niedziela, 3 maja 2015

Co zmienia pojawienie się dziecka?



Chyba każdy z nas słyszał, co najmniej raz, że pojawienie się dziecka zmienia wszystko i wywraca życie do góry nogami.
Często słyszałam jeszcze dodatkowy, złowrogi dodatek do tego stwierdzenia:
noooo, teraz to się wam zacznieee. 
Wersja alternatywna: teraz too sięę skończyyy luz blues. 

Zanim zostałam mamą wiedziałam więc, że:

#1 teraz to "się nam skończy" [przyjemności]
#2 coś tam "się zacznie" [kłopoty]
#3 na pewno przeżyjemy kryzys małżeński
#4 a ja na pewno wpadnę w baby bluesa albo depresję
#5 moje potrzeby zejdą na drugi plan.

Mam wrażenie, że opinia publiczna i otoczenie są zaprogramowane na wystraszenie i negatywne nastawienie przyszłych rodziców do rodzicielstwa.
Nawet w książce Tracy Hogg stoi jak byk: "w pierwszych tygodniach powtarzaj sobie: to minie".

Oczekiwałam więc z dreszczykiem emocji tego armagedonu.
Czekałam, czekałam, ale coś się doczekać nie mogę, a Meśce stukną 2 miesiące za raz..

Trudno nie zgodzić się i jakkolwiek dyskutować z jednym:
u nas dziecko zmieniło baaardzo dużo.
Można by uznać tezę: dziecko zmienia wszystko - za prawdziwą. 

Nasze życie uległo gwałtownej zmianie.
Jest tak, jakby ktoś zburzył zbudowany z klocków Lego domek, wymieszał te klocki, dodał do nich kilka nowych, innych, kolorowych klocków i zbudował ten domek od nowa.
Niby ten sam, ale zupełnie już inny.

Pamiętam ten poranek, 12 marca, kiedy opuszczałam mieszkanie wychodząc do szpitala na wywołanie porodu.
Zanim zamknęłam za sobą drzwi spojrzałam na pokoje, wciągnęłam nosem powietrze i z na prawdę ogromnym wzruszeniem pomyślałam: już nic nigdy nie będzie takie samo. Wrócę tu, jako inny człowiek. Jako mama. 
I nie pomyliłam się.

OK, ale co de facto się zmienia?
Bo "wszystko" to jakaś taka gówniana, mętna odpowiedź.
Jakoś nie mogłam tego zrozumieć przed pojawieniem się Meśki.

#1 Organizacja dnia codziennego
u nas Meśka zupełnie przekreśliła rytm i codzienność, którą znaliśmy.
7 dni tygodnia zaczęły się kręcić wokół Niej.
Powstał zupełnie nowy rytm życia, rytm dnia - dość intensywny.
Jesteś słabo zorganizowany? Well, musisz się zorganizować jak chcesz coś zjeść albo gdzieś wyjść. A jak Ci zabraknie Papmersów w środku nocy to biada Ci.
Lubisz pospać do południa? Well, na to bym zbytnio nie liczyła.
Lubisz brać dłuuugi prysznic poranny, poprzedzony godzinnym posiedzeniem na tronie z iPadem lub Wyborczą? Ja tam się cieszę, jak posiedzenie uda mi się w ogóle sfinalizować bez koncertu zza ściany :)  A prysznic staram się brać wieczorem, bo rano, to loteria.
Lubisz zaliczyć mały melanż z piątku na sobotę a potem leczyć kaca przez co najmniej 1 dzień? Odradzała bym, jeśli nie chcesz widzieć opieki społecznej pukającej do Twoich drzwi.
Lubisz obejrzeć sobie "Grę o Tron" o 2 w nocy, kiedy tylko pojawi się nowy odcinek?  Grę o tron to ja mam teraz, jak potrzebuję pilnie udać się na stronę a dziecko ma akurat inny plan.
Masz ochotę obejrzeć 13765 odcinek "Mody na sukces"? Zabieraj wózek, czas wywietrzyć bobasa na spacerze.
Et cetera.

