czwartek, 2 kwietnia 2015

Nowy dzień

Wczorajszy dzień był dobrym dniem.
Bardzo aktywnym, ale dobrym.

Udało mi się spotkać ze wspomnianą doradczynią laktacyjną.
Pani I. ma certyfikat międzynarodowego konsultanta laktacyjnego i na prawdę zna się ta Pani na rzeczy. To widać po minucie rozmowy z nią. Nawet po tym jak dotyka pierś.
Dziewczyny które wiedzą gdzie rodziłam na pewno wiedzą o kogo chodzi i jeśli zdecydują się rodzić w tej samej placówce to na pewno będą miały przyjemność konsultować się z Panią I.

Dobra, konkrety:
jest w porządku.
Pani I. mnie ochrzaniła, że mam się sama nie diagnozować, bo zastoju prawdopodobnie nie było. Miałam do czynienia raczej z niedrożnością kanalika mlecznego.
Jak się okazało, źle postępowałam ze schematem:
rozgrzanie - ssak - chłodzenie.
Nie wolno rozgrzewać piersi w tej sytuacji.

Obejrzała piersi i określiła, że "są do karmienia".
Mam dziś jeszcze brać Ibuprom co 6 godzin (dokładnie co 6, to ważne!).
Mam sobie dać już spokój z męczeniem tej piesi. Jeśli będę czuła dyskomfort w piersi, to mam przyłożyć schłodzoną wkładkę laktacyjną.
I ewentualnie podjechać do niej jeszcze w piątek, z czego chyba nie skorzystam, bo jest okej.

Karmię Melkę z obu piersi i gdyby nie lekkie dreszcze w nocy, to nie pamiętała bym o jakichkolwiek niedrożnościach.
Na tym gruncie jest, odpukać, okej i wszystko wróciło do normy.

W nocy jedynie przeżyłam pewne niepokoje, bo piersi były mocno pełne, z takim lekkim nawałem a nie było opcji Młodej przystawić do obu, bo po 5-10 minutach jedzenia z jednej zasypiała i koniec.
Nie miałam siły ani ochoty na sesję z laktatorem, zresztą musimy się w końcu z Medelą Lactiną pożegnać, bo ileż można kontynuować ten toksyczny (?) związek.

Wczoraj także pokusiłam się o wizytę w przychodni zdrowia, żeby Młodą zważyć.
Jestem z siebie dumna, bo to było nasze pierwsze, samodzielne wyjście z domu.
Ważenie wskazało 3 900!
Przy wadze urodzeniowej 3300, z dniu wypisu 3200.
Czyli w 2 tygodnie i 1 dzień przyrost 700 gram.
Pani ważąca orzekła, że to bardzo ładnie i wyraziła uznanie, że to tylko na cycku taka waga została wyhodowana.
Przyznam, że średnio się orientuję w przyrostach dzieciowych, ale taka waga chyba jest okej.
Pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do teściowej, żeby jej oznajmić, że jej histeryczne podejście do mojego karmienia piersią i zalecenia dokarmiania mlekiem modyfikowanym może sobie o kant dupy, excuse my french, rozbić.

Także jak sobie wyobrażacie, po takich wspaniałych jak wyżej wieściach, wczoraj rozpierał mnie entuzjazm.
Dziś mam go już jednak odrobinkę mniej i pojawiły się inne rebusy.
Nie jestem pewna, czy ja się jednak nie zamartwiam na zapas i dają o sobie znać moje menadżerskie zapędy, że wszystko musi być zgodnie z plano-harmonogramem.

Od mniej więcej poniedziałku Melka zrobiła się strasznie marudna.
Dziś na przykład, tak jak dzień się rozpoczął około 8-9, tak padła spać dopiero właściwie jakąś... hm.. godzinę temu? A zegar mój wskazuje 15:14.
Po drodze były jakieś szczątkowe drzemki, ale to raczej na moim ramieniu albo brzuchu albo rękach. Jak się tylko kapowała, że ją odkładam, to wrzask był nieziemski.

Najbardziej martwią mnie

1/ ulewanie
Ona strasznie ulewa.
Czasami przetrawionym już mlekiem.
Czasami tak chlustająco, że aż na odległość.
Ulewa baardzo dużo.

