluchy namoczone, włożone do zamrażarki i prawie zamarznięte) przykładać po karmieniu aż się na piersiach ogrzeją.
    ***Przykładać na całych piersiach pamiętając o bokach.
    a przed karmieniem znowu rozgrzewać piersi, bo z ciepłej piersi lepiej mleko leci
    a w międzyczasie przykładać liście kapusty (rozbite tłuczkiem) bo ściągają gorączkę i pomagają w udrożnianiu kanalików.
    do picia możesz zastosować napar z szałwi, bo zmniejsza stan zapalny od środka.
    i ściągać mleko po 15 minut z każdej piersi (nie więcej)
    mniej więcej taki schemat zastosowałam co 3 godziny przez 1 dzień i mi pomogło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szałwia zmniejsza ilość mleka, więc teraz chyba niewskazana.

      Usuń
    2. żeby opanować nawał ściąga się mleko 1-2 minuty PRZED karmieniem dziecka. Taki instruktaż wisiał na ścianie w pokoju laktacyjnym w szpitalu jak ściągałam mleko dla syna leżącego na noworodkach. Przy nawale ściąga się PRZED karmieniem, żeby zwiększyć laktację ściąga się PO karmieniu a żeby utrzymać laktację jak nie ma możliwości przystawić dziecka (tak jak u mnie jak mały był tydzień w szpitalu) to w systemie 7-5-3 minimum 8 razy dziennie (7 min pierś lewa, 7 min prawa, 5 min lewa, 5 min prawa, 3 min lewa 3 min prawa - pół godziny machania/dojenia ale działa, mimo tego że syna przystawiałam tylko 2x dziennie to udało mi się nawet drugiego nawału się nabawić tyle mleka naprodukowałam dzięki szpitalnej Lactinie i domowemu ręcznemu Aventowi ;))

      I broń Boziu szałwia, wysusza mleko raz dwa.... Pink jakby co to ja przygotowuję się do zrobienia uprawnien promotora kp, czytam dużo na temat plus karmię drugie dziecko cycem, będziesz miała problem to wal jak w dym, razem coś poradzimy.

      Usuń
  15. http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/czym-jest-nawal-pokarmu,163263.html
    Akurat dzisiaj ogladalam:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szałwia nie jest dobrym pomysłem, ale meliske możesz wypić - stres nie pomaga przy zastoju. I, oprócz tego co wymieniasz i melisy, ja jeszcze przystawialam młodego ddo chorej piersi w różnych dziwnych pozycjach - pokombinuj, w końcu 'pusci'. Trzymaj się tam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Pink, miałam w czasie swojej 18miesięcznej kariery mlecznej z córką 2x zapalenie, i dwa razy zastój, i tyle ci powiem: Karmić do urzygu tą chorą piersią nawet jeśli boli, kapucha po karmieniu i ibuprofen żeby nie łazić jak zombie (pierwsze zapalenie zwaliło mnie z nóg na trzy dni jak niezła grypa) , a drugą pierś z której teraz chwilowo karmisz mniej traktować szpitalnym kombajnem żeby nie zapomniała ile mleka jest potrzebne... I pamiętaj - MLEKO JEST W GŁOWIE A NIE W PIERSIACH ;) trzymam za was kciuki i pozdrawiam z trzytygodniowym ssakiem u cyca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i jeszcze coś - jeśli dziecko przybiera na wadze to choćby piło minutę tylko, znaczy że się najada. Nie jest powiedziane, że musi wisieć na cycu godzinę, żeby było najedzone. i oczywista oczywistość o której spora część matek nie wie lub w to nie chce uwierzyć. Ilość mleka ściągniętego laktatorem nie jest tożsama z ilością mleka w piersiach. Karmiąc córkę półtora roku przez cały okres laktacji byłam w stanie ściągnąć max 70ml łącznie z obu piersi i to dojąc się godzinę... Laktator nie jest dzieckiem, nie żywisz do niego uczuć macierzyńskich, ściąga tyle ile jest w stanie wyciągnąć mechaniczne urządzenie bez udziału całej tej hormonalno-emocjonalnej machiny jaką jest kontakt z dzieckiem.

      Usuń
  18. Pink Mamo! Głowa do góry! W powodzeniu karmienia piersią ważna jest też determinacja, a Tobie- jak widać, jej nie brakuje. To dobrze, że wiesz czego chcesz i jaką drogą chcesz iść. Sama nie przechodziłam, ale nie raz czytałam, że zastój to kosmos. Ja miałam jedynie zatkany kanalik mleczny, i to już był duży dyskomfort, także nie wyobrażam sobie co czujesz...
    Umówienie się z kimś wyspecjalizowanym w sprawach karmienia, to dobry pomysł, tylko może jak znajdziesz kogoś zaufanego, to trzymaj się tej osoby, bo za chwilę okaże się, że każdy mówi Ci co innego, a Ty będziesz czuła się jeszcze bardziej zagubiona i zdezorientowana. To prawda, że karmienie jest w głowie, ale prawdą również jest, że czasami można chcieć za mocno, i wtedy jest za duża "spinka", a to na pewno nie działa mlekopędnie... Nie poradzę Ci, żebyś trochę wyluzowała, bo wiem, że to się łatwo mówi, poza tym- co to znaczy "trochę", i jak to zrobić?
    Dużo pij, to na pewno pomaga, wszystko co może zrobić ktoś za Ciebie- mąż/mama/teściowa- niech robi, Ty odpocznij, leż z Melką, niech będzie blisko... Dacie sobie radę- na pewno. Naturalne bezproblemowe karmienie to tylko w reklamach, najczęściej każda z nas wcześniej czy później doświadcza jak ciężko okupiona potrafi być ta istota naturalności karmienia. Nie mniej jednak- warto, i tego się trzymaj :*
    Ściskamy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Oj biedna Pink, że też Cię musiało zapalenie dopaść... Mam nadzieję, że już Ci udzielono fachowej pomocy i szybko wyzdrowiejesz. Z karmieniem tak właśnie bywa, jak nie kryzys laktacyjny, to nawał od, całe szczęście to później mija i kp staje się proste i wygodne. Wydaje mi się, że na bank masz wystarczająco mleka w jednej piersi, spokojnie ją wykarmisz, tylko przystawiaj Melkę jak tylko będzie chciała. A te jej nerwy przy piersi mogą być spowodowane zmianą, no bo jak to tak, najpierw dostawała dwie, a teraz jedną ;) przechodziłam to samo z moją, też dawałam po piersi butlę , której nie chciała i do dzisiaj nie wiem o co jej chodziło ;). Ja używałam laktatora Medela, ale takiego żółtego, wyskakuje w googlach jak wpiszesz Medela Milchpumpe, był super. Trzymam kciuki za Waszą mleczną drogę, będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń