środa, 11 marca 2015

Panic day



Mija 11 marca - nasza wymarzona data na sprowadzenie Dziecka na świat, jako, że jest to nasza rocznica dnia, w którym się poznaliśmy.
Mija a dzień począwszy od samego rana jest absolutnie beznadziejny i rozwalił mnie na łopatki.
Do tej pory jako tako się trzymałam, nawet nie najgorzej. 

Zaczęło się porannym telefonem od teściowej, której koleżanka-położna zrobiła awanturę, że niby nie może się ze mną skontaktować. Powstał jakiś totalny burdel komunikacyjny, któremu nie czuję się specjalnie winna.
Zadzwoniłam, wyjaśniłam, ale niesmak pozostał. 
Nie chce mi się dziś nawet tego opisywać. 

Pojechaliśmy do szpitala na KTG i badanie lekarskie.
Lekarz bardzo sympatyczny, wykonał badanie szyjki tak delikatnie, że nic nie czułam i było delikatniejsze nawet, niż każde inne badanie ginekologiczne. 
Szyjka się szykuje, ale trzeba jej pomóc żelem prostaglandynowym. 
Jutro koło 10:00 mam się zgłosić na badanie i zapadnie ostateczna decyzja, czy żel, czy nie. I z tego co rozumiem, zostaję już w szpitalu. 
Czyli wychodzi na to, że urodzę jutro lub w piątek. 

W czym więc problem, skoro teoretycznie wszystko w porządku?

Niestety, na wejściu na KTG na porodówce usłyszałam krzyk rodzącej. 
TO BYŁO STRASZNE.

W momencie jak to usłyszałam, jedyne co byłam w stanie zrobić to zatkać uszy i zaczęłam ryczeć. 
Dodam, że nie jestem płaczliwa. Panikara - a i owszem. Ale doprowadzić mnie do płaczu nie jest tak łatwo, nawet w ciąży. 
Położna stwierdziła, że mam się nie mazać, zrobiła ekspresowe KTG i odesłała na badanie do lekarza. Spieprzałam w takim tempie z tego bloku porodowego, że mąż musiał zbierać za mną wszystkie rzeczy, ustalić z położną gdzie właściwie mamy dalej iść i jeszcze uważać, żebym się w tych ochraniaczach na buty nie zabiła, bo zamiast czekania na windę obok wydzierającej się rodzącej, wybrałam bieg schodami, jakby mnie ta wrzeszcząca-rodząca goniła. 
Nie pamiętam, ale chyba się nawet nie pożegnałam z panią położną. 

Od powrotu do domu leżę w łóżku przykryta kołdrą, blada jak ściana i staram się odzyskać jakiś balans i nie histeryzować. Z marnym skutkiem. 
Przeklinam świat i naturę, że nie stworzył jakiegoś bardziej ergonomicznego sposobu na wydawanie dzieci na ten świat.

Małżon za to zamienił się w rycerza na białym koniu. 
Albo udaje, albo ten krzyk i stęki nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.
Zaczął się śmiać, zachował 100% hartu ducha i roztoczył nade mną jakieś takie fajne skrzydła opieki.
Ogarnął zakupy, gotuje obiad i donosi mi prowiant do łóżka. 
Zobaczymy co będzie dalej, ale chyba go nie doceniłam.
Nagle zrozumiałam, że cały dramatyzm obecności faceta przy porodzie nie polega na fakcie, że nie daj Boże zobaczy wystające z krocza dziecko, ale o sam fakt przebiegu tego wydarzenia, tych odgłosów, braku kontroli nad ciałem partnerki, krzyków i wrzasków etc. 

Kuźwa, jak mi osłabły morale. O ja pierdzielę. 
Se wymyśliłam poród naturalny, durnowata..

Błagam Was o kciuki, modlitwę, pozytywną energię i co tam jeszcze komu się uda..

Następny wpis już ze szpitala. 



90 komentarzy:

  1. Zaciskam kciuki ! I będę je tak długo trzymać aż nie urodzisz . Obstawiam piąteczek !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie każdy macho szczęście zeby potem ze śmiechem opowiadać że matka czekała, czekała, czekała aż zdecydowała się piwić w piątek trzynastego. Js też zaciskam kciuki!

      Usuń
  2. Czytam regularnie a teraz napisze.Bedzie dobrze!!!Trzymaj sie dzielnie i nie martw na zapas natura zadba o reszte.Powodzenia dla Was a dla Ciebie duzo sil i spokoju :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie!
      Właśnie liczę na tą naturę.. może tym razem okaże się łaskawsza.

      Usuń
  3. Ojej... Mnie taka panika ogarnela podczas zwiedzania porodowki (pamietasz? Pisalam Ci o tym), chociaz zadnych krzykow nie slyszalam, ale wtedy mialam jeszcze sporo czasu zeby ochlonac...

    Kochana, bedzie dobrze!!! Ja Bi urodzilam naturalnie i choc moj porod akurat byl ciezki (wiec nie wchodz na mojego bloga i nie czytaj!), ale wcale nie musi tak byc! A przynajmniej jesli chodzi o bol - znieczulenie zewnatrzoponowe to piekna rzecz!!! U mnie trudy porodu nie wynikaly w ogole z bolu, tylko potwornego zmeczenia. Ta rodzaca, ktora slyszalas, musiala byc jakas cholerna heroska, upierajaca sie na porod bez znieczulenia... A stekanie... No coz, no... Steka sie z wysilku, to rzecz naturalna. ;)

    Bedzie DOBRZE, trzymam wieeelkie kciukasy!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego heroska? Większość kobiet rodzi bez zzo, nawet w "moim" szpitalu gdzie jest ono darmowe korzysta z niego ok 30 procent Pań. Zresztą nie zawsze można podać zzo, u mnie (też żel) nie było możliwości, taki był postęp porodu...
      P.S.
      Mnie po właśnie gardło bolało najbardziej ;) Krzyczałam bo to pomagało;)

      Usuń
    2. Akurat ta laska (krzycząca) była po zzo :)
      Położna mówiła, że krzyk ma wiele innych funkcji i nie zawsze wiąże się z bólem, ale również z trudem, wysiłkiem itd i że zazwyczaj pojawia się pod koniec porodu.
      I w sumie... logiczne, że zzo za Ciebie nie urodzi, tylko trzeba się wysilić.. więc może stąd te stęki. Tak się pocieszam, że nawet jeśli sama je będę wydawać, to będę je inaczej odbierać. Gorzej z małżonem - Jego to aż mi szkoda, ale skoro taki bohaterski jest.. stwierdził, że go to nie ruszyło.

      Co ciekawe, jak wróciłam do domu ze szpitala, to się okazało że o 4 rano koleżanka urodziła synka na tej samej porodówce, w tym samym szpitalu :) Bez znieczulenia :) W 4h.

      I pytasz Bahati dlaczego heroska.
      Ja tej mojej koleżance napisałam, że dla mnie jest bohaterką :)
      aczkolwiek głębiej będę się mogła o tym bohaterstwie wypowiadać za kilka dni.

      Usuń
    3. Dlaczego heroska? Poniewaz rodzilam. Ze znieczuleniem. Przed porodem przerazala mnie mysl o znieczuleniu i mowilam poloznej, ze wole rodzic bez. Wytrzymalam do rozwarcia na jakies 7-8 cm. Potem zlapaly mnie bole krzyzowe i na tym moje bohaterstwo sie skonczylo. :)
      Nie wiem gdzie Ty rodzilas, Bahati, ale u mnie korzystanie ze znieczulenia siega niemal 100%. Naprawde niewiele kobiet decyduje sie rodzic bez... I w moim szpitalu mozna bylo zazyczyc sobie znieczulenie w kazdym momencie. No chyba, ze dojechalo sie na porodowke juz ze skurczami partymi, wtedy rzeczywiscie troche pozno. ;p Pink jednak bedzie od poczatku porodu w szpitalu, bedzie znac na biezaco postep i jesli poczuje, ze bez tego ani rusz, jestem pewna, ze bedzie miala spokojnie czas na otrzymanie znieczulenia. Moze jednak okaze sie to niepotrzebne? ;)
      A mi w szkole rodzenia oraz podczas porodu, polozne tlumaczyly, zeby nie krzyczec. Ze wraz z krzykiem wypuszczamy "pare", czyli ta energie zebrana na parcie. Oczywiscie to juz podczas skurczy partych, wczesniej mozna sobie jeczec i wrzeszczec do woli. ;) Ja akurat podczas parcia nie krzyczalam, ale postekalam sobie zdrowo. ;)

      Usuń
    4. Pink, dasz radę :) Dasz, bo musisz, bo chcesz, bo tak! :) Trzymam kciuki!
      Na pocieszenie Ci powiem, że przed drugim porodem (dwójkę rodziłam sn i bez znieczulenia), jak na KTG byłam, też usłyszałam rodzącą panią... Matko, myślałam, że ucieknę ;) Tyle, że "Brzusio" raczej podążyłby za mną... I mi też położne powiedziały, żeby nie krzyczeć, bo krzykiem nie urodzę. I faktycznie, podczas partych bóli nie krzyczałam, ale wcześniej jęczałam, że ho ho! Chociaż z drugiej strony bóle parte miałam jakieś 10 minut i było po sprawie, więc nie bardzo miałam kiedy krzyczeć ;)
      Będzie dobrze! :)

      Usuń
  4. Pink, tyle pierdylionów kobiet dało radę, to i Ty dasz! A do tego pierdylion z tego pierdyliona kobiet po porodzie zdecydowało się na kolejne dzieci! Nosisz w sobie swoje wspaniałe dziecko i tylko Ty możesz je wydać na świat. Jesteś więc wyjątkowa! Poboli i przestanie. A Skarb pozostanie na zawsze :-)))) Ja się darłam w niebogłosy. A teraz staram się o drugie dziecko, bo tak mi się moje własne darcie spodobało ;-)))) Ale mąż to już chyba ze mną na porodówkę nie wejdzie hehe
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, wielkie dzięki, masz rację, tego powinnam się trzymać, że miliony kobiet dało radę, w tym na pewno spora część bardziej rozhisteryzowanych ode mnie więc... jakoś to będzie! :)

      Usuń
  5. Trzymam mocno kciuki i zaznaczam, że tak wcale nie musi być u Ciebie!
    Ja nie krzyknęłam ani razu. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak zakodowałam sobie w głowie, że nie będę krzyczeć i nie krzyczałam. Dało się? Dało... i wcale tego nie potrzebowałam. Przy parciu zaciskałam mocno usta i oczy... i dawałam z siebie 200%.

    A co do tych prostaglandyn... to nie wiem czy wiesz, ale męskie nasienie ma ich mnóstwo! Także polecam seks, choć u nas nic on nie pomógł i nie przyspieszył :P Ale może Wam się uda!? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, marzę o takim przyzwoitym porodzie jak Twój ;))
      Przy odrobinie szczęścia.. ;)

      Co do nasienia to wiem, ale nie da rady u nas. Nawet udało mi się małża namówić na jakieś igraszki ale bariera psychiczna jest zbyt silna niestety.
      :)

      Usuń
  6. Też słyszałam takie krzyki, wiec rozumiem Twoją paniczną reakcję.Leżałam przypieta pod KTG przed cc na łóżku porodowym żeby było ciekawiej, mąż naprzeciw mnie sobie siedział. Cisza, spokój i nagle ten zwierzęcy ryk i kolejny. Spojrzelismy na siebie i widziałam, że on tez był przerażony. W tamtej chwili ucieszyłam, się ze idę pod nóż.
    Na uspokojenie powiem Ci, że moja mama, która urodziła mnie i siostrę naturalnie i bez żadnych znieczulen twierdzi, że owszem coś tam krzyczała, ale nie z bólu tylko z takiego przyplywu energii, więc ten, może tak sobie trzeba te odgłosy tłumaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak słyszałaś te dźwięki to wiesz o czym piszę.
      Ja cały czas chyba mam wybór z tą cesarką. W pierwszym odruchu powiedziałam mężowi " pie***, ja chcę cesarkę"
      " okej, będzie jak chcesz? ale jesteś pewna?"
      " nie"

      i bądź tu człowieku mądry.
      Położna mi tłumaczyła, widząc moją delirkę, że krzyk nie zawsze oznacza ból i że ta pani akurat dostała zzo. Że krzyk ma wiele innych funkcji, jak to dziewczyny piszą powyżej.
      Że przecież to zzo zniweluje ból, ale dziecko się samo nie urodzi - trzeba je wypchnąć. Że krzyk pojawia się dopiero zazwyczaj na końcówce porodu.

      Także dziś zasypiając będę sobie powtarzała jak mantrę, że to z przypływu energii ;)

      "Zasypiając" - ... odważne stwierdzenie z mojej strony.

      Usuń
    2. Urodziłam bez znieczulenia i uważam że ta cała aura otaczająca poród jest wyolbrzymiona. Cały czas byłam aktywna, spacerowałam, ćwiczyłam z piłką i wcale tak bardzo nie bolało.

      Usuń
  7. Trzymamy kciuki,pomodlić się też pomodlimy,pozytywną energię przesylamy i tulimy moocno.
    Dasz radę a co do prostaglandyny to kochana sex,sex,sex i żel Wam nie będzie potrzebny.
    Ja mam za to rzut oksytocynowy,od wczoraj mega chcica na "przytulanki" gdzie wcześniej libido ujemne.
    Dziś zaszaleliśmy i się zastanawiam czy się coś zadzieje czy nie.
    Ktg z dziś książkowe z jednym wypasionym skurczem ale jak ja to mówię "jeden skurcz porodu nie czyni"
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana wszystko BĘDZIE dobrze,sama zobaczysz a ja zaciskam za Ciebie wszystko co się da abyś spokojnie sobie poradziła,modlitwa również będzie.Póki co wysyłam mnóstwo pozytywnej energii
    (Też potrzymajcie za mnie kciuki albo chociaż jednego bo Olli wychodzą zęby a m,i cierpliwość)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba 10 raz tu dzisiaj jestem. Będzie dobrze , nie panikuj mamusiu . Pokrzyczeć tez trzeba ,ja juz nie pamiętam czy sie darłam bo to dawno bylo . O żadnym znieczuleniu wtedy nie bylo mowy ,się rodziło i tyle . Kciuki trzymam mocno i czekam! Aga

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie slyszalam tego juz Legendarnego Krzyku, bo w moim szpitalu porodowka byla za drzwiami prawie pancernymi, na pewno wyciszającymi. Serio.
    I nie zazdroszcze, ze uslyszalas go tuz przed swoim porodem.
    Daj znac jak sie zacznie, co?
    Bede sie modlic i trzymac kciuki za Ciebie i Małą. Bo to nie takie hop-siup urodzić.
    ale pomysl sobie, ze kto da radę jak nie Ty?!! :-)
    Trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja sie strasznie porodu balam. Moze ta moja nieplodnosc byla wynikiem tego strachu. Przerazaly mnie te licytacje kobiet ktora miala gorzej podczas porodu. Ale kiedys jedna kolezanka zapytana z grzecznosci jak bylo powiedziala 'nie jest tak zle'. I tego sie trzymalam. One born every minute widzialam raz i powiedzialam nie dziekuje. Nawet na szkole rodzenia nie bylam. Nieswiadomosc jest dobra:-) To wszystko dzieje sie samo. Twoje cialo jest przygotowane i poddaj sie naturze. Ja sie darlam ile frabyka dala i wcale mi nie wstyd, ha ha. Ale Tobie zycze zeby to bylo jedno kichniecie i Malutka na zewnatrz:-)
    Zobaczysz spodoba Ci sie i jeszcze z trojke dzieci urodzisz:-)

    Powodzenia!
    K.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana to ja Ci powiem, że podczas zwiedzania porodówki nagle usłyszeliśmy krzyk. Krzyk noworodka :). Nie kobiety, była cicho, bo rodziła na drzwiami i nikt o tym nie wiedział. A tam wycieczka na 25 osób ;D. Wybiegły ucieszone położne i mówiły, że to był super poród ;). Więc to chyba loteria. powiem Ci, że ja akurat miałam świra na punkcie oglądania porodów w tv i yt, obejrzałam chyba cały internet i całą telewizję ;D I rzeczywiście w większości przypadków ten zwierzęcy krzyk był na zasadzie zebrania wszystkich sił i krzyku : wyłaź zeee mnieee! Nie o jezu zesram się z bólu. koleżanka mówiła, że to z wysiłku, wiec u każdej jest to chyba inaczej. A co do męża... Super, że będzie przy Tobie, jeśli się nie zraził. Mój szwagier był przy 4? porodach, żony i siostry i mówił, że super, może chodzić na porody, bo świetne emocje ;D. Będzie dobrze, zobaczysz. A może jak się zacznie osiągniesz w końcu spokój emocjonalny, że to w końcu już? Tak czy inaczej już za chwilę będziesz miała córkę po drugiej stronie brzuszka. Ja tez znów chcę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Aach dodam, że nie takie cc fajne ;). Niby nie rodzisz, ale jak babki po naturalnym porodzie normalnie chodzą na następny dzień, ty po cc z trudem i wielkim bólem wstajesz z łóżka i modlisz się, by jakoś podnieść się z kibla ;D. tam gdzie kończy się ból po sn zaczyna się ból po cc. Ten pierwszy trwa do kilkunastu godzin, ale ten drugi do kilkunastu tygodni ;D. Przesyłam Ci pozytywną energię, mnóstwo tej energii i spokoju :* Jeszcze chwilę u będzie po wszystkim. I wiesz co? Wtedy dopiero się zacznie ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się z tym bólem po cc zupełnie nie zgodzę. Myślę, że to naprawdę bardzo indywidualna kwestia. Sama jestem po dwóch cc i nie miałam żadnego dnia "przestoju" na tę okoliczność. Nie twierdzę, że po sn jest gorzej. Myślę, że nie można generalizować, bo każdy poród jest inny, i każda z nas inaczej dochodzi do siebie- bez względu czy to sn, czy cc.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Zgadzam sie z Marta. Rodzilam raz naturalnie, raz przez cesarke. I stwierdzam, ze bol jest porownywalny. Mysle o tym bolu juz po porodzie. Nie zapominajmy, ze bol porodu naturalnego nie konczy sie na wypchnieciu dziecka. Przez kilka dni obolale jest cale krocze, zazwyczaj jest one naciete, a potem zszyte - to tez boli. Ale Pink, spokojnie! Dla mnie bol krocza i bol naciecia przy cesarce byly porownywalne. I zupelnie znosne! Nastepnego dnia bylam jeszcze troche sztywna, ale juz 2 dni po kazdym z porodow moglam normalnie funkcjonowac, moze odrobine wolniej. Dla mnie gorszy byl bol brzucha od kurczacej sie macicy. ;)

      Usuń
    3. Chyba nie rodziłaś sn skoro piszesz takie rzeczy... Ja przez 2 tygodnie ledwo wstawałam, a siku robiłam pod prysznicem ;-/ I to nie z ekologii jak Iza Mikko ;-) Gdyby nie pompowane kółko to i siedzieć bym nie mogła. No, ale "troszkę" mnie nacięli...
      Jestem po poważnej operacji brzucha i mam porównanie z bólem po jego krojeniu. Następnym razem tylko cc.

      Usuń
    4. Ach, no zupelnie zapomnialam, ze to, ze mam prawie 4-letnia corke, urodzona naturalnie, mi sie tylko przysnilo!

      Zlituj sie kobieto i nie pisz farmazonow. To ze TY wolno dochodzilas do siebie, to nie znaczy, ze kazda kobieta odczuwa to samo. Ja owszem, czulam pewien dyskomfort, ale nie przeszkadzal mi on zupelnie w codziennym funkcjonowaniu. Zreszta, duzo zapewne zalezy od wielkosci naciecia i sposobu zszycia. Jedyne co mi pozostalo nieprzyjemnego po porodzie sn, to uporczywe hemoroidy...
      A co do cesarki, to czytalam gdzies zwierzenia jakiejs babki, ktora twierdzi, ze po niej nie byla w stanie wstac z lozka przez 3 tygodnie. Jak widac i tu sa rozbieznosci.

      Usuń
    5. Zgadzam się z Agatą, w dzień wyjścia robiłam (z mężem)generalne porządki, pranie, prasowanie pościeli, ustawianie łóżeczka, rozpakowanie, z praniem, czyszczeniem 2 walizek po 8 dniowym pobycie w szpitalu itp. bo chcieliśmy wszystko zrobić dopiero po porodzie. A 2 dnia czyli tydzień po porodzie poszłam sama z wózkiem na spacer 2,5 km w jedną stronę (a szłam w dwie) - tyle mam z domu do firmy męża, fakt idchorowałam to kilka dni, bo przesadziłem, ale gdybym tylko zajmowała się maluchem to byłby lajt.
      A dziecko nie małe - 4100 g.
      P.S.
      Ja krzyki słyszałam 2 dni ;) Myślałam, że "głupie i przesadzają", a sama gardło zdałam.;)

      Usuń
    6. Hej Dziewczyny, easy :) Sama znam osobiście kobietę, która po cc przez miesiąc nie mogła samodzielnie wstać z łóżka. Miała je robione przede mną- w tym samym szpitalu, i przez tego samego lekarza, także to chyba najlepszy dowód- każda z nas jest inna, ma inny próg odczuwania bólu, inne predyspozycje do porodu sn/cc

      Oczywiście Mazenko, że cc też łączy się z bólem :) Nierzetelne byłoby go pomijać. Tyle, że tak jak piszesz- dla mnie też był to naprawdę ból do zniesienia, i na szczęście- nie uniemożliwiający całkowicie normalne funkcjonowanie.

      Każda z nas mogłaby podać tryliard historii, które słyszała o sn i cc- i one nie ułatwiłyby nam zadecydowanie co lepsze, co mniej bolesne, bardziej komfortowe. Weźcie nawet okres- jedne z nas umierają dwa dni przed i pięć dni w trakcie. Inne? Poza faktem, że trzeba pamiętać o podpasce/tamponie nic się w Ich życiu przez te dni nie zmienia.

      Usuń
  14. Pink - trzymam kciuki za piąteczek :) A co do porodu - dasz radę! Może nie jest to pocieszające, że tyle kobiet przed Tobą dały radę i tyle po Tobie też da... ale mówi się, że to co piękne rodzi się w bólu ;) i piękne pozostaje, bo ból szybko mija :) Pomyśl, jak długo na to czekałaś i ciesz się tym, co przed Tobą :) I krzycz, ile tylko będzie potrzeba :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Eh... No taki trochę nie fart, że musiałaś usłyszeć TEN KRZYK właśnie teraz, kiedy jesteś raz, że przed samym finałem, a dwa- trochę zmęczona i zniecierpliwiona. Osobiście- nie słyszałam, więc mądrzyć się nie będę. Za to, również na ktg, byliśmy z mężem świadkami podekscytowania i poruszenia, kiedy rodzi się Maluch. To było niesamowite- nie wiem, czy to był może taki długi, albo ciężki poród, nie wiem, czy rodziła jakaś Ich znajoma, ale autentycznie- Oni się tam wszyscy naprawdę tak po ludzku ucieszyli, że ta Mała jest już na świecie! I mimo, że to był ledwo 33tydzień (ach te moje leniwe dzieci), pomyślałam- jeny, ja też już tak chcę!

    Nie wiem czy wszystkie kobiety krzyczą, moja mam która miała stosunkowo łatwe porody, opowiadała, że bardziej takie odgłosy parcia z siebie wydawała, dość śmieszne jak to określiła, ale twierdzi- że nie krzyczała. Tyle, że kto to może potwierdzić :) Ojciec nie, bo to inne czasy były :)

    Może trzymaj się pozytywów- jest już plan działania, lada chwila będziecie w trójkę, a mężuś staje na wysokości zadania- i to jest wspaniałe.
    Ps. Ja uważam, że piątek 13-go to świetna data- taka na przekór. Nasza Lila urodziła się 1listopada :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To prawda, to sprawa bardzo indywidualna. Ja również nie miałam przestoju, po 6 godzinach od cc wstałam. Ale nie będę ukrywać, że bolało. Bo bolało. Ale było dobrze, skoro w tym wszystkim się śmiałam i od razu mówiłam, że chcę drugie dziecko ;). Odwiedzający mnie na następny dzień goście nie wierzyli, że miałam cc. Może źle się wyraziłam, czasami mam z tym problem. Fakt jest faktem, każdy poród jest inny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. 13 piątek i 1 listopada to super daty, łatwo zapamiętać ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Ale nasi znajomi najczęściej reagowali tak: "No też nie miała się kiedy urodzić" Haha- dobre- nie miała kiedy :)

      Mojej koleżanki córcia urodziła się 29lutego :) To dopiero data!

      Usuń
  18. Pink, piszę z położnictwa, 2 dni temu urodziłam synka, drugie dziecko, siłami natury tury. Nie darlam się bo na skurczu trzeba się skupic na oddychaniu a nie na krzyku, wtedy mniej boli. A przy partych powietrze ma iść do brzucha a nie w krzyk... do samego końca szyjka trzymała, miałam skurcze co 5 minut a rozwarcie 1,5cm, a potem nagle puścilo i po 3H mały na świecie. 7 dni po terminie ;) dasz radę

    OdpowiedzUsuń
  19. Pink, piszę z położnictwa, 2 dni temu urodziłam synka, drugie dziecko, siłami natury tury. Nie darlam się bo na skurczu trzeba się skupic na oddychaniu a nie na krzyku, wtedy mniej boli. A przy partych powietrze ma iść do brzucha a nie w krzyk... do samego końca szyjka trzymała, miałam skurcze co 5 minut a rozwarcie 1,5cm, a potem nagle puścilo i po 3H mały na świecie. 7 dni po terminie ;) dasz radę

    OdpowiedzUsuń
  20. Już po 11:00, myślami jestem z Tobą :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzięki Kochani. Melduje się, że leżę na porodówce, podali mi Perpidril i czekamy. Coś mnie tam pobolewa, ale położna twierdzi, że póki co - nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekamy z Wami! Jak dasz radę i będziesz miała ochotę to daj znać od czasu do czasu- jak postępy i decyzje. Ściskamy i powodzenia!!!

      Usuń
    2. Pink, snilo mi sie, ze urodzilas! Zreszta bylam z Toba na porodowce, ba! Byly tam tlumy! ;D Porod poszedl szybko i sprawnie, mam wiec nadzieje, ze byl to sen proroczy!

      To chyba pokazuje, jak my tu wszystkie czekamy i przezywamy! Trzymaj sie Kochana, juz niedlugo wezmiesz w ramiona coreczke!!! :*

      Usuń
  22. trzymam kciuki aby poszło sprawnie i szybko, na pewno dasz radę, bo przecież poród porodowi nierówny....
    serdeczności
    leptir

    http://leptir-visanna7.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. extra Pink! Trzymam kciuki, żeby się rozkręciło :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dziękuje dziewczyny, jesteście cudowne. Niestety żel nie zadziałał, 2 h minęły i jedyne skurcze jakie się pojawiły to jelit chyba. Zostaję w szpitalu. Jak się do jutra rana nic nie rozkręci to mam dwie drogi: albo oksytocyna albo ceasrka. Położna, zapytana przeze mnie, czemu tak mi o tej cc ciągle gada, czyżby uważała że nke dam rady, opdowiedziała, że ja jej zdaniem nie dam, że zbyt delikatna jestem na bodźce. Zajebista, nie? :)) na ogół jestem za szczeroscią, ale to jest jeden z tych wyjątków. Nie wiem kochani czy się nie złamie...
    Zaczynam miec już tego po kokardy.
    I boje sie tej oksotycyny.
    Szarpie się.
    W pierwszej kolejnosci byla mysl: ooooo cooo? Ja nie dam rady? Tyle się już namęczylam, od 2 tygodni chodze z bólami i teraz miala bym sie poddac?

    Ale teraz jak zostalam sama w sali, emocje troche opadly to nie wiem sama... Moze faktycznie miala by to byc jakas trauma dla mnie? Moze lepiej dac sobie spokoj z dziwnymi ambicjami i jutro tulic corke w ramionach (tzn i tak jutro urodze, to juz wiadomo).
    Same piszecie, ze odczucia bolowe tak diametralnie sie roznia.. Zadna metoda nie jest bezbolowa, zadna nie jest ani lepsza ani gorsza..

    Ostatecznie utalilysmy z polozna, ktora widziala moja determinacje, ze szkoda by bylo tej oksotycyny nie sprobowac. Szczegolnie ze mam bole od 2 tygodni i mam w sobie tyle zapalu zeby temat ciagnac.
    Puscimy okso, zobaczymy jak bede reagowac na skurcze i najwyzej jak stwierdze, ze to zabawa nie dla mnie, to robimy cc.
    Zzo oczywiscie bierzemy, to juz nie podlega zadnym negocjacjom.

    W tej sytuacji ten plan wydaje mi sie najsensowniejszy.

    Oczywiscie to wszystko w wypadku jesli nie urodze do rana, a widzialam po minie poloznej, ze to nie jest takie oczywiste..

    Eh, zaiste. Wielkie to wydarzenie w moim zyciu.
    Czy u mnie nic nie moze byc tak "po prostu"?

    Ps. Cos mnie zaczyna dziwnie napieprzac co kilka minut w podbrzuszu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku jej, ja tu do jutra rozgrzeje myszke i klawiature do czerwonosci chyba, bo wchodze na Twojego bloga srednio co 15 min., zeby sprawdzic czy cos sie nie dzieje! ;)

      No rzeczywiscie poleciala polozna tekstem... Bardzo pomocna w podniesieniu "morale" byla, nie ma co...

      Ale plan masz dobry! Rzeczywiscie, skoro nie ma przeciwskazan, czemu nie sprobowac z oksytocyna... Napisze Ci jeszcze, ze na mnie akurat oxy srednio dzialala, rozwarcie postepowalo pomaaaluuu, dlatego tez mialam dlugie, meczace porody. Ale moja siostra, ktora tez dwukrotnie rodzila z oksytocyna, urodzila corki w kilka godzin. Tak jak wiec ze wszystkim, tutaj tez nic nie wiadomo.

      Trzymam kciuki, zeby te "napieprzanie" to byl poczatek porodu!!! :)

      Usuń
  25. Spokojnie, trauma może być po jednym i po drugim. Nie rozumiem tej położnej, żeby z takim tekstem walić... Ale spoko, też jedną taką spotkałam, przez którą prawie się poryczałam o karmienie piersią. Sucze bez wyczucia ;). Co nie dasz rady, jak dasz! A jak nie, to scenariusz masz świetny. Ale dasz! Pociesz się, że u mnie też nic nie może być normalnie, chyba już mamy, żeby nie było za nudno. A te bóle co kilka minut to ten... tego... no wiesz... ;D To tak się rozkręca hehe. W szpitalu nudy, chyba nigdy tego nie polubię. Pospaceruj sobie po oddziale, tyle ile możesz. O jezu, o jezu, będzie dzidziuś :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to zabrzmiało z tą traumą ;D Chodziło mi o to, że sposób nie ma znaczenia hehe. Oj nie czytaj mnie, bo nie wiem co piszę ;D

      Usuń
    2. Ach przypomniało mi się jeszcze, że koleżanka urodziła po oksy w 2 godziny od podania i była happy :) I super oksy wspomina, wiec uszy do góry!

      Usuń
  26. Noo napięcie rośnie,może " się rozwierasz "że się tak wyrażę,powodzenia!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Pink - jestem z Tobą! A co do krzyków rodzących - też się ich nasłuchałam i bałam się strasznie (i dziękowałam za cc), ale!
    a) jednak jak się samemu rodzi, to mimo wszystko trochę inna perspektywa (ponoć).
    b) mam co najmniej dwie kumpele na stanie (o jednej pisałam), które mówią, że poród to pikuś. Obie tzw. stare pierworódki ;) hihi.
    ZATEM - jest różnie!
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  28. Szkoda ze nie ma zadnego update na zywo tak sie emocjonuje:-) Powodzenia! Trzymam kciuki! Za pare chwil bedziesz najszczesliwsza kobieta na swiecie!

    OdpowiedzUsuń
  29. Kilka głębokich oddechów i spokojniej.Co by się nie działo wierzę,że poradzisz sobie.Duchem i myślam jestem z Tobą.Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  30. Pink czekamy na wieści. Sama już zaczynam panikować a jeszcze 53 dni przed mną do porodu :D
    Trzymajcie się! :*
    Trzymam kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Daje znac, ze poki co nic sie nie dzieje.
    I chyba sie ciesze z tego faktu, bo bylam wlasnie u kolezanki co wczoraj tu urodzila naturalnie, bez znieczulenia w ok 4h. I generalnie kolezanka jest w lekkim szoku bo lezy na sali z pania, ktora jest po cc i czuje sie duzo lepiej niz kolezanka. Cc tez bylo wczoraj a pani smiga kolo bobasa jak ta lala. Kolezanka natomiast nie bardzo na dupie moze usiedzec, o wstawaniu nie wspomne... Jaaa wieem ze to wszystko zalezy od czlowieka, ja wiem..
    Jak jak do rana sie nie ruszy to ja chyba wybieram jednak cc..

    Pozdrowka.

    OdpowiedzUsuń
  32. Kochana to jest tylko Twoja decyzja i pamiętaj, że każda będzie dobra :). Ja po cc na następny dzień tez byłam na chodzie i zajmowałam się małą, metoda Misgav-Ladach rządzi ;). A babka obok mnie po sn śmiała jak szalona. Fajnie, że piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama leże na sali i szarpie się jak szalona. Nie mam pojęcia co zrobić.

      Usuń
  33. Jesssssuuuu jaka ja tu jestem poddenerwowana cala ta historia!!! No zesz wczuwam sie jakbym sama miala przed soba wybor znow! To jest jakas katorga! Ufff wdech i wydech... Przezywam to z Toba, i te bole i zmeczenie i parcie na drogi rodne. Niby znosny bol ale masz go juz serdecznie dosyc...Wiesz... Dobrze ze oni tam dbaja o Ciebie! Cokolwiek sie stanie najlepiej wybrac opcje: tak mialo byc! Z perspektywy po wszystko ujrzysz w innym swietle. Trzymam kciuki nieustajaco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela nie ukrywam ze jestem bliska wyskoczenia przez okno. Leze pod ktg ktore niezmiennie pokazuje brak skurczy a mnie juz tak wszystko napierdala- bobtego sie inaczej nie da nazwac- ze chodzic nie moge. Dojrzewam powoli do cesarki i z kazdym procentem pewnosci ze nie chce jednak oksytocyny czuje ulge. Tylko boje sie jakis definitywnych decyzji podejmowac bo jeszcze cala noc przede mna.... Boze, jutro o tej porze bede miala Ja przy sobie. Jakos tak sie zrobilo, ze nagle cholernie do niej tesknie..
      Nie boje sie cesarki wcale - co mnie z lekka zastanawia.
      Ale wiesz Melka, jestem juz tak zestresowana i wykonczona, ze mi sie chyba prog lęku przesunął na całe życie, jak bum cyk cyk..

      Usuń
    2. Pink... Spokojnie. Wdech- wydech...
      To tylko i wyłącznie Twoja decyzja. Jeśli masz dość, jeśli znasz siebie, i wiesz, że nie będziesz pluła sobie w brodę, że nie spróbowałaś- to się nie szarp. Masz prawo być zmęczona, masz prawo mieć dość i masz prawo mieć już to wszystko w dupie. Myślę, że tu taj decydujące znaczenie ma to, że tak to się odwleka w czasie- pewnie gdyby poród zaczął się sam, z tydzień temu, to byś teraz nie była w takiej rozsypce i z takich bałaganem w głowie.
      Trzymajcie się!

      Ps. Pomyśl, że za rok, tuż przed pierwszymi urodzinami Córci, wrócisz do tych wpisów...i to wszystko będzie już tylko wspomnieniem!

      Usuń
    3. "tutaj" piszemy razem, wiem :)

      Usuń
  34. Wsluchaj sie w glos swojej intuicji, on Ci dobrze podpowie. A co do szarpania po: "nie sprobowalam" well my dear probujesz caly ten czas!!! Kiedys uslyszalam fajne zdanko, ze podejmujemy najwlasciwsze decyzje na dany moment. Fakt. Wiem, ze ja sie szarpalam ze swoja cc, ale jak czytam przez co przechodzisz teraz i tak namacalnie sobie przypominam moje emocje i doznania szpitalne to wiem, ze dobrze zrobilam. Ja jestem panikara niereformowalna. Wczoraj mielismy oboje z malzem grype zoladkowa i mdlalam w kibelku od fali goraca i dreszczy. I tylko modlilam sie zeby Mlody sie nie zbudzil bo zadne z nas nie mogloby do niego podejsc. A taka grypa to przeciez pikus. Tak wiec whatever you choose nie pluj sobie w brode po jak Conchita Wurst (copyright K.Wojewodzki, najswiezsza "Polityka") ;) tymczasem tulaj brzusio bo jeszcze za nim zatesknisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Hej, nie wiem czy już nie za pozno na komentarz bo np jestes już na porodówce, no ale dopiero teraz przeczytałam posta. No wiec tak- podobno sa kobiety, które uważają ze poród SN jest spoko ( znam takie ale nie wiem na ile mówią prawdę;). Ja jestem po 2 cc, wczesniej kilka godz na porodówce. Podobno każda czuje inacAej ale mnie bolało. Nie, przepraszam mnie BOLALO(!!!) tak, ze błagałam o eutanazje ( a do pełnego rozwarcia nie doszło). Moze będziesz sue śmiać ale od czAsu porodów znacznie ograniczyłam spożycie mięsa bo wciąż pamietam ten ból, no a zwierzęta w rzeźni cierpią jeszcze bardziej... Ale wracając do adremu - moim zdaniem nie ma nic zkego w wyborze cc, rób, co Ci serce dyktuje. Powodzenia:))) olga

    OdpowiedzUsuń
  36. Dobrze powiedziane "podejmujemy najwlasciwsze decyzje na dany moment".

    OdpowiedzUsuń
  37. Dziewczyny, odpowiadam zbiorowo.
    Zdecydowalismy sie z malzonem na cc, rezygnujemy z okso.
    Teraz tylko sie modle, zeby ten pieprzony zel nie zadzialal i zebym nie zaczela rodzic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze że wspólna decyzja jest.
      Trzymamy kciuki i czekamy na wieści.
      To będzie dla Was bardzo szczęśliwy piątek 13-tego.

      Usuń
    2. To byłby już chichot losu, gdyby teraz akcja porodowa rozkręciła się na dobre...
      Czyli przed Tobą długa noc... Czy jesteś już tak padnięta, że dasz radę się zdrzemnąć, przed tym wyjątkowym dniem? Macie już wyznaczoną godzinę, czy decyzje zapadną na porannym obchodzie? O raaaaaany, to już już jutro!!!
      I też "zazdraszczam"- tyle cudownych chwil przed Wami...

      Usuń
    3. Wazne, ze jest decyzja! Naprawde nie jest wazne jaka droga Wasza coreczka przyjdzie na swiat, najwazniejsze jest, zeby przebyla ja bezpiecznie!

      Poniewaz jestem o 6 godzin (no teraz 5, po zmianie czasu) do tylu, jak dotre do pracy i odpale kompa, moze juz byc po wszystkim. Trzymam wiec kciuki, bede przy Was myslami!

      Usuń
  38. Kluczowe tutaj jest dobro dziecka.Co Ci serce mówi? Kiedy Twoja córka będzie bezpieczniejsza? Czy to przedłużanie jest dla niej dobre?
    Druga sprawa, najgorsza możliwa opcja, to oksytocyna, ból, zmęczenie Twoje i dzidzi i dopiero cc.
    Nie zazdroszczę podejmowania decyzji. Ale zazdroszczę tego malusiego ciałka, które już niedługo będziesz tulić :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Czyli decyzja podjęta podjęta :). To teraz szykuje się na wielką, spokojną przygodę i na powitanie córeczki. Przypomnij mężowi, żeby malutką kangurował jak będziesz na sali pooperacyjnej na obserwacji (w każdym szpitalu jest inaczej). Teraz relaks i nie myśl o tym żelu (przetrzymałam 1,5 tygodnia ze skurczami 60, lekko nie było, ale na moje szczęście się nie rozkręciło). Trzymam kciuki za spokojną noc & & & & :).