2/ prężenie i płacz podczas jedzenia
od mniej więcej poniedziałku pojawiły się dziwne zachowania.
Mianowicie podczas jedzenia nagle zaczyna płakać i prężyć się i uspokoić ją można właściwie tylko przewieszając w pozycji na ramieniu, w pionie.
Pokazałam to wczoraj położnej środowiskowej - orzekła, że gazy (zaleciła Espumisan).
Rzeczywiście, kiedy położna ścisnęła jej brzuszek podczas jedzenia, były w momencie bąki i kupa (well, sorry..).

I kończy się na tym, że te karmienia w większości nie trwają już nawet 10 minut.
Melka łyknie kilka łyków, średnio 5 minut i zaczyna się płacz, który utulić można właściwie tylko trzymając ją na ramieniu, a raczej: przewieszoną przez ramię jak kukiełkę.

Co dziwne - w nocy się tak nie dzieje.
Zjada (szybko, bo szybko) i zasypia.

I stresuje mnie to strasznie, bo to krótkie jedzenie + jeszcze do tego ulewanie... Jezu, czy Jej w tym brzuszku coś zostaje?
Dochodzi do takich sytuacji jak dziś (a pierwszy raz zostałyśmy same na caaały dzień), że ja na prawdę już nie wiem o co jej chodzi i co mam zrobić.

Nie wspominając już o tym, że cud, że w ogóle udało mi się umyć zęby, wziąć panicznie szybki prysznic, zarzucić na siebie jakieś wymięte ciuchy i cokolwiek zjeść.
Oczywiście wszystko na raty.

Cała ta sytuacja zaczęła się w poniedziałek.
Wtedy też porzuciłam lekkostrawną dietę "laktacyjną" i zaczęłam jeść normalnie.
Słuchając więc swojego własnego instynktu, postanowiłam więc znów wrócić do tego jałowego żarcia, które mi mama pomroziła w małych porcjach.
I zobaczymy, co się stanie.

Chciałabym wprowadzić w nasze życie jakąś regularność.
Fajnie brzmi ten cały "Prosty plan" Tracy Hogg, tylko jak do cholery ja mam to wprowadzić...
ale to już rozważania na zupełnie inny post.



PS. Dziękuję Wam, Dobre Duszyczki, za wszystkie miłe słowa wsparcia pod ostatnim postem.
Nie mam czasu odpisać na Wasze komentarze, ale czytam je wszystkie, dzierżąc telefon jedną ręką, kiedy tylko mam taką możliwość.
Z taką grupą wsparcia każdy kryzys laktacyjny można pokonać! :)

19 komentarzy:

  1. Witaj MamoPink ja moze troche po staroświecka jestem ale przy każdym dziecku pilam zioła:koper,kminek,anyż i nie takie gotowe tylko po szczypcie do szklanki zaparzałam,odcedzałam i pilam na początku nawet 3razy dziennie potem mniej. Dzięki temu dziecko purkało aż miło i żadnych problemów nie było. Hm tylko te zioła też działają mlekopednie . To też jak masz dużo to nie wiem .Waga piękna,jesteście zuch dziewczyny ,a problemy jakieś zawsze są ,ale DO POKONANIA ,pozdrawiam ,Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf, Młoda padła póki co, mogę odpisać na komentarze..

      Iskra, ja właśnie wczoraj odpieczętowałam herbatkę na laktację z Hippa, bo ma koper, anyż i inne takie, które pomagają na gazy. Ale może rzeczywiście zaparzyć samemu było by lepiej...
      Rozumiem, że kupowałaś takie zioła "sypane" i to sobie zaparzałaś?
      Może jutro uda mi się wyrwać na rynek po zakupy (inaczej świąt nie będzie..), to zahaczę o zielarski sklep i coś może zakupię.

      Usuń
    2. Mi położna kazała pić taki normalny koperek z saszetkach. Mówiła, że to właśnie pomaga maluszkom na gazy, a dla mnie to dodatkowe płyny, ważne dla prawidłowej laktacji. A, że ten koperek ma całkiem przyjemny smak i zapach, to piłam :)

      Usuń
    3. Ja piję od początku co jakiś czas herbatkę Bocianek Medeli, ale dzisiaj się skończyła i kupiłam dla matek karmiących z Herbapolu. Być może dlatego Ola nie ma od samego początku problemów brzuszkowych... czasem tylko postękuje i popłakuje przy robieniu kupki.

      Usuń
    4. Tak sypane w zielarskim kupowalam po torebce kminku,kopru i anyżu, zaparzałam,cedzilam i piłam . No a święta jeszcze nie jedne przed Wami także luz ...

      Usuń
  2. Ej, no ale Ty się sama nie diagnozowalas tylko jakieś położne i lekarz Cię leczyli, nie?
    Co do reszty, nie wierzę, że to powiem, wyluzuj :))) Czy coś jej zostaje w brzuchu? No halo, a ten przyrost to skąd? Zmiana zachowania? A czy królewna przypadkiem 3 tygodni nie skończyła? Poczytaj o skokach rozwojowych. Poza tym dxieci miewają lepsze i gorsze dni, raz ustalony rytm się zmienia, bo skok, bo zęby, itp. Gazy? Jej układ pokarmowy dopiero się uczy trawic. Jestem przeciwniczką szprycowania dzieci kropelkami, ładowania rurek w dupkę zbyt wcześnie. Dajmy im szansę wyrobić sobie właściwe ruchy i odruchy. Może częściej ja trzeba odbić w czasie karmienia? Może pomasowac brzuszek? Ulewanie ciężko ocenić zdalnie ilościowo, więc powiem tylko, że Miłosz tez ulewał. Samo przeszło jakoś po trzecim miesiącu.
    Co do diety, to moje zdanie znasz;)
    Trzymaj się i spokojnie. To wszystko o czym piszesz, to norma na tym etapie. Niedługo będziesz wiedziała prawie zawsze, dlaczego Mała płacze i jak jej pomóc. It takes time .
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym diagnozowaniem to tak właściwie to ja sama każdemu oznajmiłam na "dzień dobry", że mam zastój. Ale w sumie i lekarka i położna cycki oglądały i sprzeciwu nie było w stos. do mojej diagnozy.

      Ja wieeem, że jest przyrost, tylko że te dziwne zachowania się jej zaczęły od poniedziałku mniej więcej a do poniedziałku jadła jakoś normalniej.. Dobra, może rzeczywiście fiksuję.

      3 tygodnie skończy w piątek.

      Usuń
  3. Ej, Pink! No jak to czy coś zostaje?! Helllooo, a skąd się wzięło to 700gram w tak krótkim czasie?! Przecież nie zaczęła ulewać wczoraj :) Ja myślę, że Melka je łapczywie, i trochę może ponad możliwości Jej małego żołądka, stąd te ulewania. Pięknie przybrała na wadze i masz ogromny powód do dumy! Przypominaj sobie to w chwilach zwątpienia.
    Z takim Maluszkiem każdy dzień ma jeszcze prawo być inny. Nadal się Jej uczysz, ale każdy miniony dzień to cenna lekcja. Niedługo będziesz ekspertką.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta, wczoraj nie zaczeła ulewać, ale od poniedziałku skrócila diametralnie posiłki..
      ale rzeczywiście może muszę wrzucić na luz :)
      Buziaki ;)

      Usuń
    2. Teraz dopiero doczytałam, że martwią Cię krótkie sesje ssania. Moja Lilka, w przeciwieństwie do Elizy, była przy piersi sprinterką, i wcale łapczywie nie ssała. Boże! Jak Ona mnie tym stresowała, wiesz, że ja przy każdym karmieniu liczyłam Jej czas?! I nasz rekord to 12 minut :) Nigdy nie przybierała tak świetnie jak Melania, ale nigdy jeśli chodzi o wagę nie było u nas powodu do niepokoju. Cały czas utrzymywała się na 50-75centylu, mimo tych krótkich chwil przy piersi. A i dodam, że nie jadła przez to częściej- miała swój rytm: 2,5-3godziny przerwy między karmieniami. Mi tylko położna podsunęła pomysł, żebym przed każdym karmieniem ściągała trochę mleka, tak, żeby kiedy przystawię już Lilkę leciało tylko to treściwe, tłuste mleko, bo na początku jest rzadsze, tak, że maluch zaspokaja nim pragnienie, a dopiero tym późniejszym- głód. I tak walczyłam z tym laktatorem chyba z 8miesięcy. Później przestałam, bo to już było bez sensu- Mała jadła też inne posiłki.