#2 My sami
To jest temat na osobny post.
Jestem w ciężkim szoku ile zmieniło się we mnie.
Jak zmieniły mi się priorytety.
Do tej pory miałam taką wewnętrzną motywację dla samej siebie, obecnie motywacją jest dla mnie moja córka.
Płaczę na reklamach, głównie niestety mleka modyfikowanego, bo są najbardziej ckliwe.
Bez żalu zajmuje się domem, bez panicznej obawy, że mąż zobaczy we mnie kurę domową. Baaa, mało tego - bycie takim drobiem sprawia mi przyjemność.
Patrze na Melę i chcę drugie dziecko. ASAP- as soon as possible.
Zaczynamy kombinować jak tu zamienić hipsterskie mieszkanie w centrum wielkiego miasta na działkę poza miastem. Samochód na vana.
Już nie stoję w rozkroku pomiędzy domem rodzinnym w górach a domem w którym mieszkam. 13 marca zostały przecięte dwie pępowiny i wiem już, że mój dom jest tam, gdzie Mela i jej tata. Że Oni są dla mnie najważniejsi.
Mogła bym jeszcze długo wymieniać, co się zmieniło.
Nie wszystko potrafię nazwać. Niektóre odczucia i feeling trudno mi zidentyfikować i nazwać.
Tu jednak zostawiam sobie mały margines, bo czuję, ojj czujęę bardzo, że jestem jeszcze pod mocnym wpływem hormonów pociążowo-około-porodowych. A pewnie i karmienie piersią karmi mnie dodatkową porcją hormonków.

#3 Relacja między rodzicami 
nasz burzliwy związek trochę się uspokoił.
Mamy dla siebie więcej cierpliwości, jesteśmy spokojniejsi, mniej się kłócimy.
Bo mamy wspólny cel. Cel najwyższej rangi - wychowanie szczęśliwego dziecka.
Dziś rano miałam poczucie (zresztą chyba tak samo jak i On) niewyobrażalnego szczęścia: spędziliśmy poranek w łóżku: ja, on, między nami Mela przytulona do cycka a w nogach wyciągnięte, wygrzane, rozczochrane dwa koty. W takich chwilach zdarza mi się wziąć głęboki wdech, spojrzeć lekko w górę i szepnąć w myślach "Boże, dziękuję Ci".

Rozprawiając się ze straszakami z początku posta:

#1 teraz to "się nam skończy" [przyjemności]  --> false
#2 coś tam "się zacznie" [kłopoty] --> zaczyna się o wiele więcej, niż obowiązki i kłopoty, więc false
#3 na pewno przeżyjemy kryzys małżeński --> pewne są śmierć i podatki. u nas kryzysu brak
#4 a ja na pewno wpadnę w baby bluesa albo depresję --> false, odpukać
#5 moje potrzeby zejdą na drugi plan --> true i czuje się to z pełną mocą siedząc na kiblu i nie mogąc skończyć w spokoju, co się zaczęło.

Oczywiście zdarzają się trudne chwile, kiedy jestem zmęczona i mam dość, ale generalnie wszystkie te zmiany są fajne.
Moja odpowiedź na to cudowne stwierdzenie o wszech-zmieniającej się rzeczywistości brzmi:

I super, i świetnie.
Po to mamy dziecko, żeby się zmieniło.
Po 16 latach związku i 6 latach małżeństwa - time is high!


29 komentarzy:

  1. Świetny post:). Ech.... Troszkę Ci zazdroszczę tego polegiwania wszyscy razem w łóżku. U mnie z tatą odpada, wiadomo:/. Najgorsze jest to, że młody nie chce ze mną spać w łóżku:(. Jedynym odstepstwem jest kolka o piątej rano kiedy mały cwaniak chce, żeby go brzuszku masowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że Mela też z nami nie śpi jednak.
      W niedługim czasie jak napisałam na blogu, że olaboga, ona śpi z nami, tak się jakoś złożyło, że nam się wygodniej śpi bez niej a ona też się dobrze czuje w swoim łóżeczku, więc nie ma sprawy.
      Ale jak się budzi o 6 rano na karmienie to potem już zaczyna marudzić, nie zasypia dalej i biorę ją do siebie do łóżka, zje, trochę pogadamy, trochę pomarudzi i ostatecznie zasypia.
      I tak de facto nie spieszy mi się, żeby cała noc spała z nami :)

      Usuń
  2. Pink, z tą działką za miastem to się nie spiesz. Teraz to by było fajnie, ale już z przedszkolakiem niespecjalnie.
    Od przedszkola to koledzy, zajęcia pozalekcyjne. Zwariować można z tym wożeniem. Masz dom i nie masz kiedy w nim być. A w weekend takie małe ruchliwe i tak kiepsko wytrzymuje w domu. :)

    Cieszę się, że zmiany są głównie pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wężon taaa, wiem o czym mówisz.
      Zastanawiam się właśnie jak to wszystko ugryźć organizacyjnie, żeby było dobrze.
      Ale fakt faktem, że jeszcze kilka miesięcy temu do głowy by mi nie przyszło, żeby coś zmieniać.
      Buźka.

      Usuń
  3. Super post! Moje życie jest gotowe na rewolucję. Czekam na nią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam go właśnie z myślą o tych, którzy na dzieci jeszcze czekają :)
      Buziaki :)

      Usuń
  4. U nas się zmieniło na lepsze, piękniejsze, ja na szczęśliwszą i jeśli z czegoś rezygnujemy ze względu na dzieci to bez cienia żalu tak jak u Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa, że dziecko uszczęśliwia.
      Kurde, ja chyba nigdy nie byłam aż tak szczęśliwa.

      Usuń
  5. oj prawda :) Ale zależy też jakie kto miał przyjemności przed pojawieniem się dziecka bo jak mamy na myśli spacery na plażę o godzinie 21 to jak najbardziej mogę powiedzieć że się skończy :) Ale zacznie się dużo fajnych rzeczy. A druga ciąża, jest trudniejsza od pierwszej jak się ma małe dziecko pod opieką. jak myślę sobie co mnie czeka za kilka tygodni to inaczej patrzę na początki z jednym dzieckiem... toć to chyba wakacje :D hehehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozumiem..
      Będę o tym pisać pewnie szerzej, ale ogarnęło mnie pragnienie posiadania drugiego dziecka - może nie natychmiast, ale szybko. Myślę, że te przepisowe 1,5 roku od cesarki będzie w sam raz...
      Pragnienie pragnieniem, ale sprawy organizacyjne to zupełnie inny temat..
      Sama ciąża, temat podnoszenia małego dziecka, które już jest po drugiej stronie brzucha, ogarnięcie spacerów i wyjść z wózkiem i taaak daleej.. To musi być trudne. Ale na pewno nie niemożliwe! :-D

      Usuń
    2. No jasne, ze nie niemozliwe! :D Ja zaszlam w druga ciaze kiedy Bi miala 10 mies., a wiec roznice mamy 19-miesieczna. Nie powiem, poczatki byly dosc koszmarne, ale do przetrwania. Teraz za to, patrze jak moje Potwory pieknie sie razem bawia (w tych momentach kiedy sie nie tluka) i stwierdzam, ze warto bylo sie przemeczyc. :)

      Usuń
    3. Dokładnie taka sama różnica wieku będzie u nas. Wszystko zależy jak się znosi ciążę ale wszystko jest do przetrwania, to prawda :)

      Usuń
  6. A mnie się wydaje, że właśnie trzeba zachować zdrowy dystans do tych mądrości ludowych, które prawią, że pojawianie się dziecka to w ogóle masakra, jazda bez trzymanki, i koniec... właściwie wszystkiego co piękne, fajne i przyjemne. To kurczę- dlaczego ludzie (w większości) decydują się na ten kataklizm zwany dzieckiem zupełnie świadomie? A potem robią to po raz kolejny, i może jeszcze kolejny raz... Oczywiście, że dziecko niesie za sobą pewne (oczywiste) moim zdaniem zmiany, ale to chyba normalne? I o ile na depresję czy baby bluesa nie mamy wpływu, o tyle na inne rzeczy już tak. I warto szukać tych zmian na lepsze, bo to one, moim skromnym zdaniem, jednak przeważają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że wszystko ma swoje plusy i minusy :)
      Ale myślę, że łatwiej jest, jak się jednak widzi tą pełną część szklanki :)