    OdpowiedzUsuń
  40. Oczywiście miało być "szykuj się" hehe. Ja chyba też się podświadomie szykuję ;D

    OdpowiedzUsuń
  41. Zeżarło komentarz, pewnie wszyscy się logują do Ciebie! Pisałam: uff, czyli decyzja podjęta! Teraz działamy dalej. Jest fajnie :) Nawet jak zaczniesz rodzić, to dobrze, niech dzidzia poczuje skurcze, to ją przygotuje na rychłe wypakowanko! Całusów moc. Witaj w gronie mamusiek :)
    Mela

    OdpowiedzUsuń
  42. Omg Pink to już właściwie! Zazdroszczę Ci, podobnie jak dziewczyny wyżej, że będziesz tulic to małe ciałko po raz pierwszy w życiu :-)

    OdpowiedzUsuń
  43. Jest 6:00.
    Za mną ciężka noc z kilkoma wymuszonymi godzinami nerwowego i spoconego snu.
    Skurcze się póki co, na szczęście, nie pojawiły. Położna ma być koło 8:00.
    Powiadomiłam ją wczoraj wieczorem o naszej decyzji - napisała tylko że mam się wyspać, pogadamy rano i że od rana robią i tak planowane operacje. Ale już raczej nie dam sobie tej oksotycyny wcisnąć. Zresztą chyba nikt mnie nie zmusi (nie sądzę w sumie, żeby najpierw sugerowała a potem się wycofała, nie?). A w najgorszym razie zadzwonie do mojego doktorka prowadzącego, którego tu wszyscy znają, lubią, szanują i kochają. Który od 30 lat zna się dobrze z właścicielem tego prywatnego przybytku..

    Spróbuję jeszcze się zdrzemnąć.

    Aha, chciałam tylko nadmienić, że mój mąż, tak jak umiał zaskoczyć negatywnie w ciąży, sami wiecie.. - to tak teraz jest NIESAMOWITY. Staje chłop na wysokościach, jest moją podporą i wsparciem, bierze na klate. Cos cudownego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kciuki,kciuki za pomyślne zakończenie.
      Co do emka tylko się cieszyć że jest blisko i wspiera.
      Pozdrawiamy

      Usuń
  44. to było pewne, że cc

    OdpowiedzUsuń
  45. O jacie to juz dzisiaj! Trzymaj się i czekamy na wieści jak sobie dziewczyny dałyście radę. Kciuki zaciśnięte!!!

    OdpowiedzUsuń
  46. Trzymam mocno kcuki!!!!!!! Nie odzywałam się bo u mnie gorzej już być nie może i sił brak, ale czytam cię i modlę sie za Was!

    OdpowiedzUsuń
  47. No to teraz pozostaje Ci czekać :) Taki mąż to skarb. Może pamiętasz jak pisałam o zachowaniu swojego, urósł w moich oczach o tysiąc procent. Takie wsparcie bardzo dużo daje i dlatego cieszę się, że i Twój staje na wysokości zadania :))). Trzymam kciuki za szybki i sprawny zabieg i naprawdę zazdroszczę tego maleńkiego człowieczka :D (tak zdrowo zdrowo hehe). U pamiętaj, nie podnoś głowy ;*

    OdpowiedzUsuń
  48. Na jakiej wysokości zadania. Jeju jak wy przeżywacie sam tylko fakt, że mąż "jest", jakby teraz nie był zainteresowany to byłby ostatnim chamem, ale za co go chwalić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo :(
      Że niby takie to oczywiste? No niekoniecznie- powiem Ci.

      Usuń
    2. No niby tak...chociaż nie neguje od razu.
      Mój był ze mną głaskał,pocieszał, a przy tym widziałam, że ledwo stoi na nogach, że jest przerażony tą całą rzeźnią ;-) i ja zamiast skupić się na parciu kontrolowałam czy mąż jeszcze nie zemdlał więc...wyprosiłam go żeby się ogarnął a ja w tym czasie urodziłam bo już nie koncentrowałam się na nim :-)
      Autorka bloga pewnie tuli już dzidzię:-)

      Usuń
    3. No dla mnie oczywiste, nie byłabym z facetem, przy którym nie byłoby to oczywiste.
      Anonimowy,
      ale obecność przy porodzie to już coś :) a widać innym wystarczy, że nie ucieknie jaj jej jest źle.

      Usuń
    4. Mnie bardziej chodziło o to, że większość facetów jest przy porodzie, ale czy większość rodzących może napisać to samo co Pink? Mój mąż też był przy mnie, ale bardziej był w sensie fizycznym. Nie mogę napisać, że jakoś cudownie, tam na porodówce, się wywiązał... Zresztą, to chyba złożony temat- często my same nie wiemy, czego w tym szczególnym momencie potrzebujemy, a co dopiero mężczyzna- skąd On ma to wiedzieć :) Kiedy przytulić, kiedy się zamknąć, co powiedzieć, żeby było lepiej... Dlatego- tak, szacun dla męża Pink. I tyle :)

      Usuń
  49. Halo, halo :) Jak tam- wiadomo już coś? Jak rozmowa z położną?

    OdpowiedzUsuń
  50. Witaj! Trzymam kciuki!
    Szkoda, że cc może SN nie byłoby tak źle...
    Ale doskonale rozumiem.Miałam mieć cesarkę ale w ostatnim momencie zdecydowałam o SN.Ból był ogromny ale nagroda jeszcze większa :-) i byłam dumna, że dałam radę:-)
    Będzie wszystko dobrze, pewnie już tulisz dzidzię :-) pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  51. O rany,rany! Nerwy na amen!!! Jestescie juz razem! Caly czas o Was mysle.

    OdpowiedzUsuń
  52. Nastała cisza, więc chyba to już :D

    OdpowiedzUsuń
  53. Pink?????
    moge juz puścić kciuki??? bo bliźniaki glodne! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  54. Też mi się wydaje, że to już.... ;)
    Ciężko pisze się na leżąco :P

    OdpowiedzUsuń