      Nie, nie- ja absolutnie nie chciałam bagatelizować. I uwierz- ja przy drugim dziecku, fiksowałam tak samo jak przy pierwszym. Miałam zawsze tysiąc pytań do położnej, na szczęście miałam taką, przed którą nie obawiałam się kompromitacji :)

      Z tym ulewaniem oczywiście obserwuj Małą, refluks to dość często spotykana przypadłość u dzieci, także tu trzeba być oczywiście czujnym.
      Trzymajcie się Dziewczyny- jeszcze trochę, i będzie łatwiej. A już jak skończy 2lata, i wszystko Ci powie, to będzie prawie LUZ :)

      Usuń
  4. Ja się nie znam, ale powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A probowalas ciepłą pieluszke na ten brzuszek kłaść? U nas działała cuda. I odbijalismy co chwila przy jedzeniu doszło do tego, że słyszałam już, że łyka powietrze i musimy odbić. To pomagało i na ulewanie i na 'babelki w brzuszku'.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie przybrała na wadze :) dlatego z całą resztą spokojnie, takie są uroki początku macierzyństwa :) Aż mi się buzia cieszy, mogłabym dokładnie to samo pisać rok temu... Też miałam moment, że zaczęłam uważać z dietą (na jałową nie przeszłam), ale jak zobaczyłam, że to nic nie daje, to wróciłam do normalnej po kilku dniach. Wydaje mi się, że taki maluszek ma niedojrzały układ trawienny i po prostu musi z biegiem czasu dojrzeć. Pomaga częstsze odbijanie w trakcie karmienia, jak sama zauważyłaś noszenie na ramieniu, ciepły woreczek z groszkiem na brzuszek (nie wiem jak to się nazywa) i duuużo czułości. Do tego skok rozwojowy się zbliża. Po tym przyjdzie czas względnego "spokoju", ale na krótko ;D I tak cały rok zleci hehe.

    Co do planu, hmm... U mnie działał brak planu i zasada, że jak mała śpi, śpię i ja. Jednak jakiś rytm po czasie złapałyśmy. Bardzo dużo dało mi noszenie małej w chuście, nagle znalazł się czas na posiłek, uczesanie włosów, umycie zębów, a nawet przygotowanie obiadu (gotować musiałam juz bez niej, żeby uniknąć poparzeń). Ale chusta była moim wybawieniem. Niestety nie miałam jej od razu po porodzie i żałuję, chociaż nie wiem ile musi minąć czasu od cc, by było to bezpieczne dla kręgosłupa. Ale gdybym miała następne dziecko, chustowałabym odkąd tylko bym fizycznie mogła ;).

    Aaa i ulewaniem się nie martw, w brzuszku na pewno dużo zostaje, skoro się nie domaga jedzenia zaraz po. Mojej przeszło między 3 a 4 miesiącem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, nie chcę Cię martwić, ale nie wiem czy Mela czasem nie ma refluksu... U nas niestety został on stwierdzony, bo Ola jakoś tak od 3 tygodnia życia zaczęła znacznie ulewać... czasem świeżym mlekiem, czasem strawionym, czasem to jest ulanie, czasem chlustanie... U nas jest o tyle dobrze, że Ona nie płacze przy ulewaniu, je chętnie, przybiera na wadze i jest pogodna, dlatego póki co nie ma potrzeby tego leczyć, ani stosować zagęszczaczy mleka. Jednak właśnie płacz w sytuacji, jaką opisujesz, może sygnalizować, że jedzenie się cofa i może ją to drażni :( Nie zauważyłaś czasem, czy Meli nie charczy/zalega nic w gardle, czy nie pokasłuje? Często też tak się dzieje przy refluksie... Nie wiem czy to faktycznie to, ale nic się nie stanie jak będziesz ją układać z główką uniesioną o 45 stopni... (możesz podłożyć np. książki pod nóżki łóżeczka).
    Jeśli o karmienie chodzi to polecam przed przystawieniem odciągać 20-30ml mleka, tak by samo nie wypływało z piersi, dzięki temu unikniesz po pierwsze większej ilości mleka pierwszego, które jest mniej tłuste, jest wodniste i zawiera dużo laktozy, którą maluszki ciężko trawią, a także sprawisz, że Mała na pewno nie będzie jeść tak łapczywie, bo już aż tak mleko nie będzie leciało. Nie dopuszczaj do takiej sytuacji, żeby przystawiać Melę do bardzo pełnych piersi.
    Ja również uważam, że to za szybko na jakieś kropelki. To są początki, układ pokarmowy jest jeszcze niedojrzały... może zamiast tego właśnie lepiej zastosować ciepłą pieluszkę lub termoforek, a także masować brzuszek?