      Usuń
  7. Fajnie to napisałaś. Też czasem odnoszę wrażenie, że ludzie robią z posiadania dziecka jakąś katastrofę, niczym tajfun i powódź razem wzięte. A jest po prostu inaczej. Pięknie, cudownie i przesłodko inaczej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, lubimy się straszyć :)
      Ale mam znajomych, których dziecko podobno nie przespało od porodu nigdy dłużej niż 2h ciągiem, więc.. ja tu się nie mam co puszyć, że taka zadowolona jestem, bo akurat moje dziecko w nocy śpi 8 godzin jak ta lala, więc głupio by było na bejbi bluesa narzekać.

      Usuń
  8. Fajny tekst:)
    Wydaje mi sie jednak, ze troche jeszcze za wczesnie na to, aby " już sie zaczęło":) to przychodzi z czasem:) ja mam dwójkę, i za pierwszym, i drugim razem te pierwsze miesiące wspominam bardzo dobrze, nie wiem, czy to kwestia jeszcze hormonów, czy " efektu nowości", zjazd zaczęliśmy zaliczać tak gdzieś po pol roku dopiero. Pamietam tez, ze nawet zaraz po drugim dziecku myślałam o trzecim, po półtora roku zaś nie mogłam uwierzyć, ze w ogóle taki pomysł miałam;) no ale ja patrzę z perspektywy dwójki już, mam tez teraz w domu zbuntowana prenastolatke ( z wszystkimi imprezowo-gadżetowio-lekcjiwo-pyskowkowymi przyległościami) i cóż- u nas armagedon już sie zaczął:/ ale z rozrzewnieniem wspominam ten czas maluszków, gdy były takie przecudownie słodkie i kochane, tak cudownie pachniały, i w ogóle... Ciesz sie tum czasem teraz, jest wspaniały i niepowtarzalny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że po pół roku?
      Może i tak być :)
      Właśnie wydaje mi się, że jestem niesiona falą jakiś uber hormonów, bo faktycznie, zachowuje się kompletnie jak nie ja :)
      A z pomysłu na kolejne dziecko, hehe.. na razie ostro trzymam się stwierdzenia, że chcę jeszcze :) ale już zostałam wyśmiana przez przyjaciółkę, ktora ma 5cio letniego syna i drugiego w drodze :)
      We will see.. ;)

      Usuń
  9. Super, ze u Was same pozytywy, a z Ciebie wylazla prawdziwa Matka Polka! :D

    Ja moje dzieci uwielbiam, sa najlepszym co mi sie w zyciu trafilo, ale...
    Nie wiem czy to kwestia, ze mam dwojke i sa juz nieco "odchowane", czy po prostu charakteru, ale jestem sklonna przyznac, ze przyjemnosci znane mi z czasow przed dziecmi, sie skonczyly. Pomalu odzywaja w mocno okrojonej wersji, ale poki co, to nie to samo. Jesli chodzi o klopoty, to tych akurat nie odczuwam. Pewnie, ze zycie z takim maluszkiem jest dosc upierdliwe. Ciagle kontrole, badania, szczepienia, zalatwienie opieki kiedy trzeba wrocic do pracy, itd. Mimo wszystko jednak, jezeli maluchy sa zdrowe, to wymaga to po prostu lekkiej re-organizacji zycia i tyle.
    Baby blues'a niestety odczulam, szczegolnie mocno po urodzeniu Nika. Kryzys malzenski rowniez nas dotknal, ale tak naprawde zaczal sie dopiero pod koniec pierwszego roku zycia Bi. Potem jednak bylo coraz gorzej, a po narodzinach Nika w ogole sie ryplo... Nik ma 2.5 roku, a nasze malzenstwo nadal nie jest tym, czym bylo. I nie wiem czy kiedykolwiek bedzie... Raz jest lepiej, raz gorzej, ale dokad nas to zaprowadzi, trudno przewidziec... :/
    A co do potrzeb mamy i rodzicow w ogole, to jasne. Chociaz z niektorych ciezko jest mi zrezygnowac, np. ze snu. Straszny ze mnie spioch i jak dzieciaki urzadza mi nocna pobudke (nadal im sie zdarza), to rano lepiej, zeby mi wszyscy schodzili z drogi. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata, mówisz, że dopiero po roku?
      Well, wydaje mi się, że u nas pewnie też coś tąpnie, pewnie też trzeba będzie odklepać jakiś okres przejściowy.. za pięknie by było chyba, gdyby nie. Zobaczymy.

      Z niektórych rzeczy musieliśmy zrezygnować, jasne - ale paradoksalnie się okazało, że więcej kasy nam zostaje w kieszeni, bo jednak pieluchy są tańsze niż kolacyjki na mieście, imprezki weekendowe i inne :)

      Mam nadzieje, że jakoś się u Was ułoży i wszystko wskoczy na właściwe tory.

      Usuń
  10. Ja w odniesieniu do wszystkich pięciu "straszaków" skłaniam się raczej ku odpowiedzi "true" - nie czas i miejsce, by teraz się w tym temacie rozwijać, ale może kiedyś uczynię to w jakimś poście na własnym blogu :) Mimo to nadal traktuję pojawienie się Bąbla jako wielki cud i prezent dla nas od losu, daleka jestem od postrzegania macierzyństwa w kategoriach katastrofy - i ostatnio coraz częściej chodzą mi po głowie myśli, że jednak...chcę więcej !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Kochana, a jednak? ;)) (że więcej)
      W razie co to odeślę Ci Twoją pakę, albo skompletuje nową ;-))))))
      Buziaki!

      Usuń
  11. Jabadabadu!!! Mnie też rozckliwiają reklamy mleka modyfikowanego, hihi. Niestety, w 9 miesiącu zaczęłam podawać młodemu modyfikowańca, gdyż me cyce już nie produkują tyle magicznego płynu, co kiedyś. Jesteśmy na etapie próbowania, na razie tylko dwie, obie zakończone sraczunią. Więc nie wiem, jak to będzie dalej...

    A co do straszaków, to również przed ślubem słyszeliśmy: "dobrze, że się chajtacie! dlaczego macie mieć lepiej niż my?" he, he.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mela, a skąd pomysł, że produkcja siada?

      Usuń
    2. To samo pytanie mi się nasunęło.
      To nie jest tak, że dopóki karmisz (prawidłowo) to mleko powinno być?
      I że laktacja sama z siebie się nie wygasza?
      Błagam, powiedzcie, że tak..

      Usuń
    3. Tak jest, produkcja dostosowuje się do zapotrzebowania. Z czasem dziecko je też inne rzeczy, więc mleka mniej trzeba, ale nie powinno być go 'za mało'. No chyba, że oceniamy po urobku laktatorem, który jest niemiarodajny całkiem. Gdybym ja oceniała swoją laktację po tym, co 'wyciągam', to już dawno bym się załamała ;) Czasem też zwala się winę na rzekome cycowe niedobory za nocne pobudki, co też raczej mija się z prawdą. Znam dzieci na mm, które budziły się częściej niż Miłosz od początku do drugiego roku życia. Znam też takie, które pięknie śpią. Nie ma reguły tutaj :)

      Usuń
    4. Melka jest karmiona wyłącznie piersią (i nie mam tu na myśli naszej blogowej koleżanki :-D ) i już dawno przesypia całe noce i to w swoim łóżeczko na dodatek :)
      Jak zasypia przed 21 tak budzi się
      1. albo koło 4 na karmienie i śpi dalej do 7-8
      2. albo śpi longiem do 7-8 (a ostatnio to się jej nawet do 9:30 zdarzyło, i nie budzę)

      Fajnie? Fajnie :)
      Mam zajebiste dziecko :)
      A to wszystko jeno na cycu, także sposób karmienia niekoniecznie świadczy o tym, że się trzeba umęczyć w nocy.

      Aha, je 10 minut i po sprawie.
      I ładnie przybiera.

      Usuń
  12. Zmiany są pożądane ;)
    I jak to mówili w Misiu - (wszystko) ma być może nawet tam i swoje… plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, po cholerę nam minusy :) Cieszę się czasem, póki ich nie widzę zbyt wielu, bo ... nie wierzę, że ten stan będzie trwał wiecznie ;))))

      Usuń