    OdpowiedzUsuń
  8. PinkMamo, jesli martwi Ci, ze od kilku dni Mela bardzo ulewa, pojedz z nia do przychodni na zwazenie. Jesli nadal tak pieknie przybiera, to nie masz sie o co martwic. 700g w 2 tygodnie to rewelacja! Moja cora tyle przybrala w pierwszy miesiac! :) Tyle, ze ona stracila bardzo duzo wagi urodzeniowej, bo ja 4 dni czekalam na laktacje, a uparlam sie, ze mm nie bede podawac. ;)
    Obserwuj to ulewanie. Moja corka tez strasznie chlustala. Tak, ze ona, ja, wszystko naokolo bylo mokre. Nieraz zaraz po posilku, ale zdarzalo sie tez nagminnie godzine, dwie po karmieniu. Nie sprawialo jej to jednak bolu, a przybierala na wadze pieknie. Po pierwszym miesiacu utrzymywala sie na 90-95 centylu. Dzieci czesto jedza bardzo laczywie i dlatego ulewaja. Moze Melka tez tak ma, szczegolnie, ze piszesz, ze krotko ssie. Jesli przy ulewaniu nie placze i ladnie przybiera na wadze, to raczej nie jest refluks.
    Moze jednak bolec ja brzuszek. Wniosek troche na wyrost po tym, ze napisalas, ze jak polozna nacisnela brzuszek malej, momentalnie poszla kupa i gazy. Moje dzieciaki przez pierwsze kilka miesiecy kupe robily przy KAZDYM karmieniu. Moze dlatego nie mialy brzuszkowych problemow?
    Niestety, swirowanie przy jedzeniu znam. Bi czasem marudzila, ale u Nika to byla regula. Wykrecal sie, puszczal piers i wrzeszczal, za chwile znow ja lapal po to, zeby natychmiast puscic i ponownie sie rozedrzec. Niestety tak bylo gdzies do 5-6 miesiaca, kiedy piers stala sie dla niego czesciowo uspokajaczem. Na takie wariactwa czasem pomagalo przystawienie go do drugiej piersi (chociaz z pierwsza wszystko bylo ok), a czasem karmiac go jednoczesnie chodzilam pomalu po domu. Takie kolysanie od moich krokow szybko go uspokajalo i konczyl posilek. Jestem pewna, ze i na Melke znajdziesz sposob. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "Obejrzała piersi i określiła, że "są do karmienia".":) - hm.. każde pierwsi są do karmienia, naprawdę jest niewiele przypadków, że kobiety nie są w stanie karmić:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pink Rodzinko! Pięknych, radosnych i wyjątkowych Świąt. Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również Kochana, spokojnych i pełnych radości :-)**

      Usuń
  11. PinkMamo, to ulewanie też mnie męczyło i martwiło... Ciężko ocenić ile tego wyleciało, a mi się zdawało, że cały posiłek mojej Małej ;) Sprawdź wagę Melki, jak przybiera to widać tak ma.. :)
    Ja piłam herbatkę Hipp dla karmiących piersią od początku, czasem dzieci miały problemy z brzuszkami, ale głównie jak zjadłąm coś cięzkostrawnego. Mniej więcej do 3-ciego miesiąca trzymałam dietę (oczywiście bez przesady, ale jadłam raczej lekkie rzeczy i mało przypraw), potem jadłam coraz więcej "normalnych" rzeczy. Tak mi mówił instynkt i tego się trzymałam. Słuchaj swojego :) Pozdraiwm mocno, Gośka

    OdpowiedzUsuń